głosowanie – EURACTIV.pl https://www.euractiv.pl Unia Europejska – najnowsze wiadomości, analizy, wywiady Thu, 16 May 2019 09:12:59 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.2.2 https://www.euractiv.pl/wp-content/uploads/sites/6/2017/03/cropped-ea_favicon_32x32-32x32.png głosowanie – EURACTIV.pl https://www.euractiv.pl 32 32 Parlament Europejski przyjął dyrektywę o prawach autorskich https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/news/pe-przyjal-dyrektywe-o-prawach-autorskich/ https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/news/pe-przyjal-dyrektywe-o-prawach-autorskich/#respond Tue, 26 Mar 2019 14:34:27 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=64230 Na posiedzeniu plenarnym w Strasburgu europosłowie przyjęli w głosowaniu budzącą wiele kontrowersji nową dyrektywę o prawach autorskich, która ma dostosować prawo do współczesności. Dotyczy ona m.in. zasad publikowania w internecie. Głosowanie poprzedziła emocjonalna dyskusja.

 

Za dyrektywą opowiedziało się 348 posłów, przeciw było 274. Od głosu wstrzymało się jedynie 36.

Co budzi spory w nowej dyrektywie?

Przyjęcie dyrektywy w przedstawionym dziś w Parlamencie Europejskim kształcie oznacza, że utrzymane zostały budzące najwięcej kontrowersji artykuły 11. oraz 13. Pierwszy dotyczy praw pokrewnych dla wydawców prasowych – platformy internetowe oraz agregatory treści miałyby płacić prasie za umieszczanie obok linków do artykułów choćby najmniejszego kawałka tekstu. Drugi zaś wprowadza obowiązek filtrowania treści pod kątem praw autorskich.

W projekcie dyrektywy utrzymano zapis mówiący o tym, że platformy internetowe powinny płacić za wykorzystywanie pracy artystów i dziennikarzy, ale linki do artykułów informacyjnych, wraz z „pojedynczymi słowami lub bardzo krótkimi fragmentami” mogą być udostępniane bezpłatnie. Swobodnie udostępniane mają być natomiast memy oraz GIF-y tworzone przez użytkowników sieci. Utrzymane mają być bowiem prawo do cytatu, krytyki, parodii czy pastiszu.

Lżejszym wymogom ustanawianym przez dyrektywę będą także podlegać platformy start-upowe. Z obowiązku filtrowania treści pod kątem praw autorskich (np. w komentarzach czy postach użytkowników) wyłączone będą mniejsze podmioty – takie, które mają mniej niż 5 mln użytkowników. Z dyrektywy mają zostać wyłączone także niekomercyjne internetowe encyklopedie (np. Wikipedia) czy platformy z oprogramowaniem open source (np. GitHub).

Przeciwnicy argumentują, że nowe przepisy skonstruowano tak restrykcyjnie, że mniejsze podmioty internetowe będą miały problemy ze sprostaniem tym wymogom (co może utrudnić powstawanie internetowych start-upów), a ponadto naruszone zostanie prawo do swobody wypowiedzi oraz wolność słowa. Dyrektywa jest przez część z nich nazywana „ACTA 2” w nawiązaniu do odrzuconych kilka lat temu bardzo kontrowersyjnych przepisów, które miały przeciwdziałać m.in. cyfrowemu piractwu, ale w ocenie wielu ekspertów de facto dusiły swobodę w internecie.

Zwolennicy nowelizacji uważają natomiast takie porównanie za nadużycie i zwracają uwagę, że brak przepisów odpowiednio regulujących wykorzystywanie w internecie własności intelektualnej (tekstów, zdjęć czy wideo) bardzo szkodzi branży wydawniczej czy tradycyjnym mediom, a w szczególności prasie drukowanej.

PE, KE i państwa członkowskie porozumiały się co do zmian w prawie autorskim

Parlament Europejski, Komisja Europejska oraz Rada porozumiały się co do nowelizacji dyrektywy dotyczącej prawa autorskiego i dostosowującej ją do jednolitego rynku cyfrowego. Budzi ona kontrowersje, a 8 państw członkowskich (w tym Polska) jest jej przeciwna w obecnie uzgodnionym kształcie.
 

Toczone w …

Debata w PE

Zanim odbyło się głosowanie, w Strasbourgu miała miejsce emocjonalna debata. Polscy europosłowie byli w większości przeciwni przyjmowaniu dyrektywy w kształcie, jaki wynegocjowano w procesie tzw. trilogu (czyli trójstronnych negocjacji między PE, Komisją Europejską oraz państwami członkowskimi). „Internet to nie tylko dostęp do dzieł sławnych autorów i dziennikarzy, to twórczość cyfrowych kreatorów, komentatorów, idąca codziennie w miliony. Nie chcę, by to korporacje decydowały o dopuszczaniu treści do obiegu. Ta ostrożność zamieni się w prewencję w obawie przed karami. Dawniej prewencja to cenzura, w świecie cyfrowym to pomyłka, ale i strata szansy, zarobku i reputacji” – mówił europoseł Michał Boni (PO, EPL).

Z kolei wiceprzewodniczący PE Zdzisław Krasnodębski (PiS, EKR) przekonywał, że w całym procesie przyjmowania dyrektywy wielkie korporacje nie szczędziły wydatków, aby manipulować toczoną debatą. „Wielcy gracze po obu stronach barykady, podkreślam, po obu, zarówno jeśli chodzi o gigantów internetowych i koncerny prasowe, na przestrzeni ostatnich dwóch lat nie szczędzili środków finansowych na czarny PR, ani pomysłów na coraz większe manipulacje. Niestety, niektórzy tym manipulacjom ulegają” – podkreślił Krasnodębski.

Natomiast Lidia Geringer de Oedenberg (wybrana z list SLD, ale nie będąca już członkinią tej partii, S&D) zwracała uwagę, że dyrektywa zaburzy to, jak użytkownicy dzielą się w sieci swoją wiedzą. „Naszym celem było wspomożenie autorów i twórców. Nie byliśmy jednak w stanie zbudować równowagi między interesami wszystkich zainteresowanych stron. Jest to zasadniczy błąd. Dlatego też jedyny wybór, jaki mamy, to usunięcie art. 13.” – oświadczyła.

Przeciwna dyrektywie była też m.in. niemiecka europosłanka z frakcji Zielonych Julia Reda. „Nikt z CDU, SPD ani z opozycji nie uważa, że ta reforma ma sens. Nikt nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności politycznej za tzw. filtr uploadowania, o którym jest mowa w art. 13. Nikt w rządzie niemieckim nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za to, nawet kanclerz Niemiec Angela Merkel tego nie chce. Pomimo tego rząd niemiecki jest za. Wiemy już dlaczego – dziennik „FAZ” odkrył targ, którego dobiły Francja i Niemcy. Mianowicie Niemcy poprą tzw. filtr uploadowania za to, że Francja zgodzi się na budowę Nord Stream 2. Ta dyrektywa nie może przejść w jej obecnym kształcie” – mówiła.

Ale posłowie, którzy zapowiadali głosowanie za dyrektywą przekonywali, że tylko jej przyjęcie pozwoli twórcom czy dziennikarzom godnie zarabiać na swojej twórczości. „Poprę wynik naszych prac w głosowaniach, bo tekst dyrektywy został udoskonalony. Przykładowo, dla celów komercyjnych będzie możliwe pozyskiwanie danych i przeszukiwanie danych. Art. 11 został też poprawiony. Dzięki art. 13 platformy będą musiały dzielić się zyskami, które gromadzą dzięki twórczości autorów. Przyszłość wydawców jest zabezpieczona – mówił Brytyjczyk Sajjad Karim (EKR).

Wtórował mu czeski europoseł Pavel Svoboda (EPL). „Musimy zbudować nową równowagę pomiędzy interesami użytkowników, autorów i platform internetowych. Dlatego cieszę się, że ta propozycja reformy praw autorskich chroni interesy twórców, chroni kulturę, twórczość, dziedzictwo kulturowe. Cieszę się, że ta propozycja potwierdza prawa wydawców, ale również walczy ze szkodnikami, z platformami, które kradną treści twórców” – oświadczył.

Również należąca do nacjonalistycznego Zgromadzenia Narodowego francuska europosłanka Marie-Christine Boutonnet (ENF) uznała, że dyrektywa „równoważy interesy zarówno twórców, jak i użytkowników internetu. „Artyści mają prawo do wynagrodzenia od platform, które korzystają i wzbogacają się dzięki ich pracy. Jestem za kulturą, za prawami autorskimi, za artystami, za twórcami” – powiedziała.

Reforma prawa autorskiego dzieli Grupę Wyszehradzką

Po niemal trzech latach negocjacji reformy prawa autorskiego państwa członkowskie, Parlament Europejski i Komisja Europejska doszły do porozumienia. Spór ogniskował się głównie wokół artykułów 11 i 13 negocjowanej dyrektywy, gdzie stanowiska państw różniły się nieraz diametralnie. Wyszehradzkiej czwórce też nie …

Polska przeciwna dyrektywie

Aby dyrektywa stała się obowiązującym prawem, musi zostać jeszcze ostatecznie zatwierdzona podczas posiedzenia unijnych ministrów w Brukseli. W lutym, gdy kończono trilog, przeciwnych dyrektywie było 8 krajów członkowskich, w tym Polska. Ale obecnie sprzeciw deklaruje już tylko 5 z nich. Oprócz naszego kraju to jeszcze Holandia, Finlandia, Luksemburg i Włochy. To jednak za mało, aby zablokować dyrektywę na forum Rady Unii Europejskiej.

Dzisiejsze głosowanie w PE przesądza więc de facto o tym, że dyrektywa zostanie przyjęta. Gdyby bowiem to głosowanie nie dało rezultatu pozytywnego dla zwolenników nowych przepisów, byłoby szalenie trudno zorganizować ponowne jeszcze w tej kadencji PE. Wybory europejskie odbędą się już 23-26 maja.

Dziennikarze z 20 państw członkowskich UE apelują o utrzymanie reformy prawa autorskiego

Ponad setka dziennikarzy reprezentujących wpływowe europejskie media wezwała do przyjęcia w UE nowej dyrektywy o prawie autorskim, która miałaby dostosować przepisy do współczesnej sytuacji. Parlament Europejski w lipcu odrzucił raport w tej sprawie, co przedłużyło negocjacje nad kształtem nowych regulacji. …

]]>
https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/news/pe-przyjal-dyrektywe-o-prawach-autorskich/feed/ 0
Wielka Brytania: May obiecuje głosowanie nad opóźnieniem brexitu https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/wielka-brytania-may-obiecuje-glosowanie-nad-odlozeniem-brexitu/ https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/wielka-brytania-may-obiecuje-glosowanie-nad-odlozeniem-brexitu/#respond Tue, 26 Feb 2019 14:43:05 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=62769 Brytyjska premier podczas swojego wystąpienia w parlamencie powtórzyła, że wciąż liczy, że Izba Gmin za 2 tygodnie zatwierdzi wynegocjowaną przez jej rząd umowę z Unią Europejską. Gdyby to jednak się nie udało, parlament będzie mógł zagłosować za odłożeniem brexitu.

