Koronawirus zdziesiątkuje rdzenną ludność Amazonii?

Prezydent Brazylii Jair Bolsonaro / Zdjęcie via flickr.com @Palácio do Planalto licencja (CC BY 2.0)

Już ponad 200 tys. osób podpisało petycję do władz Brazylii o ochronę rdzennych mieszkańców Amazonii, którym z powodu koronawirusa grozi – jak przekonują autorzy apelu – śmiertelne niebezpieczeństwo. Wśród sygnatariuszy znaleźli się Madonna, Brad Pitt i Paul McCartney.

 

 

List otwarty do brazylijskich władz – m.in. prezydenta Jaira Bolsonaro wystosował Sebastião Salgado. Brazylijczyk ostrzega, że choroba COVID-19 wywoływana przez koronawirusa może zdziesiątkować rdzenną ludność Amazonii. Pod apelem podpisało się ponad 200 tys. osób, w tym przedstawiciele świata nauki i kultury z całego świata. 

„Brak reakcji lub popieranie działań, które mogą doprowadzić do śmierci lokalnych społeczności są tożsame z definicją ludobójstwa”, tłumaczył inicjatywę znany brazylijski fotoreporter, a jednocześnie inicjator apelu Sebastião Salgado brytyjskiej gazecie „The Guardian”. 

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Powtórka z historii?

„Pięć wieków temu rdzenną ludność Ameryki Południowej zdziesiątkowały choroby przywiezione przez europejskich kolonizatorów. Obecnie zagrożenie stanowi coraz szybciej rozprzestrzeniająca się epidemia koronawirusa, przez którą rdzenni mieszkańcy mogą całkowicie zniknąć” – czytamy w petycji.

Salgado podkreślił, że wszystkie osoby, jak górnicy czy drwale, muszą jak najszybciej opuścić Amazonię, aby zatrzymać rozprzestrzenianie się choroby, która na całym świecie – według oficjalnych danych zabiła już ponad 250 tys. osób, w tym ponad 7 tys. w Brazylii.

Fotograf zwrócił uwagę, że podobnie jak przed wiekami nic nie chroniło rdzennej ludności przed chorobami sprowadzonymi do Nowego Świata przez kolonizatorów, tak obecnie śmiertelne niebezpieczeństwo stanowią osoby, które wkraczają na tereny rdzennych mieszkańców w poszukiwaniu zysków.

Bangladesz: Głód i nędza zamiast szycia "naszych" ubrań

Z powodu pandemii koronawirusa miliony osób w Bangladeszu, drugim na świecie eksporterze odzieży, są narażone na utratę pracy i pogorszenie warunków życia

Deforestacja Amazonii nie następuje w zdalny sposób

Amazonia i jej mieszkańcy stają w obliczu podwójnego zagrożenia: koronawirusa oraz intensyfikacji działań pracowników firm eksplorujących zasoby tego największego lasu deszczowego na Ziemi. Przedstawiciele lokalnej społeczności niemalże od samego początku pandemii apelowali do władz krajowych oraz społeczności międzynarodowej o podjęcie działań w ich ochronie.

Pierwszy z takich apeli opublikował 31 marca Koordynator rdzennych organizacji dorzecza Amazonki (COICA), który w liście do wszystkich państw dorzecza (Boliwii, Brazylii, Ekwadoru, Gujany, Gujany Francuskiej, Kolumbii, Peru, Surinamu) zaapelował o wzięcie odpowiedzialności za rdzenną ludność szczególnie narażoną na skutki pandemii koronawirusa.

W oświadczeniu z marca przewodniczący COICA zwrócił także uwagę na zakończenie nielegalnej deforestacji Amazonii oraz wydobycia tamtejszych surowców naturalnych. Mimo trwania pandemii prace są kontynuowane, a niezważający na niebezpieczeństwo pracownicy mogą przyczynić się do rozprzestrzeniania się koronawirusa. Tymczasem – jak przekonywał na antenie hiszpańskiej telewizji publicznej Rômulo Batista z brazylijskiego Greenpeace – akcja deforestacyjna zwiększyła się w marcu o 30 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem.

Zamieszki pod Paryżem i Strasburgiem. Koronawirus pogłębi podziały we Francji?

Dlaczego dochodzi do zamieszek na przedmieściach Paryża?

Pomoże człowiek Bolsonaro?

