Dziś Boliwia wybiera prezydenta i swoją przyszłość. Dlaczego to ważne wybory dla Europy i świata?

Boliwia, Evo Morales, MAS, wybory prezydenckie, Jeanne Anez, Ameryka Południowa

Prezydent Evo Morales (na zdj. z prawej; uciekł z kraju w 2019 r.) prowadził socjalną politykę, rozbudował m.in. system zasiłków oraz zerwał bliską współpracę z USA. W neoliberaliźmie upatrywano bowiem przyczyny pogłębiania się nierówności społeczno-ekonomicznych, ubóstwa i grabieży narodowych bogactw, dzikiej prywatyzacji i eksploatacji zasobów naturalnych przez zagraniczne koncerny. / Foto via twitter [@evoespueblo]

Dzisiejsze wybory prezydenckie w Boliwii są de facto plebiscytem za lub przeciwko dziedzictwu Evo Moralesa, którego protesty społeczne zmusiły rok temu do ucieczki z kraju. Większe szanse na zwycięstwo ma namaszczony przez byłego prezydenta Luis Arce czy nawołujący do narodowej zgody Carlos Mesa? Zwycięzca będzie rządził krajem, który dysponuje trzecią częścią światowych zasobów litu – kluczowego pierwiastka dla baterii i akumulatorów litowo-jonowych.

 

 

Powtórzone wybory prezydenckie w Boliwii – po tym, jak wyniki tych ubiegłorocznych zostały zakwestionowane przez opozycję – miały odbyć się w maju. Od tego czasu zostały jednak dwukrotnie przesunięte w związku z pandemią.

Na kilka dni przed dzisiejszą (18 października) I turą sondaże wskazywały na zwycięstwo kandydata lewicowego Ruch ku Socjalizmowi (MAS) byłego prezydenta Evo Moralesa. Luis Arce, były minister w jego rządzie, prowadził w sondażach z 41,2 proc. poparcia, przed kandydatem liberalnej opozycji Carlosem Mesą (33,5 proc.).

Trzeci w wyścigu był Luis Fernando Camacho, kandydat skrajnej prawicy i najbogatszego regionu kraju Santa Cruz z 17,7 proc. Największe szanse na ewentualną drugą turę mają Arce i Mesa. W Boliwii do wygrania głosowania w I turze potrzeba co najmniej 40 proc. oddanych głosów i 10 proc. przewagi nad drugim kandydatem.

W ciągu najbliższych 15 miesięcy w krajach Ameryki Południowej odbędzie się kilkanaście wyborów – prezydenckich, parlamentarnych lub referendów (najbliższe w następny weekend w Chile). Odbędą się one w klimacie naznaczonym przez pandemię koronawirusa oraz jej ekonomiczne skutki, które jeszcze bardziej skomplikowały tradycyjne spory polityczne oraz stosunki społeczno-gospodarcze.

Kraje regionu – po kilkunastu latach poprawy sytuacji ekonomicznej głównie dzięki boomowi na surowce naturalne, jak wydobycie gazu w Boliwii czy ropy Wenezueli – coraz silniej odczuwają skutki pandemii, a – jak podkreślają eksperci – w wielu przypadkach nie udało im się otrząsnąć jeszcze z poprzedniego światowego kryzysu gospodarczego.

Strzelanina w Wiedniu: nowe fakty. Wielka Brytania podnosi stan zagrożenia terrorystycznego / Europa i świat w skrócie

W związku z poniedziałkowym atakiem zatrzymano już 14 osób. / Europa i świat w skrócie.

Ameryka Południowa na rozdrożu

Kontynent południowoamerykański stał się jednym z najsilniej doświadczonych przez pandemię koronawirusa regionów świata. W pierwszej dziesiątce krajów z największą liczbą odnotowanych od początku pandemii zakażeń, aż pięć to kraje południowoamerykańskie – Brazylia, Argentyna, Kolumbia, Peru i Meksyk. A na czternastym miejscu jest jeszcze Chile.