 

Ponowne głosowanie nad umową między Wielką Brytanią a UE zaplanowane jest na 12 marca. Do tego czasu Theresa May chce uzyskać od unijnych przywódców dodatkowe gwarancje dotyczące m.in. przyszłości granicy między Irlandią a Irlandią Północną. Brytyjska premier liczy, że uda jej się w tych rozmowach coś uzyskać i przekonać tym samym odpowiednią liczbę posłów kierowanej przez nią Partii Konserwatywnej, aby poparli porozumienie.

May wciąż chce brexitu 29 marca

May między innymi w tym celu spotykała się podczas szczytu UE-Liga Państw Arabskich w Szarm el-Szejk w Egipcie. Rozmawiała tam z kanclerz Niemiec Angelą Merkel czy premierem Holandii Markiem Rutte. Ale najważniejsze było spotkanie z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem. Tusk poinformował potem, że rozmawiali także o „prawnych i proceduralnych aspektach ewentualnego przedłużenia czasu na przeprowadzenie brexitu”.

A ponieważ Bruksela nie chce już nic zmieniać w wynegocjowanej w ubiegłym roku umowie, mało prawdopodobne wydaje się, że 12 marca brytyjscy posłowie zagłosują nad innym dokumentem niż ten, który już odrzucili w styczniu. „Dla mnie jest zupełnie oczywiste, że nie ma większości w Izbie Gmin, która uchwaliłaby umowę. Więc staniemy wobec alternatywy: albo chaotyczny brexit, albo przedłużenie. Im mniej czasu mamy do 29 marca, tym bardziej prawdopodobne jest przedłużenie. To jest obiektywny fakt, a nie nasza intencja czy plan” – powiedział Tusk.

Perspektywa opuszczenia UE bez umowy (tzw. no-deal brexit) przeraża coraz więcej Brytyjczyków. Grozi także rozłamem w Partii Konserwatywnej. Nawet troje członków rządu May otwarcie mówi już o rzuceniu partyjnymi legitymacjami, gdyby doszło do no-deal brexit. Ujawnili to w liście przesłanym dziennikowi „Daily Mail” minister ds. zmian klimatycznych Claire Perry, minister ds. biznesu Richard Harrington oraz minister ds. cyfryzacji Margot James.

Według źródeł tej gazety, wczoraj (25 lutego) grupa 23 parlamentarzystów Partii Konserwatywnej miała się też potajemnie spotkać w siedzibie Izby Gmin i radzić, co zrobić w przypadku wyjścia z UE bez umowy. W przeprowadzonym głosowaniu 15 z nich opowiedziało się podobno za natychmiastowym opuszczeniem partii.

Premier May znów odkłada głosowanie ws. brexitu

Głosowanie w Izbie Gmin ws. brexitu odbędzie się nie później niż 12 marca – zapowiedziała premier Wielkiej Brytanii Theresa May, potwierdzając wczoraj, że zaplanowanego na najbliższą środę decydującego głosowania w tej sprawie nie będzie.

Nowy scenariusz na brexit

Dziś na posiedzeniu plenarnym Izby Gmin premier May zaproponowała więc nowy scenariusz rozwoju wypadków. Jeśli 12 marca rząd znów przegra głosowanie, natychmiast ogłoszone zostanie na 13 marca kolejne głosowanie. Posłowie mieliby tym razem zatwierdzić lub nie no-deal brexit. Jak tłumaczyła May, „chodzi o to, aby opuścić wówczas UE przy wyraźnej zgodzie ze strony parlamentu”.

Gdyby jednak Izba Gmin nie zatwierdziła no-deal brexit – 14 marca przeprowadzone będzie kolejne głosowanie. Dopiero w nim parlament mógłby wyrazić zgodę na odłożenie brexitu w czasie. May potwierdziła jednak, że liczy na to, że cała procedura zakończy się jednak 12 marca podczas pierwszego głosowania.

„Powiem to jasno, nie chcę rozciągania w czasie obowiązywania artykułu 50. unijnego traktatu. Gdyby brexit przesunięto przynajmniej do czerwca, Wielka Brytania musiałaby wziąć udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Pomyślcie jaki wysłalibyśmy wówczas sygnał do 17 mln ludzi, którzy 3 lata temu poparli wyjście z UE. Dlatego musimy się skupić na tym, aby wdrożyć umowę, która pomoże nam opuścić UE 29 marca” – powiedział May.

Premier dodała też, że ewentualnie przedłużenie brexitu powinno być krótkie i jednorazowe, a groźba no-deal brexit przez to nie zniknie. „Można by to zrobić tylko poprzez odwołanie artykułu 50., ale tego nigdy nie zrobię i na to nigdy się nie zgodzę” – zapewniła. Nie dopuściła też możliwości zorganizowania ponownego referendum na temat wyjścia z UE. Jak tłumaczyła, „musi się bowiem trzymać swoich poprzednich zobowiązań”. Oferując nowe możliwości poprowadzenia brexitu May próbuje także uniknąć porażki w zaplanowanym na jutro (27 lutego) głosowaniu, w którym parlament może odebrać jej wobec braku wyników kontrolę nad procesem brexitu.

Opóźnienie brexitu może zakłócić wybory do PE

Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński wysłał do najważniejszych osób w państwie list, w którym ostrzega przed “problemem”, grożącym procesowi wyborczemu do Parlamentu Europejskiego w efekcie ewentualnej zmiany terminu brexitu.

Drugie referendum coraz bardziej prawdopodobne

Unia Europejska bardzo przychylnie patrzy na możliwość odłożenia brexitu w czasie. Bruksela wolałaby jednak, aby nie były to 2 czy 3 miesiące, ale nawet ponad 1,5 roku, czyli do końca 2020 r. Właśnie wtedy upływałby okres przejściowy jaki wynegocjowano w projekcie umowy. Według unijnych przywódców tylko takie przedłużenie naprawdę daje czas na to, aby wypracować jakieś skuteczne rozwiązania na brexit.

Tak duże odsunięcie brexitu popierają też zwolennicy przeprowadzenia drugiego referendum, ponieważ staje się ono wówczas o wiele bardziej prawdopodobne. Dodatkowo, wraz z rosnącymi strachem i niepewnością do co przyszłości zwiększa się odsetek Brytyjczyków, którzy woleliby jednak pozostać w UE. Ostatni sondaż YouGov pokazał, że jest ich już o 9 p.p. więcej niż zwolenników brexitu.

Możliwość przeprowadzenia drugiego referendum dopuszcza już także oficjalnie opozycyjna Partia Pracy. Długo wzbraniał się przed tym jej lider Jeremy Corbyn. Jednak w obliczu rozłamu we własnym ugrupowaniu – skapitulował. Zapowiedział jednak, że poprze drugie referendum tylko dlatego „aby zapobiec szkodliwemu brexitowi w wersji torysów” oraz dopiero wtedy, gdy Izba Gmin odrzuci plan przygotowany przez labourzystów zakładający wyjście z UE, ale pozostanie z nią w unii celnej.

Jak dodatkowo poinformował minister ds. brexitu w gabinecie cieni Keir Starmer, w ewentualnym drugim referendum całkowite odwołanie wyjścia z UE powinno być jedną z opcji do wybrania. To właśnie Starmer oraz wiceprzewodniczący Partii Pracy Tom Watson mieli być tymi, którzy ostatecznie przekonali Corbyna do poparcia idei ponownego referendum. Drugie referendum popiera też zdecydowana większość parlamentarzystów Partii Pracy, a aż 89 proc. zwolenników labourzystów zagłosowałoby za pozostaniem w UE.

Drugie referendum popierają też posłowie Szkockiej Partii Narodowej, walijskiej Plaid Cymru oraz parlamentarzyści, którzy powołali niedawno „Grupę Niezależną” (stworzyli ją proeuropejscy rozłamowcy z Partii Pracy i Partii Konserwatywnej). Za ponownym referendum są także posłowie republikańskiej północnoirlandzkiej partii Sinn Fein. Oni jednak tradycyjnie demonstracyjnie odmawiają zasiadania w ławach Izby Gmin. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że w tak ważnej sprawie jak kwestia członkostwa Wielkiej Brytanii w UE mogliby zrobić historyczny wyjątek.

Wielka Brytania: Rozłamu w Partii Pracy ciąg dalszy

Joan Ryan, czyli członkini Izby Gmin z okręgu Północne Enfield na przedmieściach Londynu, odeszła z Partii Pracy, aby przyłączyć się do nowo powstałej inicjatywy politycznej pod nazwą „Grupa Niezależna”. Tworzy ją siedmioro byłych parlamentarzystów Partii Pracy oraz trzy posłanki Partii …

]]>
https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/wielka-brytania-may-obiecuje-glosowanie-nad-odlozeniem-brexitu/feed/ 0
Wielka Brytania: Wniosek o odwołanie Theresy May z szefowania Partii Konserwatywnej https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/wielka-brytania-wniosek-o-odwolanie-theresy-may-z-szefowania-partii-konserwatywnej/ https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/wielka-brytania-wniosek-o-odwolanie-theresy-may-z-szefowania-partii-konserwatywnej/#respond Wed, 12 Dec 2018 10:13:02 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=59272 Wewnątrzpartyjna opozycja wobec brytyjskiej premier zebrała 48 listów z wnioskiem o przeprowadzenie głosowania ws. wotum nieufności wobec niej jako szefowej partii. Głosowanie odbędzie się jeszcze dziś (12 grudnia) wieczorem.

 

Adresatem listów był przewodniczący tzw. Komitetu 1922 poseł Graham Brady. Komitet zrzesza wszystkich posłów partii rządzącej, którzy nie pełnią żadnych funkcji w rządzie (tzw. backbenchers). „Wymagane 15 procent poparcia dla wniosku o wotum nieufności zostało osiągnięte” – ogłosił Brady. Dodał, że głosowanie zostanie przeprowadzone dziś wieczorem, około godziny 20:00 polskiego czasu, a wyniki zostaną podane najwcześniej jak to będzie możliwe.

Stawką stanowisko premiera

Gdyby premier Theresa May przegrała głosowanie i straciła stanowisko szefowej partii, oznaczałoby to także jej dymisję z funkcji szefowej rządu. Z drugiej strony, jeśli May głosowanie przetrwa, nie będzie można o nie wnioskować przez następne 12 miesięcy. Aby odwołanie premier doszło do skutku, musi je poprzeć conajmniej 158 z wszystkich 315 posłów Partii Konserwatywnej.

