Arkusz ocen europejskiej polityki zagranicznej

Scorecard 2012 to drugie wydanie corocznej oceny funkcjonowania Unii Europejskiej na arenie międzynarodowej. Arkusz ECFR, tworzony przez ekspertów ze wszystkich państw członkowskich UE, ocenia politykę każdego z 27 państw w 6 obszarach tematycznych, rozpisanych na 80 pojedynczych kwestii.W badaniu szczegółowo analizowane były dzięki temu najważniejsze wydarzenia dla polityki zagranicznej UE w 2011 roku – m.in. kryzys euro, arabska wiosna czy wzrost przywódczej roli Niemiec.

„Ubiegłoroczny arkusz ocen pokazał, że kryzys rozprasza Europę, a w tym roku widać, że ją umniejsza” –mówił Hans Kundani, redaktor naczelny publikacji Scorecard 2012. Dodał, że „Europa zamiast rozwiązywać światowe problemy, dziś sama stała się problemem”.

„Można powiedzieć, że w wyniku kryzysu nastąpił regres, ale wcześniej też nie było dobrze” – komentował Aleksander Smolar, prezes Fundacji im. Stefana Batorego. Jak mówił, Europa nie jest postrzegana jako aktor w polityce zagranicznej m.in. dlatego,że UE nie działa razem w sprawach zasadniczych, takich jak np. stosunek do Chin. „Nawet Węgry próbowały ułożyć strategiczne stosunki z Pekinem” –ironizował Smolar.

Jak wynika z arkusza Scorecard, Europa miała nadzieję, że będzie w stosunkach z Chinami mocniejsza w 2011r., ale kryzys stał się szansą dla Chin. Państwa europejskie rywalizowały bowiem o chińskie rynki, inwestycję i gotówkę.

Poszczególne obszary oceniono za pomocą skali od A-D, gdzie A to ocena najwyższa, zaś D – najniższa. Żaden z obszarów nie został jednak oceniony najwyżej. „Brak oceny A świadczy o tym, że UE nie wypracowała jeszcze szeroko zakrojonej strategii w obszarach o znaczącym zakresie” – uważa Renata Mińkowska-Norkiene z Uniwersytetu Warszawskiego.

Państwa członkowskie w arkuszu ocen podzielone zostały ponadto na „liderów” i „próżniaków”. Niepodważalnym liderem są Niemcy, które arkusz uznaje za przodownika w większej niż jakikolwiek inny kraj, liczbie kwestii. Jednak w kilku kwestiach, m.in. w Libii, Niemcy uznane zostały za „ociągające się”, co wskazuje, że coraz bardziej kierują się własnymi interesami.

Jak wynika z arkusza ECFR w europejskiej polityce zagranicznej w 2011 roku pojawiają się także nowi „liderzy”. Szwecja za lidera uznana została w jedenastu kwestiach, a Polska w ośmiu. W lutym wynikami Scorecardu za 2011 rok na swoim Twitterze chwalił się minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

Jednak jak podkreślała Mińkowska, Polska niepotrzebnie próbuje zaistnieć na Zachodzie, podczas gdy powinna raczej „grać regionalnie” razem z innymi państwami Europy Środkowo-Wschodniej i państwami bałtyckimi.

„Mam wrażenie, ze zbyt wiele oczekujemy od europejskiej polityki zagranicznej podczas gdy rola Unii Europejskiej naświecie się zmniejsza” – uważa Paweł Borkowski z Uniwersytetu Warszawskiego. Dodał, że nie wszystko było efektem polityki europejskiej, ale często efektem decyzji innych państw.

„Wiara w to, że po wejściu w życie Traktatu z Lizbony będziemy mieli bardziej europejską politykę zagraniczną, się nie sprawdziła” – mówił Borkowski i dodał, że oczekiwań nie spełniła też powołana na mocy traktatu lizbońskiego Europejska Służba Działań Zewnętrznych. Również Mińkowska zgodziła się, że w roku 2011 mieliśmy raczej do czynienia z rządami „Merkozy’ego” i porażką szefowej unijnej dyplomacji Catherine Ashton i jej służby.

„Teoretycznie wszyscy są zainteresowani europejską dyplomacją, ale w praktyce nie są, bo każdy chce realizować własny, partykularny interes” – mówiła.

„W moim przekonaniu są dwa powody, dla których Unia Europejska boksuje poniżej swojej wagi” – komentował Paweł Świeboda, prezes Centrum Strategii Europejskiej. „Po pierwsze dlatego, że polityka zagraniczna UE to bardzo świeży projekt, bo realizowany dopiero od lat 90” – mówił. Drugim powodem w ocenie Świebody jest kryzys gospodarczy i sposób w jaki UE próbuje sobie z nim poradzić, czyli „metoda prób i błędów”. Świeboda dodał, że jest większym optymistą niż średnia wynikająca z arkusza Scorecard 2012.

Spośród sześciu wyróżnionych obszarów, arkusz ocen europejskiej polityki zagranicznej za rok 2011 najlepiej ocenił stosunki wielostronne i zarządzanie kryzysowe (ocena B). Za jeden z kilku częściowych europejskich sukcesów uznano uzyskanie w Durbanie legalnie wiążącego porozumienia w kwestii ograniczenia emisji CO2. „Sukces ten został jednak przyćmiony przez kryzys strefy euro” – mówił Kundani.

Ocenę B- otrzymała UE za relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Amerykańskie „przewodzenie z tyłu” w kwestii Libii pokazało, że Europa jest w stanie odegrać dynamiczną rolę na scenie międzynarodowej i współpracować z USA. Ujawniło to jednak także poważne niedociągnięcia w zdolności Europy do działania.

Słabsze oceny UE otrzymała w obszarze szerszej Europy, na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej oraz w Rosji. W obszarze „szerszej Europy” UE odnotowała postępy w kwestiach takich jak rozszerzenie Unii na Bałkanach Zachodnich, ale stosunki z kluczowym regionalnym graczem, Turcją, były ponownie zaburzone. Wydarzenia w Libii podkreśliły wewnątrzeuropejskie podziały, a przywódcy UE nie wypracowali długofalowej strategii wobec tego regionu. Państwa UE jak na razie nie wywiązały się również ze swych obietnic „pieniędzy, rynków i mobilności”. W relacjach z Rosją natomiast udało się osiągnąć jedność, co zaowocowało konkretnymi rezultatami, np. w sferze handlu. Jednak nadchodzący powrót Władimira Putina oznacza ponowne pogorszenie relacji z Moskwą. Najgorzej ocenione zostały stosunki z Chinami.(jsk)