Francja: Przed wyborami prezydenckimi lewica podzielona jak nigdy. Przegra jak ostatnio?

Francja-lewica-Melenchon-Hidalgo-Macron-Zemmour-Barnier-Jadot-zieloni-skrajna-prawica-socjaldemokracja

Na zdjęciu lider Francji Nieujarzmionej Jean-Luc Mélenchon / Foto via flickr (CC BY-NC-ND 2.0) [The Left]

Jeżeli nic się nie zmieni w najbliższych tygodniach, już dziś można bez większego ryzyka założyć, że podzielona francuska lewica przegra wybory prezydenckie. Zamiast szukać porozumienia programowego najważniejsi kandydaci: Anne Hidalgo, Jean-Luc Mélenchon oraz Yannick Jadot startują pod własnym szyldem.

 

 

Z punktu widzenia skuteczności w polityce liczba kandydatów związanych z francuską lewicą, którzy deklarują lub już zapowiedzieli start w zaplanowanych na wiosnę 2022 r. wyborach prezydenckich może dziwić.

Francuzi będą w kwietniu mogli zagłosować m.in. na weterana lewicy, próbującego po raz trzeci swych sił w wyborach prezydenckich Jean-Luca Mélenchona, faworytkę dobrze sytuowanej paryskiej klasy średniej i wyższej i burmistrzynię francuskiej stolicy Anne Hidalgo, czy dawnego działacza Greenpeace, polityka Zielonych Yannicka Jadot. 

Swoją kandydaturę w osobie sekretarza generalnego Fabiena Roussela po wielu latach przerwy zgłoszą także nieco zapomniani już komuniści (PCF), a na własną rękę wystartuje dawny polityk socjalistów i minister Arnaud Montebourg. W kolejnych miesiącach prawdopodobnie poznamy kolejne kandydatury, które choć barwne, raczej nie zdobędą spektakularnego poparcia.

W efekcie rozdrobnienia na francuskiej lewicy, najsilniejsi jej przedstawiciele mogą liczyć na nie więcej niż kilka procent poparcia w pierwszej turze wyborów, skazując lewicowe postulaty na polityczny niebyt w rywalizacji stroniącego od ideologii, ale w drugiej części kadencji przesuwającego się na prawo Emmanuela Macrona z populistyczno-prawicowym tandemem Marine Le PenEric Zemmour (Zemmour to najgorętsze nazwisko ostatnich miesięcy we Francji, ale kandydatura to nadal niepotwierdzona).

Francja: Mer Paryża rzuca wyzwanie Macronowi. Przed Anne Hidalgo zadanie zjednoczenia lewicy

Anne Hidalgo obiecuje „skończyć z arogancją prezydenta Emmanuela Macrona wobec społeczeństwa”.

Partia Socjalistyczna blisko dna

Na sześć miesięcy przed zaplanowanymi na kwiecień przyszłego roku wyborami prezydenckimi jedno jest pewne: łącznie na lewicę głosować chce ok 20-25 proc. osób. Ich głosy rozkładają się na kilku kandydatów, a mający najlepsze perspektywy Jean-Luc Mélenchon może liczyć na 7-9 proc., a więc nadal o 9-10 pkt. proc. mniej niż kojarzeni ze skrajną prawicą Le Pen i Zemmour.

Wobec czego niemalże za pewnik należy przyjąć, że politycy lewicy zakończą honorowo rywalizację o Pałac Elizejski na I turze. Już po raz drugi z rzędu może zatem zabraknąć kandydata kojarzonego z lewą stroną sceny politycznej w decydującym pojedynku o prezydenturę.

Sytuacja jest szczególnie bolesna dla Partii Socjalistycznej, której kandydatka Anne Hidalgo w tych „mini-wyborach” lewicy jest dopiero na trzecim miejscu za Mélenchonem i Jadot. Ostatnim prezydentem wywodzącym się z tego ugrupowania był w latach 2012-2017 François Hollande, jednak był na tyle niepopularny wśród swoich rodaków, że zrezygnował z ubiegania się o reelekcję.

Partia Socjalistyczna od 2017 r. znajduje się w kryzysie. Wówczas kandydat ugrupowania Benoît Hamon – niedawno ogłosił swoje odejście z polityki – uzyskał zaledwie 6 proc. poparcia w I turze. Był to najgorszy wynik dla kandydata PS od wielu lat. W kolejnych wyborach – czy to samorządowych, czy europejskich socjaliści notowali równie słabe wyniki.

Możliwe, że popularnej burmistrzyni Paryża przyjdzie zatem pobić historycznie słaby rezultat kandydata socjalistów w wyborach prezydenckich. Dziś już tylko wspomnienie pozostało z wielkich zwycięstw François Mitterranda w latach 80.-tych XX w.

