Paweł Wieczorkiewicz: Historia ruszyła z kopyta

* Poniższa rozmowa ze zmarłym niedawno profesorem P. Wieczorkiewiczem jest fragmentem książki „Historia ruszyła z kopyta” (Wydawnictwo Zysk i S-ka), zawierającej wywiady z czołowymi bohaterami wydarzeń ostatniego dwudziestolecia i jego komentatorami. Oprócz wywiadów zawiera także opis przygód związanych z dotarciem do rozmówców lub zapis redakcyjnych anegdot, odsłania więc „dziennikarską kuchnię”, pokazując, że gdzie nie pomoże wytrwałość, czasem przyda się fortel.

Rozmowa z prof. PAWŁEM WIECZORKIEWICZEM, historykiem

– Francis Fukuyama dość szybko dostał odpowiedź na swoje słynne pytanie o koniec historii.

– Historia ma to do siebie, że toczy się w różnym tempie. Są całe epoki, jak choćby przełom XIX w. (od wojny francusko-pruskiej 1870 roku, do rosyjsko-japońskiej w 1904), kiedy niewiele się pozornie działo, a świat żył spokojnie, w zwolnionym tempie. Taki okres mieliśmy także po 1956 roku. Wszystko wydawało się ustalone, i rzeczywiście można by odnieść wrażenie, że historia się już kończy.

Ale w pewnym momencie, na wskutek nagromadzania się wewnętrznych sprzeczności, wyrwała się z letargu. Fukuyama, w moim pojęciu szarlatan naukowy, nie docenił czynnika, który zlekceważyli kiedyś Marks i Engels, uważając, że sprawy gospodarcze rozwiążą wszystkie problemy. Idzie o szeroko rozumianą sferę duchową, a ściślej – ideologię i przede wszystkim kwestię narodową. Dlaczego rozpadł się Związek Sowiecki? Przyczyny ekonomiczne były co najmniej równoważne z wewnętrznymi: narodowościowymi czy nawet etycznymi i moralnymi (głasnost’ !).  W dużej mierze zaważył też fakt, że system sowiecki oparto na kłamstwie.

Są to imponderabilia, których nie można wziąć modelowo pod uwagę w matematyczno-ekonomicznym spojrzeniu. Obraz budowany przez pryzmat gospodarki zawsze będzie kaleki i nie rokujący na nadziei rozpoznanie przyszłości.

– Jaki sens ma w ogóle przewidywanie przyszłości? Prof. J.M. Bocheński przestrzegał, że „prognozowanie jest dziś zajęciem bardzo ryzykownym”, bo  warunki zmieniają się coraz szybciej.

– Życie społeczeństw, narodów, czy państw kieruje się jednak pewnymi prawidłowościami. Historia i bieżąca polityka porusza się według ogólnych zasad i mechanizmów. Rozpoznając te mechanizmy, możemy próbować dopasowywać je do nowych sytuacji, które zawsze zawierają jakieś znane nam przeszłe elementy. Współczesny kryzys ekonomiczny był do przewidzenia, bo miał bardzo podobne przesłanki jak wielki kryzys lat 20. – ogromna ilość papierowego pieniądza, życie na kredyt.

Podobnie, stałym wyznacznikiem są założenia geopolityczne. Takie państwo jak nasze, położone między Niemcami a Rosją, musi wyciągać z tego wnioski. Zbliżenie niemiecko-rosyjskie jest śmiertelnie groźne dla Polski. Powoduje sytuację żaren młyńskich, które zaczynają się kręcić w przeciwnym kierunku i są w stanie zmiażdżyć wszystko, co stanowi przegrodę. A tą przegrodą, zwłaszcza dla Rosji, jest Polska. Tak było od kilkuset lat, tak jest i będzie. Istnieje imperializm rosyjski wynikający z charakteru tego państwa – geograficznego i historycznego. Ten imperializm i ekspansjonizm jest kierowany w stronę Europy Zachodniej. Po drodze do Berlina, do Paryża jest jednak Warszawa. Trzeba sobie zdawać sobie sprawę z tego, że ekspansja rosyjska jest faktem i należy nie tyle się jej obawiać, co się z nią liczyć. Jest to niewątpliwie jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla Polski.

