Koronawirus: Decyzja o zamknięciu cmentarzy wzmacnia protesty?

Premier Mateusz Morawiecki, konf. pras. dot. zamknięcia cmentarzy, źródło Twitter Kancelarii Premiera

Premier Mateusz Morawiecki, konferencja prasowa, źródło Twitter Kancelarii Premiera

W piątek po południu rząd poinformował, że od następnego dnia aż do dziś, czyli zarówno w przeddzień Wszystkich Świętych, jak i w dniu święta zmarłych, a także w Dzień Zaduszny, wszystkie cmentarze będą zamknięte. Ta decyzja – podjęta w związku z nasilającą się epidemią koronawirusa – w całym kraju wzmocniła niezadowolenie wywołane wcześniejszym wyrokiem TK zaostrzającym prawo aborcyjne.

 

Sytuacji nie uspokoiła złożona tego samego dnia w Sejmie prezydencka inicjatywa ustawodawcza łagodząca – przynajmniej w założeniu – wyrok TK zaostrzający ustawę aborcyjną, od którego zaczęły się masowe protesty trwające już 11 dni. Te wczorajsze (1 listopada) w wielu miastach przyjęły formę milczącego marszu.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Niedziela kolejnym dniem protestu

W wielu polskich miejscowościach odbył się również wczoraj (1 listopada) protest sprzeciwu wobec orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. Ulicami Szczecina przeszedł np. marsz milczenia z udziałem kilkuset osób, przez Warszawę przejechali motocykliści solidaryzujący się z kobietami, w Krakowie manifestację zorganizowali studenci (zgromadzenia antyrządowe odbyły się też m.in. w Chrzanowie i Krzeszowicach), a w Trójmieście manifestacje odbyły się także na plażach.

Protestowano również w Toruniu, gdzie przyjął on formę spaceru ulicami miasta. Protestujący przeszli m.in. przed cmentarzem, gdzie kupili znicze i kwiaty. Część z nich zostawili przed siedzibą Radia Maryja (początkowo stawiali zarówno kwiaty, jak i znicze, ale potem rośliny zabrali), a część przed biurem zarządu okręgowego PiS. Poza zniczami i kwiatami zostawiono tam m.in. nekrolog partii PiS  ze zdjęciem Kai Godek — twarzy ruchu pro life.

Koniec tzw. kompromisu aborcyjnego w Polsce

TK orzekł wczoraj, że aborcja w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu jest niezgodna z konstytucją. Rzeczniczka PiS Anita Czerwińska już zapowiedziała, że obowiązujące dotychczas w tej dziedzinie prawo zostanie niebawem znowelizowane.

Kilkaset osób szło w ciszy i skupieniu również w Łodzi, gdzie przed siedzibą tamtejszych władz partii rządzącej zostawiono kupione przed cmentarzami znicze i kwiaty. Na dziś zapowiedzieli natomiast głośny marsz w dotychczasowej formie, połączony z blokowaniem ulic. Podobna liczba osób przeszła też ulicami Wrocławia, gdzie w ramach protestu kupowano chryzantemy w geście solidarności z tymi, którzy stracili dochody w efekcie decyzji rządu o  zamknięciu cmentarzy.

Mieszkańcy Poznania spotkali się wczoraj ponownie na placu Wolności, chociaż już wcześniej grupa przeciwników decyzji TK zapaliła tam znicze. Jak wyjaśniali protestujący, miały one symbolizować „niemy protest przeciwko autorytarnym, niszczącym już absolutnie wszystko w tym kraju rządom (Jarosława) Kaczyńskiego i PIS-u”.

Natomiast w Lublinie po krótkim wiecu na Placu Litewskim, protestujący przeszli pod siedzibę PiS w Lublinie. Na czele pochodu nieśli tekturową trumnę z napisem: „PiS R.I.P. Wasz koniec nasz początek 2020”. Wiele osób niosło wiązanki kwiatów i znicze, które potem zostawili przed lokalną siedzibą PiS. W Rzeszowie nie przewidywano co prawda w niedzielę żadnych manifestacji, ale na Podkarpaciu kilkudziesięcioosobowe protesty odbyły się w Tarnobrzegu i Jaśle.

