Cudzoziemcy pracujący w Polsce coraz częściej rozważają wyjazd do innych krajów

Polska, rynek pracy, Ukraina, demografia, 500+, PiS, Morawiecki, bezrobocie, emerytura, wiek emerytalny, Niemcy, ubóstwo, kobiety

Najnowsze dane z rynku pracy zaprezentowane przez bank PKO BP mówią już o blisko 800 tys. cudzoziemców, którzy na dzień 31 maja byli zarejestrowani w ZUS. Ponad 500 tys. ze wszystkich imigrantów zarobkowych pochodzi z Ukrainy. Łącznie to 127 tys. cudzoziemców więcej niż przed pandemią. Statystyki dotyczą osób pracujących legalnie i płacących składki na ubezpieczenia społeczne. / Foto via unsplash [@yancymin]

Coraz więcej cudzoziemców pracujących w Polsce jest zarejestrowanych w ZUS. Coraz więcej obcokrajowców jest też zadowolonych z pracy nad Wisłą, ale coraz częściej – pomimo pandemii COVID-19 – poszukują oni zatrudnienia w innych krajach. W dobie kryzysu demograficznego bez ich pomocy trudno będzie utrzymać świadczenia emerytalne na obecnym poziomie.

 

 

Najnowsze dane z rynku pracy zaprezentowane przez bank PKO BP mówią już o blisko 800 tys. cudzoziemców, którzy na dzień 31 maja byli zarejestrowani w ZUS. Ponad 500 tys. ze wszystkich imigrantów zarobkowych pochodzi z Ukrainy. Łącznie to 127 tys. cudzoziemców więcej niż przed pandemią. Statystyki dotyczą osób pracujących legalnie i płacących składki na ubezpieczenia społeczne.

Ze względu na starzenie się polskiego społeczeństwa i trwający kryzys demograficzny imigranci są – jak podkreślają ekonomiści – kluczowi dla obecnego systemu. Z jednej strony dla rynku pracy, ale z drugiej – również w perspektywie utrzymania systemu emerytalnego i wpływów do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Ekspert rynku pracy: Marnujemy „dobry kryzys” na potrzebne reformy [WYWIAD]

„Okazało się, że kryzys nie jest tak głęboki, by ośmielać do radykalnych reform”, mówi Łukasz Komuda, ekspert rynku pracy.

Rząd zapowiada zmiany na rynku pracy

Wydaje się, że ze znaczenia obcokrajowców dla rynku pracy zdaje sobie sprawę władza. Przynajmniej wynika to z niedawnej wypowiedzi dla PAP wiceminister rozwoju, pracy i technologii Iwony Michałek. Bo wprawdzie rząd Zjednoczonej Prawicy prowadzi od 2015 r. politykę zdecydowanie niechętną imigracji, jednak z drugiej jego przedstawicielka podkreśla, że rząd chce, „by cudzoziemcy mieli łatwość przyjazdu do Polski, rozpoczęcia tu pracy, zwłaszcza w zawodach, w których brakuje nam rąk do pracy”.

Mają w tym pomóc m.in. środki z Unii Europejskiej, ponieważ w Krajowym Planie Odbudowy, finansowanym z wartego 750 mld euro Funduszu Odbudowy, zapisano m.in. ułatwienia w zatrudnianiu cudzoziemców. Ma to przyczynić się do uzupełnienia niedoborów na rodzimym rynku pracy.

Planowane jest m.in. zwiększenie roli urzędów pracy w procesie wydawania zezwoleń na pracę cudzoziemców, skrócenie czasu na uzyskanie zezwolenia i ograniczenie formalności. Ponadto zapowiedziano pełną elektronizację procedur związanych z uzyskaniem zezwolenia na pracę dla cudzoziemców. Równolegle prowadzone są prace nad nową polityką migracyjną kraju. Tak przynajmniej ma być w teorii, co zapisano w KPO.

Minister Michałek zaznaczyła, że „pracownicy z Ukrainy czy Białorusi są bardzo pozytywnie oceniani przez pracodawców. Jak przekazała, szczegóły zmian w zatrudnianiu cudzoziemców są w trakcie opracowywania.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” minister Michałek dodała, że chciałaby, aby zmiany ograniczyły „krótkoterminową cyrkulację pracowników z zagranicy na rzecz średnioterminowej i stałego ich pobytu w Polsce”, a więc by obcokrajowcy zobaczyli w naszym kraju miejsce do zamieszkania, a nie tylko przyjazdu na kilkumiesięczny kontrakt.

„Sytuacją idealną jest ta, w której obywatele Białorusi czy Ukrainy przyjeżdżaliby do nas ze swoimi rodzinami i osiadali tu na stałe. Biorąc pod uwagę kryzys dzietności w naszym kraju, naprawdę musimy zachęcać obcokrajowców z bliskich nam kulturowo krajów do przyjazdu”, dodała przedstawicielka rządu.

