Koronawirus uderzył przede wszystkim w kobiety: Bezrobocie, przemoc domowa, bezpłatna praca, utrata resztki praw reprodukcyjnych

W skali globalnej obserwujemy, że kobiety częściej niż mężczyźni zatrudnione są w ramach niestabilnych form pracy, bez świadczeń społecznych.

W skali globalnej obserwujemy, że kobiety częściej niż mężczyźni zatrudnione są w ramach niestabilnych form pracy, bez świadczeń społecznych, mówi Aleksandra Polak z Uniwersytetu Warszawskiego i Fundacji Global.Lab – ekspertka Team Europe. / Zdjęcie via unsplash. Opracowanie graficzne EURACTIV.pl

Branże zdominowane przez kobiety najbardziej ucierpiały na lockdownie. Ich pracowników, zatrudnionych najczęściej na umowy śmieciowe, najłatwiej też było zwolnić. A w domu? W zdecydowanej większości rodzin obowiązki domowe i opiekuńcze spoczywają na kobietach – mówi w rozmowie z EURACTIV.pl Aleksandra Polak z Uniwersytetu Warszawskiego i Fundacji Global.Lab, ekspertka Team Europe.

 

 

Mateusz Kucharczyk, EURACTIV.pl: Czytając relacje prasowe w trakcie pandemii koronawirusa można dojść do wniosku, że dzieje się wiele niedobrego w sytuacji kobiet na świecie. Jak jest naprawdę?

Aleksandra Polak, Uniwersytet Warszawski, Fundacja Global.Lab: Jest zdecydowanie za wcześnie, aby wyciągać pochopne wnioski. Po zagrożeniu zdrowotnym, które przecież wciąż nie minęło, nadchodzi kryzys gospodarczy. To wciąż wielka niewiadoma, w jaki sposób ekonomiczne skutki pandemii koronawirusa odbiją się na sytuacji kobiet.

Mamy jednak przesłanki, aby sądzić, że załamanie gospodarcze w większym stopniu dotknie kobiety niż mężczyzn. W skali globalnej kobiety zarabiają mniej, mają mniej oszczędności, mniej stabilne zatrudnienie i częściej są zatrudnione nieformalnie. Mają mniej dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej i społecznej.

Jednocześnie znacznie częściej niż mężczyźni są samotnymi rodzicami. Są więc dużo bardziej narażone na konsekwencje pandemii i związanego z nią szoku gospodarczego. Pisze o tym m.in. Organizacja Narodów Zjednoczonych.

Dlaczego tak jest?

Przez sposób, w jaki kryzys uderza w niektóre gałęzie gospodarki. Dotychczas podczas kryzysów gospodarczych pracę w pierwszej kolejności tracili mężczyźni, bo najbardziej poszkodowane były sektory tradycyjnie przez nich zdominowane – budownictwo czy przetwórstwo przemysłowe. 

Tym razem mamy do czynienia z innym rodzajem kryzysu. Zamrożenie gospodarek i pozostawianie ludzi w domach najbardziej uderza w branże, takie jak gastronomia, hotelarstwo, kultura, rekreacja czy turystyka. W tych sektorach już teraz mamy zwolnienia, a to wszystko branże zdecydowanie zdominowane przez kobiety. 

Dotykamy tutaj drugiego problemu – właśnie w tych sektorach powszechne jest zatrudnienie na podstawie umów cywilnoprawnych, co sprawia, że zwolnienia są jeszcze łatwiejsze i powszechniejsze. Ta sytuacja stawia wiele osób w dramatycznej sytuacji.

W sytuacji pandemii bardzo wyraźnie dostrzegamy problematykę segregacji horyzontalnej na rynku pracy, czyli zjawiska dominacji jednej płci w określonych zawodach, podziału sektorów gospodarki i zawodów na „męskie” i „kobiece”. Kobiety niestety przeważają w branżach o niskich zarobkach i niskim prestiżu społecznym.

Służba zdrowia czy edukacja są chronicznie niedoinwestowane. Zarobki pielęgniarek, opiekunek czy nauczycielek w żaden sposób nie odzwierciedlają ich wkładu w funkcjonowanie, a wręcz przetrwanie społeczeństwa.

Na pocieszenie pozostają oklaski społeczeństwa i wyrażanie uznania przez rządzących. Zanim trud zostanie doceniony finansowo jest szansa na zmianę postrzegania kluczowych zawodów?

Tak, ale marne to pocieszenie. W Polsce jak dotąd listy pielęgniarek i położnych w sprawie poprawy warunków pracy i dodatkowego wynagrodzenia za wyjątkowo ciężką pracę w czasie pandemii, wystosowane kilkakrotnie przez Ogólnopolski Związek Pielęgniarek i Położnych do premiera Mateusza Morawieckiego, pozostały bez odpowiedzi.

