Hollande i Merkel razem w Parlamencie

Prezydent Francji François Hollande i kanclerz Niemiec Angela Merkel wystąpili wspólnie przed zgromadzeniem plenarnym Parlamentu Europejskiego. To zaledwie drugie wspólne wystąpienie przywódców w historii PE. Głównym impulsem, który popchnął oboje przywódców do tego kroku, był kryzys uchodźców.

On też był głównym, acz nie jedynym, tematem przemówień Hollande’a i Merkel. Mimo że ta sprawa stanowiła dla obojga punkt wyjścia, to skupili się także na szerszej sytuacji Europy.

Hollande

Hollande przywołał „dramaty”, jakim ostatnio musiała stawić czoła Europa. Przywołał konflikt na Ukrainie oraz zamachy terrorystyczne. Przestrzegł jednakże przed strachem: „Przy każdym kryzysie pojawia się strach. Musimy z nim żyć, ale nie możemy dać mu się zdominować” – nawoływał francuski prezydent.

Odpowiedzią na ten strach ma być jedność i wspólnota. „Nic nie jest bardziej bezcelowe od poszukiwania schronienia samemu, od próby samodzielnego ratowania się, kiedy na świecie mają miejsce ważne wydarzenia” – podkreślał Hollande, przywołując historyczne doświadczenia jako argument na poparcie swojej tezy.

Hollande podkreślał, że nadchodzi czas próby dla Europy. Według niego, tylko zjednoczona Europa może stawić czoła nadchodzącym wyzwaniom – a w przypadku braku tej jedności nadejdzie „koniec Europy”.

Merkel

Kanclerz Angela Merkel odniosła się bardziej wprost do kwestii migracyjnych. Stwierdziła, że napływ uchodźców i inne globalne wydarzenia „zmieniają Europę – czy tego chcemy, czy nie”.

Merkel podkreśliła, że „odgradzanie się w epoce internetu jest złudzeniem. Nie rozwiąże to żadnych problemów, a tylko stworzy kolejne” – stwierdziła w nawiązaniu do budowy przez Węgrów ogrodzeń na granicy z sąsiadami.

Kanclerz uważa także, że odpowiedzią na strach i wyzwania powinno być działanie – i to wspólne, europejskie. „Musimy oprzeć się pokusie polegania na działaniach rządów narodowych. Potrzebujemy teraz więcej Europy! Niemcy i Francja są gotowe” – przyrzekała.

Takie właśnie wspólne, ponadnarodowe działanie ma być według niej odpowiedzią na kryzys uchodźców. Merkel sądzi, że zjednoczona UE będzie w stanie wyeliminować przyczyny pojawiania się azylantów w Europie, a także zwiększyć bezpieczeństwo granic zewnętrznych poprzez wsparcie państw ościennych.

Merkel ponadto podkreśliła korzyści płynące z przyjmowania uchodźców. Według niej, należy doceniać korzyści ekonomiczne, jakie ze sobą przyniosą – uważa, że są one większe niż ryzyko płynące z ich przyjmowania.

Tłumaczyła jednocześnie, że przyjęcie uchodźców nie oznacza, że zostaną oni tutaj na lata.

Przyznała także, że obecne przepisy unijne nie przystają do obecnych czasów – w tym regulacja dublińska, określająca, które państwo członkowskie odpowiedzialne jest za danego uchodźcę.

Ataki europosłów

Przywódcy Francji i Niemiec zostali ostro zaatakowani przez eurosceptyków, populistów, nacjonalistów i przeciwników przyjęcia uchodźców. W ramach krajowej walki politycznej francuska europoseł, przywódczyni prawicowo-populistycznego Frontu Narodowego Marine Le Pen (ENW) nazwała Hollande’a „wicekanclerzem, administratorem prowincji francuskiej”.

Z kolei polski europoseł Ryszard Legutko (EKR) wytknął UE, że rozwiązuje problemy, jakie sama tworzy – choć przyznał, że w przypadku uchodźców chodziło bardziej o zbyt późne rozpoznanie symptomów nadchodzącego kryzysu. Spytał także kanclerz Merkel, „dlaczego najpierw zapraszała imigrantów, a potem wycofała to zaproszenie”, nawiązując do przywróconych kontroli na niemieckich granicach.

Skrajna lewica zaatakowała Hollande’a i Merkel na innym froncie. Przewodnicząca Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordyckiej Zielonej Lewicy Gabriele Zimmer (Niemcy) oskarżyła ich o tworzenie wewnętrznych podziałów w Europie na silne i słabe gospodarczo państwa. „Ludzie odrzucają Europę, w której ministrowie finansów dyktują, jak powinny być rozumiane solidarność i warunki do życia” – podkreśliła Zimmer. (kk)