Czesław Siekierski: ”Nie trzeba bać się Unii” – WYWIAD

Czesław Siekierski

Czesław Siekierski, przewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Parlamentu Europejskiego; źródło: http://www.siekierski.pl

My trochę zawsze uciekaliśmy od obecności w Unii Europejskiej. Najchętniej mówimy o Unii do mediów i to już w kraju. Tymczasem trzeba mówić tam – w Brukseli, do przedstawicieli innych państw, tam kreować nowe rozwiązania zgodne z polskimi interesami – powiedział Czesław Siekierski, przewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Parlamentu Europejskiego.

 

Barbara Bodalska: Negocjacje budżetowe są prawdopodobnie łatwiejsze – mniej wymagające niż te akcesyjne, w których Pan uczestniczył. Jednak również wymagają wypracowania kompromisu. Jak to wygląda teraz, kiedy równocześnie z reformą Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) przygotowuje się unijne ramy budżetowe na następną perspektywę finansową? Co, pańskim zdaniem, będzie najtrudniejsze do przeprowadzenia w Parlamencie Europejskim? 

Czesław Siekierski: Wspomniała pani o negocjacjach akcesyjnych. Wtedy było o tyle łatwiej, że dawano nam pewne fory, bardziej liczono się z naszymi oczekiwaniami, zwracano większą uwagę na to co nam jest potrzebne, bardziej rozumiano.

Może mniej też o Polsce wtedy wiedziano?

Mniej też o nas wiedziano, bo ciągle nas widziano jako kraj nieco zacofany. Ale teraz to się zmieniło. Teraz nam mówią: macie konkurencyjne mleczarstwo, drobiarstwo, konkurencyjne ogrodnictwo. Przyznają co prawda, że mamy problem z afrykańskim pomorem świń (ASF) i udzielają dalszej pomocy, ale jednocześnie podkreślają, że jest to problem całej Europy. Jednak poważniejszy jest problem dochodowości. Średnie dochody rolników nadal wynoszą jedynie ok. 50 proc. dochodów innych grup zawodowych.

Jak Wspólna Polityka Rolna wpływa na zmiany w polskim rolnictwie? – Raport Specjalny

Bez Wspólnej Polityki Rolnej UE polskie rolnictwo nie mogłoby nadrobić wielu zapóźnień, jakie zostały nam w spadku po okresie komunizmu. Wciąż jednak jest jeszcze wiele do zrobienia. Szansą na to jest kolejna siedmioletnia perspektywa budżetowa UE i związane z nią zmiany w …

Chciałabym przy tej okazji zapytać jak ocenia Pan polski lobbying w tej dziedzinie? 

Robią to trochę nasze organizacje, np. Polska Organizacja Producentów Żywności oraz związki i samorząd rolniczy.

Ale jak to wygląda np. na tle tego co robią Francuzi? 

Oni mają to tak daleko posunięte, że na każdym posiedzeniu komisji rolnictwa, której przewodzę, są nie tylko pracownicy ich przedstawicielstwa w Brukseli, ale również przedstawiciele ich ministerstwa rolnictwa.

A u nas? 

A u nas? My trochę zawsze uciekaliśmy od obecności w Unii Europejskiej. I to dotyczy nie tylko obecnej ekipy. Najchętniej mówimy o Unii do mediów i to już w kraju. Tymczasem trzeba mówić tam- Brukseli, do przedstawicieli innych państw, tam kreować nowe rozwiązania zgodne z polskimi interesami. Trzeba też jeździć do innych, pokazywać pozytywne strony polskich propozycji. Nie trzeba się bać Unii, trzeba tam wnosić nowe myśli. Wszystko ma swoje granice. Nie można zawsze tylko krytykować, trzeba też coś proponować, coś akceptować, bo kompromis jest zawsze efektem dogadania się.

Trzeba umieć dbać o swoje interesy?

Tak. Bo kompromis zakłada, że nie ma jednoznacznych zwycięzców. W kompromisie każdy musi być trochę niezadowolony, bo tylko wtedy można mówić o dobrym kompromisie.