Gdyby May została odwołana, oznaczałoby to konieczność wyłonienia nowego przewodniczącego partii. Obecna premier nie mogłaby się tym razem ubiegać o to stanowisko. Kandydatem na nowego szefa partii może zostać każdy z konserwatywnych posłów, o ile zgłosi ją lub jego przynajmniej dwoje innych posłów. Potem odbywają się kolejne rundy głosowań, aż na placu boju pozostanie tylko dwójka kandydatów. Wtedy nowego lidera wybierze już ogół członków Partii Konserwatywnej. Zwycięzca stanie nie tylko na czele partii, ale także rządu. Przedterminowe wybory nie są w takiej sytuacji konieczne.

Gdyby jednak premier wygrała głosowanie bardzo nieznacznie, wciąż silna byłaby wobec niej presja, aby złożyła dymisję. Jeden z liderów frakcji buntowników w Partii Konserwatywnej Jacob Rees-Mogg otwarcie wezwał May na Twitterze, aby sama ustąpiła, ponieważ „kraj potrzebuje nowego przywódcy”. To właśnie ten polityk typowany jest na ewentualnego następcę obecnej premier.

May odchodzić nie zamierza

Theresa May już wcześniej informowała, że zamierza zabiegać o pozostanie na stanowisku szefowej partii. Część brytyjskich obserwatorów uważa nawet, że premier chętnie podda się pod głosowanie, aby uciąć spekulacje o jej odejściu i spokojnie przeprowadzić brexit. Jednak liczba przeciwnych jej posłów z jej własnego ugrupowania ciągle rośnie. Brytyjskie media szacują, że jest ich już od 90 do nawet 110.

Kolejnych posłów miało zirytować dodatkowo wczorajsze odłożenie głosowania w Izbie Gmin nad projektem umowy brexitowej z UE. Właśnie po tym wydarzeniu na ręce posła Brady’ego spłynęły kolejne listy i udało się zebrać ich wystarczającą liczbę, aby rozpocząć procedurę głosowania ws. partyjnego wotum nieufności. „Zmierzę się z tym wyzwaniem. Jestem członkinią Partii Konserwatywnej od ponad 40 lat. Wierzę w konserwatywną wizję lepszej przyszłości. W tej historycznej chwili oznacza to przeprowadzenie brexitu i zrealizowanie decyzji obywateli wyrażonej w referendum. Jestem gotowa dokończyć moją pracę” – powiedziała May.

Premier dodała, że odwołanie jej ze stanowiska będzie mieć jeden efekt – zakłócenie procesu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Zapewniła, że odłożenie głosowania ma na celu uzyskanie kolejnych gwarancji ze strony Brukseli. Jeszcze wczoraj May spotkała się z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claude’em Junckerem. Ale przywódcy unijnych instytucji jasno dają do zrozumienia, że nie ma mowy o ponownym otwarciu brexitowych negocjacji.

Brexit: Głosowanie w Izbie Gmin odłożone

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May odłożyła zaplanowane na dziś (11 grudnia) głosowanie w Izbie Gmin nad projektem umowy określającej warunki brexitu. Szefowa brytyjskiego rządu chce mieć więcej czasu, aby przekonać posłów do poparcia porozumienia. Wszystko wskazywało bowiem, że rząd poniósłby …

]]>
https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/wielka-brytania-wniosek-o-odwolanie-theresy-may-z-szefowania-partii-konserwatywnej/feed/ 0
Brexit: Głosowanie w brytyjskiej Izbie Gmin 11 grudnia https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/brexit-glosowanie-w-brytyjskiej-izbie-gmin-11-grudnia/ https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/brexit-glosowanie-w-brytyjskiej-izbie-gmin-11-grudnia/#respond Tue, 27 Nov 2018 06:51:49 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=58556 11 grudnia niższa izba parlamentu Wielkiej Brytanii zagłosuje nad projektem wynegocjowanej z UE umowy, która określi warunki brexitu. Jej przyjęcie przez Izbę Gmin i Izbę Lordów to jeden z warunków wejścia w życie dokumentu.

 

Projekt umowy określającej warunki na jakich Wielka Brytania opuści Unię Europejską rząd w Londynie zatwierdził w połowie listopada. W ostatnią niedzielę (25 listopada) szkic porozumienia zatwierdzili też na szczycie w Brukseli przywódcy 27 państw członkowskich UE. Teraz jednak najtrudniejszy etap finalizowania brexitu – głosowanie w brytyjskim parlamencie.

May: Idziemy ku świetlanej przyszłości!

Sytuacja w Izbie Gmin jest dla premier Theresy May bardzo niepewna. Aż 80 wywodzących się z jej Partii Konserwatywnej posłów otwarcie zapowiada głosowanie przeciw porozumieniu z UE. Podobnie chcą zrobić posłowie lojalistycznej północnoirlandzkiej Demokratycznej Partii Unionistycznej, Szkockiej Partii Narodowej oraz najbardziej proeuropejskich w Izbie Gmin Liberalnych Demokratów. Otwarcie krytyczny wobec projektu umowy jest także lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn oraz wielu posłów jego ugrupowania. Premier May może więc zabraknąć w Izbie Gmin głosów, aby przepchnąć porozumienie.

Szefowa brytyjskiego rządu po raz kolejny broniła więc na forum Izby Gmin wynegocjowanego z UE dokumentu. „Nikt nie wie, co się wydarzy, jeśli porozumienie nie zostanie przyjęte. Może to otworzyć drzwi do dalszych podziałów i jeszcze większej niepewności, z całym ryzykiem, jakie to za sobą pociągnie” – mówiła Theresa May.

Premier już wcześniej przekonywała, że odrzucenie porozumienia może grozić albo wyjściem z UE bez jakichkolwiek ustaleń (tzw. niekontrolowany brexit), albo odłożeniem brexitu do czasu osiągnięcia innego porozumienia. „Uważam, że nasz interes narodowy jest jasny. Brytyjscy obywatele chcą, byśmy pozostali przy umowie, która honoruje referendum z 2016 r., co pozwoli znów uzyskać w naszym kraju jedność. Poparcie tej umowy to kontynuacja drogi ku świetlanej przyszłości Wielkiej Brytanii. Jej odrzucenie to zaś powrót do punktu wyjścia” – dodała May.

Brexit: Przywódcy UE zatwierdzili umowę z Wielką Brytanią

Zgromadzeni na szczycie w Brukseli przywódcy 27 unijnych państw poparli wynegocjowane z Londynem porozumienie, które określi warunki na jakich Wielka Brytania opuści Unię Europejską. Musi je jednak jeszcze zatwierdzić brytyjska Izba Gmin, jednak wielu parlamentarzystów jest umowie z UE przeciwna.
 
Dyskusja …

Corbyn: To akt narodowego samookaleczenia

Wydaje się jednak, że premier nie przekonała opozycji – zarówno tej w parlamencie, jak i tej wewnątrz jej własnego ugrupowania. Torysowscy buntownicy wciąż zbierają bowiem listy z wnioskiem o przeprowadzenie wobec May głosowania nad wotum nieufności jako przewodniczącej Partii Konserwatywnej. Jeśli taki list wyśle 48 szeregowych posłów, głosowanie musi się odbyć. Z drugiej strony, gdyby premier je wygrała, byłaby nie do ruszenia przez najbliższe 12 miesięcy.

Natomiast lider opozycji ostro odpowiedział May na forum Izby Gmin. „Wynegocjowana przez premier umowa z UE to akt narodowego samookaleczenia. Izba ta nie ma innego wyboru, jak odrzucenie tego porozumienia. Zamiast grozić scenariuszem wyjścia z UE bez umowy, premier powinna przygotować plan B” – mówił Jeremy Corbyn. Lider Partii Pracy wezwał do renegocjacji porozumienia z Brukselą i wypracowania „rozsądniejszej umowy, która uzyskałaby poparcie posłów”.

Wielka Brytania opuści Unię Europejską 29 marca 2019 r. Do tego czasu umowę rozwodową powinien zaaprobować nie tylko brytyjski parlament, ale także Parlament Europejski. Głosowanie w PE miałoby się odbyć w lutym lub marcu, gdy liczący 585 stron tekst porozumienia zostanie przetłumaczony na wszystkie języki urzędowe UE.

May: Wkraczamy w decydującą fazę Brexitu

Brytyjska premier Theresa May przedstawiła w Izbie Gmin pełny tekst uzgodnionej w ostatnią środę (21 listopada) politycznej deklaracji, która będzie towarzyszyć umowie brexitowej. Parlamentarna debata pokazała jednak, że o poparcie dla obu dokumentów będzie trudno.
 
Theresa May apelowała, aby zakończyć spór …

]]>
https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/brexit-glosowanie-w-brytyjskiej-izbie-gmin-11-grudnia/feed/ 0
Szwecja: Rząd bez wotum zaufania, premier odchodzi https://www.euractiv.pl/section/demokracja/news/szwecja-rzad-bez-wotum-zaufania-premier-odchodzi/ https://www.euractiv.pl/section/demokracja/news/szwecja-rzad-bez-wotum-zaufania-premier-odchodzi/#respond Tue, 25 Sep 2018 11:39:31 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=56282 Ponieważ gabinet pod wodzą dotychczasowego premiera Stefana Loefvena nie uzyskał w nowo wyłonionym parlamencie odpowiedniej większości, szef rządu musiał się podać do dymisji. Pozostanie jednak na stanowisku do czasu wyłonienia swojego następcy. A to może być trudne, bo żaden z politycznych bloków nie ma wymaganej większości.

 

Za ustanowieniem rządu w zaproponowanym przez Stefana Loefvena kształcie zagłosowało 142 posłów. Przeciw było 204. W sumie w szwedzkim parlamencie – Riksdagu – zasiada 349 posłów.

Loefven: Jestem gotowy do rozmów

Przeprowadzone 9 września w Szwecji wybory nie dały jasnego rezultatu. Wszystko przez dobry wynik antyimigracyjnej i nacjonalistycznej partii Szwedzcy Demokraci, która zdobyła 62 mandaty. To sprawiło, że ani czerwono-zielony blok lewicowy (tworzony wokół Partii Robotniczej-Socjaldemokraci), ani centroprawicowy blok konserwatywnej Umiarkowanej Partii Koalicyjnej, Partii Centrum, Chrześcijańskich Demokratów oraz Liberałów nie mogą zebrać większości. Pierwszy sojusz ma dokładnie 144 mandaty, drugi – 143. Dlatego wyłonienie następcy Loefvena będzie bardzo trudne.

Dotychczasowy premier, choć przegrał głosowanie nad wotum zaufania i musiał się podać do dymisji, zadeklarował chęć kontynuowania rządzenia. „Jestem gotowy do rozmów” – oświadczył. Bez porozumienia między dwoma blokami nie uda się stworzyć rządu. Żadna z partii nie chce bowiem oficjalnie podjąć jakiejkolwiek współpracy ze Szwedzkimi Demokratami. Choć partia ta jest trzecią siłą w parlamencie, nie uzyskała żadnego stanowiska w prezydium. Nie dopuściły do tego pozostałe ugrupowania.

Szwecja: "Wybory inne niż wszystkie"

W niedzielnych wyborach parlamentarnych populistyczni Szwedzcy Demokraci odnotują najlepszy wynik w historii. Co na tym ugrają?
 
