Zagraniczna pomoc napływa do Libanu. Prezydent Francji z wizytą w Bejrucie

Emmanuel Macron podczas spotkania z mieszkańcami na ulicy Bejrutu, źródło: Twitter/@sommervilletv

Emmanuel Macron podczas spotkania z mieszkańcami na ulicy Bejrutu, źródło: Twitter/@sommervilletv

W Libanie wciąż trwa poszukiwanie ofiar eksplozji w składzie środków chemicznych w porcie w Bejrucie oraz szacowanie strat. Świat wysyła Libańczykom pomoc. Do libańskiej stolicy przyleciał dziś prezydent Francji Emmanuel Macron.

 

Według najnowszych statystyk we wtorkowej (4 sierpnia) eksplozji w bejruckim porcie zginęło conajmniej 145 osób, a ponad 5 tys. zostało rannych. Wciąż też nieznany jest los nawet kilkuset osób.

Część z nich może leżeć pod gruzami zawalonych budynków lub w uszkodzonych przez falę uderzeniową mieszkaniach, ponieważ przygniotły ich meble lub wypadające okna i drzwi. Dlatego ratownicy przeszukują nie tylko gruzowisko w samym porcie, ale także budynki w sąsiadujących z nim dzielnicach.

Udało im się już uratować pierwszych ludzi. Odnaleziono także dryfującego na łodzi na morzu przez ponad 30 godzin mężczyznę, którego raniła fala uderzeniowa, a potem zepchnęła jego łódź dalej od brzegu.

Liban: Potężna eksplozja w Bejrucie. Co najmniej 135 ofiar śmiertelnych i ponad 5 tys. rannych

W porcie w stolicy Libanu – Bejrucie doszło do potężnej eksplozji. Fala uderzeniowa była tak potężna, że w ciągu sekund rozniosła się po dużej część miasta. Zniszczenia są ogromne.

Zginęło wielu strażaków

Wśród ofiar śmiertelnych wybuchu jest wielu strażaków. Pożar w porcie rozpoczął się bowiem około 17:30 czasu miejscowego (w Polsce było wówczas o godzinę wcześniej), a eksplozja miała miejsce kilka minut po godzinie 18:00. Na miejsce zdążyły już przyjechać pierwsze wozy strażackie i zaczęła się akcja gaśnicza.

Wiele wskazuje na to, że strażacy nie mieli świadomości co tak naprawdę gaszą. Pierwsze informacje mówiły o pożarze w składzie fajerwerków, ale tuż obok znajdował się feralny magazyn nr 12, w którym od 6 lat leżało 2750 ton saletry amonowej, która służy nie tylko do produkcji nawozów, ale także materiałów wybuchowych.

Środek ten, jeśli zostanie bardzo gwałtownie podgrzany potrafi eksplodować w wyniku reakcji chemicznej z gigantyczną siłą. Podczas zamachu na budynek federalny w Oklahoma City w 1995 r. amerykański terrorysta Timothy McVeigh użył „zaledwie” 2,3 tony saletry amonowej czym zabił 168 osób, ranił 680, zawalił 7-piętrowy biurowiec i uszkodził budynki w promieniu kilkuset metrów.

Wszystko wskazuje na to, że saletra amonowa była składowana w porcie w Bejrucie bez jakichkolwiek zabezpieczeń, a do pożaru doszło w wyniku prac spawalniczych przy drzwiach do jednego z magazynów.

Dziś odbyły się pogrzeby pierwszych zidentyfikowanych strażaków. Aby pożegnać jedną z nich, zaledwie 25-letnią Sahar Fares, przyszły dziś tłumy.

Trwa wyjaśnianie przyczyn wybuchu

Ogromy ładunek saletry amonowej trafił do stolicy Libanu na pokładzie wyprodukowanego w 1986 r. w japońskiej stoczni w Naruto statku MV Rhosus, który ostatnio należał do rosyjskiego biznesmena Igora Greczuszkina, ale zarejestrowany był w jedynym mołdawskim porcie morskim w Giurgiulești. Choć Mołdawia nie ma de facto dostępu do Morza Czarnego, to jednak porozumiała się z Ukrainą i dzierżawi 430 metrów nabrzeża u ujścia Prutu do Dunaju.

