Zamieszki pod Paryżem i Strasburgiem. Koronawirus pogłębi podziały we Francji?

Zdjęcie via unsplash.com @ev

Od kilku dni na przedmieściach Paryża i Strasburga dochodzi do zamieszek z policją. We Francji wzrasta obawa, że do kryzysu związanego z epidemią koronawirusa dołączą regularne starcia z siłami porządkowymi. Dlaczego do buntu dochodzi właśnie teraz?

 

Na początku był wypadek

Zamieszki wybuchły w nocy z soboty na niedzielę (18/19 kwietnia), gdy w miejscowości Villeneuve-la-Garenne doszło do wypadku z udziałem motocyklisty. Mężczyzna w wieku 30 lat miał najechać na otwarte drzwi nieoznakowanego samochodu policyjnego. Od tego czasu na przedmieściach Paryża każdej nocy dochodzi do starć z policją. Płoną samochody i kontenery, a siły policyjne używają gazu łzawiącego.

Znaczną rolę w podsycaniu antypolicyjnej atmosfery odegrała aktywność w mediach społecznościowych, gdzie zaczęto obwiniać stróżów prawa o umyślne sprowokowanie zdarzenia, a jednego z nich o służbę pod wpływem alkoholu. W nocy z poniedziałku (20 kwietnia) na wtorek zamieszki wybuchły w Strasburgu.

USA: Koronawirus atakuje głównie Afroamerykanów?

Opublikowane przez Departament Zdrowia stanu Illinois statystyki dotyczące zachorowań i zgonów związanych z koronawirusem SARS-CoV-2 pokazały, że atakuje on w dużej mierze ludność czarnoskórą.

Społeczne nierówności

Francuskie media zwracają uwagę na sytuację socjalną na przedmieściach miast, które w znacznej części są zamieszkane przez emigrantów z Afryki oraz ich potomków. Eksperci zwracają uwagę, że w sytuacji przedłużającego się obowiązkowego zamknięcia – Francuzi mają nakaz pozostania w domach od 17 marca, a Emmanuel Macron przedłużył tzw. lockdown do 11 maja – wystarczy iskra do wywołania buntu.

Tym bardziej, że warunki pobytowe na przedmieściach są znacznie gorsze niż w miastach. Mieszkania są mniejsze i przebywający w domowej izolacji dysponują według statystyk znacznie mniejszą liczbą metrów kwadratowych na 1 osobę. Szacuje się, że tylko w ciągu pierwszych kilku dni od wprowadzenia restrykcji z regionu Île-de-France (w którego skład wchodzi Paryż) na prowincję wyjechało około 1,2 mln mieszkańców (ok. 17 proc. populacji aglomeracji), lekceważąc społeczne obostrzenia.

Z danych operatora Orange wynika, że populacja wyspy Re (Île-de-Re) – tradycyjnego kierunku weekendowych wyjazdów wypoczynków Paryżan – zwiększyła się o 30 proc. To duży luksus, ponieważ władze karzą nieuzasadnione wyjście z mieszkania mandatem w wysokości 135 euro. Jednak mieszkańcy biedniejszych departamentów, jak Sekwana-Saint-Denis, gdzie także doszło do zamieszek, nie mają możliwości wyjechać w trakcie narodowego lockdownu do letniej rezydencji.

Koronawirus: Bezdomni nie mogą pozostać w domach

Zamknięcie parków w Polsce to nie tylko ogromne zmartwienie dla uprawiających poranny jogging, ale także dla bezdomnych, którzy nie mają luksusu spędzenia kwarantanny w domach. W Europie i na świecie pomoc oferują samorządy, proponując potrzebującym nocleg np. na… stadionach.

Duża śmiertelność

Departament Sekwana-Saint-Denis należy do tych miejsc w kraju, gdzie koronawirus zaatakował najsilniej. Od początku epidemii (do poniedziałku 21 kwietnia) w departamencie potwierdzono 717 zgonów (wówczas prawie 20 tys. w całym kraju) w szpitalach, a 1560 osób wciąż jest hospitalizowanych. Do tego trzeba dodać co najmniej 370 osób, które zmarły w placówkach opieki oraz domach dla seniorów.

Większość z mieszkańców tego departamentu w trakcie, gdy życie większości Francuzów przeniosło się do rzeczywistości wirtualnej – włącznie z pracą – nadal wykonuje swoje obowiązki: na budowach, w sklepach czy magazynach. Na trudną sytuację przedmieść wpływa także zaniedbanie placówek służby zdrowia.

Koronawirus: Izolacja sprzyja przemocy domowej, ale jej ofiarom można pomóc

Izolacja sprzyja przemocy, jednak niektóre rządy w Europie pomagają osobom jej doświadczającym.

Lata zaniedbań

Dziennik „Liberation” przytoczył na początku kwietnia statystykę, według której w departamencie Sekwana-Saint-Denis jest trzykrotnie mniej łóżek na oddziałach intensywnej terapii niż w departamencie Hauts-de-Seine (przewodniczącym rady departamentu był w latach 2004-2007 Nicolas Sarkozy), gdzie znajduje się m.in. podparyska dzielnica biurowa La Défense.

