Dzieci-żołnierze: Jak osądzić ofiarę, która została sprawcą?

dzieci-zolnierze-miedzynarodowy-trybunal-karny-dominic-ongwen-nigeria-uganda-boko-haram-prawa-dzieci-onz

Nawet 300 tys. dzieci na świecie może brać udział w walkach zbrojnych. / Zdjęcie: Twitter @jobeckerhrw

Rekrutacja nieletnich żołnierzy dołącza do negatywnych zjawisk, które pogorszyła pandemia COVID-19. Dzieci-żołnierze są werbowane przez podmioty państwowe i pozapaństwowe. Zostają bojownikami, kucharzami, szpiegami, gońcami; wykorzystuje się je do transportu broni lub jako pracowników seksualnych.

 

 

Bez względu na przydzielone im zadania na każdym etapie biernie lub aktywnie doświadczają przemocy lub ją zadają. Są zastraszane, porywane lub oddawane przez rodziny ze względów ekonomicznych czy w nadziei, że zapewni to ich rodzinie ochronę. Niektóre dzieci decydują się na taki krok same.

Według prawa międzynarodowego to osoby, które nie ukończyły 18. roku życia – najmłodsi z nich mogą mieć jedynie sześć lat. Nie są tylko ofiarami tej sytuacji i często ponoszą kary za powiązania z grupami zbrojnymi.

Pracownicy humanitarnej organizacji Oxfam oskarżeni o nadużycia seksualne w DRK

Kilka tygodni temu rząd Wielkiej Brytanii przywrócił organizacji finansowanie wstrzymane po ujawnieniu naruszeń, do których doszło w Haiti.

Dzieci-żołnierze: Kto jest winny?

W latach 1987-2006 ugandyjska Armia Bożego Oporu (LRA) porwała co najmniej 25 tys. dzieci. Były one uprowadzane, by stać się wojownikami lub – w przypadku dziewczynek – „partnerkami” należących do ruchu mężczyzn. Odebranie dziecka było też karą za niechęć dorosłych członków rodzin do przyłączenia się do LRA.

Tak właśnie swoją „karierę” zaczął Dominic Ongwen – bojownicy LRA uprowadzili go, gdy był 10-letnim chłopcem i szedł do szkoły. 4 lutego 2021 r. Międzynarodowy Trybunał Karny skazał Ongwena za zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione w Ugandzie w ramach aktywności w organizacji terrorystycznej.

Winę mężczyzny potwierdzono w 61 z 70 zarzutów. Wśród nich znalazły się m.in. atak na ludność cywilną, morderstwa, tortury, niewolnictwo czy gwałty. Ponadto, pierwszy raz w prawie dwudziestoletniej historii MTK, takie czyny jak wymuszona ciąża i wymuszone małżeństwo były sądzone jako zbrodnia przeciwko ludzkości i zbrodnia wojenna. W czasie procesu przesłuchano 4 tys. osób.

Ongwen został wydany MTK w 2015 r. Dziesięć lat wcześniej był jednym z pięciu członków LRA, wobec których wydano nakaz aresztowania – trzech zginęło, a jego założyciel i lider Joseph Kony pozostaje na wolności. Rząd amerykański oferuje obecnie 5 mln dolarów za informacje, które doprowadzą do aresztowania mężczyzny. Jak napisano w raporcie Justice and Reconciliation Project, Ongwen jest pierwszą znaną osobą skazaną za zbrodnie wojenne, których jednocześnie sam był ofiarą.

Jo Becker, ekspertka ds. dziecięcych żołnierzy w organizacji Human Rights Watch, stwierdziła, że chociaż popełnione przez niego czyny były wynikiem patologicznych zdarzeń z dzieciństwa, nie mogą być traktowane jako okoliczności uniewinniające. „Nie uważam, że ktokolwiek powinien usprawiedliwiać Ongwena za działania, których podjął się jako osoba dorosła” – dodała Becker.

Natomiast Evelyn Amony, także uprowadzona przez LRA, by zostać jedną z „żon” lidera ruchu, uważa, że wyrok będzie miał bardzo mały wpływ na życie poszkodowanych. „Uwaga powinna skupić się na poprawie warunków życia ofiar, a nie ściganiu Dominica” – oceniła Amony.

Sędziowie MTK w uzasadnieniu wyroku wskazali, że Ongwen nie był w LRA „marionetką”, ale osobą niezależną, decyzyjną i wraz z upływem czasu piął się w hierarchii ważności. Miał też kilka okazji, by grupę opuścić, ale jako „w pełni odpowiedzialny człowiek” nigdy tego nie zrobił. Został skazany za czyny popełnione po ukończeniu 18. roku życia.