Oprócz dużej liczby zakażeń i coraz wyższej liczby zgonów, region zmaga się też z poważną recesją. Prognozy są bardzo negatywne. Międzynarodowy Fundusz Walutowy wróży Ameryce Południowej tegoroczny spadek PKB na poziomie 9,4 proc., przy zaledwie 3,7 proc. odbiciu w 2021 r.

Szacunki mówią o zepchnięciu w Ameryce Południowej poniżej progu ubóstwa 40 mln ludzi. Kolejne 25 mln odczuje zaś skrajną nędzę. Do końca roku (liczący z tymi, którzy już są biedotą) w niedostatku żyć będzie 40 proc. mieszkańców kontynentu. Skrajna nędza dotknie zaś 15 proc. Nierówności materialne, liczone według tzw. wskaźnika Giniego, pogłębią się o 6 proc. A przecież już przed pandemią kontynent ten odznaczał się największymi nierównościami ekonomicznymi.

Przez koronawirusa Ameryka Południowa może się gospodarczo cofnąć o dekadę

Kontynent południowoamerykański stał się jednym z najmocniej dotkniętych przez pandemię koronawirusa regionów świata. Choć patogen uderzył w Amerykę Południową nieco później niż w Azję czy Europę, nie dał wiele czasu na przygotowania.

Na pierwszy ogień Boliwia

Boliwia rozpocznie ten swoisty maraton wyborczy w regionie. W niedzielę (18 października) Boliwijczycy zagłosują w I turze już dwukrotnie przełożonych w ostatnich miesiącach wyborach prezydenckich oraz parlamentarnych.

Teoretycznie sytuacja gospodarcza w regionie powinna premiować kandydatów idących do wyborów z hasłami walki z nierównościami ekonomicznymi i przywilejami elit. W przypadku Boliwii nie jest to tak oczywiste ze względu na specyfikę krajowej sceny politycznej. Walka z nierównościami ekonomicznymi i klasowymi należała do priorytetów w trakcie 14 lat rządów Evo Moralesa.

Jednak bardzo popularny polityk nie potrafił oprzeć się pokusie sprawowania władzy ponad dopuszczalny konstytucją limit kadencji. A jego dążenia w celu zniesienia tegoż ograniczenia – oczywista chęć zachowania władzy bez ograniczeń – dały prawicowej opozycji asumpt do oskarżeń o zapędy dyktatorskie (prawdziwe lub wydumane). Protesty społeczne, które wybuchły po rzekomo sfałszowanej I turze wyborów prezydenckich w październiku 2019 r. zmusiły Moralesa do ucieczki z kraju.

UE wzywa Boliwię do przeprowadzenia II tury wyborów prezydenckich

Najwyższy Sąd Wyborczy (TSE) w Boliwii ogłosił, że zwycięzcą wyborów został już w I turze urzędujący prezydent Evo Morales. Opozycja oskarża władze o fałszerstwa i domaga się wyborczej dogrywki.

 

Po uwzględnieniu 99,99 proc. głosów ustalono, że Evo Morales wyprzedził swojego opozycyjnego …

Boliwia: Bilans zysków i strat jest równoważny?

60-letni Morales jest liderem lewicowego Ruchu na rzecz Socjalizmu (MAS). Wywodzi się z plemienia Ajmarów, którzy stanowią 30 proc. mieszkańców Boliwii (a razem z plemieniem Keczua już dwukrotnie więcej). Obóz lewicy MAS reprezentuje biedniejszy elektorat: indiańskie i metyskie warstwy robotników i wieśniaków. Kilkunastoletnie rządy Moralesa przyniosły im awans społeczny i materialny oraz równouprawnienie.

