(Nie)Feministyczna polityka zagraniczna

We Can Do It! Plakat J. Howarda Millera z 1943 r.

We Can Do It! Plakat J. Howarda Millera z 1943 r.

Odsetek kobiet w polityce zagranicznej i dyplomacji europejskiej wzrasta, jednak wciąż zajmują one głównie stanowiska niższego i średniego szczebla – mniej decyzyjne i gorzej opłacane. Nic nowego pod słońcem – już w 1976 r. prof. Robert Putnam nazwał to zjawisko prawem wzrastającej dysproporcji. Jednak dziś coraz częściej kobiety przebijają szklany sufit. I zmieniają prawo Putnama.

 

Kobiety na czele dyplomacji

Liczby mówią same za siebie. We wszystkich – wciąż jeszcze – 28 krajach członkowskich Unii Europejskiej, tylko cztery kobiety zajmują obecnie stanowisko ministra spraw zagranicznych. Szefowymi dyplomacji są Austriaczka Karin Kneissl, Bułgarka Ekaterina Zakharieva, Chorwatka Marija Pejčinović Burić oraz Szwedka Margot Wallström.

Do tego dochodzi szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini, która w przeszłości zajmowała też stanowisko włoskiego ministra spraw zagranicznych. Unia ma dobre statystyki na stanowisku wysokiego przedstawiciela ds. zagranicznych i bezpieczeństwa – zajmowały je dotąd dwie osoby, w tym dwie kobiety: po Javierze Solanie a przed Mogherini, zajmowała je jeszcze Catherin Ashton.

Na świecie nie jest wiele lepiej, choć pozytywnie wyróżniają się Stany Zjednoczone. Już trzy kobiety stały na czele dyplomacji tej najsilniejszej gospodarki świata. Były to przebywająca od czwartku (7 marca) w Polsce Madeleine Albright, a także Condolezza Rice i Hillary Clinton. Sylvia Bashevkin analizowała realizowaną przez nie politykę w książce “Women as Foreign Policy Leaders” (Kobiety jako liderki w polityce zagranicznej). Z jej obserwacji wynika, że kobiety – wbrew stereotypom – wcale nie realizują bardziej „gołębiej” polityki niż mężczyźni, miały też bardzo różne podejścia do wagi kwestii feministycznych w swoich rekomendacjach politycznych.

We wrześniu zeszłego roku w Montrealu, odbył się pierwszy Szczyt Kobiet Ministrów Spraw Zagranicznych – Women Foreign Ministers’ Meeting (WFMM), współorganizowany przez Kanadę i Unię Europejską. Jego pomysłodawczynie promują większe uwzględnianie roli kobiet w polityce zagranicznej, wychodząc z założenia, że poprawa sytuacji gospodarczej i roli politycznej kobiet przekłada się bezpośrednio na bezpieczeństwo, poziom rozwoju i inkluzywności społeczeństw na całym świecie. W spotkaniu wzięło udział więcej niż połowa kobiet-szefowych dyplomacji na świecie, czyli… 13 na 195 państw (uznawanych przez ONZ).

Berlinale 2019: Festiwal filmów zaangażowanych, ale niezbyt… udanych

Dobiegła końca już 69. edycja międzynarodowego festiwalu filmowego w Berlinie – Berlinale. Zwyciężył francusko-izraelski film „Synonimy” w reżyserii Nadava Lapida.
 

Ten największy otwarty dla publiczności światowy festiwal filmowy nigdy nie słynął z premier wielkich dzieł światowej kinematografii. Pozostawiając tę funkcję Cannes …

Kobiety na czele państw i rządów europejskich

Politykę zagraniczną kształtują nie tylko ministrowie spraw zagranicznych, ale też głowy państw i rządów. Ile jest wśród nich obecnie kobiet? Trzy. Angela Merkel, Dalia Grybauskaitė (która kończy 12 maja br.) oraz Theresa May.

Głowy państw i rządów nie tylko wyznaczają ogólny kierunek polityki oraz priorytety swoich państw, ale też całej Unii Europejskiej – spotykając się zazwyczaj raz na kwartał na forum Rady Europejskiej. Tam nierównowagę płci w proporcji 25:3 dodatkowo wzmaga przewodniczący RE Donald Tusk oraz przewodniczący KE Jean-Claude Juncker. W spotkaniach bierze jednak też udział Wysoka przedstawiciel Mogherini.

