Raport o sytuacji społecznej osób LGBT+ w Polsce. Jest gorzej niż pięć lat temu

LGBT-raport-polska-PiS-homofobia-transfobia-ziobro-strefy-wolne-odlgbt-tęcza

W tworzeniu raportu wzięło udział 23 tys. badanych. / Foto via unsplash [Mercedes Mehling]

Sytuacja osób LGBT+ w Polsce jest bardzo ciężka i z roku na rok coraz trudniejsza. Jak przyznają autorzy raportu, „w ostatnich latach załamał się stabilny dotychczas trend wzrostu akceptacji i poprawy sytuacji osób LGBT+ (…)”.

 

 

Raport o sytuacji społecznej osób LGBT+ Kampanii Przeciw Homofobii i Lambdy Warszawa za lata 2019-2020 nie pozostawia złudzeń. Polki i Polacy, należący do tęczowego środowiska, notorycznie padają ofiarami aktów nienawiści.

Homofobię i transfobię przejawiają nawet najbliżsi członkowie rodziny, co tym bardziej potęguje poczucie alienacji osób nieheteronormatywnych. Specjaliści przyczynę wzrostu zachowań homofobicznych widzą w polityce rządu, prawicowych organizacji i mediów, a także kościelnych hierarchów.

W badaniu wzięło udział ponad 20 tys. osób LGBT+. Szacuje się, że w Polsce jest ich około dwóch milionów.

Węgierskie media sprzeciwiają się wprowadzaniu ustawy, która zabrania publikowania treści LGBT+

Przyjęta w czerwcu w węgierskim parlamencie ustawa zestawia przepisy przeciwko pedofilii z ochroną młodzieży przed „homopropagandą”.

Osoby LGBT+ w Polsce: Garść statystyk

Według raportu, wśród polskiej społeczności LGBT+ najwięcej jest biseksualnych kobiet (27,4 proc.). Na drugim miejscu znajdują się geje (23,8 proc.), a na trzecim osoby transpłciowe (23,6 proc.).

Ponad połowa ankietowanych znajduje się w przedziale wieku 18-25 lat. W porównaniu do raportu o sytuacji społecznej osób LGBT+ z 2017 r., w latach 2019-2020 nastąpił spadek w liczbie coming outów przed najbliższymi członkami rodziny.

Wśród rodzin osób LGBT+ wzrósł poziom nietolerancji. 10 proc. osób, które wyjawiły rodzinie swoją odmienną orientację zostało wyrzuconych z domu, a 20 proc. z niego uciekło.

„Tylko moja mama wie, że jestem biseksualna, natomiast wypiera to. Każda rozmowa wygląda tak samo. Zaczyna od tego, że zawsze będzie mnie kochać, a potem mówi, że to tylko przejściowe, że jak poznam odpowiedniego faceta to mi przejdzie i nie będę już „musiała uciekać w ramiona kobiet”, opowiada w raporcie anonimowa 17-letnia biseksualna kobieta.

Dodała, że mama uczula ją, aby „tylko nie mówić tacie, żeby się nie denerwował”. Czuję się jakby się mnie wstydziła, nie jest to może jakaś konkretna sytuacja, ale bardziej sytuacja ciągła”, podkreśla cytowana kobieta.

69 proc. osób LGBT+ chciałoby zawrzeć kiedyś związek małżeński. 37,4 proc. gejów, lesbijek i osób biseksualnych chciałoby adoptować dziecko, wynika z danych zaprezentowanych w raporcie.

"Stop LGBT": Sejm zajmie się projektem ustawy Kai Godek. Przewiduje m.in. zakaz parad równości

Projekt zakłada hamowanie propagandy homoseksualnej w przestrzeni publicznej poprzez m.in. zakaz organizowania parad i marszów równości.

Przemoc narzędziem nietolerancji

Raport wyróżnia osiem rodzajów mikroagresji wobec osób LGBT+. Są to m.in.: używanie obraźliwego języka, wspieranie heteronormatywnej kultury/zachowań (oczekiwanie, że osoba LGBT+ będzie zachowywać się „bardziej heteroseksualnie”), zaprzeczenie homo/transfobicznej rzeczywistości, założenie, że osoby LGBT+ przejawiają cechy patologii seksualnej. 98 proc. respondentów doświadczyło przejawów homofobicznej mikroagresji.

„Mama próbująca przekonać mnie do ukrycia informacji o orientacji przed rodziną, siostra odradzająca pewnych zachowań ze względu, że – tutaj cytat – >>to jest pedalskie<<, Rodzina wytykająca przyprowadzenie chłopaka jako symbol najwyższej hańby dla rodziny”, takie przykłady mikroagresji wymienił w ankiecie 21-letni anonimowy gej.