W przypadku szkolnictwa – również zdominowanego przez kobiety – nie jest lepiej. Ta grupa zawodowa od lat jest ignorowana przez państwo. Również w sytuacji pandemii i wprowadzenia nauczania zdalnego nauczycielki i nauczyciele w wielu sprawach zostali pozostawieni sami sobie.

Minister edukacji Dariusz Piontkowski powiedział w marcu, że obecna sytuacja to szansa na to, aby nauczyciele pokazali, że potrafią nie tylko strajkować i ubiegać się o wyższe wynagrodzenia. Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski jako sposób na dodatkowy zarobek w wakacje poleca nauczycielkom i nauczycielom pracę u rolników przy zbiorach plonów. To chyba nie wymaga komentarza.

A jak zagrożenie epidemiczne wpływa na bezpieczeństwo pracy?

Najbardziej narażone na zakażenie koronawirusem są osoby pracujące w zawodach „kobiecych”: ochrona zdrowia, usługi, sprzedaż. Najmniej natomiast zawody znacznie częściej wykonywane przez mężczyzn: rolnicy, operatorzy maszyn, branża IT, specjaliści ds. ekonomicznych i zarządzania. Takie wnioski wypływają z opublikowanego w maju br. badania przeprowadzonego przez Piotra Lewandowskiego z Instytutu Badań Strukturalnych.

Kobiety są również na pierwszej linii walki, ponieważ to właśnie od nich oczekuje się opieki nad członkami rodziny będącymi w grupie podwyższonego ryzyka, osobami starszymi czy chorymi, którzy niekoniecznie dzielą z nimi mieszkanie. Są także dużo bardziej skłonne do rezygnacji z pracy, gdy trzeba zaopiekować się kimś bliskim.

Kobiety pracują więcej, dłużej, za gorsze pieniądze, a do tego ryzyko zakażenia koronawirusem jest dla nich większe. Sytuacja nie do pozazdroszczenia. A jak wygląda sytuacja w „domowym zaciszu”? W końcu rodziny, czyli podstawowe komórki społeczne, przebywały przez kilka tygodni razem…

Wydaje mi się, że pandemia nie zdziałała pod tym względem cudów, chociaż pewne zmiany mogą zajść w dłuższej perspektywie czasu. Praca zdalna rodziców wymusiła nowy podział obowiązków, ale nie łudźmy się co do tego, że mężczyźni bardziej zaangażują się np. w odrabianie lekcji z dziećmi czy prace domowe.

Z wielu badań, np. Europejskiego Instytutu ds. Równości Kobiet i Mężczyzn (EIGE), Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) czy polskiego CBOS-u wynika, że w zdecydowanej większości rodzin w zasadzie wszystkie obowiązki domowe i opiekuńcze spoczywają na kobietach.

Gotowanie, sprzątanie, prasowanie, opieka nad dziećmi i odrabianie z nimi lekcji w warunkach zdalnego nauczania to wszystko przykłady nieodpłatnej i w tym sensie niewidzialnej pracy kobiet. Mężczyźni również ją wykonują, jednak statystycznie poświęcają na nią dwa razy mniej czasu. Nieodpłatna praca opiekuńcza i domowa nie jest uwzględniana w PKB, chociaż jej wartość dla gospodarki jest ogromna.

Co gorsze, wiele osób kwestionuje to, czy powinniśmy w ogóle traktować te wysiłki jako pracę, bo przecież taki podział obowiązków wynika po prostu z troskliwej i opiekuńczej natury kobiet.

W sytuacji, gdy szkoły i przedszkola są zamknięte i opiekę nad dziećmi trzeba sprawować 24 godziny na dobę, patrząc na statystyki nietrudno się domyślić, kto ponosi największy ciężar tej opieki.

Nie chce Pani chyba powiedzieć, że przez dwa miesiące mężczyźni w niczym nie pomagali w domach? 

Nie, nie chcę tego powiedzieć. Wielu mężczyzn dzięki zmianie trybu pracy na zdalny spędza ze swoimi dziećmi znacznie więcej czasu niż zwykle. To doświadczenie może zaprocentować w przyszłości.

Naukowcy wskazują, że ojcowie, którzy skorzystali z możliwości wykorzystania urlopu ojcowskiego i spędzili dużo czasu w domu opiekując się dzieckiem, często bardziej angażują się w wychowanie dzieci również na dalszych etapach. Miejmy nadzieję, że w następstwie obecnej sytuacji być może w przynajmniej części rodzin będzie podobnie.

Pozostańmy przy domach. Dla wielu kobiet na całym świecie pandemia okazała się podwójnie niebezpieczna ze względu na przemoc domową. Co należy zmienić, aby w przyszłości uniknąć przypadków, o których czytaliśmy w prasie?

