Wybory w USA: Kto w Europie popiera Trumpa a kto Bidena?

wybory w USA, Trump, Biden, swing states, Unia Europejska

W ciągu ostatnich czterech lat stosunki między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską pogorszyły się. / Foto via [EPA/ROBERT GHEMENT]

Cały świat czeka na wyniki wyborów prezydenckich w USA. W ciągu ostatnich czterech lat stosunki między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską pogorszyły się. Jakie są oczekiwania poszczególnych europejskich stolic odnośnie zaplanowanych na 3 listopada wyborów?

 

Za kadencji Donalda Trumpa USA i Europa spierały się w wielu kwestiach, od polityki zagranicznej i handlu po środowisko, technologię cyfrową i rolnictwo. Waszyngton i Bruksela nie zgadzały się nawet co do sposobu radzenia sobie z pandemią COVID-19.

Nieco inaczej wygląda sytuacja ws. poszczególnych państw członkowskich UE. Europejskie stolice mają swoje interesy, dlatego różnie podchodzą do kwestii ewentualnego zwycięzcy wtorkowych (3 listopada) wyborów w USA.

Znaczna większość państw UE popiera mniej lub bardziej otwarcie kandydata Demokratów Joe Bidena. Nie brakuje jednak także państw, które opowiadają się za kandydaturą obecnego gospodarza Białego Domu.

„Zwycięstwo Bidena oznacza dla Europy stabilnego partnera w Białym Domu, który będzie chciał przywrócić przywództwo USA na arenie międzynarodowej”, twierdzi Susi Dennison z think tanku Europejska Rada Spraw Zagranicznych (ECFR). Ekspertka przekonuje jednocześnie, że „zwycięstwo Trumpa zwiększyłoby presję na Europę, aby przestała mówić o strategicznej suwerenności i samodzielności i wreszcie zaczęła ją budować”.

Z kolei Kristine Berzina, ekspertka ds. transatlantyckich z German Marshall Fund twierdzi, że ewentualna druga kadencja Trumpa będzie znacznie mniej przewidywalna niż pierwsza.

A jak wybory w USA postrzegają poszczególne europejskie stolice? Poniżej prezentujemy obszerny wybór raportów przygotowanych przez dziennikarzy sieci EURACTIV. Całość dostępna jest TUTAJ.

WARSZAWA

Ewentualna porażka Donalda Trumpa może być ciosem dla Polski, nawet jeśli w ostatnich latach stosunki na linii USA-UE nie należały do najłatwiejszych. Odkąd do władzy doszedł rząd Zjednoczonej Prawicy, w którym PiS odgrywa główną rolę, Polska stała się jednym – z bliższych sojuszników USA w regionie.

Polska przez całą kadencję Trumpa starała się o zwiększenie kontyngentu wojsk amerykańskich w Polsce, a przez to wzmocnienia wschodniej flanki NATO.

Zamiar zredukowania przez Waszyngton kontyngentu wojsk amerykańskich w Niemczech spotkał się z krytyką ze strony Berlina i zaskoczyło sojuszników w NATO. Jednocześnie Polska szybko zaproponowała przyjęcie niektórych z tych sił.

Warszawa widzi w Trumpie obrońcę interesów regionu, czego świadectwem mają być sankcje nakładane na podmioty związane z budową rosyjskiego gazociągu Nord Stream 2, który biegnie po dnie Morza Bałtyckiego.

Jednocześnie Trump włączył Polskę za kadencji prezydenta Andrzeja Dudy do programu bezwizowego (VWP). Andrzej Duda, podczas czerwcowej wizyty w USA, powiedział, że jego „współpraca z prezydentem Trumpem układa się tak dobrze od początku ze względu na taką samą wizję prowadzenia polityki”.

Wizy dla Polaków zniesiono począwszy od święta niepodległości Polski przypadającego 11 listopada ubiegłego roku. Przypomnijmy: warunkiem dołączenia kraju do programu „Visa Waiwer” jest spadek liczby odmów wobec wniosków o wizę poniżej 3 proc. rocznie. Polska spełniła wreszcie ten warunek we wrześniu 2019 r. i stąd decyzja prezydenta Trumpa. Kraj może jednak zostać wykreślony z programu, jeśli wzrośnie znacząco liczba jego obywateli, którzy zostają w USA powyżej dopuszczalnego limitu 90 dni lub podejmują nielegalnie pracę. Zdarzało się już tak np. w przypadku Argentyny (w 2002 r.) czy Urugwaju (w 2003 r.).