Z kolei Regionalna Agencja Zdrowia (ARS) uznała, że szpitale w 37 z 40 miast departamentu Sekwana-Saint-Denis są niewystarczająco wyposażone. To w połączeniu z gorszym stanem zdrowia – wyższa średnia krajowa np. wśród pacjentów chorych na cukrzyce i otyłość – mieszkańców przekłada się na statystyki zgonów wywołanych koronawirusem.

Słowacja: Władze poddały kwarantannie kilka tysięcy Romów

Zgodnie z zapowiedzią władze przeprowadziły masowe testy na obecność koronawirusa wśród słowackich Romów. Po potwierdzeniu ponad trzydziestu pozytywnych wyników, kwarantannie poddano kilka tysięcy osób. 

Warunki (nie tylko) nie na kwarantannę

„Ludzie są głodni”, oceniła Clementine Autain, deputowana z lewicowej Francji Nieujarzmionej (LFI), zapytana o przyczyny zamieszek we wtorek (21 kwietnia) w stacji France 2. „Dziwi mnie, że w tak bogatym kraju władze publiczne nie są w stanie zorganizować pomocy w lepszy sposób”, podkreśliła francuska deputowana.

Według Autain w departamencie panuje „niedostateczna opieka medyczna, bieda, a część mieszkańców po prostu nie ma co jeść”. Deputowana LFI podkreśliła, że mieszkańcy paryskich przedmieść żyją w czasie kwarantanny w bardzo złych warunkach – w nędznych mieszkaniach. A to przyczynia się do frustracji.

Bezrobocie: Fatalne dane z Europy i USA. Polska nie uniknie kryzysu

Polska była wiceliderem w Unii Europejskiej pod względem niskiego bezrobocia przed wybuchem obecnego kryzysu. To stan nie do utrzymania.

Wentyl bezpieczeństwa

Z kolei Hamza Esmili, socjolog z Uniwersytetu Paris-VIII, który bada dynamikę przemian społecznych na paryskich przedmieściach, podkreślił na początku kwietnia, że „domowa izolacja jest konceptem na wskroś burżuazyjnym”. Tym, którzy posiadają odpowiednie warunki łatwiej jest przetrwać wielotygodniowe zamknięcie, „ale to nie są realia paryskich przedmieść”.

Socjolog zwrócił uwagę, że domowa izolacja jest szczególnie trudna w podmiejskich społecznościach z dużą reprezentacją młodych ludzi. „Nagle doszło do zamknięcia wszystkich struktur, wokół których gromadzili się mieszkańcy. Tutaj szkoły, boiska szkolne poza funkcją edukacyjną i socjalizacyjną, mają takę inny wymiar. Na boiskach spotykają się ludzie, którzy uciekają z przeludnionych domów”, dodał Esmili.

Żółte kamizelki na pierwszej linii

Epidemia koronawirusa wyciszyła protesty „żółtych kamizelek”. Wraz z kryzysem, ci którzy przez wiele tygodni 2018 i 2019 r. maszerowali francuskimi ulicami, stanęli w pierwszej linii walki z pandemią – w roli kasjerów w marketach czy doręczycieli paczek np. zdrowej żywności.

Na fali protestów w 2019 r. politolog Jérôme Fourquet z Francuskiego Ośrodka Badania Opinii Publicznej (IFOP) opublikował książę zatytułowaną „Francuski archipelag. Narodziny narodu podzielonego” (L’Archipel français. Naissance d’une nation multiple et divisée), w której przedstawił coraz widoczniejsze podziały na biednych i bogatych.

Współcześni nędznicy

Politolog uważa, że epidemia przyczyni się do wzmocnienia podziałów we Francji. W departamencie Sekwana-Saint-Denis liczba zgonów zwiększyła się od 1 marca do 6 kwietnia o 101,8 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ub. r., wynika ze statystyk przedstawionych przez Państwowy Instytut Statystyki i Badań Ekonomicznych (INSEE).

W polskich kinach tuż przed wybuchem epidemii koronawirusa premierę miał nominowany do Oscara film „Nędznicy” w reżyserii Ladja Ly opowiadający o paryskich przedmieściach, w których niewinna iskra może doprowadzić do nieprzewidzianych zdarzeń. Film nakręcono w niemal 25-lecie „Nienawiści”, filmu Mathieu Kassovitza o brutalnym przesłuchaniu przez policję zatrzymanego arabskiego pochodzenia. Obraz ten wzbudził ogromne emocje we Francji na początku rządów Jacquesa Chiraca. Jak długo jeszcze Francuzi będą żyli podzieleni na swoich wyspach?

Trump, Bolsonaro, Łukaszenka w "Klubie Strusi" – negacjonistów pandemii koronawirusa

Kiedy prawie cały świat walczy z epidemią koronawirusa, są kraje, których przywódcy ignorują zagrożenie i nie podejmują żadnych kroków w walce z wirusem.