Dokonania ekonomiczne rządu mogą robić wrażenie. Według danych Komisji Gospodarczej ONZ ds. Ameryki Łacińskiej (CEPAL) Boliwia obniżyła ubóstwo z 60,6 proc. w 2005 r. (początek rządów Moralesa) do 34,6 proc. w 2018, a ubóstwo skrajne spadło w tym okresie z 38,2 proc. do 15,2 proc. Zredukowano też rozwarstwienie społeczne – według CEPAL współczynnik Giniego w latach 2002–2018 spadł z 0,611 do 0,4 (im mniejszy współczynnik, tym mniejsze rozwarstwienie). Przez jedenaście lat klasa średnia urosła z 35 proc. do 56 proc., a liczebność klasy niższej spadła z 61 proc. do 40 proc., jak przekonują statystyki udostępniane przez poprzedni rząd.

Morales, jako pierwszy rdzenny prezydent Boliwii i lider przemian, cieszył się prawdziwą wdzięcznością rzeszy rdzennych Boliwijczyków. Urósł do rangi symbolu, co władza skwapliwie wykorzystywała. Na fali popularności Evo Morales próbował w 2016 r. zmienić konstytucję, by znieść zawarte w niej ograniczenie władzy do jednej bezpośredniej reelekcji, ale przegrał w referendum.

Uruchomił wtedy ścieżkę legislacyjną – w 2017 r. lojalny wobec niego Trybunał Konstytucyjny uznał skargę polityków MAS, że ograniczenie reelekcji jest przeciwko prawom człowieka do równego udziału w życiu politycznym. Działania te, którym bliżej do wizerunku troszczącego się o zachowanie władzy caudillo niż przejętego losem ludu przywódcy dostarczyły opozycji argumentów do budowania narracji o prezydencie, który ma zapędy dyktatorskie.

Koronawirus: Coraz gorsza sytuacja w Ameryce Południowej, ale w dwóch krajach radzą sobie z wirusem

Paragwaj i Urugwaj w przeciwieństwie do innych państw Ameryki Południowej radzą sobie w walce z pandemią koronawirusa. Co decyduje o ich sukcesie i jaki ma to związek z piciem tradycyjnych napojów: mate i tereré?

Kontrrewolucja prawicy obaliła Moralesa?

Dla mniejszej części boliwijskiego społeczeństwa – ale zdecydowanie zamożniejszej – składającej się w większości z białych Kreoli podzielonych na liberałów oraz prawicę i skrajnie prawicowych oligarchów z najbogatszych regionów, rządy Moralesa były w istocie dyktaturą. Dla opozycji kontrowersje wokół liczenia głosów w wyborach prezydenckich sprzed roku były więc przedwczesnym prezentem gwiazdkowym.

Wówczas Najwyższy Trybunał Wyborczy zawiesił na prawie dobę transmisję szybkiego zliczania głosów na etapie 83 proc., kiedy decydowało się, czy Evo Morales zdobędzie kolejną kadencję już w pierwszej turze. Opozycja od razu przeszła do argumentów ad extremum o fałszerstwie wyborczym, a ogłoszenie oficjalnych wyników, wedle których Morales rzeczywiście wygrał w pierwszej turze były tylko potwierdzeniem oczywistego. Przecież Evo Morales już od kilku lat robił wszystko, by nie oddać władzy.

Natychmiast w kraju wybuchły wielkie protesty i chociaż ostatecznie nigdy nie zostało przesądzone, czy MAS faktycznie sfałszował wybory, bo udowodniono jedynie manipulowanie systemem informatycznym i pewne nieprawidłowości procesu wyborczego. Jednak nie miało to większego znaczenia. W wyniku protestów oraz wypowiedzenia posłuszeństwa przez policję i wojsko Morales nie dokończył kadencji prezydenta, która miała trwać do 22 stycznia 2020 r. Polityk najpierw schronił się w Meksyku, a obecnie przebywa w Argentynie. W obu krajach rządzą politycy lewicy.