"Poważne kryzysy mają poważne konsekwencje". Jaki będzie świat po pandemii COVID-19?

Świat po pandemii COVID-19 nigdy nie będzie taki sam jak ten sprzed tego okresu?

Solidarność i prezydent chcą emerytur stażowych

Słowa minister Michałek to potwierdzenie opinii ekspertów formułowanych od wielu lat. Prognozy demograficzne nie pozostawiają złudzeń. Albo do Polski uda się tysiące imigrantów, albo czeka nas nieuchronnie – wbrew kolejnym pomysłom „Solidarności” oraz prezydenta Andrzeja Dudy dotyczących skracania długości pracy – wydłużenie wieku emerytalnego i zwiększenie aktywności na rynku pracy.

„Solidarność” złoży w najbliższy piątek (18 czerwca) projekt emerytury stażowej, według którego kobiety uzyskają prawo do emerytury po przepracowaniu 35 lat, a mężczyźni po 40 latach. Podobny projekt przygotowuje Andrzej Duda.

W projekcie prezydenckim pojawi się górna granica wieku. Kobiety miałyby uzyskać prawo do emerytury stażowej po ukończeniu 55 lat, a mężczyźni – 60 lat. Obecnie wiek emerytalny wynosi dla kobiet 60, a dla mężczyzn 65 lat. To efekt obniżenia wieku emerytalnego przez rząd Beaty Szydło w 2016 r. – zatrzymania zmian wprowadzonych kilka lat wcześniej przez ekipę Donalda Tuska.

Tymczasem już teraz z badań wynika, że w 2020 r., wśród Polaków w wieku 60+ pracę zawodową wykonywało tylko 17,7 proc. osób. Analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, autorzy raportu „Behawioralnie o polityce aktywizacji seniorów” oraz policy paper „Srebrząca się gospodarka. Jak uwolnić potencjał seniorów?”, przekonują że zwiększenie aktywności życiowej i zawodowej seniorów będzie możliwe, tylko jeśli z jednej strony uda się zmienić ich przyzwyczajenia, a z drugiej wykorzenić powszechne stereotypy dotyczące osób starszych.

Wydaje się jednak, że zachęty do wcześniejszego kończenia aktywności zawodowej nie przyczynią się do „wykorzenienia powszechnych stereotypów dotyczących osób starszych”, a Konfederacja Lewiatan zwraca uwagę, że już teraz aktywność zawodowa Polek jest niska w porównaniu z innymi krajami UE, a to poza problemami dla systemu emerytalnego – mniej składek – przekłada się na negatywne konsekwencje gospodarcze w skali makro- i mikroekonomicznej.

Według Lewiatana to przede wszystkim „niższa wartość PKB, niższe wpływy ze składek i podatków, a tym samym mniejsze możliwości finansowania transferów i usług publicznych. Zaś w wymiarze mikroekonomicznym bierność zawodowa – szczególnie dłuższa – przekłada się na niższe dochody z pracy, mniejsze szanse na powrót do pracy i na lepiej płatne stanowiska, a w konsekwencji – na dużo gorszą sytuację po przejściu na emeryturę (niższe świadczenie, wyższe ryzyko braku świadczenia, ubóstwo)”.

Eurostat w lutym br. poinformował (na podstawie danych z 2019 r.), że emerytury kobiet w UE są o 29 proc. niższe niż mężczyzn. To efekt w różnicy płac, ale i długości aktywności na rynku pracy. Statystycy Eurostatu wyliczyli, że luka maleje dzięki temu, że państwa europejskie podnoszą i zrównują wiek emerytalny mężczyzn i kobiet – inaczej niż w Polsce.

Bezwarunkowy dochód podstawowy w Niemczech: 1200 euro miesięcznie „za nic”

Niemcy chcą sprawdzić, co robią ludzie, którzy przez trzy lata mają zapewnione materialne bezpieczeństwo.

Polska odstaje pod względem dzietności

Najmniejsze bezrobocie według danych Eurostatu jest w krajach Unii Europejskiej jest w Polsce i Czechach, a najwięcej pracują Grecy i Austriacy. W Polsce za niskie bezrobocie częściowo odpowiedzialna jest właśnie demografia.

Społeczeństwo starzeje się, a na rynek pracy wchodzi coraz mniej młodych – nawet 200-250 tys. mniej niż jeszcze kilkanaście lat temu, mówił o tym w rozmowie z EURACTIV.pl Łukasz Komuda, ekspert rynku pracy Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych (FISE) oraz redaktor portalu Rynekpracy.org.

