Dwugłos Johnsona w sprawie kontroli migracji

Boris Johnson, minister spraw zagranicznych Wlk. Brytanii// Źródło: Mayor of London

Minister spraw zagranicznych Wlk. Brytanii oficjalnie sprzeciwia się, by po Brexicie jego kraj musiał wciąż stosować zasadę swobodnego przepływu osób, zgodnie z antyimigracyjnym stanowiskiem swojego rządu. Na prywatnych spotkaniach z ambasadorami innych państw miał jednak mówić im zupełnie co innego.

 

Wczoraj (30 listopada) brytyjska stacja telewizyjna „Sky News” doniosła o kolejnych już rozbieżnościach w stanowiskach zwolenników wyjścia Wlk. Brytanii z UE prezentowanych w kampanii przedreferendalnej oraz po ich dojściu do władzy. Tym razem na celowniku znalazł się minister spraw zagranicznych Boris Johnson.

Słowa Johnsona

Czterech ambasadorów w Wlk. Brytanii, proszących o zachowanie anonimowości odniosło się do komentarzy Johnsona ws. zasady swobodnego przepływu osób. Zasada ta stanowi, że unijni obywatele mogą swobodnie przemieszczać się i przeprowadzać na całym terytorium UE.

Ambasadorzy, którzy kontaktowali się z Johnsonem w Londynie ujawnili, że prywatnie prezentuje on odmienne stanowisko od tego, które oficjalnie deklaruje. „Boris Johnson mówił nam otwarcie, że osobiście jest za zasadą swobodnego przepływu osób” – powiedział jeden z ambasadorów. Trzech innych to potwierdziło, przy czym jeden dodał, że „Johnson podkreślał, że nie jest to oficjalna polityka rządu”.

Piąty ambasador, także obecny na spotkaniu, na którym Johnson miał przedstawiać te poglądy, nie usłyszał słów nt. swobodnego przepływu osób. Stwierdził natomiast, że „dyplomatów nie obchodzi, co Johnson mówi”, jako że brakuje mu wiarygodności w ich oczach.

Reakcje

Źródło Agencji France-Presse w ministerstwie spraw zagranicznych Wlk. Brytanii twierdzi natomiast, że prywatne słowa Johnsona nie zaprzeczają jego wcześniejszym publicznym wypowiedziom. Zgodnie ze źródłem, Johnson „jest zwolennikiem imigracji, chce tylko kontrolować jej poziom”, a także „nie powiedział, że wspiera zasadę swobodnego przepływu osób – czekam na jakiekolwiek dowody, że to miało miejsce”.

Bruksela obecnie stoi na stanowisku, że jeżeli Zjednoczone Królestwo będzie chciało po wyjściu z UE mieć pełny dostęp do unijnego wspólnego rynku (tj. handlować z państwami UE tak, jak do tej pory), to będzie musiało wciąż stosować zasadę swobodnego przepływu osób. Nie jest to w smak rządowi premier Theresy May – doszła ona do władzy, by realizować obietnice kampanii referendalnej popierającej Brexit, która obiecywała m.in. „odzyskanie kontroli” nad imigracją do Wlk. Brytanii.

Konieczność umożliwienia swobodnego przemieszczania się osobom z innych krajów UE do Wlk. Brytanii stałaby zaś w sprzeczności z tą obietnicą. Rząd May a, w tym i Johnson, są więc jej przeciwni, licząc na złagodzenie stanowiska UE w trakcie negocjacji warunków wyjścia.

Jednak nawet sam brytyjski rząd nie ma w tej sprawie jednoznacznego stanowiska. W trakcie dzisiejszej (1 grudnia) debaty parlamentarnej w Izbie Gmin minister ds. wyjścia z UE David Davis przyznał, że rząd będzie rozważał opcję płacenia w zamian za dostęp do wspólnego rynku. Davis zaprzeczył także doniesieniom o wsparciu Johnsona dla zasady swobodnego przepływu osób.

Stanowisko premier

Kancelaria May stoi natomiast na stanowisku, że rząd będzie starał się „uzyskać najlepsze możliwe warunki wyjścia”. Strategia rządu ma być jeszcze w trakcie opracowywania, więc rozważane są różne opcje.

Negocjacje między Londynem a Brukselą mają się rozpocząć przed końcem marca 2017 r. Konkretna data nie jest jeszcze znana, ale do tej pory May starała się jak najbardziej opóźnić początek rozmów z UE.