Tym bardziej, że rządząca Paryżem polityczka uchodzi za kandydatkę elit i jest niezbyt dobrze widziana poza stolicą. A jej główne punktu programu, w tym forsowana z całą stanowczością polityka wymierzona przeciwko samochodom, jest ryzykownym zagraniem we Francji, o czym przekonał się np. Macron w 2018 i 2019 r., po wybuchu społecznej rewolty w postaci ruchu „żółtych kamizelek”, protestującego przeciwko podwyżce cen paliw.

Francja: Paryż zmusza samochody do zwolnienia, ale ograniczanie do 30 km/h niekoniecznie dobre dla środowiska?

Paryż to nie pierwsze europejskie miasto, w którym władze wprowadziły takie ograniczenie.

Zieloni na zbyt słabej fali

Jedynym ugrupowaniem, które może zyskać w stosunku do wyborów w 2017 r. są Zieloni (Europa Ekologia – Zieloni; EELV), reprezentowani przez Jadot. Oni w poprzednich wyborach nie wystawili swojego kandydata, a teraz mają duże szanse przejąć część postępowego elektoratu, jednak pomimo popularności tematów związanych z głównymi hasłami ugrupowania – walki z ocieplaniem klimatu czy uczynieniem Francji lepszym, tj. bardziej sprawiedliwym, mniej podzielonym krajem do życia, hasła ugrupowania nie padają na podatny grunt.

Zieloni wprawdzie zanotowali dobry rezultat w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. – mówiono wówczas o „zielonej fali” we Francji – oraz potwierdzili go sukcesami w kilku dużych miastach w wyborach lokalnych w czerwcu 2020 r., jednak są stosunkowo mało popularni poza aglomeracjami, co przekreśla ich szanse na ogólnokrajowy sukces.

A poza tym burmistrzowie z tego ugrupowania zanotowali kilka „wpadek”. Rządzący w Bordeaux Pierre Hurmic sprowokował ogólnonarodową dyskusję zapowiadając rezygnację z tradycyjnej bożonarodzeniowej choinki przed miejskim ratuszem, zaś burmistrz Lyonu określił ulubioną letnią rozrywkę sportową Francuzów – Tour de France – jako wydarzenie zanieczyszczające środowisko. Wówczas Jadot przyznał, że wypowiedź Grégor’ego Doucet’a był „nieznośną klasistowską pogardą”.

A komentatorzy zwracali uwagę, że przyszły kandydat Zielonych w wyborach prezydenckich połknął nie swoją przecież żabę, ponieważ zdał sobie sprawę z ryzyka, jakie podobne wypowiedzi mogą mieć dla wizerunku ugrupowania, któremu zarzuca się oderwanie od problemów „zwykłych ludzi”. W ten sposób Zieloni z pewnością nie mogliby nadawać tonu w kampanii wyborczej.

Wybory w Niemczech: Zieloni w rządzie ożywią relacje polsko-niemieckie [WYWIAD]

Niemiecka partia Zielonych to ugrupowanie idealistów czy sprawni politycy gotowi do współrządzenia krajem?

Prawica dyktuje tematy kampanii

Tonu debacie politycznej nadaje – po raz kolejny – coraz bardziej radykalizująca się prawica. A postulaty głównej osi jej „programu” dotyczące suwerenności oraz tożsamości przejmują w nadziei na zapunktowanie u wyborców pretendujący do reprezentowania centroprawicy w wyborach politycy, jak np. niedawny strażnik interesów UE w pobrexitowych rozmowach – Michel Barnier.

I tak główny negocjator UE ds. brexitu po zmianie Brukseli na Paryż, a wraz z nim cały wianuszek polityków i polityczek ugrupowania Republikanie (LR) – co budzi niezdrową ekscytację u części mediów w Polsce – posługuje się antyunijną retoryką.

I tak mająca w przeciwieństwie do byłego unijnego urzędnika spore szanse na partyjną nominacje Valérie Pécresse powiedziała niedawno, że „traktaty unijne nie mogą podważać naszej tożsamości konstytucyjnej, ani francuskiej, ani polskiej”. Inni z kolei chwalili wiadomy wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego dotyczący wyższości prawa krajowego nad unijnym. To gra dostosowana do nastrojów panujących we Francji, gdzie notuje się największy wśród obywateli UE odsetek wątpiących w integrację unijną – 58 proc. Liczba ta wzrosła o dziesięć punktów procentowych podczas kadencji Macrona.

Uderzanie w patriotyczne i tożsamościowe tony oraz robienie kozła ofiarnego z Brukseli skutecznie wiąże ręce lewicy i powoduje – o czym od dawna piszą eksperci – że osią sporu politycznego przestaje być tradycyjna rywalizacja lewicy z prawicą.

Karolina Zbytniewska: Polska inspiruje Francję. Kiedyś widelec, dziś nagonka na Unię Europejską

Z jakiegoś powodu polityka marginalizacji politycznej i nagonki na Unię ma wciąż nowych zwolenników. I to nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej.

Kto przejmie „zdradzony” elektorat?