Na promenadzie w Vaxholm, urokliwym miasteczku na wyspie nieopodal Sztokholmu, robotnicy zbijają budki z drewna. Lada chwila zawieszą na spadzistych skandynawskich dachach banery partii politycznych. …

Powtórka scenariusza z Belgii i Holandii?

Szwedzka prasa spodziewa się, że misji utworzenia rządu podejmie się obecnie przewodniczący Umiarkowanej Partii Koalicyjnej Ulf Kristersson. To jemu najprawdopodobniej powierzy tę misję przewodniczący parlamentu Andreas Norlén. Według szwedzkiej konstytucji to właśnie parlamentarny spiker negocjuje kwestie utworzenia rządu. Ale blok lewicowy już zapowiedział, że nie poprze Kristerssona jako premiera.

Szwedzcy Demokraci nie mówią natomiast: „nie”, ale stawiają warunki. Jak wyjaśnił lider nacjonalistów Per Jimmie Åkesson, chodzi o spełnienie postulatów jego partii w zakresie migracji, ochrony zdrowia, systemu emerytalnego oraz walki z przestępczością. „Jeśli Ulf Kristersson chce być premierem, to może to zrobić tylko dzięki mnie” – chełpił się Åkesson.

Tyle że politycy centroprawicowego sojuszu wcale nie chcą poparcia nacjonalistów. Oficjalnie poinformowali, że nie mają zamiaru nawet z nimi rozmawiać. Rozpoczną się zatem żmudne negocjacje między centroprawicą a lewicą. I – jak podejrzewa szwedzka prasa (np. dziennik „Dagens Nyheter”) – wszystko może trwać wiele tygodni. Niektórzy wieszczą nawet powtórzenie się scenariuszy z Belgii i Holandii, gdzie rządy tymczasowe rządziły dłużej niż 500 dni. Dotąd koalicyjne negocjacje w Szwecji trwały najdłużej tylko 25 dni.

Choć w Sztokholmie będzie funkcjonował tymczasowy rząd Loefvena, nie będzie on podejmował żadnych decyzji o dalekosiężnych skutkach, a jedynie zarządzał bieżącymi sprawami.

Szwecja: Studentka zablokowała deportację Afgańczyka

Szwedzka studentka zablokowała start samolotu na lotnisku w Göteborgu i uniemożliwiła deportowanie z kraju obywatela Afganistanu. Nagrane przez nią wideo z całego zdarzenia w ciągu doby obejrzało ponad pięć milionów osób. Ale młodą aktywistkę może za ten czyn spotkać kara.
 
21-letnia Elin …

]]>
https://www.euractiv.pl/section/demokracja/news/szwecja-rzad-bez-wotum-zaufania-premier-odchodzi/feed/ 0
PE przyjął projekt dyrektywy na temat zmian w prawie autorskim https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/news/pe-przyjal-projekt-dyrektywy-na-temat-zmian-w-prawie-autorskim/ https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/news/pe-przyjal-projekt-dyrektywy-na-temat-zmian-w-prawie-autorskim/#respond Wed, 12 Sep 2018 12:12:46 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=55861 Projekt przyjęto dopiero w drugim podejściu. Pierwszą wersję europosłowie odrzucili na początku lipca. Po rozpatrzeniu na posiedzeniach Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego (JURI) ponad 250 poprawek, druga wersja dyrektywy została zaakceptowana przez europarlamentarną większość. Otwiera to drogę do dalszych negocjacji nad ostatecznym kształtem dyrektywy z pozostałymi instytucjami europejskimi.

 

Za przyjęciem przygotowanego przez Komisję JURI projektu dyrektywy zagłosowało dziś (12 września) 438 europosłów. Przeciw było 226 eurodeputowanych, zaś od głosu wstrzymało się 39. Tym samym Parlament Europejski przyjął projekt, którego sprawozdawcą był niemiecki europoseł Axel Voss (Europejska Partia Ludowa).

„Wierzę, że uważnie wysłuchaliśmy wszystkich przedstawianych argumentów. Odnieśliśmy się podczas prac w komisji do obaw związanych z innowacyjnością, wykluczając małe i mikro-firmy oraz agregatorów z zakresu stosowania dyrektywy. Jestem przekonany, że za kilka lat, internet będzie tak wolny jak jest teraz, za to twórcy i dziennikarze będą zarabiali uczciwą część wpływów wygenerowanych przez własną pracę” – mówił Voss, prezentując przed głosowaniem poprawiony projekt dyrektywy.

Spory o reformę

Pomysł na zmiany w unijnym prawie autorskim oraz dostosowanie tych przepisów do realiów budowanego Jednolitego Rynku Cyfrowego wyszedł od Komisji Europejskiej 14 października 2016 r. Popierali go artyści, dziennikarze czy wielcy wydawcy prasowi, przekonując, że tylko dzięki zmianom ich interesy mogą być w coraz bardziej cyfrowym świecie należycie chronione. Pod koniec sierpnia o przyjęcie dyrektywy apelowało ponad 100 dziennikarzy z 20 państw członkowskich UE, w tym z Polski.

Dziennikarze z 20 państw członkowskich UE apelują o utrzymanie reformy prawa autorskiego

Ponad setka dziennikarzy reprezentujących wpływowe europejskie media wezwała do przyjęcia w UE nowej dyrektywy o prawie autorskim, która miałaby dostosować przepisy do współczesnej sytuacji. Parlament Europejski w lipcu odrzucił raport w tej sprawie, co przedłużyło negocjacje nad kształtem nowych regulacji. …

Przeciwne przyjmowaniu dyrektywy w proponowanym przez Komisję JURI kształcie były przede wszystkim firmy z branży internetowej, działacze społeczni czy naukowcy. W akcie protestu czasowo znikały między innymi polska czy włoska odsłona Wikipedii. 170 słynnych programistów, w tym jeden z ojców-założycieli internetu Tim Berners-Lee, również sprzeciwiało się dyrektywie. Wskazywali na konieczność nowelizacji prawa autorskiego i zwiększenia ochrony majątkowych praw artystów czy twórców, ale jednocześnie przekonywali, że proponowane przepisy mogą zagrozić wolności w internecie.

Co budzi największe kontrowersje?

Ostateczne przyjęcie nowej dyrektywy, która zobowiązałoby wielkich graczy internetowych (Facebooka czy Google) do wnoszenia na rzecz tradycyjnych mediów specjalnych opłat za korzystanie z linków do wytworzonych przez dziennikarzy treści „przywróciłaby mediom ich prawowite dochody”. „Płacimy za powstawanie treści i wysyłamy dziennikarzy, którzy nawet ryzykują życiem, aby dostarczyć wiarygodne i precyzyjne informacje. Ale to nie oni czerpią zyski ze swojej pracy, lecz platformy internetowe, które zarabiają na naszym wysiłku, nie płacąc ani centa. To kradzież owoców naszej pracy” – napisali w swoim sierpniowym liście otwartym europejscy dziennikarze.

Ale giganci internetowi przekonują, że jest całkiem odwrotnie. Ich zdaniem to właśnie dzięki nim więcej osób zagląda na strony internetowe gazet czy telewizji informacyjnych i dzięki temu zwiększają się ich przychody. Tradycyjne media natomiast dowodzą, że nie ma takiej zależności. Większość użytkowników ma bowiem zadowalać się przeczytaniem tylko krótkiego leadu i nie klikać w link. A wyszukiwarka czy agregator treści i tak zarabiają, bo swoją reklamę juz wyświetliły. I zyskiem nie dzielą się z redakcjami mediów.

Przedstawiciele koncernów internetowych odpowiadają na to, że użytkownik ma prawo podjąć decyzję, czy chce poświęcić czas (a niekiedy również pieniądze, jeśli cały artykuł schowany jest za paywallem) na zapoznanie się z całością artykułu. Spór więc trwa, a strony zasypują się argumentami.

W projekcie dyrektywy mocno sporny jest nie tylko opisany powyżej artykuł 11., ale także dwa inne zapisy – artykuł 13., który nakłada na platformy internetowe obowiązek filtrowania treści pod kątem naruszeń prawa autorskiego (także postów czy komentarzy stworzonych przez użytkowników) oraz artykuł 3. dotyczący ograniczenia możliwości komercyjnego wymieniania się danymi. Ten ostatni zapis najmocniej krytykują pracujący nad rozwojem sztucznej inteligencji naukowcy.

TSUE: Chcesz udostępnić zdjęcie z internetu? Zapytaj autora o zgodę

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) uznał, że nawet jeśli fotograf udostępnił autorom jakiejś strony internetowej swoje zdjęcie za darmo, to wszyscy, którzy chcą je wykorzystać ponownie, muszą zapytać autora o zgodę. A wszystko zaczęło się od sporu między fotografem a …

Co dalej?

Przyjęty dziś na sesji plenarnej projekt dyrektywy stał się oficjalnym mandatem negocjacyjnym PE na dalsze rozmowy z Komisją Europejską oraz Radą Europejską. Tzw. trialog powinien się zacząć jeszcze tej jesieni. Dopiero gdy KE, PE i państwa członkowskie osiągną ostateczne porozumienie, dojdzie do faktycznej reformy prawa autorskiego w UE. Dzisiejsze głosowanie było jednak kluczowe, ponieważ niniejszym ustanowiona została podstawa do dalszych rozmów i głęboko idące zmiany w projekcie dyrektywy są już mało prawdopodobne.

]]>
https://www.euractiv.pl/section/instytucje-ue/news/pe-przyjal-projekt-dyrektywy-na-temat-zmian-w-prawie-autorskim/feed/ 0
Francja: Rząd przetrwał podwójne wotum nieufności https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/francja-rzad-przetrwal-podwojne-wotum-nieufnosci/ https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/francja-rzad-przetrwal-podwojne-wotum-nieufnosci/#respond Wed, 01 Aug 2018 10:55:50 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=54405 Francuski parlament odrzucił wczoraj aż dwa wnioski o wotum nieufności wobec rządu. Pierwszy złożyła opozycja lewicowa, drugi prawicowa. W obu przypadkach chodziło o skandal z tuszowaniem tego, że były ochroniarz prezydenta, a potem jego doradca do spraw bezpieczeństwa pobił w przebraniu policjanta uczestników manifestacji związkowej 1 maja.

 

Sprawa 26-letniego Alexandre’a Benalli zeelektryzowała Francję w połowie lipca. Dziennik „Le Monde” opublikował wówczas zrobione telefonem komórkowym nagranie, na którym widać było, jak doradca prezydenta Emmanuela Macrona bije dwoje bezbronnych manifestantów – najpierw mężczyznę, potem kobietę. Benalla był przy tym ubrany w policyjny hełm z ochronną szybką oraz specjalną policyjną opaskę identyfikacyjną. Do zdarzenia doszło podczas zakończonych zamieszkami protestów 1 maja w Paryżu. Największe oburzenie nad Sekwaną wywołał jednak fakt, że Pałac Elizejski (tak nazywa się we Francji potocznie Kancelarię Prezydenta) miał się o wszystkim dowiedzieć niemal natychmiast. Podobnie jak MSW. Ale wobec Benalli nie wyciągnięto poważnych konsekwencji. Zawieszono go tylko na dwa tygodnie, a sprawę zamieciono pod dywan.

