Koronawirus: Chińskie szczepionki mało skuteczne? Bahrajn i Seszele nie uchroniły się przed kolejnymi falami, Kostaryka zawiesza podawanie

Chińskie szczepionki na koronawirusa cieszą się dużą popularnością m.in. w krajach Ameryki Południowej, źródło: Flickr/Ministerio de Defensa del Perú (CC BY 2.0)

Chińskie szczepionki na koronawirusa cieszą się dużą popularnością m.in. w krajach Ameryki Południowej, źródło: Flickr/Ministerio de Defensa del Perú (CC BY 2.0)

Mnożą się wątpliwości co do skuteczności chińskich szczepionek na koronawirusa SARS-CoV-2. Kraje takie jak Seszele czy Bahrajn, choć są w światowej czołówce pod względem liczby zaszczepionych mieszkańców, notują ogromne wzrosty liczby zakażeń. Kostaryka zaś czasowo rezygnuje z podawania chińskiego preparatu.

 

 

„To Chiny pierwsze odkryły istnienie koronawirusa. Naukowcy stamtąd najdłużej go badają i wiedzą o nim najwięcej. Dlatego wybrałem chińską szczepionkę” – tłumaczył wybór preparatu z Chin premier Węgier Viktor Orbán.

Szef węgierskiego rządu pod koniec lutego dostał pierwszą dawkę szczepionki opracowanej przez państwową chińską firmę Sinopharm. Ten sam preparat podano także prezydentowi Węgier Jánosowi Áderowi. Węgry są jednym państwem członkowskim UE, gdzie dopuszczono do użytku chińską szczepionkę na SARS-CoV-2.

W Chinach opracowano już pięć szczepionek na koronawirusa. Obok Sinopharmu swój preparat stworzyła także chińska spółka Sinovac. Szczepionka CoronaVac, podobnie jak preparat Sinopharmu, to tzw. preparat inaktywowany. Oznacza to, że wykorzystuje zabitego koronawirusa SARS-CoV-2.

To jedna z najstarszych metod opracowywania szczepionek. W ten sposób stworzono np. szczepionkę BCG, która chroni przed gruźlicą, i którą od kilkudziesięciu lat wszyscy Polacy otrzymują jako dzieci.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Chińskie szczepionki tanie i łatwe w produkcji

Szczepionki inaktywowane wykazują na ogół dobrą skuteczność, a do tego uchodzą za najbezpieczniejsze, ponieważ nie zawierają żadnego żywego materiału – np. wektora w postaci zmodyfikowanego mniej groźnego wirusa czy poszczególnych wypreparowanych białek. Dlatego można je bezpiecznie podawać także osobom o obniżonej odporności czy przewlekle chorym.

Kolejna zaleta takich szczepionek to dużo prostszy niż w przypadku preparatów wektorowych czy korzystających z technologii mRNA proces produkcji, który ponadto jest tańszy i łatwiejszy do uruchomienia.

Dlatego dwie chińskie szczepionki cieszą się dużą popularnością w biedniejszych krajach świata, gdzie rządy muszą szukać preparatów tańszych i łatwiejszych w przechowywaniu i transporcie.

Ponadto producenci z Zachodu – stosujący w przypadku szczepionki przeciw COVID-19 metodę wektorową firmy AstraZeneca i Johnson&Johnson czy używające metody mRNA Moderna i Pfizer-BioNTech – nie są w stanie zaspokoić popytu nawet w najbogatszych krajach. To właśnie z powodu kłopotów z dostawami jeden z chińskich preparatów dopuściły u siebie Węgry.

Seszele: Na koronawirusa zaszczepiono 2/3 mieszkańców, ale zakażeń przybywa. Zawiniły chińskie szczepionki?

Żyjące głównie z turystyki wyspiarskie państewko szybko też zaczęło wpuszczać zagranicznych gości.

Szczepionkowa dyplomacja Pekinu

Pekin postanowił tę sytuację wykorzystać i prowadzi tzw. szczepionkową dyplomację, a więc podpisanie umowy na dostawy szczepionek (czy kwestię ich ceny) łączy z innymi elementami dwustronnych relacji z różnymi państwami na świecie.