Dla wielu kobiet kilka tygodni przymusowego zamknięcia w domach to koszmar. Przemoc domowa wzrasta w warunkach izolacji, czego dowodem były sygnały płynące z niemal całego świata. Ofiarom trudniej jest się bronić w czterech ścianach. Taka sytuacja jest wymarzona dla agresorów, którzy dążą do izolacji partnerek od społeczeństwa. Poza tym, jak szukać wsparcia, jak zadzwonić po pomoc, gdy oprawca jest zawsze obok?

Przemoc domowa nie zniknie z dnia na dzień. Ofiary muszą czuć wsparcie państwa. Potrzeba dofinansowania instytucji, które działają na rzecz ochrony ofiar przemocy: punktów kontaktowych, infolinii, schronisk. Są to jednak działania doraźne.

Ofiary muszą mieć przekonanie, że państwo stoi po ich stronie, a do tego potrzeba planu i długofalowej polityki. Rząd powinien postawić na pogłębioną współpracę z organizacjami broniącymi praw kobiet, które są najlepiej zorientowane w tym, jakiego rodzaju wsparcia potrzebują ofiary przemocy.

Co jeszcze wzbudziło Pani zaniepokojenie w ostatnich tygodniach?

Próby ograniczenia praw kobiet. Na całym świecie: w niektórych stanach USA, ale także w Europie, pod pretekstem trudnej sytuacji w służbie zdrowia doszło do blokowania dostępu do świadczeń reprodukcyjnych. W Argentynie wybuch pandemii powstrzymał przyjęcie historycznej ustawy legalizującej przerywanie ciąży.

Ograniczany jest dostęp do legalnej aborcji czy antykoncepcji, a przecież w tych wypadkach nie można zatrzymać czasu i poczekać, aż pandemia przeminie. Ale to nie wszystko. W wielu państwach zabroniono porodów rodzinnych (w Polsce także), a kobiety musiały rodzić w maskach ochronnych.

Co należałoby zmienić w pierwszej kolejności, aby w przyszłości polepszyć sytuację kobiet i zmniejszyć nierówności?

Rządy powinny dążyć do zmniejszenia różnić w płacach. Dotychczasowy postęp w zakresie niwelowania luki płacowej, chociaż i tak mozolny i wolny, pod wpływem pandemii może zostać zniweczony.

Doświadczenia z epidemii Eboli w krajach regionu Afryki Zachodniej wskazują na to, że kwarantanna negatywnie wpływa na poziom zarobków zarówno kobiet, jak i mężczyzn, jednak kobiet w większym stopniu. Po powrocie do normalnej sytuacji zarobki mężczyzn stosunkowo szybko powróciły do poziomu sprzed epidemii, podczas gdy kobiety doświadczały konsekwencji epidemii znacznie dłużej.

Na dłuższą metę obecny system jest nie do utrzymania. To łączy się również z kwestią segregacji horyzontalnej i wertykalnej rynku pracy – powinniśmy podjąć systemowe starania na rzecz jej zniwelowania.

Co jeszcze?

Bardzo ważna jest kwestia wielowymiarowej poprawy sytuacji kobiet na rynku pracy. Teraz, w kontekście zapaści gospodarczej w następstwie pandemii i hibernacji światowych gospodarek, potrzebne jest systemowe wsparcie w utrzymaniu obecnie zagrożonych miejsc pracy oraz pomoc w powrocie na rynek pracy tym kobietom, które tę pracę straciły lub dopiero zaczynają swoje życie zawodowe. Powiązana z tym jest konieczność poprawienia dostępu do dobrej jakości usług opiekuńczych.

W skali globalnej obserwujemy, że kobiety częściej niż mężczyźni zatrudnione są w ramach niestabilnych form pracy, bez świadczeń społecznych. Obecny kryzys pokazał, jak olbrzymi jest to problem i jak ważny jest powszechny dostęp do świadczeń zdrowotnych i społecznych.

Dostrzega Pani jakieś pozytywy w obecnej sytuacji?

Na korzyść kobiet może działać m.in. radykalnie przyspieszone przez pandemię wprowadzanie systemów pracy zdalnej oraz uelastycznienie czasu pracy, ułatwiające godzenie macierzyństwa z aktywnością zawodową.

Zupełnie inną, ale ważną kwestią jest obecność kobiet-liderek w przestrzeni politycznej. Jacinda Ardern, Angela Merkel czy Nicola Sturgeon są powszechnie chwalone za sposób zarządzania swoimi państwami w kryzysie.

Chciałabym uniknąć uproszczeń – oczywiście wielu mężczyzn-liderów też wykazuje się rozsądkiem i empatią w obecnej sytuacji. Być może jednak uświadomimy sobie, że podczas gdy tak wiele kobiet stoi na pierwszej linii frontu walki z pandemią, to jednocześnie tak mało kobiet zasiada przy najważniejszych światowych stołach decyzyjnych.