Polska – jako jedno z trzech państw Europy – podpisała Genewską Deklarację Konsensusu na rzecz Zdrowia Kobiet i Wzmacniania Rodziny. Dokument, który jest efektem inicjatywy USA, sprzeciwia się uznaniu aborcji za powszechne prawo człowieka. Podpisanie dokumentów jest kolejnym przykładem współpracy na linii Warszawa-Waszyngton.

„Z tego, co dowiedziałem się w Waszyngtonie, polski rząd nie szuka kontaktów ze sztabem Bidena – w przeciwieństwie do innych rządów europejskich, np. Borisa Johnsona”, powiedział  w rozmowie z EURACTIV.pl Radosław Korzycki, politolog, amerykanista i dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej. Według niego, jeśli Biden wygra wybory, polski rząd może zostać odizolowany.

BUDAPESZT

Węgierski premier Viktor Orbán powiedział, że „kibicuje” kolejnemu zwycięstwu Trumpa. Polityk zapytany przez agencję Reutera, co oznaczałoby zwycięstwo Bidena dla Węgier odpowiedział: „Mamy wyjątkowo dobre relacje z Trumpem. Prawdopodobnie poziom otwartości i życzliwości oraz pomagania sobie nawzajem byłby niższy”.

Orbán podkreślił również, że stanowisko Trumpa wobec UE jest zbieżne z podejściem rządu Węgier.

„Jeśli rozumie się UE jako scentralizowaną siłę, której ducha i serce zapewniają instytucje – to Trump nie jest najlepszą opcją” – powiedział. „Ale jeśli ktoś uważa, że ​​UE to nic innego jak tylko wspólnota państw członkowskich – Trump jest zdecydowanie najlepszy”.

Vlagyiszlav Makszimov z EURACTIV tłumaczy słowa węgierskiego premiera następująco: „Zwycięstwo Trumpa oznaczałoby mniej krytyki rządów Orbána na Węgrzech i pośrednio legitymizowałoby nacjonalistyczną politykę na arenie międzynarodowej. Węgry mają jednak do stracenia niewiele w przypadku zwycięstwa Bidena, a w każdym razie mniej niż Polska, ponieważ nie są zainteresowane stacjonowaniem wojsk amerykańskich i nie postrzegają Rosji jako zagrożenia. Polska chciałaby z kolei bardziej zdecydowanej polityki wobec Moskwy”.

BERLIN

Niemcy są postrzegane przez wielu w Białym Domu jako główny antagonista na arenie międzynarodowej. „Chiny chcą się mnie pozbyć. Iran i Niemcy to samo”, powiedział Trump swoim zwolennikom w trakcie niedawnego wiecu wyborczego w Pensylwanii.

Niemiecka reakcja była natychmiastowa: „Po wyborach szybko zwrócimy się do Waszyngtonu z propozycjami – i zaproponujemy transatlantycki„ nowy układ”- powiedział gazecie „Tagesspiegel” minister spraw zagranicznych Heiko Maas.

Berlin od jakiegoś czasu postrzegany jest jako orędownik multilateralizmu i jeden z liderów w walce ze zmianami klimatycznymi, co spowodowało głębokie podziały na linii Niemcy-Waszyngton, zwłaszcza po zapowiedzi opuszczenia przez Stanu paryskiego porozumienia klimatycznego.

Od 2015 r. Stany Zjednoczone są największym rynkiem zbytu dla niemieckiego eksportu towarów, co skłoniło Trumpa do wielokrotnej krytyki tego kraju za nadwyżkę eksportową. Niemiecki przemysł wspiera wysiłki na rzecz rozładowania konfliktu handlowego i normalizacji stosunków z USA.

