Brexit: Ryby (k)ością niezgody między UE a Wielką Brytanią. Dlaczego kwestia rybołówstwa sparaliżowała negocjacje?

Ryby

/ Zdjęcie: Pixabay

To nie klauzula ewolucyjna czy sprawa Irlandii Północnej, ale pozornie nieistotne rybołówstwo stało się główną kwestią sporną negocjacji umowy handlowej między Wielką Brytanią a Unią Europejską. Jak ważny jest dla UE dostęp do brytyjskich łowisk i które kraje najbardziej na nim korzystają?

 

W ostatnich dniach już powoli tracono nadzieję na wynegocjowanie umowy handlowej dotyczącej przyszłych relacji handlowych między Wielką Brytanią a Unią Europejską (według najnowszych informacji porozumienie jest jednak już na „wyciągnięcie ręki”). Ze źródeł zbliżonych do negocjacji wiadomo, że główną przeszkodą do osiągnięcia porozumienia na drodze do finalizacji rozmów było prawo UE do połowów na brytyjskich wodach.

„Różnice w temacie rybołówstwa wciąż są zbyt duże, aby możliwe było porozumienie”, mówił we wtorek jeden z unijnych dyplomatów, podkreślając jednocześnie, że na wszystkich innych polach strony osiągnęły już konsensus bądź są bliskie jego osiągnięcia.

Bruksela zarzuca Brytyjczykom, że ci „nie podejmują żadnych działań na rzecz przełamania klinczu”. Dyplomaci zapowiedzieli podjęcie przez UE „ostatniej próby osiągnięcia postępu i znalezienia rozwiązania, które byłoby do przyjęcia dla obu stron”. Londyn uważa natomiast, że propozycje wysuwane przez przedstawicieli Wspólnoty oznaczałyby zbyt dużą ingerencję UE w funkcjonowania suwerennego państwa.

Brexit: Sytuacja jest poważna – Boris Johnson o rozmowach z Unią Europejską. Dziś kolejna tura rozmów

Według premiera Wielkiej Brytanii o ile UE nie zmieni znacząco stanowiska, jest bardzo prawdopodobne, ze porozumienie nie zostanie osiągnięte.

O co Wielka Brytania spiera się z Unią?

Wielka Brytania formalnie opuściła Unię Europejską z końcem stycznia br. Do końca okresu przejściowego w relacjach z UE, czyli do 31 grudnia, pozostaje jednak związana wspólną polityką rybołówstwa (WPRyb), zgodnie z którą państwa UE mają dostęp do całej 200-milowej wyłącznej strefy ekonomicznej Wielkiej Brytanii z wyjątkiem 12-milowej strefy wód terytorialnych.

Wspólna polityka rybołówstwa przewiduje coroczne ustalanie kwot połowowych dla poszczególnych państw Wspólnoty i dla poszczególnych gatunków ryb. Z prawa do korzystania z brytyjskich wód najwięcej korzystają Holandia, Belgia, Francja i Hiszpania.

Wraz z zakończeniem okresu przejściowego Zjednoczone Królestwo przejmie jednak pełną kontrolę nad swoimi wodami terytorialnymi. Będzie ono mogło dopuścić do nich inne państwa na zasadzie umów, ale nie będzie miało takiego obowiązku.

Brexit: Sytuacja jest poważna – Boris Johnson o rozmowach z Unią Europejską. Dziś kolejna tura rozmów

Według premiera Wielkiej Brytanii o ile UE nie zmieni znacząco stanowiska, jest bardzo prawdopodobne, ze porozumienie nie zostanie osiągnięte.

Postulaty obu stron

Wielka Brytania domaga się pełnego dostępu do unijnego rynku swoich produktów rybnych, natomiast UE zależało na utrzymaniu w zamian takiego samego dostępu do brytyjskich łowisk, jaki ma obecnie. To było nie do zaakceptowania dla Downing Street. Ponadto UE naciskała na 10-letnią umowę zachowującą stałe kwoty połowowe, podczas gdy Brytyjczycy woleli, aby były one negocjowane co roku, tak jak UE robi to z Norwegią.

Londyn wysunął więc postulat 60-procentowej redukcji unijnych połowów na brytyjskich wodach, podczas gdy Unia Europejska twierdziła, że jest w stanie zgodzić się na co najwyżej 15-18-procentowe cięcia kwot.