MSZ i ambasadorki

Według najnowszego raportu Instytutu Spraw Publicznych pt. „U wioseł i za sterem. Kobiety w polskiej polityce zagranicznej” autorstwa Agnieszki Łady i Małgorzaty Druciarek na wszystkich stanowiskach kierowniczych w MSZ pracuje 22,72 proc. kobiet. Żadnej jednak nie ma w ścisłym kierownictwie resortu. Kobiety stanowią też 21,75 polskich ambasadorów.

Co ciekawe jednak, w Międzynarodowym Indeksie Efektywności Służby Cywilnej (InCiSE) powstałym dzięki współpracy brytyjskich Blavatnik School of Government i Institute for Government, choć polska służba cywilna plasuje się na 21. miejscu w ogólnym ujęciu, w kategorii „inkluzywność” mierzącej proporcję kobiet w służbie publicznej i reprezentację mniejszości Polska zajęła pierwsze miejsce na świecie (1. Polska, 2. Słowenia, 3. Kanada, 4. Finlandia, 5. Australia).

Podobne proporcje spotykane są w całej Europie, a także w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Przykładowo, kobiety stanowią łącznie ok. 15 proc. ambasadorów w ujęciu globalnym. Jednocześnie jednak wspólne większości państw jest to, że odsetek kobiet-prezydentów, premierów, ministrów czy ambasadorów wciąż wzrasta. Wciąż jeszcze jest kilka domen, gdzie częściej kobiety przejmą stery – i tak stosunkowo częściej spotkamy kobiety mające teki edukacyjne, społeczne czy kulturalne niż tzw. siłowe, tj. właśnie dyplomacja czy obrona (obecnie są w UE cztery ministry obrony). Jeśli chodzi o negocjatorów pokojowych, tu kobiety stanowią na świecie zaledwie 10 proc., a przewodzą tylko w 5 proc. negocjacji. Przykładowo jednak porozumienie nuklearne z Iranem negocjowała delegacja złożona z bezprecedensowego odsetka kobiet – po stronie amerykańskiej była to pierwsza kobieta podsekretarz stanu USA ds. politycznych Wendy Sherman, po stronie europejskiej były to Catherine Ashton, a potem jej następczyni w roli unijnej szefowej dyplomacji – Federica Mogherini. Europejskie prace negocjacyjne koordynowała zarówno za czasów Ashton, jak i Mogherini Helga Schmid – dziś sekretarz generalna Służby zewnętrznej Unii Europejskiej (EEAS). Gdy ostatecznie zawarto porozumienie 14 lipca 2015 r. w Wiedniu, irańscy negocjatorzy… nie wymienili z negocjatorkami uścisków dłoni ze względu na obyczaje religijne.

Francja: Kobiety starają się zmieniać obraz rolnictwa

We francuskim rolnictwie kobiety są grupą mocno zaniedbaną, choć stanowią jedną czwartą wszystkich rolników. W Bretanii inicjatywa „rolnictwo po kobiecemu” stara się wypromować kwestię równości płci w sektorze rolnym, opisuje Euractiv France.
 

Liczba kobiet w zawodzie rolniczym wzrasta. Zakładają one …

Tylko Szwecji i Stanom Zjednoczonym udało się osiągnąć mniej więcej równość zatrudnienia. W Szwecji kobiety to aż 56 proc. zatrudnionych w MSZ, na którego czele stoi autorka koncepcji feministycznej polityki zagranicznej Margot Wallström.

Zjawisko polegające na tym, że im wyżej w hierarchii władzy, tym mniej kobiet (i innych przedstawicieli grup niedominujących) opisał już w 1976 r. politolog prof. Robert D. Putnam nazywając je „prawem wzrastającej dysproporcji” (law of increasing disproportion). Nie kończy się oczywiście na polityce i dyplomacji, to samo jest w całej administracji publicznej, w firmach prywatnych, w think tankach (amerykańskie środowisko think tanków opisał w piśmie Foreign Policy w 2011 r. Micah Zenko w artykule „City of Men”, skontaktowałam się z nim teraz i potwierdza, że zmiany procentowe są, acz niewielkie) i na uniwersytetach, a także w mediach. Wszędzie dominuje liczba dwucyfrowa zaczynająca się od dwójki.

Media europejskie i międzynarodowe

I choć europejska sieć redakcji EURACTIV może się pochwalić sześcioma redaktorkami naczelnymi na czternaście zespołów krajowych (w tym m.in. w Polsce, w Niemczech i we Francji), zdecydowana większość najważniejszych redakcji newsowych na świecie prowadzona jest przez mężczyzn. New York Times, Washington Post, Wall Street Journal, Financial Times.