Jednocześnie Niemcy postrzegają Stany Zjednoczone jako najbliższego partnera w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa UE. Jednak ostatnie plany wycofania wojsk amerykańskich jeszcze bardziej zaostrzyły napięte stosunki między Berlinem a Waszyngtonem. Trump naciskał na Niemcy, by podniosły wydatki na obronność zgodnie z deklaracją państw NATO (co najmniej do 2 proc. PKB). Prezydent USA oskarżył Berlin o bycie w „niewoli” Rosji ze względu na częściowe uzależnienie od rosyjskich surowców.

Przywódcy polityczni i opinia publiczna mają wyraźną tendencję do poparcia dla Bidena, podczas gdy Trump pozostaje głęboko niepopularny w Niemczech, jak wynika z niedawnego sondażu Pew Research.

Jednak niezależnie od wyniku, Niemcy i Europa będą musiały przygotować się na „mniejsze zaangażowanie Ameryki w świat” – stwierdził niedawno Heiko Maas.

PARYŻ

Zaledwie miesiąc po wygranej prezydenta Emmanuela Macrona w maju 2017 r. Trump zapowiedział wycofanie się USA z porozumienia paryskiego, które jest symbolem sukcesu francuskiej dyplomacji.

Pomimo inicjatywy Macrona „Make Our Planet Great Again”, oczywistego nawiązana do hasła Trumpa z wyborów z 2016 r., administracja Stanów Zjednoczonych, jednego z największych emitentów gazów cieplarnianych na świecie, nie zamierzała obranego kierunku. Wielu polityków w Europie ma nadzieję, że porażka Trumpa przyczyni się do powrotu USA do porozumienia, tym bardziej, że coraz większe ambicje klimatyczne zgłaszają Chiny, Japonia czy Korea Południowa.

Rok później, zgodnie z kolejną obietnicą swojej kampanii, Trump zdecydował o wycofaniu się z porozumienia nuklearnego z Iranem, a następnie o wycofaniu amerykańskich wojsk z Syrii. „Sojusznik musi być godny zaufania”, skomentował wówczas Macron.

Jednak Stany Zjednoczone pozostają „głównym sojusznikiem Francji w walce z terroryzmem”, zapewniając np. „znaczące wsparcie dla operacji Barkhane w krajach Sahelu”, poinformowało francuskie ministerstwo spraw zagranicznych. Ale Quai d’Orsay – jak popularnie określa się francuskie MSZ w związku z nazwą ulicy, gdzie mieści się budynek ministerstwa – przyznało, w komentarzy przekazanym EURACTIV.fr, że w ostatnich latach „mnożą się rozbieżności” w kluczowych dla Paryża kwestiach: „multilateralizmu oraz europejskiej obronności”.

Paryż irytują dodatkowo dobre relacje amerykańskiego prezydenta oraz prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana. Joe Biden wydaje się zatem lepszą opcją, co znajduje odzwierciedlenie również w prasie francuskiej, która jest dość krytyczna wobec Trumpa.

WIEDEŃ

Austriaccy Zieloni, którzy od stycznia br.  współrządzą z konserwatywną Austriacką Partią Ludową (ÖVP), są negatywnie nastawieni do Trumpa. Ich parlamentarny rzecznik ds. polityki zagranicznej Ewa Ernst-Dziedzic powiedziała w czerwcu, że Donald Trump „zagraża współpracy wielostronnej”, a jego reakcja” na protesty Black Lives Matter (BLM), była „nie do przyjęcia, biorąc pod uwagę, że USA prezentują się na arenie międzynarodowej jako lider państw demokratycznych”.

Kiedy we wrześniu Trump zaproponował konserwatywną Amy Coney Berrett na sędziego Sądu Najwyższego, Ernst-Dziedzic nazwał to „policzkiem dla praw kobiet, mniejszości i osób LGBTI”.

ÖVP kanclerza Sebastiana Kurza, które kontroluje ministerstwo spraw zagranicznych – wprawdzie szef dyplomacji Alexander Schallenberg nie jest członkiem partii, ale został powołany przez Kurza – powiedział w czerwcu w reakcji na protesty BLM, że Trump jest wyzwaniem dla Europy i rzucił „piasek w tryby” relacji austriacko-amerykańskich. Schallenberg odniósł się w ten sposób także do polityki zagranicznej Trumpa, tj. wycofywania się przez USA z kolejnych umów międzynarodowych. Schallenberg podkreślił jednak, być może dla osłabienia efektu swojej wypowiedzi, że Stany Zjednoczone pozostaną kluczowym partnerem Austrii i Europy.

