Ciągniki na ulicach. Europejscy rolnicy biorą sprawy we własne ręce

protest, rolnicy

Protest rolników we Frankfurcie. Napis na plakacie przytwierdzonym z przodu do ciągnika głosi: "Nie zapominajmy, rolnicy dostarczają jedzenie". / Fot. conceptphoto.info (CC BY 2.0) [Flickr]

Od Francji po Polskę producenci rolni protestują, a sznur ciągników na ulicach staje się coraz częstszym widokiem. To zmusza europejskich polityków do poważniejszego potraktowania tej części elektoratu – choćby po to, żeby nie „podkradła” go skrajna prawica.

 

– Populiści nie mają lepszych pomysłów, ale nie zasypiają gruszek w popiele i wykorzystają sytuację przed wyborami europejskimi – ostrzega Fabian Zuleeg, prezes think tanku European Policy Centre, odnosząc się do czerwcowego głosowania.

W listopadzie francuscy rolnicy zablokowali drogi, a także zaczęli odczepiać stojące przy nich tablice z nazwami miejscowości i przytwierdzać je do góry nogami. Protestowali w ten sposób przeciwko polityce rządu, która ich zdaniem jest „postawiona na głowie”.

Przykładem polityki uderzającej w rolników jest według nich chociażby zniesienie zerowej stawki VAT na olej napędowy, potrzebny do ciągników. Rolnicy obawiają się także o skutki niektórych umów handlowych z państwami trzecimi, które zawiera Unia Europejska.

Demonstracje francuskich rolników były tylko początkiem całej fali protestów rolników w całej Europie. Trudno jest znaleźć jakiś wspólny mianownik wszystkich tych protestów, poza oczywistym poczuciem bycia zlekceważonym przez rządy.

W Polsce protesty rolników przybrały w ostatnich latach na sile i częstotliwości za sprawą działalności takich ruchów jak AgroUnia czy Oszukana Wieś. Niedawno rolnicy wznowili protest na granicy z Ukrainą przeciwko zalaniu polskiego rynku przez tanie ukraińskie produkty rolne niskiej jakości.

To pierwszy tego typu sprawdzian dla nowego rządu Donalda Tuska, w którym wiceministrem rolnictwa jest lider AgroUnii Michał Kołodziejczak, a do koalicji rządzącej należy – podobnie jak w poprzednich dwóch rządach Tuska – PSL.

Protest jest obecnie zawieszony z uwagi na to, że minister rolnictwa zaakceptował postulaty rolników, powiedział EURACTIV Jacek Zarzeski, prezes zarządu Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego.

Problem wciąż pozostaje jednak nierozwiązany. – Rolnicy oczekują od Komisji Europejskiej środków ochronnych, zapobiegających niekontrolowanemu napływowi ukraińskich produktów – mówi Zarzeski.

– Każdy przypadek niekontrolowanego napływu towaru (…), który nie został poprzedzony ustaleniami, jest zagrożeniem, ponieważ powoduje nadpodaż – podkreślał latem ubiegłego roku w wywiadzie dla EURACTIV.pl Zbigniew Chołyk, prezes Zrzeszenia Producentów Owoców STRYJNO-SAD.

Sprawa zaczęła się od zboża, ale chodzi również o napływ m.in. drobiu, cukru, jaj, mrożonych owoców, w tym malin, a nawet koncentratu jabłkowego, którego Polska sama jest jednym z największych światowych eksporterów.

– Nie możemy być konkurencyjni dla produkcji z Ukrainy, ponieważ wiele środków, na przykład przeciwko chorobom czy szkodnikom, jest w Polsce (i całej UE – red.) zakazanych od lat. My nie możemy ich stosować, a są one dopuszczone w Ukrainie. Powodują one, że produkcja w Ukrainie jest tańsza i łatwiejsza – mówił w ubiegłorocznej rozmowie z EURACTIV.pl Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP i poseł PSL.

"Wobec otwarcia rynku na ukraińskie produkty rolne stoimy na przegranej pozycji" [WYWIAD]

„W przypadku akcesji Ukrainy do UE oczekujemy pewnych okresów przejściowych, aby tamtejsze produkty nie były od razu wpuszczane na rynek europejski na takich samych warunkach, jak nasze”, mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

Rolnicy nie życzą sobie wsparcia od skrajnej prawicy

Ostatnim państwem, gdzie rolnicy wyszli na ulice, są Niemcy, gdzie rząd zapowiedział całkowitą likwidację ulg podatkowych w odniesieniu do oleju napędowego, a także uchylenie zwolnienia z podatku od pojazdów samochodowych użytkowanych w rolnictwie i leśnictwie.

– 18 grudnia w Berlinie odbył się pierwszy protest, 8 stycznia miał miejsce kolejny, a trzeci duży protest zaplanowany jest na 15 stycznia – mówi Stefan Meitinger ze stowarzyszenia rolniczego DBV.

Niemiecki rząd zaproponował spowolnienie planowanej likwidacji ulg podatkowych, która jest powszechną praktyką w wielu państwach UE. Protesty jednak trwają.

– Nasze postulaty są proste: chcemy status quo, między innymi z powodu rosnących podatków na olej napędowy – wyjaśnia Meitinger.

Według niego w takiej sytuacji „konkurencja (czyli rolnicy z innych krajów UE – red.) ma znacznie niższe podatki” na paliwo.

„Podczepić się” pod protest usiłuje skrajna prawica, ale rolników wcale to nie cieszy. – Postawmy sprawę jasno: to jest demokratyczny protest rolników i nie chcemy, żeby przechwyciły go skrajnie prawicowe grupy. Tu nie ma miejsca na przemoc – podkreślił Meitinger.

Zdaniem Christiane Lambert, przewodniczącej europejskiego stowarzyszenia rolniczego COPA COGECA (w którym Polskę reprezentują m.in. NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”, Krajowy Związek Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych oraz Krajowa Rada Izb Rolniczych), kwestia likwidacji ulg na paliwo to kropla, która przelała czarę.

– Europejscy rolnicy od lat mają poczucie, że krajowe rządy ich lekceważą, a teraz mają trudno, bo muszą mierzyć się z przyspieszonym tempem transformacji (ekologicznej – red.) – tłumaczy Lambert.

Za taki stan rzeczy wini metody stosowane przez byłego wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej ds. Europejskiego Zielonego Ładu Fransa Timmermansa. Wskazuje, że rolnikom narzucono „niemożliwe do spełnienia cele, w dodatku w trudnej sytuacji gospodarczej, w obliczu wysokiej inflacji i wzrostu importu”.

Zuleega dziwi to, że polityków tak zaskoczyły protesty rolników, tym bardziej, że „na rolnictwo wywierana jest szczególna presja i sektor rolny w wielu państwach członkowskich (UE – red.) wciąż odgrywa ważną rolę”.

– Populiści nie mają pomysłów na rozwiązanie problemów rolników, ale wiedzą, jak wykorzystać sytuację (społecznego niezadowolenia – red.) przed wyborami europejskimi – wskazuje Zuleeg.