Po ucieczce Moralesa tymczasowe prawicowe władze z Jeanine Áñez jako prezydentem rozpoczęły ściganie ministrów i zwolenników obalonego prezydenta za rzeczywiste lub domniemane przestępstwa. Boliwijskiej wersji polowania na czarownice udało się przynajmniej częściowo powstrzymać partii MAS, która mimo ucieczki lidera zachowała większość w parlamencie.

Rządził jednak za pomocą dekretów rząd tymczasowy Áñez, który nie tracił czasu i poczynał sobie jak w pełni demokratycznie wybrany gabinet. Boliwijska kontrrewolucja miała silnie konserwatywno-neoliberalny odcień. Transición – zmiana – miała stać się początkiem powrotu do demokracji rozumianej przez prawicowe elity, a więc bez Indianina na fotelu prezydenta. Gra toczyła się o skuteczne odwrócenie dokonań poprzednika i uniemożliwienie powrotu do władzy wskazanemu przez niego następcy. W początkowej fazie kontrrewolucji mówiło się nawet o delegalizacji MAS.

Wenezuela: UE nakłada nowe sankcje. Nicolás Maduro odpowiada wydaleniem unijnej ambasador

Nowe unijne sankcje dla 11 wenezuelskich polityków, parlamentarzystów i urzędników spotkały się z natychmiastową reakcją prezydenta Nicolása Maduro. Przewodnicząca unijnej delegacji – Isabel Brilhante Pedrosa – otrzymała 72 godz. na opuszczenie Wenezueli.

Indianin, który kontestował neoliberalizm

W ramach upodmiotowienia milczącej większości społeczeństwa wprowadził w 2009 r. konstytucję – pierwszy raz współtworzoną przez autochtonów. Na jej mocy Republika Boliwii została przemianowana na Wielonarodowe Państwo Boliwii, uznające 36 narodów rdzennych obok potomków Europejczyków i Metysów, nadając jednocześnie językom tubylczym status oficjalnych języków w państwie. Zagwarantowano również autochtonom prawo do konsultowania wszelkich decyzji mających wpływ na ich terytoria – prawo szczególnie istotne w kontekście eksploatacji surowców naturalnych.

Polityka ekonomiczna za rządów Evo to nacjonalizacja przemysłu gazowo-naftowego i przywrócenie aktywnej roli państwa w gospodarce. Odzyskało ono sprywatyzowane wcześniej firmy wydobywcze, energetyczne, najlepsze kopalnie, kolejnictwo, telekomunikację i przedsiębiorstwa zaopatrzenia w wodę.

Morales prowadził przy tym socjalną politykę, rozbudował m.in. system zasiłków oraz zerwał bliską współpracę z USA. W neoliberaliźmie upatrywano bowiem przyczyny pogłębiania się nierówności społeczno-ekonomicznych, ubóstwa i grabieży narodowych bogactw, dzikiej prywatyzacji i eksploatacji zasobów naturalnych przez zagraniczne koncerny.

Państwowe przychody, głównie z gazu, w okresie rządów Moralesa były kilkunastokrotnie wyższe od tych w latach poprzedzających jego prezydenturę, a silne państwo zarabiało i rozdzielało zyski poprzez transferowe programy socjalne. Działania rządu przynosiły efekty. Do feralnych wyborów w 2019 r. Morales za każdym razem wygrywał w I turze głosowania. W wyborach z grudnia 2005 r. uzyskał prawie 54 proc. poparcia. W kolejnych zagłosowało na niego już 64 proc. i 61 proc. wyborców. Nigdy więc nie musiał się z nikim mierzyć w II turze.

Jednak w ostatnich latach poparcie zaczęło spadać, m.in. z powodu zakusów do zatrzymania władzy oraz coraz większych tendencji w centralizowaniu państwa. Z jednej strony Morales opowiadał o kapitalizmie jako źródłu wszelkiego zła na świecie, by jednocześnie łamać wprowadzoną za jego rządów autonomię dla autochtonów, aby budować autostrady przez indiańskie terytoria lub w poszukiwaniu złóż surowców.