Z początku Pekin odnosił w tej dyplomacji spore sukcesy. Wśród najszybciej szczepiących swoich obywateli krajów, obok mających dostęp do zachodnich szczepionek krajów takich jak Izrael, USA, Wielka Brytania czy państwa UE, znajdują się takie kraje jak Seszele, Bahrajn, Urugwaj, Chile, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Mongolia. Każdy z nich korzysta właśnie (albo nawet głównie) z jakiejś chińskiej szczepionki.

Tyle że w niektórych z tych krajów właśnie trwa kolejna fala zakażeń, czego uniknął np. Izrael. Choć Seszele czy Bahrajn zaszczepiły już ponad połowę obywateli, zaczęły notować rekordowe liczby nowych zakażeń. A to wymusiło na nich przywracanie lockdownów, choć liczyły, że nie będą już musiały tego robić.

WHO: Koronawirus wyprzedza szczepienia. Miliard dawek szczepionki od G7 to za mało

COVID-19 jest znacznie szybszy niż światowy program szczepień, ostrzega WHO.

Szczepionki inaktywowane mniej skuteczne?

W południowoamerykańskich Urugwaju i Chile sytuacja epidemiczna po szczepieniach chińskim preparatem stała się nawet trudniejsza niż przedtem. Po części to na pewno skutek zbyt dużego rozprężenia w społeczeństwach, ale rosną pytania o skuteczności szczepionek z Chin.

Ich producenci deklarują, że skuteczność w badaniach klinicznych na poziomie 70-90 proc., ale naukowcy z Chile, którzy przeprowadzili własne badania, szacują, że faktycznie może być ona nawet mniejsza niż 50 proc. Im człowiek starszy, tym działanie może być mniej skuteczne. A zaszczepieni ludzie czują się bezpieczni i przestają być aż tak ostrożni.

Co prawda nie ma na to jeszcze żadnych twardych dowodów, ale być może problem tkwi nie w „chińskości” szczepionek, ale w metodzie stosowania inaktywowanego wirusa, która w przypadku SARS-CoV-2 nie sprawdza się tak dobrze jak metody wektorowa, mRNA czy tzw. metoda podjednostkowa (wykorzystuje ją preparat amerykańskiej firmy Novavax, który według najnowszych badań ma skuteczność powyżej 90 proc.).

Być może też w przypadku szczepionek inaktywowanych potrzeba jest po prostu więcej dawek przypominających po upływie kilku lub kilkunastu miesięcy. Tak jest na przykład ze szczepionkami przeciw WZW B, które podaje się w trzech dawkach – drugą po miesiącu, a trzecią po upływie około sześciu miesięcy.

Szef WHO: Kraje G7 będą naciskać na Chiny ws. hipotezy wycieku koronawirusa z laboratorium

Międzynarodowa misja ekspercka pod egidą WHO była w Wuhan na przełomie stycznia i lutego.

Co dalej ze szczepionkową dyplomacją?

W Chinach opracowano także szczepionkę podjednostkową oraz szczepionkę wektorową. Druga z nich – stworzona przez spółkę CanSino Biological – ma bardzo obiecujące wyniki badań. To preparat jednodawkowy, działający podobnie do szczepionki Johnson&Johnson, w sprawie rejestracji którego na terenie UE pierwsze dokumenty trafiły już do Europejskiej Agencji Leków (EMA).

Ale takie szczepionki, opracowane nowocześniejszymi metodami, będą już droższe i trudniejsze w produkcji. A to może utrudnić Pekinowi prowadzenie szczepionkowej dyplomacji. Zwłaszcza, że do gry weszły właśnie USA, które zapowiedziały kupno 500 mln dawek szczepionek Pfizer/BioNTech (które udowodniły już swoją bardzo wysoką skuteczność) i przekazanie ich najbiedniejszym krajom świata.

Z kolei Bahrajn czy ZEA – kraje w końcu majętne – także zwracają się ku amerykańskim szczepionkom, które stają się po prostu na rynku coraz bardziej dostępne. Mieszkańcy tych państw, którzy dostali już dwie dawki chińskiej szczepionki otrzymają także trzecią. Ale nie będzie to już chiński Sinopharm, ale preparat amerykańsko-niemieckiego konsorcjum Pfizer/BioNTech.

Z kolei Kostaryka ogłosił dziś (17 czerwca), że czasowo zawiesza podawanie szczepionki CoronaVac. Oficjalnie uznały go za zbyt mało skuteczny. Kostarykańskie władze zrezygnowały też z zamówionej już kolejnej dostawy chińskich szczepionek.