Borys Tarasiuk: Przygotowujemy grunt pod nasze członkostwo w UE

– Czy nie dało się uniknąć rosyjsko-ukraińskiego kryzysu gazowego?

– Można byłoby uniknąć tego kryzysu, ale jedynym warunkiem było tu zachowanie Rosji. To dlatego właśnie mieliśmy kryzys, a Rosja wywołała go specjalnie (…) chcąc zdyskredytować Ukrainę i wykorzystała opinię publiczna na swoją rzecz. (…)

Przyczyn dla których Rosja wywołała ten kryzys było wiele. Jednym z nich było dążenie Moskwy do uzyskania dostępu do ukraińskiej sieci przesyłu gazu, która jest największa w Europie: liczy 30 tys. 800 kilometrów długości. Drugim powodem była chęć ukarania Ukrainy. Nasz kraj – dzięki zwycięstwu Pomarańczowej Rewolucji w 2004 roku – wyznaje bowiem inne niż Rosja, bo demokratyczne wartości. Odczuwamy ten proces wymierzania kary już od 2005 roku. (…) Trzeci powód, to to, że Rosjanie chcą pokazać krajom członkowskim UE – m.in. Słowacji – kto tu rządzi. Demonstrują możliwości traktowania zaopatrzenia w gaz jako instrumentu polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.

Wreszcie próbowali wymóc na Ukraińcach najmniej dla nich dogodną cenę gazu, by w ten sposób uzależnić od siebie rozwój ukraińskiej gospodarki. Zresztą obecny kryzys był już drugim jaki przeżyliśmy. Pierwszy był zimą 2005-2006 i Unia Europejska niczego się z niego nie nauczyła.

– Czy po ostatniej wizycie premiera Juszczenki w Brukseli, opinia o Ukrainie jako o rzetelnym tranzytowym partnerze uległa zmianie?

– Zarówno w przeszłości, kiedy sowiecki gaz płynął z Syberii, jak i ostatnio, w latach niepodległości, Ukraina zawsze była wiarygodnym krajem tranzytowym. Zresztą w ogóle nie było  problemu wiarygodności Ukrainy jako kraju tranzytu. Problem powstał dopiero wtedy, kiedy Rosja spróbowała odciąć dopływ gazy na granicy z Ukrainą.  Kijów nie mógł przejąć zobowiązań kontraktowych Moskwy. Rosja musi odkręcić kurki na wejściu do ukraińskiego systemu gazowego, jeśli chce dostarczać paliwo do odbiorów, np. na Słowację. Więc jak ma Ukraina wypełniać obowiązki kraju tranzytowego, skoro nie otrzymuje dostaw surowca? 

A propos, Ukraina jest – obok Rosji – największym krajem tranzytowym w Europie. Nasze możliwości tranzytu gazu wynoszą  150-170 mld m3 rocznie. Rosja przesyła obecnie ukraińskim systemem przesyłowym 110 mld m3. Nasze możliwości są znacznie większe niż te, które teraz wykorzystujemy.

Podsumowując: Ukraina nigdy nie stwarzała problemów jako kraj tranzytowy dla rosyjskiego gazu przeznaczonego dla unijnych odbiorców. (…) Jak tylko Rosja odblokowała dostawy gazu do ukraińskiego systemu przesyłu, to – od 1 do 6 stycznia – przesyłaliśmy całe rosyjskie paliwo krajom-odbiorcom.

Z drugiej strony nie mieliśmy aktualnych kontraktów, bo Rosjanie próbowali wymusić zapisy nie fair. W tej sytuacji Rosja przestała dostarczać na Ukrainę tzw. gaz techniczny (…) a potrzebujemy go 21 mln m3 dziennie, żeby móc przepompować gaz ze wschodniej do zachodniej granicy Ukrainy. Oznacza to, że na te pierwsze 6 dni stycznia musieliśmy znaleźć 126 mln m3 paliwa, żeby zapewnić przesył. Więc wzięliśmy 52 mln m3 od Rosji, a sami subsydiowaliśmy Europę dodatkowymi 74 mln m3. A 7 stycznia Rosja kompletnie odcięła dostawy, więc już nic nie mogliśmy zrobić. Ta sytuacja może się powtarzać. Uważam, że kłopoty się mogą skończyć dopiero wtedy, kiedy Rosja zacznie stosować kontrakty i wypełniać międzynarodowe zobowiązania.

