Rosyjska propaganda od kuchni

Źródło: YouTube.com

Dezinformacja to broń. Jej głównym celem jest destabilizacja Zachodu – mówi nam Liz Wahl, była prezenterka telewizji Russia Today (RT), jednego z głównych narzędzi rosyjskiej dezinformacji. Liz Wahl zrezygnowała z pracy na wizji mówiąc: „Jestem dumna, że jestem Amerykanką i wierzę w szerzenie prawdy”. Rozmawiamy z nią w momencie, kiedy dezinformacja stała się ważnym narzędziem agresji Rosji przeciwko Zachodowi.

Kiedy zaczęła pani pracować dla Russia Today?

W 2011 roku. Zauważyli mój reportaż na temat katastrofy w Fukushimie na YouTube. Stacja RT była wtedy jeszcze raczej nieznana.

Rozumiem, że dobrze płacili.

To prawda. Ale weźmy pod uwagę jeszcze jedno. Dziennikarze, którzy dopiero zaczynają swoją karierę, dostrzegają w RT szansę na pracę w Waszyngtonie i opisywanie wydarzeń o faktycznym znaczeniu międzynarodowym.

Jest też inne dobre źródło kadr – antyzachodni antyestablishmentowcy i działacze antywojenni. Wierzą oni, że tworząc reportaże wymierzone w USA, działają na rzecz dobra publicznego.

Jeszcze inną kategorię stanowią zwolennicy teorii spiskowych. Im bardziej ktoś jest skłonny manipulować prawdą, tym łatwiej jest mu dostać miejsce w ramówce RT.

A potem jest już łatwo, bo płynie się z prądem. Nieustannie krytykowane jest wszystko związane ze Stanami Zjednoczonymi: amerykańskie społeczeństwo, władze, polityka. Bardzo łatwo dać się zdominować przez takie myślenie.

Odpowiedni dobór materiałów informacyjnych, osób zapraszanych do studia, informacji internetowych tworzy atmosferę, w której także umysł dziennikarza ulega jednostronnej propagandzie.

Zgaduję, że należała pani do pierwszej z wymienionych grup: młodych, ambitnych dziennikarzy, chcących zajmować się sprawami ogólnokrajowymi i międzynarodowymi. Ale to jednak stacja rosyjska, już wtedy podejrzana – jak więc Panią przekonali?

Twierdzili, że są „międzynarodowym serwisem informacyjnym dostępnym w telewizji kablowej, skupiającym się na informacjach ignorowanych przez media głównego nurtu. I że dają głos wykluczonym”.

Kim byli ci wykluczeni?

Na początku skupialiśmy się na społeczno-ekonomicznych nierównościach w Stanach Zjednoczonych. Spełniało to deklarowaną rolę. Robiliśmy reportaże o różnych akcjach protestacyjnych, łamaniu praw człowieka na terenie bazy w Guantanamo, wojnie z narkotykami, czy o amerykańskim systemie więziennym o jednym z największych odsetków osadzonych. Tworzyliśmy materiały o faktycznie istniejących problemach, które nigdzie indziej nie były omawiane, przynajmniej nie w stosownym wymiarze.

Ja zajmowałam się głównie informacjami krajowymi. Materiały, które tworzyłam, musiały być zatwierdzone przez kierownika działu informacyjnego, Rosjanina. Wtedy okazywało się, że są zatwierdzane tylko jeśli pasują do ogólnego założenia narracji: USA albo Zachód musiały być pokazywane w niekorzystnym świetle.

Dana informacja może być prawdziwa w stu procentach, ale w szerszym kontekście widać manipulację mającą na celu pokazanie, że zachodnia demokracja jest pełna wad. Innym kluczowym elementem przekazu jest „potężna hipokryzja Zachodu”- za każdym razem, gdy USA krytykowały Rosję, odwracano przekaz i skupiano się na krytyce interwencji Stanów Zjednoczonych w Iraku. W RT forsowany jest też pogląd, że nie istnieje obiektywna prawda, a wszystko zależy wyłącznie od perspektywy.