Polska: Protest przeciw wyrokowi TK ws. aborcji sparaliżował miasta w całym kraju

Tłumy na ulicach, zakorkowane centra miast, tysiące ludzi wykrzykujących antyrządowe hasła, to obraz wczorajszego protestu głównie młodych ludzi. Poniedziałek był piątym dniem sprzeciwu wobec orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego o zaostrzeniu prawa aborcyjnego.

Rząd  zamknął cmentarze bez uprzedzenia, ale obiecuje pomoc

“Podjęliśmy decyzję o zamknięciu cmentarzy w dniach 31 października oraz 1 i 2 listopada” – przekazał premier Mateusz Morawiecki w czasie piątkowej (30 października) konferencji prasowej. “Tradycja jest teraz mniej ważna niż życie. Proszę powstrzymać się od wyjazdów, również poza miasta” – argumentował. Zapowiedział przy tym, że jeśli liczba zakażeń nie będzie rosła, to “być może będzie można odwiedzić groby” w drugiej połowie listopada. Premier obiecał jednak również pomoc i zapowiedział, że szczegóły zostaną przedstawione już dziś.

“Reagujemy na szybko zmieniającą się sytuację epidemiologiczną. Za wszelką cenę chcemy odsunąć wizję całkowitego zamknięcia gospodarki. Podejmujemy kolejne kroki w celu zmniejszenia przyrostu zachorowań. W walce z koronawirusem musimy ograniczyć mobilność społeczną i przestrzegać zasad bezpieczeństwa” – tłumaczył szef rządu decyzję o zamknięciu cmentarzy od 31 października do 2 listopada. Zastrzegł jednak, że zakaz nie dotyczy pogrzebów, które mogą się odbywać bez ograniczeń, ale z zachowaniem wymogów sanitarnych.

“Wymiana doświadczeń i opinii epidemiologów, najnowsza wiedza na temat rozprzestrzeniania się wirusa pozwala nam podejmować odpowiedzialne decyzje. Dzięki nim mamy szansę na zmniejszenie liczby zakażeń” – zapewniał Morawiecki.

Seniorzy mają nie wychodzić z domu co najmniej przez najbliższe dwa tygodnie

Premier zaapelował także do osób starszych, zwłaszcza po 70. roku życia, żeby przez najbliższe dwa tygodnie w ogóle nie wychodziły z domu. “Przede wszystkim musimy myśleć o seniorach, którzy są szczególnie narażeni na ciężki przebieg choroby” – uzasadniał przypominając, że to właśnie z myślą o nich powstał Solidarnościowy Korpus Wsparcia Seniorów.

“Dzisiaj nasz apel przyjmuje formę alarmu i bardzo mocnej dyspozycji. Niech wszyscy seniorzy, którzy mogą, pozostaną w domu przez co najmniej 2 tygodnie” – wezwał Morawiecki.

Przed cmentarzami masy kwiatów i rozżalonych sprzedawców

Zamknięcie cmentarzy wzburzyło zwłaszcza sprzedawców kwiatów i zniczy oraz ogrodników. Ci pierwsi przez kilka miesięcy musieli hodować rośliny i stracili większość swoich dochodów. Ci drudzy często na kredyt kupili doniczki z chryzantemami i liczyli na największy zarobek w roku. Tymczasem stanęli przed koniecznością ich wyrzucenia lub rozdania. Mimo, że zarówno samorządy, jak i okoliczni mieszkańcy solidarnie starali się w czasie weekendu kupić jak najwięcej oferowanych kwiatów, to wszystkich strat nie udało się zrekompensować. Hodowcy i sprzedawcy chryzantem mogą jednak liczyć na zadeklarowaną pomoc ze strony rządu.