Ugandyjczyk może spędzić w więzieniu 30 lat lub dożywocie. Jego prawnicy zapowiedzieli odwołanie się od wyroku. Ofiary Ongwena otrzymają zadośćuczynienie z funduszu powierniczego MTK.

Trąd: Chorzy martwi za życia. Zakażeni walczą z chorobą, ale i ze stereotypami

Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń do Walki z Trądem szacuje, że obecnie istnieje 130 regulacji dotyczących osób chorych na trąd. Utrzymują je 23 państwa.

Czerwone dłonie

12 luty to Międzynarodowy Dzień przeciwko Wykorzystywaniu Dzieci jako Żołnierzy, potocznie znany jako „Red Hand Day”. Obchodzony jest od 2002 r., kiedy do konwencji ONZ o prawach dziecka dołączono protokół dotyczący małoletnich osób rekrutowanych przez grupy wojskowe. Podpisało go ponad 150 państw.

Rząd Stanów Zjednoczonych od 2010 r. publikuje co roku listę państw, w których nadużywane są prawa dzieci włączanych do działań wojskowych. 11 lat temu widniały na niej nazwy sześciu państw, a rok temu – czternaście: Afganistan, DRK, Iran, Irak, Jemen, Kamerun, Libia, Mali, Mjanma, Nigeria, Somalia, Sudan, Sudan Płd., Syria. Jedynie Kamerun jest w tym gronie państwem nowym, pozostałe pojawiały się w zestawieniu już wielokrotnie.

Lista oparta jest o regulacje Child Soldiers Prevention Act, która wprowadza sankcje dla podmiotów, w których stwierdzono naruszenie praw dzieci. Mogą one przyjąć postać nieudzielenia wsparcia w zakresie bezpieczeństwa, zakazu sprzedaży sprzętu wojskowego czy prowadzenia treningów.

Istnieje jednak jedno zastrzeżenie, które zmniejsza skuteczność amerykańskiej inicjatywy – ograniczenia mogą być zniesione w przypadku, gdy zaistnieje potrzeba działania w „narodowym interesie USA”. Szacuje się, że uchylone restrykcji od 2010 r. do 2020 r. zapewniły państwom wykorzystującym dzieci równowartość 4 mld dolarów.

Nie opracowano konkretnych szacunków dotyczących liczby dzieci-żołnierzy. ONZ mówi o „setkach tysięcy”, z kolei organizacja Save The Children uznaje wielość czynników utrudniających ocenę zasięgu fenomenu i wskazuje, że może to być „od dziesiątek tysięcy do 300 tys.” nieletnich osób.

Według International United Nations Watch, na zwiększoną częstotliwość wciągania dzieci do grup zbrojnych wpłynęła arabska wiosna. „W ciągu ostatniej dekady, zjawisko dzieci-żołnierzy ewoluowało. Przed arabską wiosną, użycie nieletnich było w dużej mierze ograniczone do lokalnych konfliktów, jak w Rwandzie i Sudanie” – przekazała rzecznika organizacji Emmy Aisha.

Teraz najmłodsi członkowie społeczeństwa żyjący w strefach konfliktu traktowani są jak „towar wojenny”, którym wymieniają się państwa, np. do Jemenu trafiają dzieci z Darfuru, a do Syrii nieletni Irakijczycy. „Młodzi ludzie są zabierani ze swoich rodzin w jednym kraju, albo pod pretekstem zabezpieczenia lepszego życia, albo po prostu są uprowadzani. Potem poddawani są brutalnemu i nieludzkiemu szkoleniu, i zostają wysłani do innych państw jako członkowie bojówek” – wyjaśniła Aisha.

Jak zauważyli Josep Borrell, szef unijnej dyplomacji, oraz Virginia Gamba, specjalna przedstawicielka ONZ ds. dzieci i konfliktów zbrojnych, również pandemia COVID-19 zwiększyła „czynniki zachęcające do rekrutacji dzieci i wykorzystywania ich przez siły i grupy zbrojne, a także do przemocy seksualnej lub uprowadzania. Możliwości edukacyjne, które zakłóciły już wojna i wysiedlenia, zanikają jeszcze bardziej”.

"Zostaje nam tylko gniew”. Jak mieszkanki Ameryki Łacińskiej i Polski walczą o swoje prawa?

W 2020 r. Polki i Argentynki połączyła – z różnymi skutkami – walka o prawo do aborcji. Z czym na co dzień mierzą się mieszkanki Ameryki Łacińskiej i Polski?

