Berlin zamraża czynsze na pięć lat

Budynek mieszkalny w Berlinie, źródło: PxHere (CC0 Public Domain)

Budynek mieszkalny w Berlinie, źródło: PxHere (CC0 Public Domain)

To już pewne: po Nowym Jorku teraz to Berlin zamraża czynsze. Przez pięć lat ceny najmu pozostaną na poziomie z czerwca br. Rosły, bo w modnym Berlinie na jedno mieszkanie przypada od 400 do 800 chętnych. A to jest okazją dla spekulantów.

 

To obecnie najgorętszy temat w Niemczech: w piątek późnym wieczorem, po tygodniach przeciągających się negocjacji, które niemal rozsadziły rządzącą Berlinem czerwono-czerwono-zieloną koalicję – socjaldemokratycznej SPD, Die Linke i Zielonych – partiom udało się wreszcie porozumieć.

To oznacza, że już 1 stycznia 2020 roku Berlin zamrozi czynsze – na poziomie, na którym kształtowały się 18 czerwca 2019 roku. Zamrożenie obejmie w sumie 1,5 mln mieszkań – wszystkie, które powstały przed 2014 rokiem – i obowiązywać będzie przez pięć lat. Do tego miasto – kierując się rokiem budowy nieruchomości i jej stanem – ustalać będzie najwyższe możliwe czynsze.

– Dla wynajmujących to będzie czas na wytchnienie – komentował w piątek burmistrz Berlina Michael Müller (SPD), jeden z najbardziej zagorzałych zwolenników pomysłu.

Powód postrzeganego przez wielu jako radykalny kroku? Niebotycznie rosnące czynsze.

Przyczyn jest wiele: do modnego Berlina ściągają setki tysięcy Niemców i obcokrajowców, którzy chcą żyć w stolicy Niemiec i mogą sobie na to pozwolić. To powoduje podnoszenie czynszów przez wynajmujących, a także stanowi okazję dla firm z branży nieruchomości, które skupują mieszkania, licząc na gigantyczny zwrot z inwestycji, nierzadko posuwają się także do spekulacji. Do tego – ze względu na rozmaite ograniczenia – w Berlinie powstaje stosunkowo mało nowego budownictwa.

Wszystko to powoduje, że z położonych w centrum dzielnic coraz częściej wyprowadzają się „rdzenni” mieszkańcy miasta. Do tego – według prognoz Pestel Institut – ok. 40 proc. obecnych 45-55-latków będzie otrzymywało emeryturę nieprzekraczającą 800 euro, co oznacza, że nawet przy małym metrażu na czynsz i opłaty wydadzą niemal całe dostępne im środki.

Głosowanie w berlińskim Senacie ma się odbyć we wtorek 22 października. Jego wynik jest już raczej przesądzony – co wynika z senackiej arytmetyki. Zamrożenie czynszów ma wejść w życie 1 stycznia 2020 roku.

Kilkuset chętnych na mieszkanie

Szaleństwo rozpoczęło się kilka lat temu – uważa się, że jeszcze w 2013 roku berliński rynek nieruchomości rozwijał się normalnie. W ciągu dziesięciu lat cena za metr kwadratowy (bez mediów) się podwoiła – do 11,09 euro w 2018 roku. Jak ogromny jest popyt na mieszkania (w Berlinie niemal nie ma pustostanów), obrazuje następujący przykład: na obejrzenie jednego mieszkania w niezwykle szeroko pojętym centrum miasta przypada od 400 do 800 chętnych.

Wielotygodniowe pertraktacje trzech koalicyjnych partii wynikały z rozbieżnej wizji zamrożenia czynszów. Oś konfliktu to: czy czynsze powinny zostać tylko zamrożone, czy też zrobić krok dalej i stworzyć  możliwość obniżenia tych czynszów, które poszybowały zdecydowanie zbyt wysoko. Orędowniczką tej drugiej propozycji była partia Die Linke, przeciwniczką – SPD, której zdaniem obniżanie czynszów byłoby niezgodne z ustawą zasadniczą, Zieloni zaś chcieli wprowadzać nowe przepisy etapami: najpierw zamrozić czynsze, w międzyczasie szykując się do ich obniżenia. SPD zarzucało Die Linke, że partia wcale nie chce zamrożenia czynszów, lecz dąży do słynnego wywłaszczenia.

