W Polsce rocznie 70 tys. osób doznaje udaru mózgu. Jak wskazują eksperci, rehabilitacja, oferowana przez NFZ nie jest najgorszą w Europie, ale jej poziom i tak mógłby ulec podwyższeniu.
W przypadku pacjentów, u których zdiagnozowano udar, istnieje wysokie ryzyko, że pozostaną oni niepełnosprawni. Dlatego ważne jest, aby zapewnić im jak najszerszy wachlarz zabiegów rehabilitacyjnych, umożliwiający im powrót do względnego zdrowia.
Czym jest udar?
Udar to nagła choroba mózgu, która przyjmuje dwie formy: niedokrwienną lub krwotoczną. Pierwsza z nich ma miejsce, kiedy mózg doznaje nagłego niedokrwienia w wyniku na przykład zakrzepu w naczyniu krwionośnym. Forma krwotoczna następuje kiedy w wyniku na przykład pęknięcia tętniaka następuje wylew krwi do mózgu.
Co roku w Europie udaru doznaje ok. 1,1 mln osób, a w Polsce ok. 60-70 tys., z czego nie przeżywa ok. 30 tys. pacjentów.
W Polsce, inaczej niż na świecie, coraz mniej osób doświadcza udaru – w latach 2013 – 2018 roczna liczba hospitalizowanych pacjentów z tego typu dolegliwością zmniejszyła się o 7,6 proc. (z 75,7 tys. do 70,7 tys.).
Skutkiem udaru mogą być różnego rodzaju zaburzenia, np. problemy z mówieniem, przełykaniem lub pisaniem, paraliże oraz problemy z pamięcią.
Osoba po udarze musi natychmiast przystąpić do rehabilitacji, która ma na celu poprawienie jej szans na powrót do zdrowia, choć niektórzy pacjenci po udarze nie są w stanie wrócić do pełni sił.
Rehabilitacja poudarowa w Polsce
Rehabilitację po udarze rozpoczyna się już w szpitalu. Polega ona m.in. na zabiegach masażu, kinezyterapii, kompresjo- czy fizykoterapii.
Po wypisaniu ze szpitala pacjent powinien kontynuować aktywną rekonwalescencję. W Polsce można to robić na NFZ, o czym opowiada więcej Adam Siger, wiceprezes Fundacji Udaru Mózgu.
– Pacjenci poudarowi w Polsce mają dostęp do 16 tygodni rehabilitacji – wyjaśnia ekspert.
– W ramach państwowej rehabilitacji pacjentom przysługuje do 80 zabiegów na rok po udarze z opcją przedłużenia jej, jeśli stan zdrowia poszkodowanego tego wymaga. W Polsce pacjentom przysługuje m.in. rehabilitacja środowiskowa, czyli domowa – do domu przychodzi leczyć ich specjalista i dzięki temu nie muszą sami udawać się do klinik. Pacjenci mogą liczyć także na tzw. dzienny pobyt rehabilitacyjny, gdzie mogą, w miarę możliwości, przyjść do przychodni na 5-6 godzin dziennie – wyjaśnia Adam Siger.
Podkreśla, że te ramy rehabilitacji pozytywnie wyróżniają Polskę na tle części państw w Unii Europejskiej.
Ekspert zwraca jednak uwagę na fakt, że zaledwie 30 proc. pacjentów poudarowych korzysta z rehabilitacji na NFZ.
– Wynika to z braku miejsc. Nie wszyscy pacjenci kwalifikują się też na odbywanie rehabilitacji w klinikach, ponieważ zdarza się, że ich poważny stan zdrowia po udarze znacznie to utrudnia – oddziały mogą np. nie mieć rzadkiego sprzętu specjalistycznego, potrzebnego przy niektórych powikłaniach poudarowych – tłumaczy.
Tacy pacjenci mogą wymagać np. karmienia dojelitowego czy odsysania. Afazja również utrudnia udział w rehabilitacji. Do tego osoby chore mogą mieć problem z dostaniem się na oddział rehabilitacyjny – dodaje.
Ekspert podkreśla, że osoby, których stan zdrowia wymaga dodatkowych środków, albo zmuszone są korzystać z rehabilitacji oferowanej przez prywatne ośrodki zdrowia, albo trafiają do zakładów opiekuńczo-leczniczych.
– Ostatecznie więc pod względem jakości rehabilitacji poudarowej Polska znajduje się w środku europejskiej stawki. Nie jest najgorzej. Nie możemy równać się z Niemcami, Szwajcarią czy Belgią, ale nasza opieka zdrowotna jest na takim samym poziomie – a może nawet i ma się lepiej – co we Włoszech, Francji czy Portugalii.
Co można poprawić?
Pytamy Sigera o największe systemowe wyzwania, z jakimi muszą mierzyć się polscy pacjenci poudarowi i ich rodziny.
– Jest to komunikacja. Osoba po udarze przebywa w szpitalu od 7 do 10 dni. Następnie jest wypisywana i tak naprawdę nie wie, co dalej – tak jak wiedzą to, przykładowo, pacjenci kardiologiczni. Nie ma opieki koordynowanej dla udarowców, nie mają oni wsparcia komunikacyjnego – wyjaśnia nasz rozmówca.
Fundacja Udaru Mózgu prowadzi jedyną infolinię dla pacjentów po udarze i ich rodzin – i często dzwonią do nas z pytaniami dotyczącymi praktycznie każdego aspektu życia po udarze. W Polsce brakuje informacji i pokierowania poszkodowanych dalej – tłumaczy.
Zwraca uwagę, że choć udary występują w Polsce często i są głównym powodem, dla którego zdrowi Polacy stają się inwalidami (ma to miejsce w 30 proc. przypadków pacjentów, którzy doznali udaru), to choroba ta wciąż jest stosunkowo lekceważona przez decydentów.
– My jako Fundacja Udaru Mózgu nie mamy odpowiednich narzędzi nacisku na władze, nasi pacjenci to z kolei głównie schorowani starsi ludzie w wieku poprodukcyjnym. Zamierzamy jednak przedstawić politykom naszą propozycję polskiej wersji Stroke Action Plan for Europe, który zawiera zalecenia i wskazania co robić, aby pacjenci mieli jak najszerszy dostęp do świadczeń poudarowych różnego rodzaju – zaznacza.
– Do tej pory jeszcze żadna organizacja nie promowała tego typu strategii – wskazuje.
Jak podkreśla, w Polsce coraz więcej osób zapada na udar – i dotyczy to również dzieci.
Do czynników ryzyka udaru należą m.in. stres, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, palenie tytoniu, przyjmowanie narkotyków, otyłość oraz nadużywanie alkoholu. Szansa na udar rośnie z wiekiem i częściej doznają go mężczyźni.



