Turcja: Erdoğan chce więcej władzy

Recep Tayyip Erdoğan chce zwiększenia władzy swojego urzędu. Jest to zgodne z trendem jaki turecki prezydent forsuje promuje od czasu, gdy przestał być premierem i objął stanowisko głowy państwa w 2014 r.

Systemy prezydencki i parlamentarny

Od tego czasu chce wprowadzenia w swoim kraju sytemu prezydenckiego, takiego, jaki panuje obecnie we Francji czy w Stanach Zjednoczonych. W przeciwieństwie do Polski, to prezydent, wybierany w wyborach bezpośrednich, jest tam szefem rządu i sprawuje władzę wykonawczą. Premier ma znacznie ograniczone uprawnienia, jak we Francji lub w ogóle nie ma takiego stanowiska, jak w USA.

Obecnie w Turcji panuje ustrój parlamentarny, podobny do polskiego. Władzę wykonawczą sprawuje premier, którego nominuje partia lub koalicja, której udało się uzyskać większość w parlamencie – obecnie jest nim Binali Yıldırım z konserwatywnej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), której Erdoğan był współzałożycielem wraz z poprzednim prezydentem Abdullahem Gülem.

Dążenie do władzy

Yıldırım formalnie rządzi krajem, ale biorąc pod uwagę kontrolę, jaką nad partią sprawuje Erdoğan, to w rzeczywistości prezydent już teraz podejmuje najważniejsze decyzje w kraju. Mimo że formalnie w Turcji wciąż obowiązuje system parlamentarny, to de facto Erdoğan wyznacza najważniejsze kierunki w polityce kraju, w tym np. odwilż wobec Rosji po półrocznym zamrożeniu wzajemnych relacji.

>> Czytaj więcej o turecko-rosyjskiej odwilży

Zastąpienie w maju br. poprzedniego, aktywniejszego premiera Ahmeta Davutoğlu przez Yıldırıma, pozbawionego szczególnej charyzmy zaufanego człowieka prezydenta, zostało odebrane jako znak nadchodzących zmian w systemie. We wtorek (18 października) premier to potwierdził, oznajmiając, że AKP (której Yıldırım jest formalnie przewodniczącym) „wkrótce” złoży w parlamencie propozycję przeprowadzenia referendum w tej sprawie. Nie chciał jednak zadeklarować konkretnej daty.

Poparcie parlamentarne

Oświadczenie premiera następuje tydzień po tym, jak AKP zapowiedziało wzmożenie prac nad zmianami konstytucyjnymi. W tym czasie rządzącej partii udało się zabezpieczyć zgodę na referendum nacjonalistycznej Partii Ruchu Narodowego (MHP), najmniejszej z czterech partii w 550-osobowym parlamencie, posiadającej 40 mandatów.

Pozostałe dwie partie w parlamencie – socjaldemokratyczna Republikańska Partia Ludowa (CHP) i lewicowa Ludowa Partia Demokratyczna (HDP) – nie popierają zmian w systemie władzy, ani referendum. Ich politycy obawiają się, że taka forma sprawowania władzy doprowadzi Turcję do systemu autorytarnego na wzór rosyjski, gdzie również pełnię władzy ma prezydent.

>> Czytaj więcej o oskarżeniach Erdoğana o autorytarne zapędy

Systemu prezydenckiego nie popiera także MHP. Lider partii Devlet Bahçeli podkreślił jednak, że „MHP popiera kontynuację systemu parlamentarnego, ale jednocześnie nie widzimy nic złego w zapytaniu się ludzi [poprzez referendum], co o tym myślą”. MHP nie wprowadzi dyscypliny partyjnej i nad wnioskiem o przeprowadzenie referendum posłowie partii będą mogli głosować, jak chcą.

Po referendum

Jeżeli referendum zostanie przeprowadzone a ludzie poprą wzmocnienie władzy prezydenckiej, to AKP będzie musiało pokonać jeszcze jedną przeszkodę. Wprowadzenie zmian w konstytucji, co będzie niezbędne przy przechodzeniu na system prezydencki, będzie wymagało poparcia dwóch trzecich parlamentu – czyli 367 głosów.

Nawet przy pełnym poparciu MHP dla zmian AKP będzie brakowało 10 głosów. Jeżeli prezydent nie zamierza rozpisywać przyspieszonych wyborów, może to oznaczać, że chce poprzez referendum zmusić partie opozycyjne do poparcia zmian, które otrzymają poparcie społeczne.

Na razie na prezydenckie propozycje nerwowo zareagowały rynki. Po zeszłotygodniowej zapowiedzi kontynuowania prac nad reformą, lira spadła do najsłabszego kursu w historii – 3,11 za dolara amerykańskiego. (kk)