Opozycja: Władze działają dysfunkcyjnie

Wniosek o wotum nieufności wobec rządu premiera Edouarda Philippe’a (we Francji funkcja premiera jest bardzo mocno związana z urzędem prezydenckim) uzasadniał w imieniu prawicowej partii Republikanie przewodniczący jej parlamentarnego klubu Christian Jacob. „Ta afera pokazała, że Pałac Elizejski działa dysfunkcyjnie” – mówił podczas debaty. Z kolei przemawiając w imieniu skrajnej lewicy poseł Andre Chasagne przekonywał, że „zło zawarte jest w konstytucji Piątej Republiki i w przywilejach, jakie daje prezydentowi”.

Komentatorzy we Francji byli zgodni, że „sprawa Benalli” to pierwsze poważne potknięcie Macrona od początku jego prezydentury i szansa dla dotąd bardzo niemrawej opozycji na poważne zaistnienie w debacie politycznej. W reakcji na skandal wokół współpracownika prezydenta upatrywano szansy na odrodzenie się opozycji, która mocno przegrała ostatnie wybory parlamentarne. Prezydenckie ugrupowanie Naprzód Republiko! (LREM) łatwo uzyskało bowiem większość w parlamencie.

Francja: Policja przeszukała biuro byłego współpracownika Macrona

Mundurowi weszli do biura byłego doradcy ds. bezpieczeństwa francuskiego prezydenta wczoraj (25 lipca). To ciąg dalszy skandalu wokół jego udziału w manifestacji w Paryżu z okazji Święta Pracy. Były ochroniarz Macrona, przebrany za policjanta, pobił wówczas przynajmniej dwie osoby.
 
26-letni Alexandre …

Opozycja z odrębnymi wnioskami

Ale trudno na razie ocenić, czy skazane na niepowodzenie wnioski o wotum nieufności wobec rządu (LREM na w parlamencie bezpieczną większość) opozycji pomogły czy nie. Pokazały bowiem również poważny rozłam w jej szeregach. Za wnioskiem prawicy głosowali Republikanie, nacjonaliści ze Zgromadzenia Narodowego pod wodzą Marine Le Pen oraz radykalnie lewicowy ruch Francja Nieujarzmiona (La France Insoumise) i komuniści. Z kolei Partia Socjalistyczna odmówiła poparcia prawicowego wniosku i złożyła swój. „Chcemy pokazać, że w tym kraju wciąż jest lewica i prawica” – tłumaczył jeden z liderów socjalistów Luc Carvounas.

Z kolei prawica odmówiła choćby symbolicznego poparcia wniosku socjalistów. „Nasza prawicowa opozycja nie opiera się na tych samych wartościach, co opozycja lewicowa” – tłumaczył jeden z liderów Republikanów Damien Abad. Komentatorzy są zgodni, chodzi obecnie nie tyle o stworzenie wspólnego frontu przeciwko Macronowi i jego partii, ale o walkę o miano „pierwszej partii opozycyjnej”, która mogłaby sięgnąć po władzę w razie jakiegoś poważnego potknięcia lub zmęczenia elektoratu obecnym prezydentem i rządem. O prymat we francuskiej opozycji rywalizują więc Republikanie, socjaliści i nacjonaliści.

Francja: Szef MSW tłumaczył się ze skandalu wokół współpracownika Macrona

Francuski minister spraw wewnętrznych odpowiadał przed parlamentarną komisją na pytania o śledztwo w sprawie udziału bliskiego współpracownika prezydenta Emmanuela Macrona w tłumieniu związkowych demonstracji 1 maja. Jak ujawniła prasa, szef prezydenckiej ochrony i jego doradca ds. bezpieczeństwa pobił podczas manifestacji …

Wakacje pomogą Macronowi?

Premier Edouard Philippe odpierał podczas debaty zarzuty opozycji. Tłumaczył, że „sprawa Benalli” to afera wokół pojedynczego pracownika Pałacu Elizejskiego, który został już za swoje postępowanie ukarany, a prokuratorskie dochodzenie w jego sprawie się toczy. Szef rządu oskarżył też opozycję o chęć spowolnienia przeprowadzanych przez prezydenta reform. Dotąd zmiany, np. w kodeksie pracy, udawało się Pałacowi Elizejskiemu przeforsowywać zgodnie z harmonogramem. „Przeciwstawiacie się woli narodu, który popiera reformy. Nie zwolnimy jednak ich tempa, niezależnie od tego, czy to się opozycji podoba czy nie” – mówił Philippe.

Macron ma swoich w planach jeszcze wiele reform – zarówno na scenie europejskiej, jak i francuskiej. Afera nadszarpnęła jednak jego wizerunek, co może przełożyć się na to, jak Macron postrzegany będzie na forum UE. Z kolei do planowanej reformy francuskiej konstytucji głosy posłów Naprzód Republiko! oraz sprzymierzonych z nimi centrystów nie wystarczą. Potrzebne będzie także wsparcie przynajmniej części opozycji. Macron liczył szczególnie na prawicowych Republikanów. Teraz jednak będzie to o wiele trudniejsze. Z drugiej strony, dziś (w środę 1 sierpnia) kończy się sesja francuskiego parlamentu. Od jutra posłowie będą przez miesiąc na wakacjach. Podobnie robi większość Francuzów. Prezydent ma więc miesiąc na to, by wszyscy o „sprawie Benalli” zapomnieli.

Merkel i Macron chcą odrębnego budżetu dla strefy euro

Prezydent Francji przekonał kanclerz Niemiec do przyspieszenia prac nad wspólnym budżetem dla państw strefy euro. Mógłby on zacząć funkcjonować już od 2021 r., o ile zgodzi się na to reszta krajów posługujących się wspólną europejską walutą.
 
Emmanuel Macron i Angela Merkel …

]]>
https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/francja-rzad-przetrwal-podwojne-wotum-nieufnosci/feed/ 0
Europosłowie odrzucili projekt reformy prawa autorskiego. Będą nowe poprawki https://www.euractiv.pl/section/gospodarka/news/pe-przedluzyl-debate-nad-reforma-unijnego-prawa-autorskiego/ https://www.euractiv.pl/section/gospodarka/news/pe-przedluzyl-debate-nad-reforma-unijnego-prawa-autorskiego/#respond Thu, 05 Jul 2018 13:23:10 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=53427 Powszechnie krytykowana przez firmy internetowe oraz wielu internautów dyrektywa nowelizująca i harmonizująca w UE prawo autorskie została przyjęta w ubiegłym miesiącu przez Komisję Prawną (JURI). Teraz jednak na posiedzeniu plenarnym projekt odrzucili wszyscy europosłowie. Oznacza to, że nad kształtem dyrektywy znów pracować będzie komisja.

 

Za przyjęciem dyrektywy zagłosowało 278 europosłów. Przeciw było 318. Wstrzymało się od głosu – 31. Projekt wróci więc do Komisji Prawnej w celu wprowadzenia dalszych poprawek. Kolejne głosowanie na sesji plenarnej odbędzie się najwcześniej we wrześniu. Dopiero po przyjęciu projektu przez całość PE zostanie on przesłany do zatwierdzenia państwom członkowskim. „Żałuję, że większość posłów do PE nie poparła stanowiska, które ja i komisja prawna popieramy. Jest to jednak część procesu demokratycznego. We wrześniu wrócimy do tej kwestii, aby dokładniej się zastanowić i spróbować rozwiać obawy ludzi, a jednocześnie zaktualizować zasady dotyczące praw autorskich we współczesnym środowisku cyfrowym” – mówił po głosowaniu poseł-sprawozdawca Axel Voss (EPL).

Na czym ma polegać reforma?

Zmiany w przestarzałym unijnym prawie autorskim są potrzebne. Dodatkowo, nowa dyrektywa ujednoliciłaby wiele kwestii, które różnią się w poszczególnych państwach członkowskich. Utrudnia to budowę jednolitego rynku cyfrowego i rozwój ponadgranicznych usług cyfrowych, np. streamingu. Jednak spory budzą poszczególne zapisy dyrektywy. Zwłaszcza te dotyczące obowiązku filtrowania treści w poszukiwaniu przypadków naruszeń prawa autorskiego oraz tzw. podatku od linków, czyli opłat jakie wyszukiwarki internetowe miałyby wnosić na rzecz np. portali informacyjnych czy gazet za umieszczanie odnośników do ich tekstów w swoich wynikach wyszukiwania. Wydawcy prasowi argumentują, że wyszukiwarki wyświetlają przy takich wynikach wyszukiwania reklamy i zarabiają na cudzej treści, a więc powinny dzielić się tym zyskiem. Znowelizowanie prawa autorskiego mogłoby też zdaniem wydawców przyczynić się do uratowania tradycyjnych mediów i profesjonalnego dziennikarstwa.

Ale firmy z branży internetowej przekonują, że zmiany będą miały katastrofalny wpływ na rozwój internetu oraz na wolność wypowiedzi w globalnej sieci. Zautomatyzowane systemy filtrowania treści nie raz już myliły się w swojej ocenie, a przerzucenie odpowiedzialności za treści umieszczane przez użytkowników na operatorów miałoby rażąco podnieść zdaniem branży koszty działania. Wyszukiwarki przekonują także, że umieszczanie przez nie odnośników do artykułów nie zmniejsza dochodów tradycyjnych mediów, a je zwiększa, bo przyciąga do nich dużo więcej użytkowników. Z kolei internauci obawiają się, że nowe przepisy mogą posłużyć cenzurowaniu internetu.

Michał Kanownik: Prawo autorskie w UE musi równoważyć interesy twórcy i odbiorcy treści – WYWIAD

Reforma prawa autorskiego w wersji zaproponowanej przez Komisję Europejską utrudni prace nad sztuczną inteligencją, zaszkodzi mniejszym podmiotom w internecie i po prostu uprzykrzy życie internautom – przekonuje w rozmowie z EURACTIV.pl prezes ZIPSEE „Cyfrowa Polska” oraz członek zarządu Digital Europe Michał …

Wikipedia zniknęła w akcie protestu

Nazwana już potocznie „ACTA 2.0” nowelizacja wzbudza duże protesty w państwach członkowskich. Przeciw zmianom zaprotestowało w liście otwartym 170 słynnych programistów, w tym jeden z ojców-założycieli internetu Tim Berners-Lee. Do protestów przyłączyło się też 145 organizacji broniących praw obywatelskich, praw człowieka, wolności słowa oraz wolności prowadzenia badań naukowych.