Niebezpieczna droga do szkoły

„Była dokładnie 9.00 w 2015 r., kiedy grupa uzbrojonych mężczyzn wdarła się na lekcję matematyki. Jedenaściorgu dzieciom, w tym mnie, kazano wstać i wyjść bez słowa. Ostrzegli nas, że jeśli ktoś będzie stawiał opór zostanie zastrzelony” – opowiedziała cytowana przez organizację World Vision mieszkanka Sudanu Południowego.

Prawdopodobnie najbardziej znaną ze szkolnych uprowadzeń organizacją przestępczą jest Boko Haram. „Ostatnia dekada dotkliwego konfliktu między nigeryjskim wojskiem a Boko Haram była napaścią na dzieciństwo w północno-wschodniej Nigerii” – stwierdziła Joanne Mariner z Amnesty International i dodała, że „Boko Haram wielokrotnie atakował szkoły i porywał wiele dzieci po to, by zostały one żołnierzami lub <<żonami>>”.

Za uprowadzeniami często stoi też chęć zdobycia korzyści finansowych. W grudniu 2020 r. w Nigerii w jednej ze szkół porwano ok. 300 chłopców, a pod koniec lutego to samo spotkało ok. 300 nigeryjskich uczennic. Uprowadziła je grupa stu uzbrojonych mężczyzn i po czterech dniach uwolniła. To sprawia, że dzieci wychowujące się w strefach konfliktu oraz przemocy zbrojnej nie mogą czuć się bezpiecznie ani w szkole, ani – jak pokazuje przypadek Ongwena – w drodze do szkoły, ani w domach.

W obawie przed organizacją dowodzoną przez skazanego mężczyznę, ugandyjscy rodzice w nocy wysyłali swoje dzieci do większych miast, by tam mogły przeczekać do rana w pozornie bezpiecznym środowisku. Uciekające w ten sposób dzieci zyskały przydomek „night commuters” („nocni podróżnicy”).

Jednak niedobrowolne wstąpienie do organizacji zbrojnej nie zawsze musi wiązać się z porwaniem. Według organizacji Save the Children, dzieci w Kolumbii mogą nie zdawać sobie sprawy, że włączono je w działalność grupy przestępczej. Często zaczynają od transportu broni lub narkotyków dla osób, które znają. Dopiero z czasem są im powierzane zadania, które kojarzone są ze standardową aktywnością żołnierską.

Etiopia rozpadnie się jak ZSRR?

Czy starcia etniczne w Etiopii mogą doprowadzić do rozpadu państwa?

Czy możliwy jest powrót do normalności?

W czasie ostatnich pięciu lat ok. 55 tys. dzieci na świecie zostało odciętych od związków ze środowiskami wojskowymi. 70 proc. z nich miało szansę skorzystać z programu ponownego włączenia do społeczeństwa – uwolnienie ze środowisk przemocy zbrojnej jest tylko pierwszym krokiem.

Ishmael Beah, były młodociany żołnierz ze Sierra Leone, wytłumaczył członkom UNICEF, że to, co z perspektywy człowieka żyjącego w stabilnym środowisku wydaje się ratunkiem, przez dziecko przywykłe do codziennej przemocy może być odbierane jako utrata bezpieczeństwa.

„Tak naprawdę byłem zły, bo wiedziałem, co oznacza brak posiadania broni w kontekście, w którym się znajdowałem” – wyznał Beah, który spędził osiem miesięcy w centrum stworzonym przez agencję ONZ.

Reintegracja to długoterminowa praca związana ze zdrowiem psychicznym i fizycznym dzieci oraz zmianą nastawienia społeczności i rodzin, do których powracają. Byli nieletni żołnierze często mierzą się z traumą, ale również wykluczeniem. O nasileniu stygmatyzacji może decydować powód, dla którego dziecko stało się żołnierzem.

W gorszej sytuacji są dziewczynki. Chociaż szacuje się, że stanowią nawet 40 proc. aktywnie walczących dzieci, to ich historia wiąże się najczęściej z wykorzystaniem seksualnym. Takie doświadczenia budzą większy sprzeciw społeczności lokalnych niż wykonywanie innych działań w ramach grup zbrojnych.

W 2018 r. powstała Światowa Koalicja na rzecz Reintegracji Dzieci-Żołnierzy (Global Coalition for Reintegration of Child Soldiers). Należą do niej agencje ONZ, Bank Światowy oraz organizacje pozarządowe. Według specjalistów, pomoc świadczona dziecku w procesie ponownego rozpoczęcia życia w społeczeństwie powinna trwać od trzech do pięciu lat i być nastawiona nie tylko na wsparcie psychologiczne, ale także na zapewnienie dostępu do edukacji oraz zdobycia zawodu.

W przeciwnym razie, sytuacja ekonomiczna może doprowadzić młode osoby do wznowienia relacji z grupami zbrojnymi.