To samo w Europie: przykładowo, gazety należące do stowarzyszenia LENA (the Leading European Newspapers’ Alliance) zrzeszającego 8 ważnych europejskich gazet: Gazety Wyborczej, Die Welt, La Reppublicy, Le Soir, El Pais, Le Figaro oraz dwóch szwajcarskich Tagesanzeiger i Tribune De Geneve, mają na czele tylko jedną kobietę – Soledad Gallego-Diaz na czele El Pais od zeszłego roku – zaś na czele belgijskiego Le Soir stoi i mężczyzna, i kobieta. Również na medialnych podwórkach krajowych jest tak samo – na czele zdecydowanej większości gazet, rozgłośni radiowych i telewizji stoją mężczyźni. Chlubne wyjątki to m.in. The Economist z Zanny Minton Beddoes i Deutsche Welle z Ines Pohl.

Warto przy okazji tej niemieckiej redakcji dodać, że w stolicy Niemiec Dzień Kobiet jest od tego roku dniem wolnym od pracy.

„Prawa kobiet to prawa człowieka” – Hillary Clinton

Orędowniczką podkreślania roli sytuacji kobiet w polityce zagranicznej była Hillary Clinton – była też pierwszą tak wysoko postawioną polityczką, która przeszła od słów do czynów. W 2010 r., czyli w trzecim roku na stanowisku sekretarz stanu USA, oficjalnie postawiła kobiety w centrum swojej polityki – podkreślając, że to głównie one padają ofiarami polityki właśnie, a co za tym idzie wojen, biedy, przemocy, analfabetyzmu i patriarchalnych tradycji. Uznanie przez nią podległości kobiet za zagrożenie dla porządku międzynarodowego i bezpieczeństwa USA doczekało się własnej nazwy: „Doktryny Hillary” (Hillary Doctrine: „the subjugation of women [is] a threat to the common security of our world and to the national security of our country”). Dodatkowo, od 2012 r. cel poprawy sytuacji kobiet stał się elementem opisu każdego stanowiska pracy w Departamencie Stanu. Oczywiście, nie obeszło się bez rys na tej pierwszej doktrynie nazwanej na cześć kobiety – obserwatorom nie umknął szeroki uśmiech Clinton na spotkaniu w Rijadzie z ministrem spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej, gdzie los kobiet w pełni uzależniony jest od mężczyzn. Nie przeoczono również hojnych datków dla fundacji Clintonów od takich państw jak Algeria, ponownie Arabia Saudyjska, Katar, Kuwejt, Oman i Zjednoczone Emiraty Arabskie, które prawa kobiet mają w niskim poważaniu. Jej wpływ na sytuację kobiet na świecie trudno zmierzyć, jednak na pewno począwszy od przemówienia, jakie wygłosiła w 1995 r. w Pekinie nie raz zawstydziła przywódców patriarchalnych reżimów, jednocześnie wskazując zalety płynące z poprawy sytuacji kobiet dla gospodarki, społeczeństwa i bezpieczeństwa. Swoimi przemówieniami oraz obecnością inspirowała też kobiety do walki o swoje prawa.

Nawet jeśli jej wpływ na sytuację kobiet nie był jednoznaczny, co do Donalda Trumpa trudno o dwuznaczności. On jasno postawił na mężczyzn, przy okazji białych i bogatych. Za jego prezydentury znowu mniej kobiet sprawuje wyższe stanowiska w polityce zagranicznej, zaś kwestie płci na forum ONZ i innych organizacji międzynarodowych nie uzyskują wsparcia USA.

Feministyczną politykę zagraniczną już pod tą nazwą wprowadziła w Szwecji Margaret Wallström. Szwedka rozbudowała tę koncepcję. Jej zdaniem – a zatem zdaniem szwedzkiego rządu od 2014 r. – równość płci stanowi cel sam w sobie. Jednak jest on jednocześnie niezbędny do realizacji innych, nie mniej ważnych celów – pokoju, bezpieczeństwa i zrównoważonego rozwoju. Tym bardziej, że według badań status kobiet jest najlepszym wskaźnikiem stabilności kraju, zaś udział kobiet w negocjacjach pokojowych znacznie zwiększa szanse na uzyskanie porozumienia i jego wdrożenie.