Równie palącą kwestią jest przemoc fizyczna, której ofiarami często padają reprezentanci społeczności LGBT. W latach 2019-2020 68,5 proc. badanych doświadczyło jakiegoś rodzaju przemocy, m.in. poniżania i obrazy werbalnej, pogróżek, szantażu, pobicia, czy przemocy seksualnej.

Raport wykazał, że osoby, które doświadczyły przemocy w dowolnej formie, statystycznie częściej przejawiają ciężkie objawy depresji. Mowa tu o 35 proc. osób, które nie doświadczyły przemocy i niemal połowie (47,6 proc.) tych, wobec których stosowana była homofobiczna agresja.

Ciężkie objawy depresji, powodowanej wykluczeniem w społeczeństwie i publiczną dyskryminacją, dotykają aż 44 proc. osób LGBT+. W raporcie z 2017 r. na depresję cierpiało „zaledwie” 28,4 proc. respondentów. Przypadki te dotyczą zwłaszcza osób transpłciowych. Tegoroczna edycja raportu wykazała także, że aż 55 proc. badanych miewa myśli samobójcze.

Kolejne sejmiki wojewódzkie wycofują się z uchwał anty-LGBT

Dalsze istnienie kontrowersyjnych przepisów groziło utratą unijnych funduszy.

„Nagonka na osoby LGBT+”

Jak przyznają autorzy raportu, „w ostatnich latach załamał się stabilny dotychczas trend wzrostu akceptacji i poprawy sytuacji osób LGBT+. Mniej wsparcia ze strony rodziny, większe obawy przed ujawnieniem.

W ukryciu przed rodziną pozostaje 37 proc. respondentów i respondentek. 17 proc. doświadczyło epizodu bezdomności. 65 proc. młodzieży LGBT+ doświadcza przemocy werbalnej. Rosnąca mikroagresja dewastuje poczucie bezpieczeństwa oraz wzmacnia spadek zaufania do państwa. Zaledwie 2,5 proc. przestępstw jest zgłaszanych organom ścigania. Policji nie ufa ponad połowa ankietowanych. Coraz więcej osób (już 12 proc.) myśli o emigracji”.

„Myślę, że głównym motorem napędowym obecnej sytuacji jest rządowa nagonka na osoby LGBT+. To daje przyzwolenie wszystkim tym, którzy dotychczas mieli jednak obawy przed jawnym afiszowaniem się swoją pogardą do osób LGBT+. Mówię tu zarówno o indywiduach, które jeszcze kilka lat temu nie miałyby odwagi pójść na blokadę marszu równości i obrzucać jego uczestniczki i uczestników kamieniami, jak również o urzędach miast i gmin, o władzach samorządowych, którym przez myśl by nie przeszło procesować się z organizatorami marszu czy uchwalać niekonstytucyjne buble prawne o „strefach wolnych”, podkreśla w rozmowie z EURACTIV.pl Małgorzata Mróz, członkini kolektywu Tęczowa Częstochowa i sekretariatu Koalicji Miast Maszerujących.

Nasza rozmówczyni dodaje, że rządowa nagonka zwolniła pewne dotychczas zaciągnięte hamulce. „To nie znaczy jednak, że tej utajonej homofobii w tych wszystkich ludziach nie było. Teraz po prostu czują, że mogą ją świadomie i otwarcie pokazywać. W szczególności hucpa medialna urządzona przez obóz rządzący wobec tzw. tęczowej Maryi sprawiła, że do całej sprawy dodano wątki religijne, narodowe i martyrologiczne, a temperatura sporu radykalnie wzrosła”, zaznacza Małgorzata Mróz.

Rząd: Podjęcie tzw. uchwały anty-LGBT nie grozi utratą unijnych funduszy

Według wiceszefa minsterstwa funduszy i polityki regionalnej Waldemara Budy nie ma zagrożenia utratą unijnych środków dla województw, które podjęły tzw. uchwały anty-LGBT.

Sytuacja nie jest jednak beznadziejna?

„W mojej ocenie pogorszenie sytuacji osób LGBT+ w Polsce jest pozorne. Nie oznacza to, że umniejszam cierpieniom tych, których dotyka rządowa propaganda, którzy ucierpieli na marszach równości w Białymstoku czy Lublinie, czy tym wszystkim, którzy mierzą się z dyskryminacją ze strony podburzonych przez rządowe media członków rodziny”, podkreśla nasza rozmówczyni.