Ostatecznie nie mogłam pogodzić się z takim relatywistycznym podejściem. W dziennikarstwie należy pamiętać, że istnieje coś takiego jak twarde fakty, a rzeczywistości nie można wymyślać pod dyktando czyjejś perspektywy. A ostatnimi czasy relatywizm stanowi środek manipulacji rosyjskich centrów informacyjnych. Russia Today, nadając swój program w przestrzeni międzynarodowej, bez żadnych skrupułów bezczelnie tworzy chaos, dezorientację i podziały.

Dlaczego zachodni odbiorcy mieliby w ogóle wierzyć informacjom stacji mającej w nazwie „Rosja”?

Niektórzy odbiorcy nie są tego świadomi, bo nazwa stacji skrócona jest do pierwszych liter – RT – i nie musi kojarzyć się z Rosją. Tym bardziej, że jej prezenterzy to Amerykanie. Dany widz naciska na pilota, trafia na program, widzi atrakcyjny dla siebie materiał informacyjny – i potem wraca. Poza tym RT to tylko jeden z elementów szerszej rosyjskiej machiny dezinformacji.

Dlaczego RT zatrzymuje przy sobie widzów? Dla mnie manipulowanie przekazem jest oczywiste od niemal pierwszej minuty odbioru.

Wśród Amerykanów dominuje niski poziom zaufania wobec mediów, rządu i klasy rządzącej. To daje Rosji pole manewru. RT umiejętnie manewruje, snuje teorie spiskowe, które znajdują płodny grunt wśród sfrustrowanych i zrażonych mieszkańców Zachodu.

Stacja szerzy paranoję, głosząc teorie o globalnej elicie pociągającej za sznurki oraz o skorumpowanych rządach państw zachodnich. Ten przekaz przemawia do widowni o poglądach antyestablishmentowych. Jeszcze kilka lat temu ludzie, którzy myśleli w ten sposób stanowili grupę skrajną. Dziś to, co było skrajne, stało się głównym nurtem.

Rosyjska machina dezinformacyjna nie tworzy nowych materiałów czy trendów, ale opiera się o fakty i na nich buduje swój przekaz.

Przeważnie RT tworzy materiały o realnie istniejących problemach, wyolbrzymiając ich znaczenie. Na przykład problem napięć na polu rasowym i etnicznym w USA. RT i media rosyjskie się na nich koncentrują i starają się pokazać, że sytuacja jest znacznie gorsza niż w rzeczywistości.

Sprawa wygląda zupełnie inaczej w przypadku Rosji i jej sprzymierzeńców. Tu manipuluje się faktami. Informacje czerpane są z mało wiarygodnych źródeł i w ten sposób wypływa masa niepopartych faktami, fałszywych teorii spiskowych. Tak się działo m.in. w przypadku zestrzelenia samolotu MH17.

Jaka jest szersza strategia Rosji?

NATO, UE i USA postrzegane są jako wrogowie. A im słabszy Zachód, tym Rosja czuje się silniejsza. Im słabsze i bardziej podzielone są zachodnie społeczeństwa, tym lepiej dla Putina. Rosja może tylko zyskać na tym, że my jako Zachód nie jesteśmy w stanie jednogłośnie potępić rosyjskiej agresji w konfliktach na Ukrainie czy w Syrii.

Oczywiste jest, że Kreml nie chce dalszego rozszerzenia NATO, zwłaszcza tuż przy swoich granicach. Tworzy zatem narrację o tym, że NATO jest agresorem, a Rosja ofiarą. Rosjanie tak właśnie postrzegają świat.

Osłabianie społeczeństw zachodnich poprzez dezinformację to jedna z głównym strategii zagranicznych Kremla. Dezinformacja to broń. Na Ukrainie i w Syrii stanowi ona narzędzie działań wojennych. W mediach rosyjskich i w przekazie szerzonym przez rosyjskich trolli w internecie, Rosja ukazywana jest jako kraj bohatersko interweniujący przeciwko Państwu Islamskiemu w Syrii. Gdy spoglądamy na fakty, widzimy że bombardowania skierowane są nie przeciwko Państwu Islamskiemu, a przeciwko siłom opozycyjnym wobec reżimu Baszara al-Asada. Rosja została oskarżona o bombardowanie szpitali, konwoju pomocy humanitarnej, obiektów cywilnych. Ale ich media temu zaprzeczają.