Feministyczna polityka zagraniczna (FPZ) jest „feministyczna” raczej tylko z nazwy. Odróżnia się od „klasycznej” po prostu poprzez niepomijanie roli kobiet zarówno jako podmiotów – twórców, jak i przedmiotów (beneficjentek lub ofiar) polityki zagranicznej. Tym samym ma tradycyjne dla polityki zagranicznej cele, tj. pokój, sprawiedliwość, prawa człowieka i rozwój humanitarny, a to wszystko jest w niej uzupełnione o aspekt antydyskryminacyjny, walkę z wykluczeniem (nie tylko kobiet) i przemocą (nie tylko wobec kobiet). Postrzega więc politykę zagraniczną szerzej i bardziej wielowymiarowo niż tradycyjnie, biorąc pod uwagę różnorodność ludzi i potrzeb.

Po czterech latach wdrażania, szwedzki resort spraw zagranicznych, opublikował na swoich stronach specjalny podręcznik na temat FPZ. Polityka ta jest oceniana pozytywnie, jednak podkreśla się jej sprzeczność z tym, że Szwecja to jeden z dziesięciu głównych eksporterów broni, który sprzedaje ją również do represyjnych reżimów autorytarnych pozbawiających kobiety ich podstawowych praw.

KE ws. kobiet: Szklany sufit, niższa pensja i widmo ubóstwa

Kobiety w UE są bardziej zagrożone ubóstwem, niedostatecznie reprezentowane w parlamentach i rządach, w biznesie ogranicza je szklany sufit, do tego zarabiają o 16 proc. mniej niż mężczyźni – wynika ze sprawozdania nt. równości kobiet i mężczyzn we Wspólnocie.

Również Kanada realizuje feministyczną politykę zagraniczną. Wszystko zaczęło się od parytetu płci w rządzie premiera Justina Trudeau, który zapytany o to, dlaczego wprowadził parytet odpowiedział: „Bo mamy rok 2015”. Za sprawy zagraniczne odpowiada w jego gabinecie Christa Freeland, gospodyni zeszłorocznego szczytu kobiet szefowych dyplomacji. Jednak, podobnie jak w przypadku Szwecji, nie wszystko jest tu takie różowe. Kanada dostarcza broń Arabii Saudyjskiej, tym samym nie przyczyniając się do załagodzenia wojny w Jemenie, której głównymi ofiarami są dziewczynki i kobiety (UN Women).

Niekompetentni mężczyźni u władzy

Kobiety stanowią połowę społeczeństwa. W krajach tzw. zachodnich są też lepiej wykształcone od mężczyzn. Mimo to wciąż zarabiają mniej na tych samych stanowiskach, rzadziej i wolniej awansują na pozycje władzy. Dlaczego tak jest i jak to zmienić?

Tomas Chamorro-Premuzic napisał książkę „Dlaczego tak wielu niekompetentnych mężczyzn zostaje liderami (I jak to zmienić)”. Jego zdaniem męska arogancja, pewność siebie i bezczelność są często mylone ze zdolnościami przywódczymi. Jego rozwiązanie dla tego problemu jest proste: awansujmy za mierzalne kompetencje i dokonania. W efekcie więcej kobiet zasiądzie na najwyższych stanowiskach, szansę dostaną też skromniejsi a kompetentni mężczyźni, którzy zwykle również pomijani są przy awansach – uważa prof. Chamorro-Premuzic.

Kwoty sprawdzają się na listach wyborczych, bo w polityce chodzi przede wszystkim o subiektywną charyzmę, która daje siłę przebicia w mediach – tu arogancja i pewność siebie, o których pisze Chamorro-Premuzic dają mężczyznom przewagę. Kwoty nie są z kolei potrzebne tam, gdzie powinny się liczyć przede wszystkim obiektywne dokonania. Kobiety nie potrzebują specjalnego traktowania, bo potrafią potwierdzić swoje umiejętności w rekrutacji i przy awansach. Jednak z drugiej strony rozwiązania odgórne, jak utrwalająca się zasada społeczna zwiększania liczby kobiet w panelach dyskusyjnych i na kierowniczych stanowiskach też się sprawdzają – dzięki nim kobiety są identyfikowane jako godne szacunku ekspertki i profesjonalistki. Zdecydowana większość z zapytanych przeze mnie kobiet opowiada się jednak przeciwko takim rozwiązaniom. Chcą by o ich karierze decydowały kompetencje i dokonania.

