Niemcy: Protest ws. wysokości czynszów w Berlinie

Budynek mieszkalny w Berlinie, źródło: PxHere (CC0 Public Domain)

Budynek mieszkalny w Berlinie, źródło: PxHere (CC0 Public Domain)

Tysiące osób demonstrowało w stolicy Niemiec przeciw rosnącym cenom wynajmu mieszkań. Podobne protesty odbyły się także w innych niemieckich miastach, a także w kilku sąsiednich krajach europejskich.

 

Uczestnicy berlińskiego protestu sprzeciwiali się poważnemu wzrostowi cen wynajmu mieszkań. Średnia cena metra kwadratowego lokalu mieszkalnego na wynajem podwoiła się w ciągu ostatniej dekady i dziś przekracza już 10 euro, co pokazał niedawny raport CBRE Berlin i Berlin Hyp AG.

Ale w przypadku mieszkań położonych w centralnych dzielnicach Berlina, gdzie jest lepsza komunikacja miejska, więcej infrastruktury oraz możliwości znalezienia pracy, wzrost ten jest dużo wyższy. Z drugiej strony, wysokość czynszów na przedmieściach także dynamicznie w ostatnich latach rośnie.

Protesty przeciw wielkim firmom mieszkaniowym

Za wzrost cen wynajmu mieszkań w niemieckiej stolicy odpowiada dynamiczny rozwój gospodarczy miasta, co z kolei przyczyniło się do poważnego zwiększenia się liczby mieszkańców. Do Berlina przeprowadzają się nie tylko Niemcy, ale także mieszkańcy innych krajów członkowskich UE lub krajów spoza Europy.

Do tego wiele mieszkań na wynajem należy nie do osób fizycznych, ale do wielkich firm skupujących lokale z rynku, aby je później wynajmować. Lider w branży – notowana na giełdzie spółka „Deutsche Wohnen” – posiada  już ponad 163 tys. mieszkań, z czego ponad 115 tys. w samym Berlinie.

A w niemieckiej stolicy od dziesiątek lat zdecydowana większość mieszkańców (ok. 85 proc.) wynajmuje swoje mieszkania długoterminowo zamiast je kupować na własność. Gdy jednak stracą pracę lub przejdą na emeryturę (co także wiąże się zwykle ze spadkiem dochodów) przestają być w stanie płacić za wynajem lokalu, w którym mieszkają od długiego czasu

W Berlinie trwa więc debata nad koniecznością uchwalenia przepisów, które pozwalałyby wywłaszczać część mieszkań z zasobów wielkich firm. Chodzi przede wszystkim o pustostany, które mogłyby trafić na rynek za przystępną cenę, a dziś stoją puste i przyczyniają się do wzrostu cen innych lokali. Uczestnicy sobotniego (6 kwietnia) protestu domagali się wywłaszczenia wszystkich firm, które posiadają więcej niż 3 tys. mieszkań.

Raport: Polska liderem nierówności dochodowych w UE

Polska zajmuje pierwsze miejsce wśród krajów Unii Europejskiej pod względem nierówności dochodowych – wynika z raportu World Inequality Lab. W 2017 r. 10 proc. najlepiej zarabiających Polaków miało 40-procentowy udział w polskim PKB.
 

Badanie zrealizowane przez francuskich ekonomistów związanych z …

Projekt referendum ws. mieszkań

Od kilku miesięcy aktywiści społeczni apelują o zorganizowanie referendum w tej sprawie. Miasto nie mówi „nie”, ale podaje też koszty przeprowadzenia ewentualnego wywłaszczenia na tak wielką skalę. Pochłonęłoby to według oficjalnych analiz ponad 37 mld euro, które trzeba by wydać na przymusowy wykup lokali z prywatnych rąk. A Berlin już dziś jest zadłużony. Według sondaży taką propozycję popiera ok. 44 proc. Berlińczyków, a przeciwnych jest 39 proc. Reszta nie ma w tej sprawie zdania. Inna rozważana propozycja to zamrożenie wysokości czynszów na co najmniej 5 lat.

Władze niemieckiej stolicy przyjęły już w 2014 r. przepisy zakazujące wynajmowania Berlińczykom całych mieszkań przez internet turystom na kilka dni. Możliwe jest jedynie wynajęcie jednego lub dwóch pokoi. Przepisy, które uniemożliwiają np. wynajmowanie turystom mieszkań przez takie serwisy jak Airbnb weszły jednak w życie dopiero po czteroletniej walce sądowej 1 maja ubiegłego roku. Również w tym przypadku główną motywacją władz było uzyskanie większej liczby mieszkań dostępnej dla mieszkańców miasta chcących zamieszkać na dłużej.

Burmistrz Berlina Michael Müller ma jeszcze inny pomysł na poprawę sytuacji. Miasto planuje skupić nawet 50 tys. mieszkań i samo wynajmować je za przystępne ceny. Na razie zakupiono na ten cel 3 budynki, w których jest 316 mieszkań.

Organizatorzy sobotniego protestu twierdzili, że przyszło na niego ponad 40 tys. osób, ale berlińska policja ocenia, że było ich nie więcej niż 10 tys., czyli tyle samo ile na podobnym proteście we wrześniu ubiegłego roku. Tym razem jednak manifestacji w Berlinie towarzyszyły też protesty m.in. w Monachium, Frankfurcie i Kolonii. Aktywiści miejscy zorganizowali też mniejsze lub większe protesty przeciw rosnącym czynszom także w innych europejskich miastach, m.in. w Barcelonie, Madrycie, Londynie, Lizbonie, Dublinie, Brukseli, Wiedniu czy Amsterdamie.

Francja: Zakaz protestów na Polach Elizejskich

Po sobotnich (16 marca) zamieszkach w Paryżu francuski rząd zaostrza przepisy dotyczące manifestacji. Podczas 18. marszu protestacyjnego zorganizowanego przez ruch „żółtych kamizelek” doszło do demolowania sklepów, podpalania koszy na śmieci i uszkadzania samochodów.
 

W okolicy Pól Elizejskich zdemolowanych zostało w ostatnią …