Przykładowo Witalij Czurkin, rosyjski przedstawiciel w ONZ, zakwestionował raport Organizacji oskarżający Syrię o użycie broni chemicznej. Popierając jego stanowisko, media rosyjskie skorzystały ze wszystkich możliwych niepewnych źródeł, aby zrzucić winę na opozycję. Przywódcy rosyjscy powtarzali ten przekaz. Celem jest wykreowanie podziałów i szerzenie dezorientacji. Stanu, w którym żadnego faktu nie można zweryfikować, ani nikogo nie da się pociągnąć do odpowiedzialności za szerzenie nieprawdy.

Wolność mediów to jedna z podstawowych demokratycznych wartości. Jej wynikiem jest pluralizm prasy i media przedstawiające różne punkty widzenia. Gdzie leżą granice wolności mediów? Gdzie leży granica pomiędzy opinią a dezinformacją?

RT często twierdzi że „wyraża swoją własną, odmienną perspektywę w przestrzeni informacyjnej.” Nie mogę się z tym zgodzić. Między opinią a manipulacją istnieje podstawowa różnica. W przypadku RT nie informowanie, ale oczernianie i dzielenie Zachodu stanowi podstawy misji medialnej. Dodatkowym celem jest naginanie rzeczywistości w momencie, gdy padają zarzuty wobec Rosji.

Ogólna dezinformacja i cyberataki w trakcie amerykańskiej kampanii wyborczej w USA wydają się dobrze wpisywać w założenia misji RT.

To prawda. Wiemy, że rosyjscy hakerzy złamali zabezpieczenia DNC [Narodowy Komitet Partii Demokratycznej] i spowodowali wyciek korespondencji elektronicznej. Mieszali się w nasze wybory. Stawiali w złym świetle Hillary Clinton, której nie chcieli u władzy, jako że wyraźnie postawiła się przeciwko Rosji. Jednocześnie Rosja nie zaprezentowała żadnej treści godzącej w Donalda Trumpa. Powody, dla których Rosja chce Trumpa jako prezydenta, są jasne. Ma wprost wymarzone przez Rosję podejście do NATO. Jego ignorancja w sprawie Ukrainy oznacza, że jest on w stanie uznać Krym za część Rosji. Tym bardziej, że chwalił Putina za jego silne przywództwo.

Trump sam w sobie okazał się najlepszym narzędziem rosyjskiej dezinformacji.

Wspomnijmy jeszcze o jego byłym doradcy w kampanii, Paulu Manforcie, który doprowadził prorosyjskiego Wiktora Janukowycza do władzy na Ukrainie. Inny doradca, Carter Page, również ma powiązania z Rosjanami poprzez Gazprom. Jest jeszcze generał Michael T. Flynn, o niejasnych powiązaniach z Rosją, który był obecny w Moskwie na gali z okazji 10. rocznicy powstania RT. A ostatnio też nominacja Rexa Tillersona na sekretarza stanu. Budzi to wątpliwości co do tego, dlaczego Trump otacza się takimi ludźmi.

W marcu 2014 r. zrezygnowała Pani z pracy dla RT. To był bohaterski krok. Ale dlaczego wytrzymała tam Pani aż trzy lata? Skąd Pani decyzja?

Sytuacja pogorszyła się w trakcie kryzysu na Ukrainie. Był to punkt zwrotny w funkcjonowaniu stacji, jak również całego aparatu rosyjskiej dezinformacji. Od tamtej pory, aparat ten stał się bardziej agresywny i bezczelny w manipulowaniu rzeczywistością. Rosyjskie kampanie dezinformacyjne, poprzez media, płatnych trolli, hakerów, wsparcie finansowe dla ekstremy politycznej, w niedługim czasie stały się zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego po obu stronach Atlantyku.