Amerykanie nie są już „przyjaciółmi” niemieckich chadeków

Niemcy USA

Angela Merkel, kanclerz Niemiec i przewodnicząca CDU oraz Horst Seehofer, premier Bawarii i przewodniczący CSU z nowym programem wyborczym swoich partii// Źródło: CDU

Rządzące Niemcami siostrzane partie CDU i CSU przedstawiły swój program na wrześniowe wybory parlamentarne. W porównaniu z poprzednimi, rzuca się w oczy zmieniony stosunek obu ugrupowań do USA.

 

Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU), partia kanclerz Angeli Merkel, wraz ze swoim siostrzanym ugrupowaniem z Bawarii, Unią Chrześcijańsko-Społeczną (CSU) przedstawiły wczoraj (3 lipca) swój program wyborczy (dostępny w jęz. niemieckim TUTAJ). Nowy parlament Niemcy wybiorą 24 września.

Przedstawiony program nie uniknął porównań z tym z poprzednich wyborów z 2013 r. Uwagę zwróciło zwłaszcza zmiana podejścia do USA, z którymi od momentu dojścia do władzy prezydenta Donalda Trumpa Berlin ma coraz bardziej napięte relacje.

W 2013 r., gdy Stanami rządził prezydent Barack Obama, CDU i CSU bardzo podkreślały „przyjaźń” między oboma państwami. Poprzedni program wyborczy chadeckich partii określał Amerykanów mianem „najważniejszych przyjaciół [Niemiec] poza Europą”, a „przyjaźń” z Waszyngtonem była „fundamentem” niemieckiej strategii zagranicznej.

Ta „przyjaźń” była też używana w kontekście relacji handlowych. Wówczas trwały negocjacje umowy o wolnym handlu między USA i Unią Europejską – Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) – na które liczyły obie strony. Jednak rozmowy stanęły w martwym punkcie jeszcze przed wyborem Trumpa, a nowy prezydent – nie kryjący niechęci wobec tego typu porozumień – nie podchodzi entuzjastycznie do idei „resetu” i rozpoczęcia negocjacji od początku.

Bieżący rok

W tym roku nie ma już słów o amerykańsko-niemieckiej przyjaźni. Program CDU i CSU wciąż wspomina o Stanach Zjednoczonych – nadal są one ważne dla polityki zagranicznej Niemiec, ale nie mówi się już o Amerykanach jako o „przyjaciołach”. Zamiast tego używa się zwrotów w rodzaju „najważniejszy partner”.

Ta zmiana jest efektem ostatniego półrocza. Od czasu objęcia urzędu prezydenta, Trump wielokrotnie krytykował zarówno Niemcy, jak i samą kanclerz Merkel. Ofiarą niezadowolenia Trumpa padły m.in.: poziom wydatków Niemiec na zbrojenia, „rujnująca” i „szalona” polityka migracyjna prowadzona przez kanclerz Merkel, czy polityka handlowa. Oba państwa różnią się też w podejściu do zmian klimatycznych i porozumienia paryskiego.

Słowa Trumpa wywarły szybką reakcję u Niemców. Sondaż Pew Research Center z 26 czerwca br. (dostępny TUTAJ), że obecnie tylko 35 proc. mieszkańców Niemiec przychylnie ocenia Stany Zjednoczone (spadek o 22 pkt. proc. w porównaniu z zeszłym rokiem). Tylko 11 proc. wierzy, że Trump „będzie postępował właściwie w sprawach międzynarodowych” – w przypadku Obamy było to 86 proc.

Spotkanie w Hamburgu

Merkel i Trump będą mieli niedługo kolejną okazję, by przedyskutować różnice w poglądach twarzą w twarz. Po wizycie w Polsce (5-6 lipca) Trump uda się bowiem do Hamburga, by wziąć udział w szczycie państw G20, którego Niemcy są gospodarzem.

Mimo że szczyty G20 nie podejmują wiążących prawnie decyzji, stanowią one dla przywódców tych krajów okazję do przedyskutowania swoich planów na nadchodzące miesiące i lata, oraz do ich koordynacji. Spodziewane jest wiele tematów dotyczących gospodarki, ale także polityki klimatycznej – ostatni szczyt państw G7 usiłował przekonać Trumpa do wycofania się z decyzji o wyłączeniu USA z porozumienia paryskiego, ale nie udało się tego osiągnąć.

Europa zamiast Stanów

We wczorajszym programie CDU-CSU podkreślono rolę Europy, a zwłaszcza Francji, do której Berlin się zbliżył po wyborczym sukcesie prezydenta Emmanuela Macrona. Pojawiła się sekcja, która nazywa wprost Francję i Niemcy „motorem Europy” oraz zapowiedzi dążenia do dalszego umacniania więzi. Partie podkreśliły w programie jednak, że nie zamierzają przystawać na plany Macrona, by uwspólnotowić zadłużenie w strefie euro.

Ponadto, obie partie podkreśliły, że nie zamierzają osłabiać Sojuszu Północnoatlantyckiego. Chcą jednak dążyć do zacieśniania współpracy obronnej w Europie, by kontynent był w stanie obronić się samodzielnie w przypadku agresji, bez konieczności polegania na USA.