* Poniższa rozmowa jest fragmentem książki „Historia ruszyła z kopyta” (Wydawnictwo Zysk i S-ka), zawierającej wywiady z czołowymi bohaterami wydarzeń ostatniego dwudziestolecia i jego komentatorami. Oprócz wywiadów zawiera także opis przygód związanych z dotarciem do rozmówców lub zapis redakcyjnych anegdot, odsłania więc „dziennikarską kuchnię”, pokazując, że gdzie nie pomoże wytrwałość, czasem przyda się fortel.
– Czy szczyt Unii Europejskiej w sprawie Gruzji spełnił pana oczekiwania?
– Jego konkluzje są zgodne z przewidywaniami. Właściwie cztery piąte oczekiwań zostało spełnionych. Mamy umiarkowany sukces. Rada jednomyślnie potepiła rosyjską agresję wobec Gruzji. I, jak na unijny język dyplomacji, była to deklaracja stanowcza. Jest to jednak dopiero początek. Teraz czeka nas integralne wypełnienie sześciopunktowego planu. To, czy nastepi dalsza radykalizacja Unii Europejskiej, zalezy od tego, czy Rosja zgodzi się respektować zasady i swoje zobowiązania.
– Nad Europą znów zawisło widno zimnej wojny. Jak UE ma zamiar sprostać temu wyzwaniu?
– Nie ma zimnej wojny. Jest najpoważniejszy kryzys w stosunkach z Rosją od pokojowych przemian rozpoczętych w Polsce 1989 roku. Ale jest to jednocześnie sprawdzian dla Unii, która buduje swoją wspólna politykę zagraniczną. Unia stanęła przed bardzo trudnym zadaniem, ponieważ jako jedyny gracz globalny mogła przyjąć pozycję mediatora. Rosja jest bowiem stroną w konflikcie, a Stany Zjednoczone nie zostałyby uznane przez Rosję za bezstronne. Zaangażowanie NATO mogłoby zaostrzyć stanowisko Moskwy.
– Czy ten brak natychmiastowej i jednolitej reakcji na agresję na Kaukazie był oznaką słabości Unii?
– Nie zgodziłbym się, że nie było natychmiastowej reakcji. Dla obserwatora i specjalistów do spraw europejskich reakcja Unii Europejskiej była szybka i zdecydowana. Wyprzedziła reakcje Waszyngtonu i zaprezentowała po raz pierwszy, od europejskiego rozdarcia w sprawie Iraku, jednolite stanowisko. Trzeba pamiętać, że unijna wspólna polityka zagraniczna jest dopiero w fazie konsolidacji. Nie ma jeszcze wspólnego ministra spraw zagranicznych. Zajęcie wspólnego stanowiska wymaga konsultacji wszystkich 27 członków. Sprawująca przewodnictwo w tym półroczu Francja, zanim przystąpiła to rokowań dyplomatycznych, musiała uzgodnić mandat z pozostałymi krajami wspólnoty.
Na szczęście powagę sytuacji na Kaukazie dostrzegli wszyscy europejscy liderzy. Zareagowały tez unijne instytucje – Rada i Parlament. Udało się w trybie pilnym – pomimo przerwy letniej – zwołać posiedzenie unijnych ministrów spraw zagranicznych, którzy zgodzili się na wysłanie misji pokojowych do Gruzji. Oczywiście, pozostaje pytanie, czy zgodzą się na to władze separatystycznych republik Osetii i Abchazji, a przede wszystkim Rosja.