W akcie protestu na 24 godziny zniknęła też polska odsłona Wikipedii. Dwa dni nie działała także Wikipedia po włosku. „Chcemy nadal oferować darmową, otwartą, społecznościową encyklopedię opartą na weryfikowalnych źródłach. Wzywamy wszystkich członków i członkinie Parlamentu Europejskiego, aby głosowali przeciwko zawężeniu procedowania dyrektywy do dedykowanej komisji, aby w trakcie dyskusji plenarnej wrócono do rozmów i rozważono liczne propozycje zmian, pochodzących między innymi od organizacji ruchu Wikimedia, aby usunięto artykuły 11 i 13, jak i aby poszerzono wolność panoramy na całą Unię Europejską i poddano domenę publiczną większej ochronie” – napisali w swoim oświadczeniu członkowie Stowarzyszenia Wikimedia Polska.

Artykuł 11. dotyczy tzw. podatku od linków, zaś artykuł 13. nałożenia na platformy internetowe obowiązku wyszukiwania i blokowania treści, które potencjalnie mogą łamać czyjeś prawa autorskie. Twórcy Wikipedii namawiali użytkowników, aby wysyłali do europosłów ze swoich krajów apele o odrzucenie projektu dyrektywy.

KE przedstawiła projekt nowego podatku od działalności w internecie

Komisja Europejska chce opodatkować firmy, które aktywnie prowadzą działalność w internecie. Do tej pory ten obszar, choć przynosi coraz większe zyski, był słabo opodatkowany. Bruksela zastrzega, że nie chodzi jej o zaszkodzenie branży, ale o utrudnienie jej unikania płacenia podatków.
 
Według …

]]>
https://www.euractiv.pl/section/gospodarka/news/pe-przedluzyl-debate-nad-reforma-unijnego-prawa-autorskiego/feed/ 0
Michał Kanownik: Prawo autorskie w UE musi równoważyć interesy twórcy i odbiorcy treści – WYWIAD https://www.euractiv.pl/section/gospodarka/interview/michal-kanownik-prawo-autorskie-w-ue-musi-rownowazyc-interesy-tworcy-i-odbiorcy-tresci-wywiad/ https://www.euractiv.pl/section/gospodarka/interview/michal-kanownik-prawo-autorskie-w-ue-musi-rownowazyc-interesy-tworcy-i-odbiorcy-tresci-wywiad/#respond Thu, 14 Jun 2018 15:47:13 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=interview&p=52637 Reforma prawa autorskiego w wersji zaproponowanej przez Komisję Europejską utrudni prace nad sztuczną inteligencją, zaszkodzi mniejszym podmiotom w internecie i po prostu uprzykrzy życie internautom – przekonuje w rozmowie z EURACTIV.pl prezes ZIPSEE „Cyfrowa Polska” oraz członek zarządu Digital Europe Michał Kanownik. Głosowanie nad projektem zmian odbędzie się w Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego w przyszłym tygodniu.

 

Michał Strzałkowski: Czy zmiany w kwestii prawa autorskiego na poziomie całej Unii Europejskiej są konieczne?

Michał Kanownik: Harmonizacja prawa autorskiego jest oczywiście potrzebna. Zwłaszcza teraz, gdy coraz więcej działalności i twórczości przenosi się do świata cyfrowego. Zmieniają się pola eksploatacji, rozszerzają się możliwości dostępu do kontentu czy jego dystrybucji. Ta harmonizacja na poziomie całej UE jest tym bardziej potrzebna, że obecnie mamy zbyt wiele różnic w podejściu do kwestii prawnoautorskich w państwach członkowskich i w prawie krajowym. Obawiam się natomiast, że w kwestii ustalania reguł prawa autorskiego na Jednolitym Rynku Cyfrowym mamy do czynienia z sytuacją, w której wylano dziecko z kąpielą.

Zrobiono bowiem podstawowy błąd, który jest popełniany już od wielu lat, gdy dyskutuje się o reformie prawa autorskiego w kontekście świata cyfrowego. A mianowicie wymiar prawa autorskiego wciąż jest zbyt analogowy. Zbyt mocno patrzy się tylko na jedną kwestię – na interes posiadaczy praw do treści i ochronę tych interesów. Oczywiście to jest podstawowym zadaniem prawa autorskiego, ale od wielu miesięcy, a nawet lat powtarzam, że w dzisiejszych cyfrowych czasach prawo autorskie ma obowiązek nie tylko chronić interes dostawcy, ale jednocześnie gwarantować dostęp do kultury i nauki dla konsumentów. Jeżeli zatem prawo autorskie nie będzie równoważyło tych interesów, to żadna z tych stron – ani konsumenci, ani twórcy – nie będą z tego prawa zadowoleni i nie będzie ono umożliwiało rozwoju kulturalnego, społecznego i naukowego dzisiejszych społeczeństw. Bo dzisiaj prawo autorskie nie dotyczy tylko dziennikarzy, pisarzy czy muzyków, ale właściwie każda dziedzina przemysłu czy ekonomii ma jakieś związki z prawem autorskim i kwestiami kreatywności. A co więcej, dzisiejsza technologia sprawia, że każdy z nas może być twórcą. Kiedy robimy zdjęcie telefonem i wrzucamy na jakiś portal społecznościowy, to już jesteśmy twórcami. Prawo autorskie dotyczy każdego z nas.

Dziś prawem autorskim objęte może być wiele rzeczy. Dużo więcej niż kiedyś. To jest jedna z przyczyn, dla których prawo autorskie jest nowelizowane. Prawem autorskim mogą być objęte już nie tylko powieść, piosenka czy obraz, ale nawet linijka napisanego przez programistę kodu. Pojawiają się głosy, że kwestia kształtu prawa autorskiego może mieć wpływ na przykład na prace nad sztuczną inteligencją. Ale co ma jedno z drugim wspólnego?

Wbrew pozorom bardzo dużo. I co więcej, w podejściu Komisji Europejskiej do prawa autorskiego i nowych technologii zauważamy chyba najwięcej sprzeczności. Z jednej strony KE poświęca dziś wiele pracy i pieniędzy na promowanie prac nad rozwojem sztucznej inteligencji czy robotyki jako przyszłości unijnej gospodarki za kilkanaście lat, ale z drugiej strony w dyrektywie, o której rozmawiamy jest artykuł 3., który utrudnia swobodną komercyjną wymianę danych w UE pomiędzy krajami. A aby sztuczna inteligencja się rozwijała, zaś komputery uczyły się inteligentnie funkcjonować na rynku, trzeba przerobić ogromną ilość danych. Im więcej tych danych zostanie przetworzonych, tym lepiej maszyny nauczą się pewnych myślowych schematów zachowania człowieka. Jeżeli tu wprowadzimy wymóg uzyskania przez przedsiębiorcę zgody od autora danych zanim ich użyje, to właściwie sparaliżujemy prace nad sztuczną inteligencją. Zwłaszcza, że ustalenie autorów wielu danych jest niezwykle trudne i czasochłonne, np. w przypadku danych ogólnodostępnych w Internecie. A jeśli sparaliżujemy w Europie prace nad sztuczną inteligencją, to ucierpi na tym europejski biznes.

KE przedstawiła projekt nowego podatku od działalności w internecie

Komisja Europejska chce opodatkować firmy, które aktywnie prowadzą działalność w internecie. Do tej pory ten obszar, choć przynosi coraz większe zyski, był słabo opodatkowany. Bruksela zastrzega, że nie chodzi jej o zaszkodzenie branży, ale o utrudnienie jej unikania płacenia podatków.
 
Według …

W jaki sposób?

Przełożenie jest bardzo proste. W Polsce mamy dziś zagłębie centrów badawczo-rozwojowych światowych koncernów. Mamy bowiem świetną kadrę inżynieryjną i wielu młodych, ambitnych i zdolnych ludzi. Tylko Samsung zatrudnia w takim centrum w Warszawie 2,5 tys. inżynierów. To trzecie tak duże centrum tego koncernu po Korei Południowej. Jeśli jednak zostaną przyjęte regulacje dotyczące prawa autorskiego w kształcie proponowanym przez KE, to takie centra bardzo szybko przeniosą się poza Unię, czyli tam gdzie takich barier rozwojowych nie będzie. Myślę, że Singapur, który niedawno przyjął u siebie bardzo korzystne rozwiązania w tym zakresie, już trzyma kciuki za to, aby UE przyjęła właśnie tak skonstruowane prawo autorskie. Chętnie przejmą nasze miejsca pracy. Straciłby też dynamicznie rozwijający się w Europie sektor start-upowy. On także potrzebuje swobodnego dostępu do danych. Nie chcemy oczywiście, aby w kwestii praw autorskich do danych zapanowała tzw. „wolnoamerykanka”, ale apelujemy o stworzenie regulacji, które nie zablokują dostępu do danych innowacyjnym przedsięwzięciom biznesowo-naukowym.

Chodzi o kwestię tzw. text and data mining (TDM). Czyli o co?

O swobodną wymianę danych, która dziś istnieje pomiędzy różnymi firmami czy ośrodkami naukowymi. Nie chodzi o utwory czy filmy, ale o dane, które mogą być przetwarzane przez komputery, aby mogły się one uczyć. Ta wymiana często jest darmowa lub pół-komercyjna. Nie ma płacenia za dane, tylko po prostu barter: dane za dane. Im więcej danych przetworzą komputery, tym lepsza może powstać sztuczna inteligencja. Także ta europejska. Chyba, że kwestia konieczności ustalenia autorów pewnych informacji, które są w obiegu od dawna i konieczność pozyskania zgody owych autorów na ich użycie, zablokuje w Europie proces, który swobodnie toczyć się będzie w innych częściach świata. Nie da się już znaleźć autorów wielu zbiorów danych, nikt też nie zarabia bezpośrednio na nich. Dziś one służą opracowaniu innowacyjnych rozwiązań, które za kilkanaście lat powinny służyć nam wszystkim. Dlatego Europa nie może sobie sama ograniczyć zasobu owych danych wykorzystywanych do „uczenia się” maszyn. Inaczej Unia Europejska sama sobie zablokuje rozwój gospodarczy. Może nie będzie tak źle, że staniemy się wyspą zacofania, ale na pewno miejscem, gdzie w tym obszarze innowacyjnym firmom będzie działać o wiele trudniej.

Ale przecież projekt Dyrektywy dopuszcza TDM w celach edukacyjnych.

Podstawowe pytanie to takie, gdzie się kończy użycie w celu edukacyjnym, a zaczyna w biznesowym. Dyrektywa zbyt wąsko dopuszcza stosowanie TDM. Przecież dziś rozwój naukowy toczy się nie tylko na uczelniach, ale także w firmach technologicznych. Widać to szczególnie w obszarze sztucznej inteligencji. Tu wciąż raczej się inwestuje i szuka rozwiązań niż zarabia na tym. Ta działalność wciąż jest w gruncie rzeczy naukowa na każdym poziomie. Te prace przyniosą korzyści nam wszystkim. Trzeba myśleć w perspektywie kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, a nie w przez pryzmat tego, że dziś komuś brakuje w kieszeni pieniędzy.