Umowa podpisana przez premierów Rosji i Ukrainy: Władimira Putina i Julię Tymoszenko w sprawie tranzytu gazu opiewa na 10 lat.  To dogodny okres dla wszystkich: producentów, krajów tranzytowych i odbiorców. Mamy nadzieję, że Rosjanie nie wywołają już takich sytuacji, jakie miały miejsce na początku tego roku i trzy lata temu.

– Czy Pańskim zdaniem, ten ostatni ukraińsko-rosyjski spór gazowy odbije się na stosunkach UE-Ukraina, a także UE-Rosja?

– Ukraina i Rosja mają zupełnie różne cele kontaktów z Unią Europejską: Ukraina ma europejskie aspiracje, a Rosja – wcale. Zarówno UE jak i Ukrainie zależy na tym, żeby Rosja była wiarygodnym, demokratycznym i współpracującym partnerem. Trzeba jednak pamiętać, że Rosja ponosi winę za kryzys gazowy, natomiast Ukraina nie przyczyniła się do niego w żadnym stopniu. Myślę, że ten kryzys nie doprowadzi do zmniejszenia wagi ani nie zmieni natury stosunków UE-Ukraina, ponieważ z Unią wiążą nas nie tylko gospodarcze interesy. Dzielimy również wartości i demokrację oraz bezpieczeństwo energetyczne. To bardzo ważny związek. Doceńcie Ukrainę – to jest skrzyżowanie dróg między Rosją i UE, z Europy do Azji. Ukraina była, jest i będzie bardzo zainteresowana tym, żeby być wiarygodnym partnerem Unii Europejskiej.   

(…)

– Pomówmy teraz o kwestiach bezpieczeństwa. Nie sądzi pan, że Rosja będzie mogła próbować użyć militarnych środków, żeby wymusić zastąpienie wygasającej niebawem rosyjsko-ukraińskiej umowy (o udostępnieniu bazy w Sewastopolu okrętom rosyjskiej Floty Czarnomorskiej), nową, znacznie bardziej odpowiadająca interesom Moskwy niż Kijowa? Zarówno separatystyczne regiony Gruzji, jak i Krym , to regiony etnicznie rosyjskie i Moskwa nie zawaha się użyć nacjonalistycznej karty uzasadniając wojskową interwencję koniecznością obrony własnych obywateli …

– Po pierwsze zupełnie nie zgadzam się  na stawianie Gruzji i Ukrainy na tej samej płaszczyźnie. Ani Południowa Osetia, ani Abchazja nie pozostają pod kontrolą władz gruzińskich. Tymczasem Krym jest pod całkowitą kontrolą władz centralnych w Kijowie. (…) Militarnie Ukraina jest jednym z silniejszych państw w Europie jeśli chodzi o siły zbrojne i ich możliwości. Dla każdego, łącznie z Rosją, szaleństwem  byłby atak na Ukrainę. Z drugiej strony, Rosja ujawniła swoje nowe możliwości: do monopolu gazowego i używania zasobów mineralnych  jako instrumentu nacisku, dołączyła – po raz pierwszy od wielu lat – otwarty atak na kraj sąsiada. (…)

Odpowiedź społeczności międzynarodowej, a zwłaszcza UE, powinna być jedna, jasna i zdecydowana. Inaczej Rosja odbierze przesłanie, że prawo międzynarodowe da się obejść, a zobowiązań wynikających zarówno z członkostwa w ONZ, jak i w OBWE – nie dotrzymywać.

– Jak – wobec kryzysu gazowego i tego co wydarzyło się w Gruzji – ocenia Pan szanse współpracy w ramach GUAM?

– Skrót GUAM składa się z pierwszych liter nazw krajów członkowskich tej grupy:  Gruzji, Ukrainy, Azerbejdżanu i Mołdawii, która została utworzona w połowie lat 90. w odpowiedzi na potrzebę bezpieczeństwa tych państw. (…) Później wspólne interesy w tej dziedzinie przekształciły się w konieczność powołania do życia czegoś w rodzaju międzynarodowej organizacji. Od 1997 roku GUAM pełni wiele różnych funkcji, jednak ta, która legła u źródeł utworzenia grupy – wygasła.