Małgorzata Mróz dodaje, że usiłuje jednak patrzeć na obecną sytuację w szerszej perspektywie. „Przez wiele lat temat osób LGBT+ nie stanowił w ogóle tematu debaty publicznej. Z rzadka trafiał na pierwsze strony gazet, gdy jakieś niewielkie ugrupowanie, decydowało się złożyć pod obrady sejmu projekt ustawy. Obecnie temat ten jest jednym z głównych elementów debaty i politycznego sporu w Polsce. Taka zmiana wymusza na wielu osobach, dotychczas obojętnych czy w ogóle nieświadomych istnienia tego zagadnienia, zajęcie jakiegoś stanowiska”, dodaje.

„A mowa jest często osobach, które w życiu nie spotkały wyoutowanego (tj. osobę, która ujawniła swoją nieheteroseksualną orientację – red.) geja, lesbijki czy osoby transpłciowej, które latami karmione były homofobicznymi żartami, rozmaitymi mitami, strachem przed innością. W takiej sytuacji często pierwszą reakcją jest opór wobec nowego, nieznanego, a tym samym pierwszym zajmowanym stanowiskiem wrogość. Te osoby są dopiero na początku swojej drogi edukacyjnej i zapewne potrzebują czasu, aby przepracować swoje uprzedzenia”, podkreśla nasza rozmówczyni.

Ekspertka kolektywu Tęczowa Częstochowa i sekretariatu Koalicji Miast Maszerujących zwraca uwagę, że dla aktywistów i aktywistek oznacza to kolejne lata ciężkiej, wytrwałej pracy, która powoli przynosi pierwsze efekty.

W mediach bowiem mówi się o niebinarności, centrowi politycy i polityczki, dotychczas wygodnie unikający tematu, muszą się do niego ustosunkować, a w kolejnych miastach organizowane są marsze, które nawet zawiązały Koalicję.

„Taka trajektoria obyczajowego postępu nie jest właściwa jedynie dla Polski. W Wielkiej Brytanii po piętnastu latach od pierwszego Pride premierka Margaret Thatcher grzmiała z mównicy o homoseksualnych aktywistach, którzy próbują wdzierać się ze swoją propagandą do szkół i deprawować dzieci – brzmi znajomo, prawda?”, pyta retorycznie nasza rozmówczyni.

I dodaje, że wprowadzono wówczas prawa silnie ograniczające możliwości edukowania młodzieży o nienormatywnych tożsamościach płciowych i orientacjach seksualnych. Prawo to zniesiono dopiero 15 lat później. Wydaje się więc, że takie chwilowe załamania są nieuchronnym etapem naszej walki. Dzięki naszemu zaangażowaniu stajemy się coraz bardziej widoczni. Im bardziej jesteśmy widoczni, tym bardziej osoby konserwatywne, uprzedzone do nas, nas atakują. Musimy przetrwać te ataki i dalej kontynuować naszą codzienną aktywistyczną pracę, przetrwać ten kryzys”, dodaje aktywistka.

Niemcy: Rząd wypłaca rekompensaty osobom LGBT prześladowanym na mocy nazistowskiej ustawy

Przepis ten jednak wcale nie zniknął zaraz po II wojnie światowej, tylko obowiązywał niemal do końca lat 60. XX wieku.

Jak osoby heteronormatywne mogą być dobrymi sojusznikami społeczności LGBT+?

„Sojusznictwo nigdy nie jest łatwe. Sama staram się być sojuszniczką grup marginalizowanych, do których nie należę, i widzę, jak często wielu rzeczy nie rozumiem”, podkreśla nasza rozmówczyni.

Według Małgorzaty Mróz istotne są trzy kwestie: gotowość do zgłębienia problemów, o których istnieniu wcześniej w ogóle nie miało się pojęcia, otwartość na krytykę, na bycie poprawianym i gotowość do dopingowania i wspierania niejako z drugiego rzędu.

„Mówiąc o „drugim rzędzie” mam na myśli świadomą rezygnację z pełnienia eksponowanych i decyzyjnych ról przez osoby sojusznicze. Osoby LGBT+ wciąż mają marne szanse na piastowanie istotnych stanowisk w organizacjach i instytucjach „ogólnych” (czyli w istocie heteroseksualnych). Tym smutniejsze jest, gdy nawet we „własnych” organizacjach, tj. zajmujących się kwestiami swojej równości, takich stanowisk nie zajmują, bo robią to za nich ich sojusznicy”, konkluduje działaczka.