Polscy instruktorzy w Mali za dwa tygodnie

Polski Kontyngent Wojskowy, w sile nie większej niż 20 żołnierzy, ma stacjonować w tym afrykańskim państwie od 16 lutego do końca roku.

Polacy nie będą walczyć

Polacy nie będą jednak brali udziału w walkach, jakie od dwóch tygodni prowadzą tam oddziały francuskie. Rola Polaków ograniczy się do prowadzenia szkoleń saperskich i logistycznych żołnierzy malijskich sił zbrojnych oraz szkolenia żołnierzy malijskich sił specjalnych.

Według Centrum Informacyjnego Rządu, użycie tego kontyngentu będzie kosztowało ok. 5,8 mln zł, a pieniądze będą pochodzić z budżetu ministerstwa obrony narodowej.

Rada UE ds. zagranicznych zdecydowała 17 stycznia o ustanowieniu misji szkoleniowej UE w Mali w celu wsparcia szkolenia i reorganizacji malijskich sił zbrojnych. Misja będzie prowadzona w ramach Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony i będzie miała charakter wojskowy.

Francuzi nie potrzebują niczyjej pomocy

W ocenie dyrektora Instytutu Studiów Strategicznych Szkoły Wojskowej (l’Ecole Militaire) w Paryżu płk Michela Goyi, Francja lepiej sobie poradzi w malijskiej misji bez niczyjej pomocy. „Będziemy mieli większą swobodę działania, kiedy będziemy sami, niż wtedy, gdy będziemy musieli przestrzegać NATO-wskich procedur” – powiedział.

Dodał, że nie wszystkie wojska w ramach sojuszu chcą walczyć, co utrudnia współpracę koalicjantów. Goya podał przy tym przykład Afganistanu, gdzie kontyngenty niemiecki i włoski nie odgrywały w walkach żadnej roli.

UE nie wie jak prowadzić wojnę

Jego zdaniem, jeszcze gorzej wyglądałoby to w przypadku udziału UE. „Unia nie wie, jak prowadzić wojnę, nie jest gotowa do podjęcia takich operacji, jak ta w Mali” – dodał francuski pułkownik. Ostro skrytykował tzw. grupy bojowe Unii Europejskiej, które – zdaniem części ekspertów – powinny zostać użyte właśnie w walkach w Mali.

W styczniu działalność rozpoczęła Weimarska Grupa Bojowa w sile 1 700 żołnierzy, z udziałem Polski, Niemiec i Francji. W założeniu, wspólne oddziały, którymi dowodzą Polacy, powinny być wysłane w zapalny rejon w ciągu 5 do 10 dni od podjęcia decyzji o ich zaangażowaniu.

Zdaniem Goyi, takie grupy mogą być użyteczne tylko wtedy, kiedy nie prowadzi się walk. „Gdyby trzeba było walczyć, to prawdopodobnie bardzo niewielu Niemców i Polaków zobaczylibyśmy na polu walki” – przewiduje francuski strateg.

Jednak, utworzone w 2007 roku grupy bojowe, jeszcze nigdy nie brały udziału w walkach zbrojnych. Media podkreślają, że Polska koncentruje się na Afganistanie, a Berlin niechętnie wysyła swoich żołnierzy na misje bojowe.

Nie wszyscy Francuzi są zwolennikami samotnej walki

Nie wszyscy Francuzi zgadzają się jednak ze zdaniem płk Goyi. Jeden z przywódców prawicowej opozycji Jean-François Copé narzekał, że Francja "obecnie walczy sama na froncie" i domagał się zwołania międzynarodowej konferencji w tej sprawie.

Byłego ministra spraw zagranicznych Francji Dominica de Villepin, martwi natomiast „towarzyszący tej wojnie  entuzjazm". „Powinniśmy wyciągnąć wnioski z dekady przegranych wojen w Afganistanie, Iraku i Libii” – napisał w jednym z komentarzy.

Tworzy się koalicja zbrojna

Francja ma w Mali w tej chwili 2400 żołnierzy, ale – jak powiedział Goya – ma ich być aż sześć tysięcy, z czego trzy tysiące – w każdej chwili gotowe do walki. Ponadto w walce z Al-Kaidą Islamskiego Maghrebu jest wykorzystywane francuskie lotnictwo, korzystające z baz w sąsiednim Czadzie.

Do Mali przybyły już także pierwsze oddziały z Burkina Faso i Togo, a wysłanie kolejnych obiecały Benin, Nigeria i Czad. Ponadto Wielka Brytania, Dania i Stany Zjednoczone udzieliły wsparcia logistycznego, a Unia Europejska zamierza w lutym wysłać do Mali misję wojskową, składającą się z około 500 osób, która zajmie się szkoleniem armii rządowej.

Sytuacja w Mali zaczęła się komplikować w marcu zeszłego roku, po wojskowym zamachu stanu i obaleniu demokratycznie wybranego prezydenta Amadou Toure. Od kwietnia islamscy rebelianci opanowali na północy Mali pustynny teren o powierzchni równej Francji. Paryż zdecydował się na interwencję w styczniu, gdy nowa ofensywa terrorystów zagroziła stolicy Mali, Bamako. Francja wysłała do akcji swoje lotnictwo i siły lądowe.

Latem w Mali "przejrzyste i wiarygodne" wybory?

Mimo, że sytuacja wciąż pozostaje niewyjaśniona,  tymczasowy prezydent Mali Dioncounda Traore, wyraził nadzieję, że już 31 lipca uda się w tym kraju zorganizować "przejrzyste i wiarygodne" wybory.

„Chciałbym potwierdzić naszą determinację, by przeprowadzić w Mali przemiany, ze wspólnym ustalonym planem, wspólnym programem, którym jest odzyskanie północnej części kraju i powrót Mali do normalności” – powiedział na spotkaniu w sprawie pomocy zagranicznej dla Mali.

Pomoc w wysokości 455 mln dolarów

Uczestnicy konferencji donatorów w stolicy Etiopii Addis Abebie obiecali przeznaczyć na pomoc dla Mali 455 mln dolarów, które mają zaspokoić zarówno potrzeby wojskowe jak i humanitarne. W ocenie prezydenta Wybrzeża Kości Słoniowej Alassane Ouattara, rozpoczęcie misji w Mali „z  455 milionami dolarów jest wielkim sukcesem”.

Oprócz krajów afrykańskich, takich jak Etiopia, Wybrzeże Kości Słoniowej czy Gambia, pomoc obiecały również UE, USA, Japonia, Niemcy i Wielka Brytania. (bba)