Ponad połowa berlińczyków chce wywłaszczenia

O wywłaszczeniu mówi się od dawna. Na razie o inicjatywie – z racji prac nad zamrożeniem czynszów – trochę ucichło. O co chodzi? Grupa miejskich aktywistów postanowiła po raz pierwszy w historii zastosować w praktyce 15 artykuł niemieckiej ustawy zasadniczej.

Mówi on: „Grunty i ziemia, bogactwa naturalne i środki produkcji mogą być w celu uspołecznienia przekształcone na mocy ustawy, która określa rodzaj i rozmiar odszkodowania, we własność społeczną lub w inne formy gospodarki społecznej”.

Aktywiści chcą, aby każda firma, która posiada więcej niż 3 tys. mieszkań w mieście, została z nich wywłaszczona za odszkodowaniem – chodzi o w sumie 200 tys. lokali mieszkalnych. Według sondaży wywłaszczenie popiera mniej więcej połowa mieszkańców i mieszkanek miasta.

Wywłaszczenie dotknęłoby przede wszystkim takie spółki jak notowana na giełdzie i najbardziej znienawidzona przez berlińczyków – bo najagresywniej i najszerzej działająca – Deutsche Wohnen, która ma aż 115 tys. mieszkań, Vonovia czy Grand City Property.

Akcja rekomunalizacja: Berlin walczy ze wzrostem cen czynszów

Rosnące koszty życia w europejskich stolicach stają się coraz bardziej dojmującym problemem dla mieszkańców. Z wysokimi czynszami usiłują walczyć władze Berlina. Najnowszym pomysłem jest „rekomunalizacja”. Jej koszty sięgną 1 mld euro.
 

 

To kolejna z inicjatyw władz Berlina, które próbują ograniczyć zjawisko …

Nie tylko berlińczycy są wściekli

Kontrola czynszów to nic nowego – od niedawna działa np. w Nowym Jorku, a więc w wiodącym mieście jednej z najbardziej liberalnych gospodarek świata. 14 czerwca br. gubernator Nowego Jorku podpisał ustawę, która jeszcze bardziej zaostrza prawo regulujące ceny mieszkań.

Już wcześniej bowiem istniały przepisy, które uniemożliwiały nieskończony wzrost czynszów: zgodnie z nimi ceny najmu mogły rosnąć maksymalnie o 1,5 proc. rocznie. Prawo to jednak było obchodzone na różne sposoby – stąd potrzebna była nowelizacja.

Podobne rozwiązania funkcjonują także m.in. w Waszyngtonie, Oregonie czy Kalifornii. W tym ostatnim stanie mieszkanie w budynku objętym kontrolą czynszów jest marzeniem tysięcy mieszkańców i mieszkanek. Powód? Ze względu na napływ marzących o fortunie osób z pomysłami na start-up, które są w stanie wydać każde pieniądze, byle tylko zamieszkać nieopodal Doliny Krzemowej, czynsze w San Francisco rosną niebotycznie. W efekcie mieszkańcy miasta coraz częściej są zmuszeni do wyprowadzek, z kolei osoby, które ściągają do Doliny Krzemowej, bywają ofiarami ataków.

A kiedy czynsze zamrozi Warszawa?

Berlińczycy też mają dość – jak bardzo, pokazuje manifestacja z wiosny br., w której udział wzięło aż 13 tys. osób. Efektem protestów mieszkańców był też precedensowy wrześniowy zakup przez miasto blisko 700 mieszkań położonych przy słynnej alei Karola Marksa: kiedy lokatorzy dowiedzieli się, że właściciel budynku chce sprzedać go słynącej z pompowania czynszów spółce, której pojawienie się niemal zawsze oznacza wyprowadzki lokatorów, rozpoczęli trwającą miesiącami akcję protestacyjną. Wygrali.

Zdecydowanie przeciwko zamrożeniu czynszów, jak również wywłaszczeniu czy też interwencyjnemu skupowi mieszkań opowiadają się chadecka CDU, liberalna FDP i populistyczna AfD.

Choć w Berlinie zarabia się kilkakrotnie więcej niż w Warszawie, ceny najmu w stolicy Polski nie wywołują aż takich emocji. To o tyle dziwne, że są bardzo zbliżone – kawalerkę w Berlinie można wynająć za 500-600 euro, tymczasem w lipcu 2018 roku średnia cena najmu takiego samego mieszkania w Warszawie opiewała na 2,6 tys. zł (ok. 600 euro).