Ze styczniowej prognozy demograficznej Ministerstwa Finansów wynika, że w bieżącym roku na 1 tys. osób w wieku produkcyjnym przypada 377 w wieku poprodukcyjnym, natomiast w 2025 r. dojdziemy do poziomu 421. Eksperci przekonują, że trendu nie da się odwrócić w bliskiej perspektywie czasowej. Urodzeni teraz i tak weszliby na rynek pracy najwcześniej za 20 lat, a Polska już teraz należy do państw europejskich o najniższym współczynniku dzietności.

Zgodnie z danymi Eurostatu z 2019 r. jedna kobieta w Polsce w ciągu swojego życia urodzi średnio 1,44 dziecka. To znacząco mniej, niż potrzeba, aby utrzymać liczebność populacji na stałym poziomie. Do badania dzietności europejski urząd statystyczny wykorzystał tzw. współczynnik dzietności ogólnej (ang. total fertility rate).

Według Eurostatu do osiągnięcia dzietności, która w rozwiniętym państwie pozwoliłaby co najmniej na utrzymanie obecnej wielkości populacji, konieczne jest utrzymywanie współczynnika na poziomie 2,1. Gorzej pod tym względem jest w 8 z 31 państw Europejskiego Obszaru Gospodarczego – w Portugalii, Finlandii, Grecji, Luksemburgu, na Cyprze, we Włoszech, Hiszpanii i na Malcie (najgorszy wynik – 1,14).

Dla porównania, do czołówki europejskiej pod względem współczynnika dzietności należą przede wszystkim Rumunia (2 miejsce z wynikiem 1,77) i Czechy (6 miejsce z wynikiem 1,71).

Chiny zmieniają politykę rodzinną. Zezwolą na posiadanie trzeciego dziecka

W ten sposób Chiny chcą zapobiec spadkowi populacji.

Cudzoziemcy zadowoleni z pracy w Polsce, ale szukają lepszych ofert na Zachodzie

Z tą wiedzą wróćmy do cudzoziemców. Z badania „Pracownik zagraniczny w dobie pandemii” przeprowadzonego w kwietniu i maju 2021 r. przez agencję EWL Group oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, wynika że przeważająca większość pracowników zagranicznych, bez których jak przekonują dane może zawalić się system emerytalny w Polsce, którzy zdecydowali się na zatrudnienie w naszym kraju podczas pandemii COVID-19, nie żałuje swojej decyzji oraz poleciłaby pracę swoim znajomym.

Jednocześnie z badania wynika, że stabilizacja sytuacji epidemiologicznej i powolny powrót gospodarek europejskich do poziomów sprzed pandemii wpływa na wzrost zainteresowania migracją do innych krajów niż Polska.

Według sondażu już ponad 30 proc. zatrudnionych w Polsce cudzoziemców poszukiwało ofert pracy w innych krajach. We wrześniu 2020 r. wskaźnik ten był o 1/3 niższy (19 proc.). Autorzy badania podkreślają, że liczba obcokrajowców, którzy chcieliby podjąć pracę poza granicami naszego kraju, zbliża się do poziomu sprzed wybuchu pandemii (31 proc.).

Nadal najwięcej cudzoziemców zainteresowanych jest możliwością wyjazdu do Niemiec (51 proc.), Polska plasuje się na drugim miejscu – chce u nas pracować 48 proc. badanych. Wysoko w rankingu oceniane są także Czechy (26 proc.), USA (25 proc.), Kanada (23 proc.) oraz Norwegia (21 proc.), wyliczają autorzy raportu.

„Kolejne państwa otwierają się na migrantów z Europy Wschodniej. Kraje bałtyckie i Finlandia zapraszają ukraińskich pracowników sezonowych, Czesi i Słowacy także szukają nowych rozwiązań”, zauważa Marcin Kołodziejczyk dyrektor rekrutacji międzynarodowej EWL Group, podkreślając jednocześnie, że pandemia COVID-19 uniemożliwiła szersze otwarcie niemieckiego rynku pracy na migrantów spoza UE.

„Nie wiadomo, jaki będzie długofalowy skutek tych zmian dla polskich przedsiębiorców, ponieważ gospodarka niemiecka w czasie pandemii mocno zwolniła, a wjazd do tego kraju dla obcokrajowców był znacznie utrudniony”, podkreśla ekspert. Dodaje, że Polska musi dołożyć wszystkich starań, aby pozostać krajem pierwszego wyboru dla migrantów z Europy Wschodniej. Krokiem ku temu, zdaniem ekspertów EWL, może być dalsza liberalizacja polityki migracyjnej.

Pytanie, czy w tym kierunku pójdą zapowiedzi minister Iwony Michałek i rządu.

Ponad połowa Polaków nie odczuła złych efektów finansowych pandemii COVID-19

Ponad połowa aktywnych zawodowo Polaków nie odczuła negatywnych skutków finansowych pandemii koronawirusa – wynika z sondażu IBRiS przeprowadzonego na zlecenie Business Insider Polska.