Innym problemem były błędy i wypaczenia w ramach MAS – konglomeratu lewicowych partii i organizacji – którego kierownictwo inaczej niż w swoich początkach zaczęło ręcznie sterować ruchem, wskazując np. „właściwych” kandydatów na wszelkie urzędy niższego i wyższego szczebla w administracji i zależnych od państwa spółkach.

Znalazło to odzwierciedlenie w unieważnionych wyborach prezydenckich sprzed roku. Według danych Najwyższego Sądu Wyborczego Evo Morales wyprzedził swojego opozycyjnego kontrkandydata Carlosa Mesę wymaganą większością ponad 10 proc. głosów. Morales otrzymał 47 proc. głosów, zaś Mesa – 35,5 proc. To wciąż dużo, ale mniej niż jeszcze kilka lat temu.

Kubańska "biała armia" lekarzy na ratunek Włochom

Rząd w Hawanie skierował do epicentrum koronawirusa w północnych Włoszech 52 doświadczonych medyków. Skąd wzięła się kubańska „armia w kitlach”?

Dlaczego Boliwia może być ważna dla świata?

Według szacunków Amerykańskiego Towarzystwa Geologicznego złoża litu w Boliwii stanowią ok. jednej trzeciej światowych zasobów surowca. Za rządów Evo Moralesa, który z niechęcią podchodził do zagranicznych koncernów, Boliwia nie prowadziła jednak wydobycia na znaczącą skalę.

Lit to kluczowy komponent baterii i akumulatorów litowo-jonowych, wykorzystywanych w telefonach komórkowych, laptopach czy samochodach elektrycznych. Ma też zastosowanie m.in. w przemyśle lotniczym i farmaceutycznym, w produkcji szkła i ceramiki. To najlżejszy znany metal, a jednocześnie pierwiastek o najwyższym potencjale elektrochemicznym, co oznacza, że świetnie nadaje się do magazynowania dużych ilości energii.

Może się więc okazać, że lit w następnych latach stanie się kluczowym pierwiastkiem w świecie, który w kontekście zmian klimatycznych i poszukiwania technologii przyjaznych środowisku szuka sposobów na podniesienie wydajności wszelkiego rodzaju urządzeń.

W 2019 r. Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii przyznano za stworzenie i rozwój baterii litowo-jonowych. Potentatem w produkcji tego typu baterii jest obecnie Azja. Europa pozostaje daleko w tyle.

Nobel za baterie litowo-jonowe. Europa w tyle w ich produkcji

Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii przyznano w tym roku za stworzenie i rozwój baterii litowo-jonowych. Potentatem w produkcji baterii litowo-jonowych jest dziś Azja. Europa pozostaje daleko w tyle, choć wyjątkiem jest na jej tle Polska.

 

Tegoroczna Nagroda Nobla z chemii powędrowała …

Azja potentatem. Europa daleko w tyle

Rząd Boliwii pod koniec 2018 r. – a więc jeszcze za Moralesa – po długich negocjacjach, podpisał pierwszą umowę (o wartości ponad miliarda euro) dotyczącą wykorzystania złóż litu z niemiecką firmą ACI Systems, która współpracuje z amerykańską Teslą. Kilka miesięcy później sfinalizowano kolejny projekt, tym razem boliwijsko-chiński, o wartości ok. 2,3 mld dol. 51 proc. udziałów w obu przedsięwzięciach – zgodnie z wymogiem boliwijskiej konstytucji – otrzymał tamtejszy państwowy koncern YLB.

W perspektywie kilkuletniej Boliwia ma szansę stać się jednym z kilku największych dostawców litu w skali światowej. „To gigantyczna szansa nie tylko dla Boliwii, lecz także dla tych państw i koncernów, z którymi będzie ona współpracować w zakresie wydobycia i przetwarzania surowca”, przekonywała rok temu w rozmowie z DGP Justyna Tomala z z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Według firmy badawczej Bloomberg New Energy Finance absolutnym hegemonem w dziedzinie produkcji ogniw litowo-jonowych są dziś Chiny, które posiadają aż 73 proc. globalnych mocy produkcyjnych. Drugie w rankingu Stany Zjednoczone – zaledwie 12 proc., a według prognoz udział ten może się jeszcze bardziej skurczyć. W sierpniu amerykański „Forbes” pisał, że producenci baterii z tego kraju zmuszeni są importować ogniwa z Chin.

