Premier Armenii Serż Sarkisjan ustępuje

Serż Sarkisjan, źródło euractiv.com/EPA

Serż Sarkisjan, źródło euractiv.com/EPA

Były prezydent, a obecny premier Armenii Serż Sarkisjan zapowiedział wczoraj (23 kwietnia), że rezygnuje z zajmowanego stanowiska. Nie sprecyzował jednak terminu swego odejścia. Od 11 dni protestowały przeciwko niemu setki tysięcy ludzi w całym kraju, a w poniedziałek dołączyli do nich również wojskowi.

 

Tego samego dnia na wolność został wypuszczony, zatrzymany dzień wcześniej, przywódca protestów i lider opozycyjnego, liberalnego bloku politycznego Elk (Wyjście) Nikol Paszynian.

Premier Armenii Serż Sarkisjan ustępuje po latach sprawowania władzy

„Rezygnuję ze stanowiska premiera, lidera tego kraju” – oświadczył Serż Sarkisjan. “Protestujący są przeciwni moim rządom. Spełniam wasze żądanie. Życzę pokoju naszemu krajowi” – dodał polityk, który dopiero od wtorku jest premierem, ale poprzednio przez 10 lat był prezydentem Armenii.

Tysiące ludzi protestują w Erywaniu przeciw objęciu przez byłego prezydenta teki premiera

Dziesiątki tysięcy ludzi zgromadziły się w stolicy Armenii we wtorek (17 kwietnia) po tym, jak były prezydent Serż Sarkisjan został wybrany na premiera, pomimo trwających protestów.
 
Przywódca opozycji i organizator protestu Nikol Paszynian powiedział, że dziesiątki tysięcy zgromadzonych na placu Republiki …

Według mediów decyzja prezydenta wywołała entuzjazm w stolicy kraju: ludzie wyszli na ulice Erywania, całowali i ściskali się, a kierowcy swoją radość wyrażali klaksonami.

Tydzień po zakończeniu drugiej kadencji prezydenckiej Serża Sarkisjana parlament mianował go na premiera (był jedynym kandydatem). Jako szef rządu miałby nie tylko większą władzę, w tym kontrolę nad siłami zbrojnymi, ale na mocy zmienionej konstytucji – większe uprawnienia niż poprzedni szefowie rządu. Po referendum powszechnym w 2015 r. ograniczano bowiem kompetencje prezydenta (obecnie jest nim niespokrewniony z Serżem Sarkisjanem Armen Sarkisjan) na rzecz premiera.

W Armenii rządzący pozostają przy władzy

Niemal połowę głosów oddanych w niedzielnych (2 kwietnia) wyborach parlamentarnych w Armenii uzyskała rządząca w tym kraju dotychczas Republikańska Partia Armenii (RPA). Z sondaży exit poll przytoczonych w armeńskiej telewizji wynika, że wygrała RPA zdobywając 46 proc. głosów. Opozycyjny blok oligarchy Gagika Carukiana uzyskał 25 proc. głosów, a 10 proc. – blok wyborczy pierwszego prezydenta niepodległej Armenii Lewona Ter-Petrosjana (jako jedyny opowiada się za polubownym zakończeniem trwającej już niemal 30 lat wojny z Azerbejdżanem o Górski Karabach).

W oświadczeniu, które wczoraj opublikowano na jego stronie internetowej podkreślił,  że „po raz ostatni zwraca się do obywateli Armenii jako przywódca tego kraju”. Zapowiedział bowiem, że choć „sytuacja ma kilka rozwiązań”, to jednak „nie skorzysta z żadnego z nich”. Decyzję Serża Sarkisjana opublikowano kilka godzin po informacjach, że do protestującego tłumu w centrum Erywania przyłączyło się kilkuset wojskowych.

Sarkisjan: To Paszynian ma rację

Odchodzący premier przyznał również rację przywódcy protestów Nikolowi Paszynianowi. „Nikol Paszynian miał rację. Ja byłem w błędzie” – napisał Sarkisjan w oświadczeniu.

Lider armeńskiej opozycji zatrzymany w Erywaniu

Lider armeńskiej opozycji zatrzymany w Erywaniu. O tym, że Nikol Paszynian został wczoraj (22 kwietnia) zatrzymany w Erywaniu poinformował opozycyjny deputowany. Policja zaprzecza twierdząc, że Paszynian został jedynie „siłą ewakuowany” z protestu.

Uwolnionego wczoraj Paszyniana zatrzymano podczas niedzielnej demonstracji, a wraz z nim dwóch innych polityków opozycji: Ararata Mirzojana i Sasuna Mikajeliana, a także 270 protestujących (wczoraj co najmniej 40). Wszystkich ich zatrzymano pod zarzutem organizowania nielegalnych zgromadzeń masowych i użycie siły wobec przedstawicieli władz. Paszynian zapewniał wcześniej, że protesty są z założenia pokojowe i ogłosił, że stanowią początek aksamitnej rewolucji w Armenii.

Żądania protestujących

Uczestnicy protestów domagają się dymisji premiera i przyspieszonych wyborów w obawie, że dzięki zmianie konstytucji Serż Sarkisjan będzie rządził dożywotnio. Oskarżają go o uzurpację i korupcję oraz o zbytnie zbliżenie Erywania do Moskwy i prezydenta Rosji Władimira Putina, z którym Sarkisjan utrzymuje bliskie relacje. Demonstrujący opowiadają się za współpracą z Unią Europejską, wyrażają również sprzeciw wobec trudnej sytuacji materialnej i łamania praw człowieka w Armenii.

Szczyt Partnerstwa Wschodniego zakończony wspólną deklaracją

28 państw członkowskich UE oraz 6 krajów byłego ZSRR objętych programem Partnerstwa Wschodniego uzgodniły podczas szczytu w Brukseli wspólną deklarację. Znalazły się w niej słowa o uznaniu europejskich aspiracji Ukrainy, Mołdawii, Gruzji, Armenii, Azerbejdżanu i Białorusi, ale nie było nic …

Według szacunków opozycji w miniony weekend w protestach w Erywaniu uczestniczyło ok. 165 tysięcy osób podczas gdy policja szacuje liczbę protestujących na 35 tysięcy. Kilkakrotnie doszło do starć między policjantami i uczestnikami demonstracji. Ministerstwo zdrowia Armenii poinformowało, że do szpitali trafiło siedmiu rannych.

Do protestujących dołączyli żołnierze

Wczoraj koło południa niezależna rosyjska telewizja Dożd poinformowała, że do protestu na ulicach Erywania dołączyło 200-300 żołnierzy. Według agencji Reutersa, na zdjęciach i w relacjach umieszczanych w mediach społecznościowych widać ludzi w wojskowych mundurach obejmujących się z protestującymi.

Ministerstwo obrony Armenii w wydanym oświadczeniu potępiło ich działania zapowiadając, że „zostaną wobec nich wyciągnięte najsurowsze konsekwencje prawne”. Poinformowało także, że wojskowi, którzy przyłączyli się do protestu służą w brygadzie wojsk misji pokojowej. Natomiast według lokalnych mediów są wśród nich weterani działań wojennych w Górskim Karabachu (konflikt zbrojny o tę ormiańską enklawę na terytorium Azerbejdżanu toczył się w latach 1988 – 1994).

Minister obrony Wigen Sarkisjan wyraził nadzieję, że nie będzie konieczności ogłoszenia stanu nadzwyczajnego. Przypomniał przy tym, że prawo Armenii przewiduje w takim przypadku zaangażowanie sił zbrojnych.