Wobec braku porozumienia i ryzyka upadku negocjacji przez impas w kwestii rybołówstwa z czasem strony złagodziły swoje stanowiska. Rząd w Londynie w ostatniej ofercie dla Brukseli zaproponował redukcję kwot UE na brytyjskich wodach w wysokości 35 proc. Unia stoi jednak na stanowisku, że jest to zbyt mało i zapowiada kategoryczny brak zgody dla zmniejszenia kwoty o więcej niż jedną czwartą – co i tak jest ze strony Brukseli kompromisową propozycją.

Brexit: 700 tys. Polaków zostaje w Wielkiej Brytanii

Aż 700 tys. Polaków mieszkających obecnie w Wielkiej Brytanii skorzystało z prawa do stałego osiedlenia się – poinformował szef polskiej dyplomacji Zbigniew Rau. Przypomniał też, że każdy kto po brexicie będzie chciał pracować na Wyspach, będzie musiał otrzymać stosowną wizę. 

Suwerenność ponad wszystko

Według danych brytyjskiego urzędu statystycznego ONS, w 2018 r. rybołówstwo przyniosło Wielkiej Brytanii zysk w wysokości 784 mln funtów. Dochód z tego sektora gospodarki stanowił zatem mniej niż 0,1 proc. PKB Zjednoczonego Królestwa.

Rybołówstwo jest jednak także sprawą honorową. Dla Wielkiej Brytanii to potwierdzenie jej suwerenności jako kraju. Właśnie suwerenność przewijała się jako jeden z głównych argumentów strony brytyjskiej w negocjacjach z Unią Europejską, a zwłaszcza w temacie praw do łowisk.

„Wraz z końcem okresu przejściowego staniemy się niezależnym państwem z dostępem do morza, zatem należy się nam kontrola nad własnymi wodami”, podkreślał szef brytyjskiej dyplomacji Dominic Raab.

Chodzi również o brytyjskich rybaków, którzy w nadziei na niezależną politykę rybołówstwa masowo poparli brexit. Ustąpienie przez Londyn na tym polu mogłoby zostać przez nich uznane za zdradę zobowiązań, jakich rząd podjął się, wyprowadzając kraj z Unii Europejskiej. W konsekwencji nieuchronnie odbiłoby się ono na poparciu dla rządzącej Partii Konserwatywnej.

Nietrudno zrozumieć frustrację mieszkańców nadmorskich terenów Wielkiej Brytanii, jeśli wziąć pod uwagę, że w przypadku Anglii i Walii większa część kwot znajduje się w obcych rękach. W przypadku angielskich kwot połowowych, które w ubiegłym roku miały wartość ponad 293 mln funtów, 55 proc. należało do innych krajów.

Jak podaje PAP, obecnie ponad 60 proc. ryb na brytyjskich wodach, licząc ich wagę, poławiana jest przez zagraniczne łodzie. Odsetek ten jest jeszcze wyższy w przypadku poszczególnych gatunków, np. na kanale La Manche kwota Wielkiej Brytanii przy połowie dorsza wynosi 9 proc., zaś Francji – 84 proc.

Spore emocje wzbudziła informacja przekazana m.in. przez „Guardiana”, że w przypadku braku umowy cztery 80-metrowe okręty Królewskiej Marynarki Wojennej będą w gotowości do patrolowania brytyjskich akwenów rybackich. Rząd bronił się, że to naturalna konsekwencja zmian w traktatach wiążących kraj, jednak spotkało się to z krytyką nie tylko ze strony opozycji, ale również z szeregów rządzących torysów.

Brexit: Rozmowy trwają. Spór dotyczy m.in tzw. klauzuli ewolucyjnej

Wielka Brytania i Unia Europejska uzgodniły, że będą kontynuować rozmowy w sprawie przyszłych relacji.

UE nie chce rezygnować z bogatych łowisk

Unia Europejska nie zamierza jednak ustąpić w kwestii praw do połowów, tym bardziej, że brytyjskie wody są wyjątkowo zasobne w ryby. Na utrzymaniu kwot zależy zwłaszcza Francji i Hiszpanii, posiadających duże floty rybackie.

Co więcej, podobnie jak dla Wielkiej Brytanii, również dla Francji wyjątkowo ważnym jest zachowanie twarzy i wyjście z negocjacji jako obrońca interesów własnych obywateli. Dlatego właśnie prezydent Emmanuel Macron nie może sobie pozwolić na zbyt daleko idące ustępstwa na rzecz Brytyjczyków.

Francuski rząd w ostatnim czasie zagroził wręcz, że jeśli osiągnięte porozumienie nie okaże się satysfakcjonujące dla Paryża, będzie gotów postawić weto. „Nie zaakceptujemy umowy na złych warunkach”, mówił francuski minister ds. europejskich Clément Beaune.