Z sondażu przeprowadzonego przez Market-Institute dla gazety Der Standard wynika, że 68 proc. Austriaków zagłosowałoby na Bidena, a tylko 8 proc. na Trumpa.

HELSINKI

„Dla małego kraju, jakim jest Finlandia, bardzo ważne jest, aby porządek światowy opierał się na traktatach, a traktaty były przestrzegane. Zaufanie do tak poukładanego świata podupadło. w trakcie prezydentury Trumpa, dlatego w wyborach w USA stawka jest wysoka dla Helsinek”, pisze Pekka Vattinen z EURACTIV.

Zwycięstwo Trumpa może jeszcze bardziej oddalić Europę Zachodnią i Stany Zjednoczone od siebie. Miałoby to negatywny wpływ na bezpieczeństwo Finlandii, która wprawdzie nie należy do NATO, ale rozwija współpracę wojskową z państwami Sojuszu oraz przeprowadza manewry  i ćwiczenia wojskowe. Systemy uzbrojenia Finów są w dużej mierze kompatybilne z NATO.

Głęboko w psychice Finlandii wryta jest pamięć o pakcie Ribbentrop-Mołotow z 1939 r., Kiedy to Związek Radziecki i nazistowskie Niemcy podzieliły Europę, a Finlandię „pozostawiono” Stalinowi. A co jeśli coś podobnego wydarzy się 80 lat później? Czy Trump jest w stanie odwrócić się od państw bałtyckich sąsiadujących z Rosją? Widmo wystąpienia USA z NATO – o czym Trump miał już ponoć mówić w prywatnych rozmowach – jest traktowane śmiertelnie poważnie w Finlandii. Wobec tego Joe Biden jest postrzegany jako o wiele bezpieczniejsza opcja.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa, podstawą polityki Finlandii jest pozostawienie otwartych drzwi dla aplikacji NATO i ewentualnego członkostwa. Zwycięstwo Trumpa jest postrzegane jako coś, co może zagrozić tej opcji. Jednocześnie oficjalna linia polityczna jest taka, że ​​bez względu na to, kto obecnie urzęduje w Białym Domu, stosunki między krajami muszą pozostać bez zarzutu. Z tego powodu ani rząd, ani żaden czołowy polityk nie zajął publicznego stanowiska ws. ewentualnego rozstrzygnięcia wyborów.

Trudno się dziwić. Wszak nie od dziś wiadomo, że Finlandia jest „państwem inteligentnym”, jak przekonywał w jednej ze swoich publikacji emerytowany Polski dyplomata Przemysław Grudziński, czego nie można powiedzieć o wszystkich państwach UE.

Ekonomiści i wielki biznes w Finlandii preferują zwycięstwo Bidena. Jest on postrzegany jako bardziej skłonny do współpracy z UE, a więc powstrzymania spirali transatlantyckiej wojny handlowej. Finlandia jest krajem nastawionym na eksport i ma interesy handlowe w USA. Wystarczy wspomnieć fabrykach niemieckich samochodów, które są przeznaczone głównie na rynek amerykański.

Prawdopodobnie rząd w Helsinkach nie miałaby nic przeciwko, gdyby Biden przyczynił się do odbudowania sojuszu USA-UE, zwłaszcza w obliczu rosnących wpływów Chin.

Według sondażu przeprowadzonego przez gazetę „Helsingin Sanomat”, Joe Biden mógłby liczyć na 75 proc. głosów Finów przy zaledwie 10 proc. wyborców, którzy zagłosowaliby na Trumpa.

LONDYN

Rząd Wielkiej Brytanii wolałby drugą kadencję administracji Trumpa. Obecny prezydent USA otwarcie popiera brexit i wielokrotnie obiecywał „korzystną” umowę handlową między USA a Wielką Brytanią.