Sytuację tę powodują nie tylko czynniki geopolityczne, ale także demograficzne – Stany Zjednoczone stają się coraz bardziej krajem latynosko-czarnym. Cała tradycja WASP-ów, białych, anglo-saksońskich protestantów, odchodzi w przeszłość. Owszem, są pewne tendencje odwracalne. Mądra, świadoma polityka i wielkie wysiłki potrafią takie trendy co najmniej przyhamować. Dzięki polityce socjalnej można przykładowo spowodować większą dzietność. Ale jeżeli nic się nie zmieni, za kilkanaście lat będziemy mieli do czynienia albo z podziałem Francji na islamską na południu i chrześcijańską na północy, albo wręcz powstanie Islamska Republika Francji. A potem, w perspektywie, Turecka Republika Niemiec.

– Ale skoro mówimy o zagrożeniu ze strony islamu, to naszym naturalnym sojusznikiem byłaby Rosja.

– Już w latach 60. sowieccy politycy wyrażali śmiertelną obawę, ale … przed Chinami. Oni się Chin boją od dobrych kilkudziesięciu lat, i mają czego. Osią XXI wieku, za jakieś 20-30 lat, będzie konflikt rosyjsko-chiński. W przeciwieństwie do krótkoterminowych polityk państw demokratycznych, Rosja może – przy dożywotnich rządach Putina –  pozwolić sobie na politykę w perspektywie 20 lat. A Chiny jeszcze dłuższą. Konflikt jest nieuchronny. Pusta, mówiąc umownie, Syberia i przeludnione Chiny – tego stanu nie da się utrzymać przez następne 50 czy 100 lat. Rosjanie będą musieli oddać Kraj Zaamurski, który zrabowali Chińczykom w XIX w. na zasadzie podboju kolonialnego. A Rosja bez Kraju Zaamurskiego, a potem bez Syberii, stanie się Wielkim Księstwem Moskiewskim. Rosjanie będą się więc starali za wszelką cenę temu przeciwdziałać. Cała polityka Rosji wobec Zachodu, ekonomicznie uzależnianie Unii Europejskiej ma jeden cel: utworzenie za 10-20 lat bloku antychińskiego. Rosjanie wiedzą, że nie mają co liczyć na żołnierzy niemieckich czy francuskich nad Ussuri, ale mają nadzieje  na zachodnie technologie i pieniądze. Chińczyków mogą bowiem pokonać nie masą, lecz bardzo zaawansowaną techniką, a ta kosztuje. Muszą je więc przejąć od Europy Zachodniej. Nie od Stanów Zjednoczonych, bo te będą prawdopodobnie prowadziły grę jako trzeci partner. Rywalizacja chińsko-rosyjska będzie dla Waszyngtonu wygodna.

– W takim razie niekoniecznie muszą się „interesować” Polską i kierunkiem zachodnim, skoro mają zagrożenie ze Wschodu.

– Ale najpierw muszą „uporządkować” sprawy na Zachodzie, by przy jego pomocy okiełznać Chiny. A Polska im w tym planie bruździ. Polska jest tym niepokornym, niewygodnym krajem, zbyt dobrze ich znającym.

– Są w stanie sobie podporządkować Zachód?

– Niestety, tak. Spójrzmy na konsekwencje wojny gruzińsko-rosyjskiej, jak się Unia zachowała. Co zresztą rozumiemy pod pojęciem „podporządkować Zachód”? Uzależnić ekonomicznie poprzez dostawę surowców energetycznych, przejąć część bankowości i korporacji, zwłaszcza o wymiarze strategicznym. Dzięki temu będą mieli technologie, będą mogli drenować pieniądze. A na Zachodzie niech sobie ludzie według swoich standardów żyją, cieszą, bawią się. Rosjanie już się chyba nauczyli, że nie trzeba wprowadzać czołgów. Stalin mawiał, że władza sowiecka sięga dotąd, dokąd dopełzną sowieckie czołgi i obejmie te ziemie, które zdepczą buty sowieckiego sołdata. Dziś wystarczy książeczka czekowa rosyjskiego bankowca i rosyjska ropa i gaz. To jest pomysł na podbój ekonomiczny. Pozwoli to też na prowadzenie zupełnie innej gry ze Stanami Zjednoczonymi.

(…)

Rozmawiała Maria Graczyk

Paweł Wieczorkiewicz – historyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Urodził się w 1948 r. w Warszawie, zmarł w marcu 2009 r. Autor m.in. „Polityki zagranicznej II Rzeczypospolitej na tle sytuacji europejskiej w latach 1918-1939”, Ostatnich lat Polski niepodległej”, „Historii wojen morskich”, „Polski. dzieje polityczne ostatnich dwustu lat”, „Łańcucha śmierci: czystka w Armii Czerwonej 1937-1939”, „Kampanii 1939 roku”, „Historii Rosji (uzupełnienie dzieła Ludwika Bazylowa).