Z kolei według analiz firmy Leclanché do 2020 r. aż 62 proc. światowej produkcji litowo-jonowych akumulatorów zlokalizowane będzie w Chinach (108 GWh), 22 proc. w USA (38 GWh), a 13 proc. w Korei Południowej (23 GWh). Europa, gdzie zlokalizowane jest tylko 3 proc. światowej produkcji, pozostaje daleko w tyle.

E-mobilność: Jak Grupa Wyszehradzka radzi sobie na tle Europy?

W dziedzinie e-mobilności państwom Europy Środkowej nieco jeszcze brakuje do średniej unijnej. Nie chcą jednak dłużej pozostawać w tyle – stawiają na produkcję baterii do samochodów elektrycznych i marzą o wielkich inwestycjach rodzimego przemysłu.
 

Kiedy rozniosła się wieść, że w 2019 …

Nawrócony liberał będzie górą?

W głosowaniu wyznaczonym na 18 października Evo Morales nie może wystartować, ale wysunął jako kandydata swojego ministra gospodarki Luisa Arce. Ten jeszcze do niedawna miał bezpieczną przewagę 14 pkt proc. nad drugim w wyścigu Carlosem Mesą i zanosiło na jego zwycięstwo w pierwszej turze.

W tej sytuacji na kilka tygodni przed głosowaniem z kandydowania wycofała się tymczasowa prezydent Jeanine Áñez. Według sondaży nie miała szans na zwycięstwo i postanowiła nie osłabiać polityków prawicowych walczących o niedopuszczenie do Palacio Quemado – siedziby głowy państwa – reprezentanta MAS. Spekuluje się, że w razie zwycięstwa kandydata MAS, Morales mógłby wrócić do kraju, by odgrywać z tylnego siedzenia kluczową rolę w boliwijskiej polityce.

Po rezygnacji Áñez sondaże uległy zmianie. Zwolennicy tymczasowej prezydent przerzucili swoje głosy albo na Mesę, byłego prezydenta (2003-05), liberała i stanowczego przeciwnika Moralesa, albo na Luisa Camacho. Przewaga kandydata lewicy gwałtownie się skurczyła.

Jeśli nic się do dnia wyborów nie zmieni, do drugiej tury przejdą Arce i Mesa, lecz wynik głosowania nadal nie będzie przesądzony. Z jednej strony głosy prawicy zostaną przerzucone wówczas na Mesę, ale z drugiej – może nastąpić mobilizacja wyborców lewicy, niektórych zawiedzionych ucieczką Moralesa, innych zastraszonych kampanią rozliczania jego ministrów i współpracowników, którzy są zmęczeni polityką rządu tymczasowego.

Mesa w niedawnym wywiadzie dla hiszpańskiego dziennika „El Pais”, a więc w wypowiedzi przeznaczonej raczej dla międzynarodowej opinii publicznej, powiedział że „jest jedynym, który może doprowadzić do zakończenia wewnętrznych sporów”.

Ta zapowiedź brzmi interesująco, ale czy jest szczera? W 2005 r. dzisiejszy pretendent do zwycięstwa ustąpił ze stanowiska z powodu – jak przekonywał – niemożności sprawowania władzy w kraju wywołanego paraliżem i strajkami ludności autochtonicznej niezadowolonej z polityki przemysłowej rządu.

Mesa działał na rzecz współpracy z USA i zapewniał mniejsze opodatkowanie dla międzynarodowych koncernów wydobywających gaz w Boliwii. Czy w razie zwycięstwa powtórzy ten manewr z litem?