Przypadki zakażeń koronawirusem potwierdzono już m.in. u przedstawicieli plemienia Sateré-Mawé, a nastolatka z plemienia Janomamów zmarła na początku kwietnia, co – jak zauważa „Guardian” – obudziło obawy o powtórkę sytuacji z lat 70. i 80., gdy budowniczy dróg i poszukiwacze złota przynieśli na tereny rdzennych mieszkańców liczne choroby.

Poszczególne społeczności z obawy o wpływ koronawirusa od kilku tygodni znajdują się w izolacji. Oznacza to brak podstawowych środków higieny, nie mówiąc o opiece lekarskiej, której dostępność w amazońskiej rzeczywistości mierzy się liczbą dni potrzebnych na dopłynięcie do najbliższej osady lub miasta.

Brakuje także wyżywienia, które ze względu na zakaz nawigowania po Amazonce – decyzja lokalnych władz z uwagi na rozprzestrzenianie się koronawirusa – w niedalekiej przyszłości może doprowadzić do wystąpienia głodu. Salgado przypomniał, że tylko w brazylijskiej części Amazonii żyją 103 rdzenne plemiona.

Skalę zagrożenia dla lokalnych mieszkańców ilustruje historia plemienia Zo’é, które w latach 80. XX w. miało styczność z misjonarzami ewangelickiej organizacji szerzącej wiarę wśród lokalnych społeczności Ethnos360 (kiedyś Misión Nuevas Tribus). W 1987 r. misjonarze nawiązali kontakt z Zo’é. W ciągu kilku lat populacja plemienia zmniejszyła się o jedną trzecią wskutek zachorowań na malarię i grypę.

Przed kilkoma tygodniami sędzia Fabiano Veili zakazał na wniosek organizacji Univaja (Związek Ludów Tubylczych z Doliny Javari) wstępu grup ewangelików. Dolina Javari rozciąga się na ponad 8,5 mln hektarów dżungli w stanie Amazonas. Prezydent Jair Bolsonaro mianował byłego misjonarza Ricardo Lopesa Diasa z MNT na szefa Departamentu plemion żyjących w izolacji  – co wzbudziło wiele negatywnych reakcji. 

Brazylia znalazła skuteczny lek na koronawirusa?

Czy dostępność w aptekach cudownego leku na koronawirusa uratuje prezydenturę Bolsonaro?

Najgorzej w sercu dżungli

Brazylia jest obok Peru najbardziej doświadczonym przez koronawirusa krajem Ameryki Południowej. Podczas gdy prezydent Jair Bolsonaro wciąż nie jest skłonny podjąć zdecydowanych środków w walce z wirusem, liczba potwierdzonych zakażeń przekroczyła 110 tys., a ponad 7 tys. osób zmarło.

Ze strategii podejmowanych przez poszczególne stany wyłączone są okalające największe metropolie fawele zamieszkiwane przez co najmniej kilka milionów osób, co może zaniżać oficjalne statystyki.

Światową prasę obiegły w weekend zdjęcia z Manaus – największego miasta Amazonii – gdzie władze z powodu rozprzestrzeniania się koronawirusa były zmuszone do wykopania masowych grobów dla ofiar COVID-19. Ze statystyk, na które powołuje się BBC wynika, że w kwietniu liczba zgonów z powodu problemów z oddychaniem w stolicy stanu Amazonas wzrosła o 578 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Zmarli nie są jednak odnotowywani jako ofiary choroby wywoływanej przez koronawirusa.

W Manaus mieszka 2 mln ludzi, z czego znaczną część stanowią rdzenni mieszkańcy, w tym Janomamowie. O pomoc dla mieszkańców zwrócił się do szwedzkiej aktywistki klimatycznej Grety Thunberg burmistrz miasta Arthur Virgílio Neto.

W ubiegłym roku na świecie zrobiło się głośno o Amazonii ze względu na pożary, które nawiedziły ten region w lipcu i sierpniu. Miejscowi aktywiści obawiają się, że tegoroczna fala może zbiec się ze szczytem zachorowań na koronawirusa. Kto wtedy pomoże rdzennym mieszkańcom?

Trump, Bolsonaro, Łukaszenka w "Klubie Strusi" – negacjonistów pandemii koronawirusa

Kiedy prawie cały świat walczy z epidemią koronawirusa, są kraje, których przywódcy ignorują zagrożenie i nie podejmują żadnych kroków w walce z wirusem.