Były prezydent Armenii Robert Koczarian wyszedł z aresztu

Robert Koczarian był drugim prezydentem Armenii (1998-2008). Źródło: https://en.kremlin.ru/events/president/news/31578

Robert Koczarian był drugim prezydentem Armenii (1998-2008). Źródło: http://en.kremlin.ru/events/president/news/31578

13 sierpnia Sąd Apelacyjny w Erywaniu zwolnił z aresztu byłego prezydenta Armenii Roberta Koczariana. Sąd wziął pod uwagę argument adwokatów o przysługującym byłej głowie państwa immunitecie.

 

Robert Koczarian był drugim prezydentem Armenii (1998-2008). Był także pierwszym prezydentem samozwańczej Republiki Górskiego Karabachu, a w pierwszej połowie lat 90. XX wieku jednym z najważniejszych przywódców ruchu separatystycznego w Górskim Karabachu. Nim został armeńskim prezydentem przez rok sprawował funkcję premiera.

Zarzuty 10 lat później

Koczarian został aresztowany 26 lipca br. Środowiska związane z byłym prezydentem, jego następcą Serżem Sarkisjanem (prezydentem w latach 2008–2018) oraz rządzącą Republikańską Partią Armenii (cały czas posiadającą większość parlamentarną) uznały areszt za polityczną wendettę, wskazując na przysługujący byłym szefom państwa immunitet.

Koczarianowi postawiono zarzut zamachu na armeński porządek konstytucyjny – poprzez wprowadzenie w marcu 2008 roku stanu wyjątkowego w Armenii. W wyniku stłumienia protestów przez siły bezpieczeństwa zginęło 10 osób, a ponad 250 zostało rannych. Prawdopodobnie nie jest bez znaczenia data postawienia zarzutów – 10 lat po tych wydarzeniach i 3 miesiące po dojściu do władzy opozycji.

Protesty wybuchły w lutym 2008 r. po tym, jak sojusznik i następca Koczariana, Serż Sarkisjan, został ogłoszony zwycięzcą w wyborach prezydenckich. W dniu 24 lutego 2008 r. Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła, że ​​Sarkisjan wygrał wybory, uzyskując 52 proc.  głosów, a kandydat opozycji, były pierwszy prezydent kraju Lewon Ter-Petrosjan 21 proc. Skupiona wokół Ter-Petrosjana opozycja zakwestionowała wynik wyborów, uważając, że zostały sfałszowane.

Putin składa gratulacje, UE liczy na bliższą współpracę. Armenia i reakcje na polityczne zmiany

Już w ciągu kilku godzin po wczorajszym (8 maja) wyborze lidera opozycji Nikola Paszyniana na nowego szefa armeńskiego rządu, zaczęły do Erywania napływać gratulacje i oferty zacieśnienia współpracy. Czy Moskwa i Bruksela znów będą na zmianę przeciągać w swoją stronę …

Partie opozycyjne twierdziły, że represje w trakcie tłumienia protestów po ogłoszeniu wyników wyborów dotyczyły nie tylko cywilnych organów ścigania, ale także armii. W następstwie tych wydarzeń aresztowano wielu ważnych polityków opozycji. Zarzut organizacji masowych zamieszek postawiono wówczas m.in. obecnemu premierowi Nikoli Paszynianowi.

Klan karabachski broni lidera

Równolegle do apelacji adwokackiej 45 deputowanych (głównie z Republikańskiej Partii Armenii) podpisało petycję mającą na celu zmianę środka zapobiegawczego wobec Roberta Koczariana, ale Biuro Prokuratora Generalnego ją odrzuciło, stwierdzając, że podstawy do utrzymania go w areszcie są ciągle aktualne, a wybór innego środka zapobiegawczego niezwiązanego z zatrzymaniem wciąż nie jest w stanie zagwarantować nieprzerwanego procesu dochodzenia.

Według Wojciecha Góreckiego z Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) decyzji sądu nie należy interpretować jako kontrataku byłej ekipy rządzącej Armenią. ,,Nie wiemy, co wpłynęło na werdykt Sądu Apelacyjnego, ale raczej należy wykluczyć, aby był on przejawem kontrofensywy poprzedniej ekipy. Oczywiście, ludzie związani z Republikańską Partią Armenii (na jej czele stoi były prezydent i krótkotrwały premier Serż Sarkisjan, a sama partia wciąż dysponuje większością w parlamencie) zajmują w dalszym ciągu wiele kluczowych stanowisk, choć są systematycznie od nich odsuwani” – powiedział EURACTIV.pl ekspert OSW.

Stepan Grigoryan, dyrektor Centrum Analitycznego Globalizacji i Współpracy Regionalnej w Erywaniu potwierdza, że poprzednie władze wciąż posiadają duże wpływy np. w sądownictwie. W odróżnieniu jednak od dr. Góreckiego uważa on, „że poprzednia władza wciąż kontroluje część sądownictwa. Sędzia, który zwolnił Roberta Koczariana z aresztu wcześniej pracował w jego administracji, gdy Koczarian był prezydentem Armenii”.

Turkmeński gaz popłynie do Europy?

Coraz bliżej zakończenia jest spór o status prawny Morza Kaspijskiego, co może sprawić, że w przyszłości gazociągiem Transkaspijskim popłynie do Europy gaz z Turkmenistanu. Wszystko zależy od Rosji, która może pójść na kompromis. Ale pod pewnymi warunkami.
 

Budowa nowego gazociągu umożliwi podłączenie …

Według Specjalnej Służby Dochodzeniowej Republiki Armenii zniesienie przez sąd apelacyjny aresztu jako środka zapobiegawczego wobec Roberta Koczariana jest nielegalne. „Decyzja Sądu Apelacyjnego Republiki Armenii jest niezgodna z prawem, a sąd przekroczył granice swoich uprawnień. Mamy nadzieję, że prokuratura złoży skargę kasacyjną” – powiedział przedstawiciel Służby.

Moskwa na razie tylko się przygląda

Mimo że oficjalna optyka Moskwy wobec nowych armeńskich władz pozostaje neutralna, Paszinjan(premier od 8 maja br.) nie cieszy się aż tak dużym zaufaniem Kremla, co jego poprzednicy. Jak podkreśla Jan Strzelecki, analityk OSW:,,Nowe władze w Erywaniu oraz sam Paszynian nie cieszą się zaufaniem Kremla, a aresztowanie byłego prezydenta Roberta Koczariana i obecnego sekretarza generalnego Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym gen. Jurija Chaczaturowa wzbudziły jawne niezadowolenie Moskwy i dość stanowczą reakcję rosyjskiej dyplomacji”.

Kreml posiada sporo instrumentów nacisku na nowy rząd w Erywaniu, które mogą zostać użyte w przyszłości. Może to być presja dyplomatyczna, ograniczenie wymiany handlowej lub utrudnianie życia diasporze ormiańskiej w Rosji.

Nie można jednak wykluczyć, że w sytuacji dalszego zagrożenia rosyjskich interesów w Armenii, Kreml wykorzysta swój najważniejszy instrument – kartę karabachską. Czyli Moskwa mogłaby wydać nieoficjalne przyzwolenie na ograniczoną ofensywę armii Azerbejdżanu. Przede wszystkim chodzi więc o nieformalne gwarancje bezpieczeństwa dla tzw. Republiki Górskiego Karabachu.