Teraz jesteśmy zainteresowani wspólnymi projektami gospodarczymi, np. wykorzystaniem zasobów energetycznych Azerbejdżanu i Ukrainy łącząc przesyłanie tych zasobów, z wysiłkami w dziedzinie dostaw ropy i gazu. Już udało nam się utworzyć strefę wolnego handlu, co jest pewnym osiągnięciem, bo w przeszłości podobne porozumienia z Rosją, ani w ramach  Wspólnoty Niepodległych Państw nie zdawały egzaminu.

Poza tym wszystkie cztery kraje leżą w basenie Morza Czarnego, co umożliwia różnorodną komunikację, m.in. kolej i transport morski. Wspólnie zwalczamy też zorganizowaną przestępczość, m.in. nielegalna imigrację i handel narkotykami,  przeciwdziałamy także rozprzestrzenianiu się broni masowej zagłady.

W 2006 roku GUAM przekształcił się w GUAM Organizację dla Demokracji i Rozwoju Gospodarczego z siedzibą w Kijowie. Ta organizacja nawiązała ścisłe kontakty z takimi krajami jak USA, Japonia, Polska czy Czechy. Mamy też dobrze układające się  stosunki z UE.

– Jakie oczekiwania ma Ukraina w związku ze swoim członkostwem w UE i NATO? W kwietniu zeszłego roku NATO nie zgodziło się zaprosić Ukrainy do swego grona, a UE proponuje jedynie specjalną współpracę.

– Po pierwsze w kwietniu w Bukareszcie NATO nie wykluczyło członkostwa Ukrainy w Sojuszu. Liderzy tej organizacji stwierdzili, że zarówno Gruzja, jak i Ukraina zostaną jej członkami. (…) Nie jest to jednak – jak to było wcześniej – polityka otwartych drzwi, ale oba kraje (…) nie otrzymując zaproszenia do członkostwa,  dostały zaproszenie do realizacji planu dochodzenia do członkostwa. Z tego punktu widzenia decyzja nie była pozytywna, ale w grudniu w Brukseli zainicjowano tzw. Wczesny Program Narodowy (YNP), który jest nierozerwalną częścią Membership Action Plan, czyli planu dochodzenia do członkostwa w NATO.

Wydarzenia na Kaukazie opóźniły co prawda perspektywę członkostwa zarówno Ukrainy, jak i Gruzji, ale w sposób nieunikniony Ukraina będzie członkiem Sojuszu.

Jeśli chodzi Unię Europejską, to oczekuje, że w tym roku zakończymy negocjacje w sprawie nowej umowy po nazwą Porozumienie o Stowarzyszeniu. Podobny dokument miała Słowacja przed przystąpieniem do Wspólnoty.

Przygotowujemy grunt pod nasze przyszłe członkostwo zarówno w Unii Europejskiej jak i w NATO.

– Proszę pozwolić mi zapytać o politykę wewnętrzną Ukrainy. (…) Od kilku miesięcy obserwujemy narastające napięcie między „pomarańczowymi" przywódcami: premier Julią Tymoszenko i prezydentem Wiktorem Juszczenko. Czy w związku z tym „pomarańczowe rządy" mają szansę na stabilność i sukces  w przyszłości, np. po następnych wyborach?

– Niestety, rzeczywiście mamy do czynienia z problemami, które występują miedzy liderami byłego obozu „pomarańczowych" już od 2005 roku. Jednak mimo tych problemów (…) udało nam się zrekonstruować „pomarańczowych", czy inaczej mówiąc utworzyć koalicję składająca się z dwóch głównych elementów: bloku Julii Tymoszenko i bloku Nasza Ukraina z blokiem Litwina. W grudniu zeszłego roku podpisaliśmy porozumienie w sprawie utworzenia nowej koalicji parlamentarnej, łącząc demokratyczne siły w parlamentarną większość.

– Niestety interwencja Sekretariatu Prezydenta postawiła pod znakiem zapytania taki rozwój sytuacji. A inny scenariusz może być zupełnie niezgodny z naszymi ideami i wartościami. W taki wypadku, (…)  kraj może zmienić dotychczasowy kierunek polityki zagranicznej.

– Mamy problemy, problemy związane z osobowościami, jednak wydaje się, że ogólny kierunek, określony przez „pomarańczowych" jeszcze  w latach 2004-2005, będzie utrzymany. Jestem optymistą. Tłum. (bea)

* Rozmowa została przeprowadzona przez dziennikarza EurActiv.sk (www.euractiv.sk)