„Jeśli dojdzie do porozumienia, poddamy roboczą treść umowy własnej analizie. Gdyby okazała się niekorzystna, sprzeciwimy się jej. Każdy kraj ma prawo weta, więc jest to możliwe”, stwierdził.

Unijni rybacy ostro sprzeciwiają się zaproponowanej ostatnio przez KE złagodzonej propozycji, zakładającej 25-procentową redukcję połowów. Gerard van Balsfoort, przewodniczący Europejskiego Zrzeszenia Rybackiego nazwał tę ofertę „bezpredecensową” i „niemożliwą do przyjęcia”, stwierdzając jednocześnie, że wygląda to na sprzedanie rybaków przez Komisję.

„Umowa w tym kształcie byłaby olbrzymim ciosem dla europejskiego sektora żywności pochodzenia morskiego, który tworzy 18 tys. rybaków, 3,5 tys. kutrów i który ma roczny dochód w wysokości ponad 20 mld euro”, uważa van Balsoort. Dodał, że spodziewa się kolejnych ustępstw UE po kilku latach, gdy kwoty rybackie mają być renegocjowane.

Brexit: Francja grozi wetem umowy handlowej z Wielką Brytanią. "Każdy ma prawo weta"

„Nie zaakceptujemy umowy na złych warunkach”, oświadczył francuski minister ds. europejskich Clément Beaune.

Rybacy nie wykluczają powołania się na XVII-wieczną umowę

Determinacją wykazuje się nie tylko Francja, ale także kraje Beneluksu. O nieugiętą postawę w kwestii dostępu do brytyjskich wód zaapelował do Barniera minister rybołówstwa Regionu Flamandzkiego Hilde Crevits. Jak przypomniał, rybołówstwo jest we Flandrii „sektorem niewielkim, ale o kluczowym znaczeniu”. „To dla nas bardzo ważne, by Unia Europejska miała dostęp do wód Wielkiej Brytanii i obecne kwoty zostały utrzymane”, zaznaczył.

Na jednym z październikowych spotkań ambasadorów przy Unii przedstawiciel Belgii Willem van de Voorde zagroził, że w razie braku umowy między Wielką Brytanią i UE w kwestii unijnego udziału na brytyjskich wodach odwoła się do traktatu z 1666 r., według którego ówczesny angielski król Karol II zagwarantował pięćdziesięciu rybakom z Flandrii „wieczny dostęp” do krajowych wód.

„Chcemy wynegocjowanej umowy”, oświadczył rzecznik ministerstwa. „Jeśli jednak nie dojdzie do porozumienia, jesteśmy gotowi powołać się na ten dokument”, zastrzegł. Jak wyjaśnił, pochodzi on z drugiej połowy XVII w., ale w 1820 r. jego obowiązywanie potwierdził brytyjski prawnik.

Brexit: Ostatnia szansa na porozumienie Wielkiej Brytanii z UE? "To decydujący tydzień"

Okres przejściowy w relacjach Wielkiej Brytanii z UE dobiega końca, tymczasem między Brukselą a Londynem pozostało jeszcze kilka kwestii spornych.

Rozmowy jeszcze w przyszłym roku?

Kolejny ostateczny termin zakończenia rozmów przewidziano na środę. Tymczasem do końca roku, a więc zakończenia okresu przejściowego po brexicie, pozostało już tylko kilka dni.

Czy negocjacje można przeciągnąć na następny rok, już po okresie przejściowym? Choć brytyjski minister Michael Gove niedawno odrzucał taką możliwość, mówiąc, że w przypadku braku porozumienia do końca roku Wielka Brytania nie będzie dalej zabiegać o umowę z UE, to Unia Europejska twierdzi, że jest przygotowana na scenariusz rozmów jeszcze w przyszłym roku. Opcję tę brał również pod uwagę główny unijny negocjator Michel Barnier, zdając relację z rozmów unijnym ambasadorom oraz Parlamentowi Europejskiemu.

Wizja powrotu do stołu negocjacyjnego w styczniu, choć może okazać się jedynym sposobem na uniknięcie brexitu bez umowy, to zdecydowanie nie jest atrakcyjna dla żadnej ze stron. Francuski minister spraw europejskich Clément Beaune stwierdził, że nie życzyłby sobie przeciągnięcia rozmów na przyszły rok – choć zapewnił jednocześnie, że UE nie ugnie się pod presją czasu.

„My, Europejczycy, nie powinniśmy poddawać się presji czasu na zasadzie „kończymy tego dnia o tej godzinie”. W przeciwnym razie postawilibyśmy się w sytuacji, w której łatwo jest o naszą zgodę na niekorzystne dla nas ustalenia”, oświadczył.