Żądania Merkel i Macrona pod adresem Putina i Poroszenki

Angela Merkel i Emanuel Macron podczas spotkania w Berlinie

Kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Emmanuel Macron we wspólnym oświadczeniu „z ubolewaniem skonstatowali” wczoraj (28 sierpnia), że sytuacja na wschodzie Ukrainy „nie poprawiła się w sposób znaczący”. Zażądali też, by przywódcy Rosji i Ukrainy dotrzymywali obietnic. Tymczasem USA „poważnie rozważa” możliwość dostarczenie Ukrainie tzw. śmiercionośnej broni.

„Szkolne zawieszenie broni” też nieskuteczne

 

W oświadczeniu opublikowanym w poniedziałek na stronie internetowej niemieckiego Urzędu Kanclerskiego Angela Merkel i Emmanuel Macron zwracają uwagę, że kolejnego, tzw. szkolnego zawieszenia broni nie przestrzega żadna ze stron, które się pod nim podpisały. Podkreślają, że rozejm wynegocjowany w ramach trójstronnej grupy kontaktowej ds. Donbasu jest – „mimo wspólnego poparcia szefów państw i rządów” czwórki normandzkiej (Ukrainy, Rosji, Niemiec i Francji) – naruszany nawet z użyciem broni ciężkiej (zgodnie z zapisami porozumień mińskich, taka broń miała już dawno zostać wycofana z linii walk).

Kolejne zawieszenie broni w Donbasie, które miało obowiązywać w związku ze zbliżającym się początkiem roku szkolnego – podobnie jak wszystkie poprzednie (wg mediów w wyniku negocjacji grupy kontaktowej rozejm ogłaszano już 11 razy) – okazało się nieskuteczne. Prorosyjscy separatyści kilkanaście razy zerwali je już w pierwszym dniu jego obowiązywania (25 sierpnia).

Wspierani przez Rosję bojówkarze używali broni strzeleckiej, granatników, ale też moździerzy kalibru 120 mm. Szczególnie intensywne ataki ze strony separatystów miały miejsce w okolicach miejscowości Awdijiwka, gdzie armia ukraińska odpowiedziała ogniem.

Żądanie dotrzymywania obietnic

We wspólnym oświadczeniu Merkel i Macron zażądali od Władimira Putina i Petra Poroszenki „pełnego dotrzymania wszystkich obietnic, publicznego i wyraźnego poparcia zawieszenia broni i dopilnowania, by stosowne instrukcje zostały przekazane wojsku i siłom na miejscu”. Kolejny raz wezwali też strony konfliktu do zapewnienia bezpiecznego i swobodnego dostępu misji obserwatorów OBWE.

Przywódcy Niemiec i Francji zapowiedzieli ponadto, że w dalszym ciągu będą uważnie obserwować sytuację na wschodzie Ukrainy, gdzie wciąż dochodzi do starć między siłami ukraińskimi i prorosyjskimi separatystami.

Oświadczenie przywódców Niemiec i Francji nawiązuje do rozmowy telefonicznej szefów państw i rządów formatu normandzkiego sprzed tygodnia (z 22 sierpnia), czyli rozmowy Merkel i Macrona z prezydentami Ukrainy i Rosji: Petrem Poroszenką i Władimirem Putinem.

USA przyśle Ukrainie śmiercionośną broń?

Specjalny wysłannik USA ds. Ukrainy, Kurt Volker zapowiedział tymczasem, że relacje między Stanami Zjednoczonymi i Rosją zostaną sparaliżowane, o ile nie uda się znaleźć rozwiązania dla konfliktu zbrojnego w Donbasie. W wywiadzie opublikowanym w poniedziałkowym „Financial Times” Volker potwierdził też, że administracja Donalda Trumpa „poważnie rozważa” możliwość zmiany dotychczasowej strategii wobec tego konfliktu i dostarczenie Ukrainie tzw.  śmiercionośnej broni.

Ukraińskie władze o taką broń od dawna zabiegają, by móc skuteczniej bronić się przed rosyjską agresją. „W tej sprawie nie zapadła jeszcze decyzja, ale na bardzo wysokich szczeblach jest to bardzo poważnie rozważane” – powiedział Volker, zastrzegając, że „to musi być oczywiście decyzja prezydenta”.

Rosja ponosi koszt obecności w Donbasie

Amerykański wysłannik powiedział też, że Stany Zjednoczone „podnoszą temat” konfliktu na Ukrainie dlatego, że zdążył on już „spaść z pierwszych stron gazet”. „Narasta poczucie, że sam konflikt się zaognia i będzie się zaogniał, jeśli czegoś nie zrobimy” – dodał Volker.

Przyznał też, że stosunki Rosji z USA są ważne, ale zapowiedział, że zostaną sparaliżowane, jeśli przeciągający się konflikt na wschodzie Ukrainy wciąż będzie trwał.

Amerykański wysłannik ostrzegł ponadto, że Rosja „będzie musiała zdecydować”, czy zamierza przestrzegać mińskich porozumień pokojowych i wycofać swoje siły ze wschodniej Ukrainy. „Rosja ponosi na arenie międzynarodowej koszt swojej obecności w Donbasie, zarówno pod względem sankcji, jak i politycznym. Z biegiem czasu ta sytuacja będzie się tylko pogarszać” – przewiduje Volker. Zapowiedział przy tym, że amerykańskie sankcje wobec Rosji w związku z aneksją Krymu pozostaną w mocy tak długo, jak długo półwysep będzie pozostawał w rękach Moskwy, a nie Kijowa.