Madeleine Albright radzi dodatkowo kobietom, by się „wtrącały” i przerywały, „bo nikt nie wpadnie na to, by nas zapytać o zdanie.” Podobnie doradza swoim studentkom profesorka prawa w Princeton, była dyrektorka komórki planowania strategii w Departamencie Stanu USA Anne-Marie Slaughter (współpracowała wtedy bezpośrednio z Hillary Clinton jako sekretarz stanu). Jej mąż, prof. Andrew Moravcsik, z kolei doradza swoim studentom, by od kobiet uczyli się tego, by mniej mówić a więcej słuchać.

Francja: Grupa dziennikarzy prześladowała kobiety w internecie

Lewicowy francuski dziennik „Liberation” ujawnił istnienie nieformalnej grupy kilkudziesięciu młodych dziennikarzy, którzy od lat systematycznie prześladowali w internecie kobiety, również pracujące w mediach. Okazało się, że grupę, określającą się jako „LOL League”, stworzył dziennikarz… „Liberation”.
 

LOL to używany przez internautów skrót …

Dlaczego kobiety nie mogą wszystkiego i jak to zmienić

Slaughter napisała w 2012 r. słynny sążnisty artykuł w The Atlantic pt. „Dlaczego kobiety wciąż nie mogą wszystkiego” (Why Women Still Can’t Have It All). Pokazuje w nim, jak dużym wyzwaniem dla pracujących kobiet jest godzenie pracy z macierzyństwem i posiadaniem rodziny. Opisane przez nią problemy pozostają te same także dziś i także w Polsce – wskazywały na nie również uczestniczki wspomnianego badania Instytutu Spraw Publicznych. „Naturalne jest, że dużo trudniej kobietom pracować poza krajem większą część tygodnia niż mężczyznom. Szczególnie gdy ma się rodzinę. Praca ta wymaga sporo poświęcenia” – mówiła w badaniu jedna z europosłanek. „Gdybym była matką, to tej pracy nie mogłabym wykonywać, bo życie rodzinne przy tej pracy, którą mam, się kompletnie rozpada. […] to w ogóle nie jest zajęcie dla młodych rodzin” – powiedziała. Kobiety zatrudnione w polskiej służbie dyplomatycznej wskazują też, konkretnie, na to, że urodzenie dziecka wiąże się z opóźnieniem ścieżki awansu o rok tradycyjnie branego w Polsce urlopu macierzyńskiego – a konkurencja w tej branży jest duża, zatem ten rok ma znaczenie.

Rady prof. Slaughter dla pracodawców, którzy chcą gwarantować rzeczywiście równe szanse rozwoju dla kobiet i mężczyzn obejmują wprowadzenie elastycznych godzin pracy, umożliwienie pracy zdalnej, odejście od korporacyjnej zasady „czasu macho” polegającej na rywalizacji typu „kto da z siebie najwięcej”, bo „pracowanie dłużej, nie zawsze znaczy lepiej”. Nawołuje też uznanie znaczenia macierzyństwa i kwalifikacji, jakie się z nim wiążą – żelaznej dyscypliny, umiejętności robienia wielu rzeczy na raz, decyzyjności itd. Slaughter podkreśla też to, jak ważny jest partner życiowy – rozumiejący i współpracujący. Zgadza się w tym z Sheryl Sandberg, szefową operacyjną Facebooka, która w swoich przemówieniach i publikacjach przyznaje, że… małżeństwo z właściwą osobą może kobiecie bardzo w karierze pomóc.

Poza radami Slaughter, na proporcje kobiet na wysokich stanowiskach w polityce zagranicznej i dyplomacji na pewno korzystnie wpłynie aktywna polityka prorodzinna, polegająca na dodatkach do pensji na opiekę. Dziś wyjazd z dzieckiem jest wyzwaniem zarówno finansowym, jak i logistycznym. Rodzice pracujący w placówkach zagranicznych dostają wsparcie tylko na szkołę, chociaż też nie zawsze. Nie otrzymują natomiast dofinansowania dla młodszych dzieci – na żłobek, przedszkole czy nianię – to nie tylko problematyzuje decyzję o wyjazdach, ale utrudnia też godzenie pracy z życiem rodzinnym, a co za tym idzie – skraca czas pracy i pogarsza jej jakość.

Po latach od napisania swojego słynnego artykułu profesor Slaughter uznaje, że „nigdy nie będzie równości, o ile nie zaczniemy cenić czasu poświęcanego opiece [nad dziećmi, starszymi rodzicami, domem itd.] tak samo jak pracy – co się tyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn”.