Niemcy i Wielka Brytania chcą niezależnego dochodzenia ws. zajść w Strefie Gazy

Palestyńscy manifestanci w okolicy Betlejem na Zachodnim Brzegu Jordanu, źródło: Israeli Defence Forces Spokesperson's Unit

Palestyńscy manifestanci w okolicy Betlejem na Zachodnim Brzegu Jordanu, źródło: Israeli Defence Forces Spokesperson's Unit

Nie milkną echa krwawych poniedziałkowych starć w Strefie Gazy. W wyniku zamieszek zginęło 58 Palestyńczyków. Iskrą dla ich wybuchu było uroczyste otwarcie ambasady USA w Jerozolimie, którą przeniesiono tam z Tel Awiwu. Europejscy członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ chcą wyjaśnienia okoliczności dramatycznych zajść.

 

Sprawa była w poniedziałek (14 maja) omawiana podczas spotkania Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jeden z jej stałych członków – Stany Zjednoczone – zablokował jednak rezolucję wzywającą do przeprowadzenia śledztwa na temat okoliczności wybuchu zamieszek i ostrzelania Palestyńczyków przez izraelską armię. Zginęło w sumie 58 osób, a ponad 2,7 tys. zostało rannych. Takie dane przedstawiło palestyńskie ministerstwo zdrowia z rządzonej przez Hamas Strefy Gazy. 1360 osób miało odnieść rany w wyniku postrzału.

Armia Izraela: Działaliśmy zgodnie z procedurami

Armia Izraela odpowiada, że działała zgodnie ze swoimi procedurami, a strzelano do bojowników Hamasu, którzy próbowali sforsować mur oddzielający Strefę Gazy od Izraela. Izraelscy wojskowi zapewniają też, że starali się ograniczyć do minimum możliwe straty wśród protestujących Palestyńczyków, a bojownicy Hamasu sami otwierali ogień do Izraelczyków „chowając się za cywilami” oraz przynajmniej dziesięciokrotnie użyli materiałów wybuchowych. Tłumaczyli również, że używanie gumowych kul wielokrotnie w przeszłości okazało się nieskuteczne.

Powodem wielkich manifestacji w Strefie Gazy oraz na Zachodnim Brzegu Jordanu było oficjalne otwarcie ambasady USA w Jerozolimie. Dotąd zagraniczne placówki dyplomatyczne funkcjonowały tylko w Tel Awiwie, ponieważ społeczność międzynarodowa nie chciała zajmować jednoznacznego stanowiska dopóki kwestia przyszłości niepodległego państwa palestyńskiego nie zostanie rozstrzygnięta w procesie negocjacyjnym. Palestyńczycy chcieliby w przyszłości we wschodniej części Jerozolimy ustanowić swoją stolicę. Obecne władze Izraela miastem dzielić się nie chcą. Przeniesienie amerykańskiej ambasady do Jerozolimy odczytywane jest na Bliskim Wschodzie jako opowiedzenie się USA wyłącznie po stronie Izraela.

Wtorkowe pogrzeby osób, które zginęły podczas poniedziałkowych zamieszek zamieniły się w manifestacje antyamerykańskie i antyizraelskie. Część ciał owiniętych była w zielone barwy radykalnego Hamasu, część w żółte kolory umiarkowanego Fatahu, a część w czarne fundamentalistycznego Islamskiego Dżihadu. Protesty przy ogrodzeniach między Izraelem a Autonomią Palestyńską dotyczyły nie tylko kwestii otwarcia amerykańskiej ambasady w Jerozolimie, ale przede wszystkim także trwającej już 11 lat blokady Strefy Gazy. Dodatkowo we poniedziałek przypadła 70. rocznica deklaracji niepodległości Izraela, co Palestyńczycy uważają za narodową tragedię i pozbawienie ich szans na stworzenie wówczas własnego państwa. Poniedziałkowe demonstracje, które przerodziły się w zamieszki i rzucanie kamieniami, a skończyły na strzelaniu, odbyły się po tygodniu intensywnych manifestacji.

Unijne ambasady nie przeniosą się na razie do Jerozolimy

Wysoka Przedstawiciel UE ds. międzynarodowych i bezpieczeństwa Federica Mogherini potwierdziła, że Unia Europejska wspiera rozwiązanie, w którym w przyszłości Jerozolima staje się się stolicą nie tylko Izraela, ale także (we wschodniej części miasta) niepodległej niegdyś Palestyny. W UE panuje w …

Europa chce niezależnego dochodzenia

Tymczasem Niemcy i Wielka Brytania zażądały na forum ONZ przeprowadzenia „niezależnego dochodzenia na temat okoliczności poniedziałkowych starć”. Zrobiły tak wobec wcześniejszego amerykańskiego weta ws. przeprowadzenia tego typu śledztwa z ramienia Rady Bezpieczeństwa. „Jesteśmy zdania, że tylko dochodzenie przeprowadzone przez niezależną komisję pozwoli wyjaśnić okoliczności krwawych zajść w rejonie granicy” – powiedział rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert. Zastrzegł, że chodzi zarówno o zbadanie odpowiedzialności Hamasu, jak i Izraela. „To jasne, że każdy ma prawo do pokojowego protestowania, ale jasne jest też, że to prawo nie może być nadużywane, aby prowokować do przemocy. A to Hamas od dawna prze do eskalacji napięcia” – dodał Seibert.

Niezależne międzynarodowe śledztwo poparł też odpowiedzialny za sprawy bliskowschodnie w brytyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych Alistair Burt. Zastrzegł, że należy też przypomnieć Izraelowi o ostrożności przy używaniu broni palnej wobec ludzi oraz wyjaśnić dlaczego w poniedziałek użyto jej tak szeroko. Dodał jednak, że to „godne ubolewania, ale niestety prawdziwe, że ekstremiści zawsze wykorzystywali tego typu protesty do swoich celów, a rząd w Londynie rozumie powody, dla których władze Izraela tak bronią swojej granicy i granicznego muru”.

Ostrzej Izrael skrytykował za to prezydent Francji Emmanuel Macron, który rozmawiał już telefonicznie zarówno z prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem, jak i królem Jordanii Abdullahem II. Potępił w tych rozmowach działania armii Izraela i wyraził głębokie zaniepokojenie zastosowaniem przemocy wobec demonstrantów w Strefie Gazy. Jak głosi oświadczenie Pałacu Elizejskiego, „Palestyńczycy mają prawo do pokoju i bezpieczeństwa w granicach własnego państwa”. Z kolei w rozmowie z izraelskim premierem Benjaminem Netanjahu Macron mówił o „konieczności ochrony ludności cywilnej i jej prawa do protestowania”.

Nie będzie śledztwa ws. wydarzeń w Strefie Gazy

Nie będzie śledztwa ws. wydarzeń w Strefie Gazy. Minister obrony Izraela Awigdor Lieberman odrzucił w niedzielę wezwania do przeprowadzenia śledztwa ws. śmierci 15 Palestyńczyków, których podczas piątkowej demonstracji w Strefie Gazy zabili izraelscy żołnierze.