„Krew Samów”: Dyskryminacja po skandynawsku

Kadr z filmu „Krew Samów”. Na zdjęciu odtwórczyni głównej roli Lene Cecilia Sparrok

Kadr z filmu „Krew Samów”. Na zdjęciu odtwórczyni głównej roli Lene Cecilia Sparrok

Szwecja i Norwegia kojarzą się z kulturą tolerancji i poszanowania praw człowieka. Mają jednak gorejącą plamę na tym wizerunku: lud Samów, znany w Polsce głównie jako Lapończycy. Oni jednak wolą tę pierwszą nazwę, bo „Lapończyk” zyskał w krajach skandynawskich konotację pejoratywną.

 

Sami, czyli ostatni nomadzi Europy, zamieszkują Laponię od 2,5 tys. lat. Szacuje się, że jest ich ok. 75 tys. Ci potomkowie pierwotnych Skandynawów tradycyjnie zajmują się wypasem reniferów, a także polowaniami i połowem ryb. Jednak od 1846 r. stopniowo odbierano im ziemię, na której żyli. W wyniku regularnie od pół wieku organizowanych przez Sami demonstracji, udało im się odzyskać część utraconych wcześniej praw. Między innymi uzyskali status mniejszości narodowej, a co za tym idzie prawo, by ich dzieci mogły się uczyć macierzystego języka w szkole.

Film szwedzkiej reżyserki Amandy Kernell pt. „Krew Samów” zdobył zeszłoroczną europejską Nagrodę Filmową LUX przyznawaną rokrocznie przez Parlament Europejski. Dziś publikujemy wywiad z odtwórczynią roli głównej Lene Cecilią Sparrok w związku z projekcją filmu na festiwalu filmowym Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym.

Na podstawie historii Elle-Marji, która jako dziewczynka ucieka z rodzimej Laponii, wyrzekając się swojego imienia, ale symbolicznie też tożsamości Samów, poznajemy bolesne dzieje Lapończyków.

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Jaka jest sytuacja Samów dziś? Czy zmieniła się znacznie od czasów ukazanych w filmie? [lata 30. XX w.]

Lene Cecilia Sparrok: Dostrzegam wiele zmian pozytywnych. Dziś możemy się uczyć normalnie razem z innymi dziećmi i młodzieżą, dłużej niż w czasach, kiedy Elle Marja była w szkole. Możemy też mieć lekcje w naszym rodzimym języku.

Główna bohaterka porzuca swoje życie i samijską tożsamość, by uniknąć dyskryminacji i wstydu, ale też po to, by móc studiować. Dziś takie poświęcenie już nie byłoby potrzebne?

Dziś nie ogranicza nas system specjalnych szkół dla Samów, możemy się uczyć w każdej. Poza tym dziś jako Samka, jestem też Europejką, mogę więc podróżować i studiować w całej Europie. Moja siostra Mia chodzi do szkoły norweskiej, w której uczy się też kilku innych Samów. Dziś więc mamy możliwość współżycia z ludźmi „mainstreamu”.

Które z państw, które Sami zamieszkują – Norwegia, Szwecja, Finlandia i Rosja – traktuje Was najlepiej?

Norwegia. Przed Szwecją i Finlandią jeszcze długa droga. Oba te kraje wciąż nie podpisały Konwencji ILO [nr 169] o prawach ludów pierwotnych.

Trudno się dziwić, na jej mocy musiałyby oddać Samom część odebranych wcześniej ziem. A czy Ty w Twoim codziennym życiu doświadczasz dyskryminacji?

CzęstoGłównie ze strony społeczności lokalnej, nawet ludzi z mojego miasteczka. I w mediach społecznościowych. Stamtąd napływa bardzo dużo dyskryminacyjnej agresji.

Kto za tym stoi?

Ludzie pełni uprzedzeń, po prostu. Ale rząd też nie pomaga.

Co masz na myśli?

Wciąż istnieje problem przejmowania terenów, które zamieszkujemy. Już nawet nie chodzi o prawo własności. Wciąż musimy walczyć o nasze ziemie. A gdy państwo zabiera nam kolejne tereny, ogranicza nasze możliwości wypasu reniferów. A to jest nasza tradycja i rdzenny sposób na przetrwanie. I rząd tego nie szanuje.

Czyli hodowla reniferów jest dla Sami kwestią tożsamościową.

Zdecydowanie! I już tylko 10 proc. Sami na świecie pracuje z reniferami. Zresztą to się wpisuje w ogólną politykę dyskryminacji. W końcu – jak wspomniałam przy okazji konwencji ILO – nie jesteśmy traktowani przez Szwecję jako lud rdzenny.

Co się z tym wiąże?

To, że nasze prawa nie są chronione. A gdyby nasz status jako ludu rdzennego był uznany i wpisany w konstytucję, firmy nie mogłyby odbierać nam ziemi. Dziś rząd pozwala na to, by korporacje mogły budować instalacje energetyczne – głównie farmy wiatrowe, elektrownie wodne, ale też m.in. kopalnie.

 Jak się temu sprzeciwiacie?

W 2013 r. pewna firma chciała wybudować u nas swoje kolejne farmy wiatrowe. Pojechałam więc z koleżankami do Oslo, by głos Samów został usłyszany przez rząd. Dopięłyśmy swego. Ale to tylko kropla w morzu potrzeb – tylko jeden wycinek przestrzeni. Walka toczy się o znacznie więcej terenów, gdzie żyją – jak lubię o nich mówić – moi bracia I siostry.

Mamy zwykle poczucie, że nie rani nas rząd, ale firmy.  Ale tak naprawdę to by się nie działo, gdyby rząd nie wydawał tym firmom pozwoleń.

Czyli wcześniej pozbawiali Was prawa Skandynawowie – zarówno rządy, jak i ludzie, dziś to wielkie korporacje, jednak za przyzwoleniem rządów. Jednak dziś, w odróżnieniu od czasu pokazanego w filmie, możesz zawalczyć o Wasze prawa – i to skutecznie.

Tak, czasy się zmieniły.

 

Trailer: https://www.filmweb.pl/video/zwiastun/nr+1+angielski-43007