MV Rhosus, który kilka razy zmieniał właścicieli i był przebudowywany, pływał najpierw pod banderą Panamy, a potem Cypru, ponieważ jego ostatni właściciel mieszka na stałe w cypryjskim Limassol, gdzie status rezydenta ma wielu rosyjskich milionerów. Statek w 2013 r. wiózł saletrę amonową z Batumi w Gruzji do Beiry w Mozambiku z siedmioosobową ukraińsko-rosyjską załogą na pokładzie.

Jednostka doznała jednak w październiku owego roku awarii silnika na Morzu Śródziemnym i zawinęła do portu w Bejrucie. Na miejscu okazało się, że uszkodzeń nie da się już naprawić, a dalsza eksploatacja statku będzie nieopłacalna. Co więcej, załoga nie posiadała gotówki na opłacenie jakichkolwiek remontów, a nawet na opłatę za przejście przez Kanał Sueski.

Zarządzający statkiem armator (który posiadał tylko tę jedną jednostkę) ogłosił bankructwo, zaś zamawiający saletrę amonową odbiorcy zrezygnowali z towaru. Nikt od spółki Greczuszkina nie dostał żadnych obiecanych przelewów, a załoga żadnych wypłat. Co więcej, wyszło na jaw, że wcześniej już w powodu złego stanu technicznego na pewien czas statek aresztowano w jednym z hiszpańskich portów.

Liban liczy straty po eksplozji w Bejrucie

Wybuch to kolejny z serii wielkich problemów jakie trapią Liban i potęgują poważne napięcie w tym wieloetnicznym i wieloreligijnym kraju.

Ładunek porzucony w Bejrucie

Jednostka została ostatecznie porzucona w porcie w Bejrucie, a jej załoga (z pomocą swoich konsulatów) z czasem wróciła do domu. Część tej załogi – pilnujący statku kapitan i bosman – spędziła w Bejrucie rok bez środków do życia.

Ostatecznie władze portowe w 2014 r. nakazały przeniesienie ładunku ze statku do najbliższego wolnego magazynu. MV Rhosus niszczał zaś tuż obok aż do 2017 r. Potem z portu zniknął, ale nie wiadomo na razie co się z nim stało. Według jednej z wersji został odholowany, według drugiej – zatopiony.

Władze celne, które stały się depozytariuszem saletry amonowej pięciokrotnie między 2014 a 2017 r. pytały na piśmie władze portowe i Ministerstwo Sprawiedliwości co mają zrobić z ładunkiem oraz wyrażały obawy o to, czy jego przechowywanie w tym magazynie jest bezpieczne. Na żaden z tych listów jednak nie otrzymano odpowiedzi, a od 2017 r. nikt już się sprawą ładunku usuniętego z MV Rhosus nie interesował.

Trwa obecnie śledztwo, które ma wyjaśnić dlaczego przez 6 lat nikt nie zajął się sprawą niebezpiecznych chemikaliów oraz dlaczego doszło do samej eksplozji. Na razie prewencyjnie nałożono areszt domowy na wszystkich (sic!) urzędników portowych, którzy pracowali tam od 2014 r. i to nawet jeśli w międzyczasie zmienili pracę.

Zagraniczna pomoc dla Libanu

Tymczasem do Libanu płynie pomoc z zagranicy. Eksplozja bowiem oznacza także poważny cios gospodarczy. Uszkodzonych jest ponad połowa budynków w Bejrucie, a 300 tys. mieszkańców libańskiej stolicy straciło dach nad głową. Uszkodzone lub zniszczone są też szpitale czy szkoły.

W porcie pożar i eksplozja zniszczyły magazyny m.in. z lekami czy żywnością. Prawie 80 proc. towarów jest do Libanu sprowadzanych właśnie przez port w Bejrucie, a dostępność wielu rzeczy jest w tym kraju uzależniona od importu.

Zniszczony został stojący tuż obok magazynu nr 12 wielki elewator, gdzie znajdowały się strategiczne rezerwy zboża. Jego zapas w Libanie wystarczy teraz zaledwie na miesiąc, choć ministerstwo gospodarki zapewnia, że są jeszcze duże zasoby już zmielonej mąki. Problem w tym, że zniszczone są także dwa duże młyny w Bejrucie.

Pomoc finansową zaoferowały już Libanowi m.in. Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Arabia Saudyjska, Iran, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Turcja, a nawet Izrael, z którym Liban jest formalnie w stanie wojny.