W projekcie Dyrektywy są także zapisy dotyczące obowiązkowego stosowania przez różne serwisy specjalnych antypirackich filtrów, które będą wyłapywały treści nielegalnie umieszczone. Spora część internautów obawia się jednak, że te automatyczne algorytmy będą wskazywać także na różne parodie, przeróbki czy cytaty, nawet jeśli to jest na przykład hołd dla danego twórcy.

Uważam, że to jeden z najbardziej niebezpiecznych zapisów w projekcie tej Dyrektywy. I to z kilku przyczyn. Po pierwsze, będzie ogromny problem z określeniem tego kto, jak, i w jakim trybie ma oceniać pod kątem prawa autorskiego zdjęcie, mem czy komentarz, który ktoś wrzuci na jakiś serwis. To moim zdaniem stwarza potencjalne ryzyko wystąpienia takiej internetowej quasi-cenzury. Wyobrażam sobie, że jakieś firmy będą chciały z czystej chęci zapewnienia sobie procesowego bezpieczeństwa, po prostu jakieś treści skasować. Będą wolały to niż ryzyko, że ktoś im zarzuci złamanie czyichś praw autorskich. Już to wykracza poza idee wolności słowa czy wolności internetu.

Po drugie, te zapisy stwarzają ogromne niebezpieczeństwo dla mniejszych portali, serwisów internetowych czy agregatorów informacji, ponieważ zaistnieje przed nimi pewna bariera utrzymania się na rynku. Wyobrażam sobie, że globalny koncern internetowy poradzi sobie z wymogiem filtrowania, bo nawet jeśli będzie to kosztowne czy trudne technicznie, to go po prostu na to stać, a mały założony oddolnie portal informacyjny będzie wobec tych wymogów całkiem bezradny. I albo zablokuje wiele treści, albo zniknie z rynku. Nie rozumiem dlaczego UE, która jest ostoją wolności i równości, wprost narzuca obowiązek sprawdzenia tego, co kto chce napisać w internecie. Tego się nie da pogodzić. Treści są dziś tak szybko powielane przez kolejne serwisy, że może być trudno udowodnić, że to ja jestem autorem zdjęcia, które zrobiłem swoim telefonem i zilustrowałem nim artykuł.

I po trzecie, obawiam się, że tworzymy bardzo skuteczne narzędzie, które będzie można wykorzystać niekoniecznie w celu ochrony praw autorskich, ale do zwykłej walki np. między redakcjami mediów o różnym profilu politycznym. Albo między ludźmi po prostu. Będzie można łatwo doprowadzić do zablokowania w internecie jakiejś treści i to całkowicie w zgodzie z prawem. Mogę przecież dziennikarzowi, którego nie lubię, zacząć zarzucać, że naruszył prawo autorskie. Już dziś mamy takie pojedyncze przypadki na przykład na Twitterze czy YouTubie. A teraz pomnóżmy to razy tysiąc.

Nie rozumiem też idei wprowadzenia takich obowiązkowych filtrów. Przecież już dziś w wielu serwisach do dzielenia się muzyką czy video istnieją opcje zgłaszania naruszenia praw autorskich. Jeśli ktoś zgłosi taki przypadek na przykład na YouTube, to ten serwis będzie to wyjaśniał i podejmie ewentualnie odpowiednie kroki. Nie wyważajmy drzwi, które już są otwarte.

Jest zgoda, aby znieść w UE geoblocking

Zakończyły się negocjacje na temat zaprzestania na terenie UE tzw. blokowania geograficznego. To jeden z elementów budowy Jednolitego Rynku Cyfrowego. Parlament Europejski, Rada Europejska oraz Komisja Europejska porozumiały się co do warunków, na jakich miałoby zostać zniesione blokowanie usług cyfrowych …

Chce Pan powiedzieć, że to koniec z dzieleniem się w internecie zdjęciami śmiesznych kotów?

Jeśli Dyrektywa w proponowanym przez KE kształcie przejdzie, to tak może być. Patrzymy teraz rozmawiając przez szybę na Plac Piłsudskiego w Warszawie i na stojący tu Grób Nieznanego Żołnierza. Możemy mu zrobić zdjęcie i wrzucić do sieci. Ale takich zdjęć są już w internecie bez wątpienia tysiące. I pewnie nawet zrobionych z tej samej kawiarni i dokładnie z tego samego miejsca w równie słoneczny dzień. Jak udowodnię, że zdjęcie jakie wrzuciłem do serwisu społecznościowego jest mojego autorstwa? Mam poprosić Pana, żeby zrobił mi Pan zdjęcie jak ja robię zdjęcie? To by już było kuriozalne.

W dyskusji o Dyrektywie o prawie autorskim mówi się także o możliwości wprowadzenia tzw. podatku od linków. Oczywiście nie chodzi o prawdziwy podatek, ale o opłatę, jaką wyszukiwarki czy serwisy gromadzące odnośniki do np. artykułów prasowych płaciłyby autorom bądź wydawcom. Wydawcy czy redakcje gazet argumentują, że to konieczne, bo serwisy internetowe zarabiają na tworzonych przez nich treściach i nie dzielą się tym zyskiem.

Tego też nie rozumiem. Przecież już dziś każdy dziennikarz czy autor tekstu ma możliwość dochodzenia swoich praw, jeśli zostały one naruszone. To czy wydawcy to robią i na ile są w tym skuteczni, to już jest zupełnie inna sprawa. Wprowadzenie prawa pokrewnego związanego z tzw. podatkiem od linków sprawi, że w naturalny sposób skorzystają najwięksi wydawcy. Obawiam się, że jeśli wyszukiwarki czy agregatory treści będą musiały płacić za umieszczanie linków do treści, to siłą rzeczy wybiorą większych dostawców treści. Duzi dogadają się z dużymi po prostu.

Pomijam tu oczywisty absurd samej idei żądania opłat za linkowanie do treści – każdy, kto ma choćby elementarną wiedzę o Internecie wie, że linkowanie jest korzystne dla autora, gdyż sprowadza na jego strony odbiorców, a to za nimi idą dochody.

Takie regulacje obowiązują już np. w Hiszpanii czy w Niemczech. Jak się sprawdzają?

W Hiszpanii opłaty te zostały ograniczone do tzw. agregatorów treści. Nie stało się niestety tak, że wydawcy nagle zaczęli otrzymywać więcej pieniędzy, a dziennikarze lepiej zarabiać. Agregatorzy przestali działać, a straciły po prostu lokalne hiszpańskie media. Okazało się bowiem, że spadek ruchu, jaki odnotowała cała branża, w znacznie większej mierze dotyczył małych, lokalnych i specjalistycznych wydawców, dla których ruch pochodzący z agregatorów był znacznie ważniejszy, niż dla wielkich dzienników o ugruntowanej marce. Ustawodawca zaś zablokował im możliwość udzielenia licencji bez wynagrodzenia, odcinając ich od publiczności. Czyli skutek jest taki, że upadła nie tylko część hiszpańskich małych mediów, ale także mniejsze agregatory treści. Nie były bowiem w stanie ponosić nowych kosztów. Obawiamy się, że efekt na poziomie całej UE będzie bardzo podobny.

Nieco inaczej wygląda sytuacja w Niemczech, gdzie prawo jest szersze, dotyczy też wyszukiwarek, ale umożliwia udzielenie licencji bez wynagrodzenia. Wielkie koncerny prasowe rzecz jasna udzieliły takich licencji największym firmom internetowym, ale już nie małym. Jeden koncern przez kilka tygodni się opierał, ale empiryczne doświadczenie spadku ruchu i dochodów, szybko spowodowało zmianę polityki – potwierdzając to, co powiedziałem wcześniej. Ruch to zysk, a linki napędzają ruch. Poza kilkoma przypadkami wymuszonych okolicznościami płatności, prawo to w Niemczech także nie przyniosło wydawcom, ani tym bardziej dziennikarzom, żadnych dochodów. Organizacja, która za nim lobbowała i która próbuje egzekwować te opłaty, ponosi zaś wielomilionowe koszty i prowadzi kosztowne spory sądowe. Panuje jednak związana z tym ciągła niepewność prawna i np. start-upy nie mogą znaleźć inwestorów, przestraszonych potencjalnym ryzykiem procesu.

W krajach takich jak Polska, gdzie rynek wydawców lokalnych jest bardzo duży, istnieje to samo zagrożenie. U nas też skorzystałyby największe koncerny medialne. Boję się sytuacji, w której za pomocą pieniędzy będzie można sterować tym, jakie informacje będą w sieci lepiej dostępne od innych. Najmocniej ucierpią na tym konsumenci.

Wydawcy argumentują, że wyszukiwarki czy agregatory zarabiają na tym, czego nie wytworzyły. Wskazują na to, że ponoszą koszty wytworzenia treści – reportaży, artykułów czy wywiadów, a ktoś na tym sobie zarabia nawet jeśli udostępnia link i tylko fragment tekstu, ponieważ może przy tym wyświetlić reklamy. I tym zyskiem się nie dzieli, a więc żeruje na trudzie mediów, które – zwłaszcza jeśli są głównie papierowe – i tak znajdują się już w coraz trudniejszej sytuacji.

Złośliwie mógłbym powiedzieć, że po prostu świat się zmienia i technologie się zmieniają. Wydawcy muszą się do tego przygotować i dostosować do sytuacji swój model biznesowy. Ale przecież – przynajmniej w Europie – wciąż ciężko jest monetyzować treści online. Choć przykład USA pokazuje, że to jest możliwe. Potrzebne są jednak dobre modele biznesowe i dobra oferta kontentu dla konsumenta internetowego. Ale to jest wyzwanie wyłącznie dla wydawców. Wydaje mi się jednak, że z fachowymi dziennikarzami jest tak jak z naukowcami, którzy publikują swoje prace naukowe w formie książek. Te książki ukazują się potem w ograniczonym nakładzie. Są jednak kserowane przez studentów na uniwersytetach. Rozprzestrzenianie się tej wiedzy naukowej promuje naukowca i jego idee. Czytane we fragmentach jego prace nakręcają zainteresowanie całą publikacją. Dziennikarze i media korzystają tak samo z udostępniania w wyszukiwarkach fragmentów artykułów. Internet to najlepsze narzędzie do promocji treści. Trzeba wspomóc wydawców w tym, by umieli monetyzować swoje treści w internecie oraz aby umieli dochodzić swoich praw na gruncie już istniejącego prawa.

Przede wszystkim jednak, jak wspomniałem powyżej, obecność w agregatorze czy wyszukiwarce jest dla wydawcy korzystna – prowadzi do niego ruch. A jeżeli uważają, że nie jest, to są niezwykle łatwe sposoby wyłączenia się z indeksacji i wyników wyszukiwania – wystarczy umieścić malutki plik robots.txt i sprawa rzekomego “wykorzystywania” natychmiast znika. Wydawcy jednak tego nie robią, gdyż doskonale wiedzą, że ten argument jest fałszywy i że na zniknięcie z wyszukiwania i agregacji po prostu stracą.

