Nieudany pucz w Turcji

Turecki prezydent Recep Tayyip Erdoğan wezwał obywateli do wyjścia na ulicę i "przeciwstawienia się próbie zamachu stanu". W odpowiedzi na jego apel dziesiątki tysięcy Turków wyszło na ulice już w piątkową  noc (15 lipca). Doszło wtedy do starć z udziałem żołnierzy biorących udział w puczu. Następnego dnia zatrzymano około sześć tysięcy osób (dane tureckiego resortu sprawiedliwości), w tym wielu generałów, ale również sędziów i prokuratorów.

Do wyjścia na ulice wzywał również premier Turcji Binali Yildirim, zapewniając jednocześnie, że dotychczasowy rząd niezmiennie sprawuje władzę. W sobotę (16 lipca) po północy informował, że wojsko otrzymało rozkaz powrotu do koszar, a puczystów określił mianem zdrajców.

Zamach stanu pod kontrolą władz?

Do zamachu stanu doszło w nocy z piątku na sobotę, kiedy część zbuntowanych wojskowych ogłosiła przejęcie władzy w kraju. Prezydent Erdoğan obarcza odpowiedzialnością za jego przeprowadzenie swego niedawnego sojusznika, a obecnie największego przeciwnika – mieszkającego w USA opozycyjnego muzułmańskiego kaznodzieję Fethullaha Gulena. Ten jednak odrzuca oskarżenia, utrzymując, że za nieudanym zamachem stanu stoi sam Erdoğan .

Tureckie władze zapowiedziały, że wystąpią do USA z wnioskiem o ekstradycję Gulena. Amerykańska administracja zapewniła, że przeanalizuje wniosek, ale zastrzegła, że konieczne jest przedstawienie dowodów przeciwko kaznodziei. On sam oświadczył we wczorajszej (17 lipca) rozmowie z dziennikarzami, że zapowiedź tureckich władz ws. wniosku o ekstradycję wcale go nie martwi.

Także w opinii części obserwatorów nieudany pucz miał być rządową manipulacją. Inni sądzą jednak, że za próbą zamachu stanu stoją zwolennicy ideologii Kemala Ataturka. Erdoğan, zwolennik islamizacji kraju, miałby bowiem stanowić zagrożenie dla świeckich założeń utworzonej przez Ataturka Republiki Tureckiej. Jednak bez względu na to, kto ma rację, stłumienie buntu umożliwia prezydentowi przejęcie władzy nad niezależną dotychczas armią i sądami. Otwiera mu także możliwość wprowadzenia zmian w konstytucji, a w efekcie może zapewnić sprawowanie niepodzielnych rządów przez lata.

Puczyści mieli Erdogana na muszce

Na rzecz interpretacji Gulena przemawia m.in. fakt, że żołnierze przeciwni obecnemu prezydentowi Turcji mogli zestrzelić samolot, którym podróżował Erdoğan, ale tego nie zrobili. Po otrzymaniu informacji o zamachu stanu Erdoğan postanowił bowiem w trybie natychmiastowym wrócić do Stambułu z wakacji w miejscowości Marmaris. Według Reutersa, dwa samoloty F-16 pilotowane przez puczystów miały na celownikach samolot z Erdoğanem na pokładzie. Jednak samolot (eskortowany przez dwa inne myśliwce F-16) bez problemów wylądował w Stambule. Nie wiadomo dlaczego piloci należący do frakcji wrogiej prezydentowi nie zdecydowali się na atak.

Eksperci zwracają ponadto uwagę, że przewrót był wyjątkowo nieprzygotowany: brak mu było koordynacji oraz zaplecza logistycznego i politycznego, więc z góry skazany był na przegraną.

Turcja przywróci karę śmierci

W odpowiedzi na te wydarzenia prezydent Erdoğan opowiedział się za niezwłocznym przywróceniem w Turcji kary śmierci, zniesionej 12 lat temu. Przemawiając do tłumu zebranego w Stambule, który domagał się takiego rozwiązania, prezydent powiedział: "Nie możemy zignorować takiej prośby". Praktycznie w Turcji nie wykonano żadnego wyroku śmierci od 1984 r., ale oficjalne jej zniesienie umożliwiło krajowi rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z UE (w październiku 2005 r.).

UE i NATO apelują o przywrócenia konstytucyjnego ładu

"UE całkowicie popiera demokratycznie wybrany w Turcji rząd, instytucje i państwo prawa" – napisali we wspólnym komunikacie przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk i Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker oraz szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini, którzy uczestniczyli w szczycie przywódców Azji i Europy w stolicy Mongolii – Ułan Bator.

„Napięcia i wyzwania, przed którymi stoi obecnie Turcja, nie mogą być rozwiązywane zbrojnie. Nie ma alternatywy dla demokracji i zasad prawa” – podkreślił Tusk na zakończenie tego spotkania. Zastrzegł jednak, że w Turcji daleko jest jeszcze do stabilizacji i jest za wcześnie, by spekulować o konsekwencjach politycznych tych dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce u "czołowego partnera" Unii Europejskiej.

Już w sobotę nad ranem do "pełnego respektowania" tureckiej konstytucji i instytucji demokratycznych wezwał sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. W opublikowanym oświadczeniu wyraził poparcie dla prezydenta Tayyipa Erdoğana i jego rządu oraz zapewnił, że Turcja jest "cennym członkiem NATO". „Właśnie rozmawiałem z ministrem spraw zagranicznych Turcji Mevlutem Cavusoglu. Pilnie i z troską obserwuję wydarzenia w tym kraju. Apeluję o spokój i powściągliwość oraz pełne respektowanie tureckiej konstytucji i instytucji demokratycznych"- głosi cytowane w mediach oświadczenie Stoltenberga.

USA wzywa do poparcia tureckiego rządu

Prezydent USA Barack Obama i sekretarz stanu John Kerry wezwali wszystkie strony konfliktu w Turcji do poparcia rządu w Ankarze. "Prezydent i Pan Sekretarz zgodzili się, że wszystkie strony powinny poprzeć demokratycznie wybrany rząd Turcji, zachować powściągliwość i unikać wszelkiej przemocy oraz rozlewu krwi" – głosi cytowany w mediach komunikat Białego Domu wydany po wybuchu puczu. Podkreślono w nim także, że amerykańskie władze koncentrują się na zapewnieniu bezpieczeństwa swoim obywatelom przebywającym w Turcji.

Putin życzy powrotu do stabilności

Według kremlowskiego komunikatu Władimir Putin, który zadzwonił do Erdogana, "przekazał kondolencje z powodu ofiar śmiertelnych wśród cywilów i policjantów, którzy sprzeciwili się spiskowcom i życzył szybkiego przywrócenia porządku konstytucyjnego i stabilności". Za niedopuszczalne w życiu publicznym uznał działania antykonstytucyjne i przemoc. Erdogan zapewnił natomiast Putina, że przebywający w Turcji rosyjscy turyści (których liczba – jak przypomniał prezydent Rosji – znacznie wzrosła odkąd stosunki między oboma krajami uległy poprawie) będą chronieni.

Według rosyjskiej gazety "Komsomolskiej Prawdy" po wybuchu puczu Putin od razu zaoferował Erdoğanowi pomoc i zadeklarował nawet, że w razie potrzeby udzieli mu azylu. (bb)