Tymczasem media na świecie zastanawiają się (a właściwie orzekają) czy Francja doczekała się w osobie Zemmoura swojego Donalda Trumpa, ale symptomatyczne dla czterolecia poprzedniego prezydenta USA zjawiska można obserwować nad Sekwaną już od dawna.

Opozycja wsi, prowincji do miast, ludzi, którzy nie „załapali się na globalizację” – opisana m.in. w książce szefa największej francuskiej sondażowni (IFOP) Jérôme’a Fourqueta pt. Francuski archipelag: zróżnicowany i podzielony naród  – która eksplodowała pod postacią ruchu żółtych kamizelek jesienią 2018 r. oraz rosnące poparcie w dawnych regionach robotniczych dla coraz skrajniejszej prawicy przyczyniają się do osłabienia tradycyjnej bazy lewicowego elektoratu.

Komentując niedawny sondaż Ipsos, według którego zarówno Jadot oraz Hidalgo cieszą się większym poparciem wśród klasy menadżerskiej i lepiej wykształconych osób niż w klasie robotniczej, dyrektor paryskiego think-tanku CEVIPOF Martial Foucault stwierdził, że francuska lewica „porzuciła najbardziej pokrzywdzone klasy społeczne”.

Z kolei potencjalny nowy elektorat, ten wielkomiejski, nastawiony kosmpolitycznie oraz proeuropejsko, dla którego ważne są zagadnienia związane z klimatem i ekologią, gdy przyjrzeć się sondażom, wobec licytacji na antyeuropejskość na prawej stronie sceny politycznej, spogląda ku Macronowi jako najsilniejszemu i najpewniejszemu wyrazicielowi swoich interesów.

Fenomen Erica Zemmoura: Jest bardziej radykalny niż Marine Le Pen. Zawalczy o prezydenturę we Francji?

Nowe twarze na francuskiej scenie politycznej sprawiają, że Marine Le Pen zaczyna się jawić jako kandydatka umiarkowana.

Lewica nie wykorzystuje swoich szans

Politolog Oriol Bartomeus przytoczył niedawno na łamach „El Pais” badanie, które wskazuje, że tylko 30 proc. wyborców Hamona z 2017 r. zamierza zagłosować na obecną kandydatkę socjalistów w przyszłorocznych wyborach. Pozostali w większości zagłosują na Jadot i Macrona. Spośród wyborców Mélenchona z 2017 r. tylko 37 proc. planuje mu ponownie zaufać w I turze głosowania w kwietniu 2022 r.

Łącznie spośród 9 mln osób, które zagłosowały na kandydata Francji Nieujarzmionej w 2017 r. szacuje się, że ponownie zrobi to około 5 mln. Pozostali wybiorą albo Macrona – ok. 1 mln osób, Jadot – 1,7 mln, a kolejny milion może trafić na konto Marine Le Pen lub Zemmoura, gdy ten zdecyduje się ostatecznie na start.

Rozbiór francuskiej lewicy trwa i nie widać nikogo na horyzoncie, kto mógłby go powstrzymać. Mélenchon, który słynie z ciętego języka, ale i wpadek – kilka tygodni temu zasugerował, że wybory prezydenckie są ustawione pod Macrona, który jest kandydatem „elitarnej kliki” – wziął niedawno udział w debacie telewizyjnej z Zemmourem, próbując przekonać do siebie rozczarowanych lewicą wyborców.

Paradoksalnie, pomimo problemów i podziałów sytuacja we Francji wydaje się sprzyjać tamtejszej lewicy. W opublikowanym kilka dni temu sondażu pracowni Elabe dla stacji BFMTV, 57 proc. Francuzów uznało, że ich siła nabywcza zmniejszyła się od 2017 r. Jest to zdecydowanie najważniejszy temat dla Francuzów przed wyborami prezydenckimi w 2022 r., oceniają autorzy badania.

A bezpieczeństwo oraz imigracja, które próbuje narzucać skrajna prawica są istotne tylko dla około 30 proc elektoratu. Cóż z tego, skoro kojarzona w przeszłości z przyjaznym programem społecznym lewica, nie jest w stanie wykorzystać i tego „atutu”, a do tego lekceważy życzenie swoich wyborców, by w wyborach wystawić jednego kandydata.

Widocznie w sztabach Hidalgo, Jadot czy Mélenchona nie śledzono prawyborów na węgierskiej opozycji, która po latach niepowodzeń postanowiła zjednoczyć się pomimo ideologicznych różnic, by przerwać wieloletnie rządy Viktora Orbana. Ale nad Sekwaną na takie wnioski jest chyba nadal za wcześnie.

Były wyborca Fideszu, konserwatysta, ojciec siódemki dzieci. Nadzieja liberalnych Węgier na pokonanie Orbána

Jego zwycięstwo w prawyborach opozycji jest największym zaskoczeniem od długich lat w węgierskiej polityce.