Komisja PE przyjęła poprawki do dyrektywy o e-prywatności

Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych w Parlamencie Europejskim (LIBE) opowiedziała się za poszerzeniem prawa do prywatności w globalnej sieci. Choć przyjęto kompromisowe poprawki, nie zabrakło kontrowersji. Zwłaszcza ze strony przedstawicieli firm internetowych.
 
31 europosłów było za przyjęciem kompromisowych poprawek do zaproponowanej …

Mówi Pan o kserowaniu książek czy podręczników, ale przecież w wielu krajach UE, także w Polsce, obowiązuje już tzw. opłata reprograficzna, czyli niewielka kwota doliczana do kosztu powielania i ceny urządzeń służących do tego. Te pieniądze, niczym tantiemy, trafiają do autorów publikacji. Tzw. podatek od linków funkcjonował na zbliżonej zasadzie. Jeśli coś działa w wersji papierowej, to dlaczego ma nie działać w cyfrowej?

Ależ to analogowo też nie działa. A to dlatego, że jakakolwiek opłata pobierana z rynku za to, że ktoś może coś zrobić potencjalnie, oznacza, że nie trafia to faktycznie do osób, które powinny dostać te pieniądze. Jeśli mowa o opłacie reprograficznej, to ona jest teoretycznie pobierana powszechnie i trafia do osób, których dzieła są kopiowane. Ale jak sprawdzić dokładnie, kogo się najczęściej kopiuje? To jest niewykonalne. Trzeba więc użyć jakiegoś sztucznego algorytmu, który wyliczy komu te pieniądze dać. W efekcie wszyscy dostają po złotówce, czyli nikt nie dostaje nic. A do tego tworzymy taką atmosferę krzywdy po stronie twórców słowa pisanego.

Z opłatami za linki jest podobny problem. Płacić się będzie za umieszczenie linków, a nie za to, że faktycznie ktoś w nie kliknął. Może być tak, że ktoś dostanie pieniądze, choć nikt tej treści faktycznie nie użył. Pamiętam debatę na temat tych kwestii, w której brał udział pewien kulturoznawca. I on wtedy powiedział, że lepsze prawo autorskie niż dziś było w średniowieczu. Bo jak wtedy wędrowny bard śpiewał swoje piosenki, to najpierw słyszała je publiczność w karczmie. I jak były dobre, to go nagradzała, a jeśli złe – wyrzucała za drzwi. A dziś płacimy za wszystko z góry. Często musimy najpierw zapłacić, aby się przekonać czy coś jest dobre. A to powoduje, że część potencjalnych odbiorców ucieka w szarą strefę, czyli korzysta z piractwa.

Co dalej z projektem Dyrektywy?

20-21 czerwca będzie nad nim głosować Komisja Prawna (JURI) w Parlamencie Europejskim. Wtedy poznamy ostateczny kształt projektu. Wciąż jest rozważanych kilka jego wersji. Niestety najprawdopodobniej przeważy ten najbardziej konserwatywnie traktujący kwestię prawa autorskiego. Choć i tak został on już dzięki staraniom bułgarskiej prezydencji złagodzony, ponieważ Bułgarzy mocno pracowali nad wypracowaniem jakiegoś kompromisu. Ale moim zdaniem to jest typowy „zgniły” kompromis.

Po głosowaniu w Komisji JURI, projekt trafi na forum plenarne PE, a potem do Rady Europejskiej. Ale to właśnie głosowanie w Komisji JURI jest kluczowe, bo ono zakreśli obszar w jakim odtąd będziemy się poruszać. Potem możliwe będą już tylko drobne zmiany.

 

 

]]>
https://www.euractiv.pl/section/gospodarka/interview/michal-kanownik-prawo-autorskie-w-ue-musi-rownowazyc-interesy-tworcy-i-odbiorcy-tresci-wywiad/feed/ 0
Holandia: Rząd przetrwał głosowanie ws. wotum zaufania. Powodem spór o podatki https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/holandia-rzad-przetrwal-glosowanie-ws-wotum-zaufania-powodem-spor-o-podatki/ https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/holandia-rzad-przetrwal-glosowanie-ws-wotum-zaufania-powodem-spor-o-podatki/#respond Thu, 26 Apr 2018 10:35:44 +0000 https://www.euractiv.pl/?post_type=news&p=51179 To już drugie w tym roku wotum nieufności wobec holenderskiego koalicyjnego gabinetu. Tym razem jednak opozycji zabrakło bardzo niewiele głosów do odwołania rządu. Premier został bowiem oskarżony o zatajanie informacji na temat decyzji o zlikwidowaniu w Holandii podatku od dywidend.

 

Opozycyjni posłowie, którzy złożyli wniosek o wotum nieufności wobec rządu zarzucali premierowi Markowi Rutte kłamstwo i celowe zatajenie informacji podczas debaty na temat zniesienia podatków od dywidend, która miała miejsce w listopadzie. Okazało się bowiem, że szef rządu kluczył wówczas mówiąc, że nie przypomina sobie pewnych dotyczących sprawy materiałów. Ostatecznie niemal 60-stronicowy tekst opublikowano we wtorek, gdy grupa posłów powołała się na ustawę o dostępie do informacji publicznej.

Kontrowersje wokół likwidacji podatku od dywidend

Sprawa ciągnie się od października, gdy liberalno-centroprawicowy koalicyjny rząd Holandii ogłosił nowy plan gospodarczy dla kraju, którego elementem miała być właśnie likwidacja podatku od dywidend. Chodziło o przekonanie brytyjsko-holenderskiego koncernu spożywczo-kosmetycznego Unilever, aby swoją centralę przeniósł z Londynu do Rotterdamu. Firma ta ma obecnie ponad 220 tys. pracowników w aż 365 miejscach na świecie. To właśnie decyzja o zniesieniu podatku od dywidend przekonała zarząd Unilever do przenosin do Holandii. Ale wielu Holendrom pomysł rządu się nie spodobał. Dlatego listopadowa debata budziła tak wielkie zainteresowanie.

Premier Rutte zasłaniał się wtedy kłopotami z pamięcią. Okazało się jednak, że najprawdopodobniej znał już wtedy upublicznione dopiero teraz dokumenty. Podczas środowej ośmiogodzinnej debaty, która zakończyła się grubo po północy, szef rządu przyznał się do błędu. „Popełniłem go, gdy powiedziałem wcześniej posłom, że nic nie pamiętam” – oświadczył. Swoje stanowisko zachował tylko dzięki całkowitej mobilizacji koalicji i twardemu poparciu ze strony sojuszniczych partii. Rząd udało się obronić w 150-osobowym parlamencie zaledwie 9 głosami. Za wotum opowiedziało się 67 posłów, przeciw było 76. Tylko 7 wstrzymało się od głosu. W Holandii rząd można odwołać mając zwykłą większość głosów.

Deputowani z głównego koalicyjnego ugrupowania, kierowanej właśnie przez premiera Partii Ludowej na rzecz Wolności i Demokracji (VVD) mocno bronili swojego lidera. Zwracali uwagę, że jego zachowanie jesienią ubiegłego roku nie dotyczyło spraw kluczowych dla sytuacji państwa. Inne partie tworzące rząd odrzuciły wotum, ale  wyraźnie dystansowały się od całej sprawy. „Debata nad propozycją była wewnątrz rządu krótka, naprawdę nie pamiętam wszystkiego z tamtego okresu” – mówił lider Chrześcijańskich Demokratów Sybrand van Haersma Buma.

Z kolei opozycja ostro atakowała premiera. „Szef rządu nie zapewnił nam przejrzystości i pełnych informacji, za to wił się wokół prawdy jak piskorz” – stwierdził przewodniczący Partii Wolności (PVV) Geert Wilders.

Holandia chce być gotowa na twardy brexit

Holenderskie Ministerstwo Finansów przesłało do parlamentarzystów list, w którym przekonuje, że należy poważnie zwiększyć zatrudnienie w służbie celnej. Miałby to być element przygotowań na tzw. twardy brexit, czyli sytuację, w której UE i Wielkiej Brytanii nie udałoby się wynegocjować nowego …

Kłamstwa ministra przyczyną poprzednich kłopotów premiera

Było to już drugie w tym roku głosowanie nad wotum nieufności dla rządu. Poprzednie miało miejsce w lutym. Wtedy chodziło o skandal wokół ówczesnego ministra spraw zagranicznych Halbe Zijlstry. Minister przyznał bowiem w wywiadzie prasowym, że w 2016 r. kłamał w kampanii wyborczej na temat swojego spotkania z Władimirem Putinem. Zijlstra miał w 2006 r., jako menedżer w koncernie paliwowym Shell, uczestniczyć w spotkaniu w prywatnej daczy rosyjskiego prezydenta.

Szef holenderskiej dyplomacji dwa lata temu zelektryzował świat opowiadając, iż z ust rosyjskiego prezydenta już dziesięć lat wcześniej usłyszał słowa o odbudowie „Wielkiej Rosji”, w skład której miałyby wejść Ukraina, Białoruś oraz państwa bałtyckie. Dodatkowo dopytywany Putin miał oświadczyć także, że „miło byłoby gdyby dołączył jeszcze Kazachstan”. Zijlstra relacjonował rzekome spotkanie sprzed dekady podczas jednego ze swoich wieców wyborczych. Ta wypowiedź została nagrana na wideo. Przyciśnięty przez dziennikarzy minister przyznał w końcu, że skłamał i w ogóle nie było go na opisywanym  przez niego spotkaniu u Putina. Zastrzegł jednak, że słowa jakie cytował padły naprawdę, o czym poinformowała go osoba, która rzeczywiście była w prywatnej daczy rosyjskiego prezydenta. Holenderski minister sobie przypisał całe zdarzenie, aby – jak to ujął – „chronić prawdziwe źródło informacji”.

Opozycja uznała jednak, że polityk, który kłamie w takiej kwestii, nie może kierować dyplomacją. Zijlstra ostatecznie podał się do dymisji sam, ale ponieważ premier zwlekał ze swoją reakcją, złożono wniosek o wotum nieufności wobec całego rządu. Atmosferę podgrzało dodatkowo to, że Mark Rutte najprawdopodobniej już wcześniej wiedział o tym, że jego minister opowiadał w kampanii wyborczej nieprawdę, ale i tak postawił go na czele resortu. Jednak wotum nieufności z lutego nie poparła cała opozycja. Rząd wygrał więc głosowanie zdecydowanie – 101:43. Teraz do dymisji zabrakło już niewiele.

Holandia: Minister, który skłamał ws. Putina, podał się do dymisji

Holenderski minister spraw zagranicznych postanowił opuścić sprawowany przez siebie urząd. Doszło do tego po tym, gdy Halbe Zijlstra przyznał się, iż dwa lata temu skłamał na temat swojego spotkania z prezydentem Rosji. Do dymisji szefa holenderskiej dyplomacji doszło zaledwie kilka …

]]>
https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/holandia-rzad-przetrwal-glosowanie-ws-wotum-zaufania-powodem-spor-o-podatki/feed/ 0