Jak Wspólna Polityka Rolna wpływa na zmiany w polskim rolnictwie? – WIDEO

5 marca 2018 w Biurze Informacyjnym Parlamentu Europejskiego w Warszawie odbyła się debata ekspercka EURACTIV.pl „Jak Wspólna Polityka Rolna wpływa na zmiany w polskim rolnictwie oraz wspiera rozwój obszarów wiejskich?” – przedstawiamy relację wideo z wydarzenia.
 
Wspólna Polityka Rolna jest często …

Chciałabym zapytać jeszcze o zagrożenia dla polskiego rolnictwa. Pan uważa, że takim zagrożeniem jest fakt, że polscy rolnicy przestają  uprawiać ziemię?

To jest szczególnie widoczne tam, gdzie gleby są słabsze a gospodarstwa mniejsze. Rolnicy nie są tam w stanie osiągnąć odpowiedniego dochodu tradycyjnymi metodami. I jak przyjeżdżam w moje okolice, to widzę, że wiele stodół zamieniono już na warsztaty. A więc jest odchodzenie od rolnictwa, bo daje ono mniejszy dochód i ludzie tracą zainteresowanie. Ci gospodarze już nie wrócą do uprawy ziemi tradycyjnymi metodami. Te ziemie muszą przejąć inni.

Więc trzeba wspierać gospodarstwa lepsze – tzw. liderów, tych, którzy chcą i mają warunki rozwojowe. Trzeba ułatwiać m.in. długoletnie dzierżawy, bo nie ma chęci czy akceptacji rodzin dla sprzedaży ojcowizny. Ale powinna być dzierżawa np. na 20 lat i to tak zorganizowana, żeby korzyści miał i ten, do kogo należy ta ziemia i ten, który ją dzierżawi, żeby dzielili się dochodami, które przynosi to gospodarstwo.

Myślę, że trzeba podjąć więcej działań na rzecz tworzenia takiego pozytywnego klimatu, żeby np. rozwijać ekstensywną produkcję bydła mięsnego. Przecież nie wymaga ona wielkiego nakładu pracy ani wielkich inwestycji, jest ziemia, są budynki i wszystko to może być wykorzystane.

Czy nie jest tak, że Polska – ale nie tylko Polska – trochę straciła nie wykorzystując zacofania swojego rolnictwa? Czy np. rozdrobnienie nie mogłoby stanowić atutu? Zwłaszcza w sytuacji rosnącego zanieczyszczenia środowiska i coraz większego popytu na ekologiczne produkty żywnościowe? 

Ale tym małym gospodarstwom trzeba byłoby zapewnić opłacalność. Tymczasem produkcja, nawet ekologiczna, w małej skali i w sytuacji, w której ceny na tę żywność nie są odpowiednio wysokie, nie dają wystarczającego dochodu, by się na nią zdecydować. Poza tym produkcja ekologiczna wymaga ogromnej wiedzy, ścisłego przestrzegania pewnych reguł, więc nie można jej budować na zacofaniu.

Myślałam raczej o tym, żeby wykorzystać strukturalne zacofanie polskiego rolnictwa w momencie wchodzenia do UE i przekuć je na sukces nie powtarzając drogi państw zachodniej Europy, tylko poprzez przeskoczenie pewnego etapu. A na Zachodzie, w Polsce zresztą też, rośnie zapotrzebowanie na ekologiczne produkty.

Ale do tego niezbędny jest odpowiednio zorganizowany rynek. Jeśli tego nie ma, nie ma np. sieci sprzedaży. Tymczasem taka reorientacja wymaga tworzenia odpowiedniej infrastruktury rynkowej.

I nikt nie jest tym zainteresowany? 

Powoli taka infrastruktura się tworzy i w tym procesie jest ogromna rola dla samorządów i resortu rolnictwa. Bo np. dlaczego we wszystkich miastach – nawet tych największych – Belgii czy Francji wyłącza się z ruchu całe ulice, na których rolnicy i przetwórcy sprzedają swoje produkty, a w Polsce się tego nie robi, choć funkcjonują tzw. rynki, ryneczki?

U nas też się to zaczyna, np. w Warszawie, a w mniejszych miastach podtrzymywana jest tradycja targów, na których również rolnicy sprzedają swoje produkty.

I to dobrze ale trzeba dalej rozwijać sprzedaż bezpośrednią, aby skracać łańcuch „od pola do stołu”.

Bardzo dziękuję za rozmowę.