„Będziemy wspierać Libańczyków w potrzebie, zamierzamy zapewnić natychmiastową pomoc – pakiet poszukiwawczo-ratowniczy, pomoc humanitarną do 5 mln funtów, a także fachową pomoc medyczną. Tym, co jest kluczowe w tym momencie, to nasze wsparcie dostosowane do bardzo konkretnych potrzeb, o czym właśnie rozmawiałem z libańskim premierem” – mówił minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Dominic Raab.

Pomocy Libanowi udzieliła także Polska. Do Bejrutu wczoraj wieczorem poleciał już samolot z zapasami leków i materiałów opatrunkowych oraz ratownikami medycznymi i lekarzami. Pomoc bezpośrednio realizować będzie Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, które od 2012 r. prowadzi stałą misję w Libanie, gdzie pomaga między innymi uchodźcom z Syrii.

Do Bejrutu udali się także polscy strażacy ze sprzętem poszukiwawczym i psami szkolonymi w przeszukiwaniu gruzowisk.

Emmanuel Macron z wizytą w Bejrucie

Do stolicy Libanu udał się natychmiast prezydent Francji Emmanuel Macron. Paryż utrzymuje bowiem z Bejrutem specjalne relacje. Francja wysłała też do Libanu już trzy samoloty z pomocą humanitarną oraz ratownikami i lekarzami.

Liban był bowiem niegdyś francuskim terytorium mandatowym na Bliskim Wschodzie i do dziś mieszka tam wielu Francuzów (szacuje się ich liczbę na około 25 tys.). Podstawowym językiem obcym jakiego obok angielskiego uczą się młodzi Libańczycy jest francuski, a kultura frankofońska jest bardzo w tym kraju popularna.

Mieszkańcy Libanu często też emigrują zarobkowo do Francji, a nadawanie francuskich imion jest bardzo popularne, przede wszystkim wśród libańskich chrześcijan.

Macron od razu po przylocie mówił na lotnisku, że „Francja nie zostawi Libanu” i zapowiedział, że Paryż będzie koordynował zagraniczną pomoc. Ale jednocześnie wytknął obecnym libańskim władzom niekompetencję i skorumpowanie.

„W Libanie panuje kryzys polityczny, ekonomiczny, moralny i społeczny, którego główną ofiarą jest naród libański. Stąd konieczność bycia wymagającym w stosunku do elit politycznych” – oświadczył. Ale dodał też, że „pomoc powinna być uzależniona od walki z korupcją”.

Liban w kryzysie, a na ulicach rewolucyjne nastroje

Macron najpierw udał się na ulice jednej ze zniszczonych wybuchem nadmorskich dzielnic Bejrutu. Tam czekał na niego z owacjami tłum zwykłych Libańczyków. Macron długo z nimi rozmawiał, a oni prosili go, aby pomógł im też pozbyć się skorumpowanej władzy.

Na filmach z wizyty Macrona słychać też okrzyki wzywające do obalenia władz Libanu oraz rewolucji. W kraju od jesieni ubiegłego roku trwają poważne protesty, które ograniczyła dopiero pandemia koronawirusa.

Gospodarka kraju bowiem kuleje mocno, rośnie bezrobocie, a funt Libański stracił na wartości prawie 80 proc. W kraju zresztą od dawna w regularnym obrocie jest amerykański dolar, a ceny są podawane w dwóch walutach. Można też płacić dolarami, a dostać resztę w funtach libańskich.

Kryzys w Libanie trwa dłużej niż pandemia, a rozprzestrzenianie się koronawirusa tylko go pogorszyło. Często wyłączany jest też prąd (nawet na 20 godzin dziennie), a sytuacja gospodarcza jest uważana za najgorszą od zakończenia w 1990 r. trwającej 15 lat wojny domowej.

Francuski prezydent tak długo był na ulicach Bejrutu, że spóźnił się na rozmowy z libańskimi prezydentem i premierem – Michelem Aounem i Hassanem Diabem. A to w dyplomacji zwykłe wiele mówiący gest.

Macron powiedział też, że zaproponuje władzom Libanu „nowy pakt polityczny”, a także, że powróci do Bejrutu 1 września. „Jeśli to się nie uda, to biorę za pełną polityczną odpowiedzialność” – powiedział do zgromadzonych ludzi.