Dania: Inuici z Grenlandii domagają się odszkodowania za nieudany eksperyment społeczny z lat 50.

Współczesna inuicka dziewczynka na Grenlandii, źródło: Flickr/Greenland Travel (CC BY 2.0)

Współczesna inuicka dziewczynka na Grenlandii, źródło: Flickr/Greenland Travel (CC BY 2.0)

Inuici jako dzieci zostali zabrani ze swoich rodzin na Grenlandii i przewiezieni do Danii. Tam trafili do szkół, które miały uczynić z nich „małych Duńczyków”. Większość z nich przeżyła jednak wielki osobisty dramat.

 

 

Grenlandia jest terytorium autonomicznym, ale podległym władzom Danii w zakresie spraw zagranicznych czy obronnych, a także wielu aspektów gospodarczych (np. waluty). Otrzymuje w zamian za to co roku dużą dotację budżetową.

Grenlandia topnieje dwa razy szybciej niż zazwyczaj. Dziennie znika ponad 8 mld ton lodu

Temperatury notowane na Grenlandii w ostatnich dniach należą do najwyższych w historii pomiarów.

Na czym polegał eksperyment?

W połowie XX w., autonomia grenlandzka była bardzo niewielka, a władze w Kopenhadze postanowiły tak poprowadzić edukację zamieszkujących Grenlandię rdzennie Inuitów, aby stali się „Grenlandczykami nowego typu”, czyli wychowanymi na duńską modłę.

Pilotażowy eksperymentalny program rozpoczęto w 1951 r., gdy wyłoniono grupę 22 inuickich dzieci, które w maju owego roku popłynęły na pokładzie statku MS Disko ze stolicy Grenlandii Nuuk do Kopenhagi.

Tam trafiły do szkół z internatem, gdzie ich proces edukacji zakładał także wtłoczenie im duńskich i europejskich wartości, a ich wychowawcami byli nie tylko nauczyciele, ale także protestanccy pastorzy.

Dzieci z grenlandzkich rodzin nie były zabierane siłą, a wszyscy rodzice dobrowolnie wydali zgodę na udział ich pociech w społecznym eksperymencie. Ofertę otrzymały jednak rodziny biedne, które w edukacji dzieci w Danii upatrywały szans na poprawę ich życia.

78-letnia dziś Helene Thiesen opowiadała w 2015 r. brytyjskiej telewizji BBC, że jej samotnie wychowująca po śmierci męża trójkę dzieci matka, uwierzyła przedstawicielom duńskich władz, że robi dla córki coś dobrego.

„Matkę przekonano, że pojadę do komfortowych warunków i będzie mi jak w raju. Tym mnie pocieszała gdy płakałam” – opowiadała po kilkudziesięciu latach Thiesen. I choć dzieci miały w Danii zapewnione dobre warunki socjalne i nie padły ofiarami przemocy czy wykorzystywania, to dla wszystkich 22 wyjazd okazał się niezwykle trudny i naznaczył ich na całe życie.

Grenlandia wstrzymuje poszukiwania i wydobycie ropy naftowej

Podobne rozwiązanie rozważa także w przypadku uranu.

Kłopoty z adaptacją w Danii

Wszystkie inuickie dzieci, nieznające często ani trochę duńskiego, a wrzucone od razu do duńskojęzycznego systemu edukacji, zostały od razu po przyjeździe pozbawione kontaktu z bliskimi pozostałymi na Grenlandii.

Trudności adaptacyjne sprawiły zaś, że wiele z nich przez lata borykało się z załamaniami nerwowymi, depresjami czy innymi problemami psychicznymi. Z początku trafiły do rodzin zastępczych, ale część z nich – z powodu sprawianych kłopotów – wylądowało ostatecznie w sierocińcach. Zapomniały nie tylko o swojej tradycji czy języku, ale nawet o swoich rodzinach na Grenlandii.

Thiesen o tym, że została niegdyś zabrana od matki i przewieziona do Danii dowiedziała się dopiero w 1996 r., gdy jako 52-letnia kobieta zaczęła badać swoją własną historię. Nigdy już jednak nie udało jej się odbudować relacji z matką czy krewnymi na Grenlandii.

Całe życie zmagała się też z wieloma problemami, z których brak pewności siebie i poczucia sprawczości były najłagodniejszymi. „Po latach udało mi się odnaleźć i nawiązać kontakt z innymi uczestnikami tamtego społecznego eksperymentu. Nikomu z nas nie udało się zbudować szczęśliwego i normalnego życia w Danii. Nikt z nas nigdy nie miał swojej tożsamości, czy to grenlandzkiej czy duńskiej” – opowiadała Thiesen BBC.

Grenlandia będzie sprzedawać wodę z topniejących lodowców?

Władze Grenlandii chcą rozwiązać za jednym zamachem kilka problemów: pozbyć się nadmiaru słodkiej wody z topniejących lodowców; sprzedać ją do krajów, które borykają się z suszą i wesprzeć swój budżet.

 

O rządowych planach opowiedział w wywiadzie dla …

Premier Danii rok temu przeprosiła już za eksperyment

Z całej 22-osobowej grupy żyje dziś już tylko sześć osób. Wiele bowiem zmarło przedwcześnie. Wszyscy pozostali przy życiu zabrani ze swoich rodzin Inuici postanowili grupowo domagać się odszkodowania. Jeśli rząd przychyliłby się do ich roszczeń, każde z nich dostałoby równowartość niemal 38 tys. dolarów.

Na razie władze w Kopenhadze nie skomentowały złożenia pozwu. Ale w grudniu 2020 r. premier Danii Mette Frederiksen przeprosiła już oficjalnie za rozpoczęty w 1951 r. eksperyment społeczny, którego nie kontynuowano na szeroką skalę, ponieważ uznano go za nieudany.

„Ta szeroko znana sprawa sprawa leżała mi głęboko na sercu. Od 1998 r. działałam na rzecz naprawienia krzywd. Wreszcie jako premier mogłam to zrobić. Nie cofniemy czasu, ale możemy wziąć na siebie odpowiedzialność za to co niegdyś zrobiliśmy” – powiedziała szefowa duńskiego rządu.

Żyjący do dziś uczestnicy eksperymentu przyjęli przeprosiny, a Thiesen powiedziała, że „było to wszystko na co całe życie czekała”. Również premier autonomicznego rządu Grenlandii Kim Kielsen ocenił, że „Dania zaczęła wspólnie z nami patrzeć na historię i w mówieniu o niej wreszcie stajemy się równi sobie”.

Teraz jednak żyjący do dziś uczestnicy eksperymentu postanowili jednak wystąpić o odszkodowanie.