W międzyczasie Joe Biden i Partia Demokratyczna odnieśli się krytycznie do kroków rządu Wielkiej Brytanii zmierzających do złamania protokołu z Irlandii Północnej. Uważają, że twarda granica między Irlandią Północną a Republiką Irlandii może zniweczyć osiągnięcia porozumienia wielkopiątkowego.

Niektórzy byli dyplomaci Wielkiej Brytanii sugerowali w ostatnich tygodniach, że Boris Johnson poczeka na wyniki wyborów z 3 listopada, zanim zdecyduje, czy spróbować dojść do porozumienia z UE ws. umowy handlowej, która określi stosunki ze Wspólnotą od 1 stycznia 2021 r.

Jednak narracji „Johnson popiera Trumpa” nie należy przeceniać. Dla znacznej części Partii Konserwatywnej styl i retoryka Trumpa jest odpychająca i nie przekonują jej obietnice dotyczące umowy handlowej. Szczególnie w przypadku polityki środowiskowej i zagranicznej, Torysom znacznie bliższa jest agenda Bidena.

DUBLIN

Odkąd Trump objął stery w Białym Domu w 2016 r., Irlandia miała już trzech premierów. Żaden z nich nie wykorzystał historycznych więzi USA-Irlandia w takim stopniu, w jakim by sobie tego życzyli.

Obecny szef rządu Micheál Martin powiedział jednak, że chciałby to zmienić, ujawniając niedawno, że chciałby wybrać się do USA – niezależnie od tego, kto wygra 3 listopada – najlepiej w dzień św. Patryka w 2021 r.

„Jest bardzo, bardzo ważne, abyśmy utrzymali ten związek i tę tradycję. Oczywiście wszystko zależy od pandemii SARS-CoV-2″, podkreślił Martin, wysyłając jednak znaczący sygnał w stronę Waszyngtonu.

„Jako rząd jesteśmy zainteresowani utrzymaniem naszych relacji gospodarczych”, dodał szef irlandzkiego rządu w jednym z niedawnych wywiadów.

Dublin z ostrożności nie popiera żadnego z kandydatów. Jednak Joe Biden zajął jasne stanowisko w sprawie kluczowej dla Irlandii. „Nie możemy pozwolić, aby porozumienie wielkopiątkowe, które przyniosło pokój w Irlandii Północnej, stało się ofiarą brexitu”, napisał niedawno Biden na Twitterze. Martin z zadowoleniem przyjął uwagi, a jednocześnie ujawnił, że Trump nie kontaktował się z nim osobiście, odkąd został w lipcu premierem.

MADRYT

Partie polityczne w Hiszpanii mają odmienne spojrzenie na wybory prezydenckie w USA.

Członkowie rządzącej koalicji – socjalistów (PSOE) i lewicowego bloku Unidas Podemos – opowiadają się za Bidenem. Z kolei centroprawicowa Partia Ludowa (PP) oraz skrajnie prawicowa VOX mniej lub bardziej otwarcie opowiadają się za Trumpem.

Z punktu widzenia Madrytu w relacjach z Waszyngtonem na pierwszy plan wysuwa się kwestia stosunków handlowych. Taryfy i cła wymierzone przez USA w kraje UE są szacowane, tylko w przypadku Hiszpanii, na około 1,27 mld euro, a zdecydowana większość, ok. 970 mln euro, to dotyczy produktów rolno-spożywczych, takich jak wino i oliwki.

Te 970 milionów euro stanowi 47 proc. całego hiszpańskiego eksportu żywności na rynek amerykański, który w 2018 r. wyniósł 2 mld euro.

Hiszpański sektor rolno-spożywczy chce uniknąć nowych sankcji ze strony USA, więc dla nich zwycięstwo Bidena byłoby postrzegane jako – chwilowa – ulga – przekonuje w komentarzu agencja EFE.

RZYM

Włoscy politycy nie poparli publicznie ani Trumpa, ani Bidena. Premier Giuseppe Conte powiedział jedynie, że „będzie życzył powodzenia Trumpowi”, biorąc pod uwagę ich „dobre relacje”.

Szef rządu powiedział też kilka miesięcy temu, że „nie ma znaczenia, kto wygra wybory w Ameryce”, co nie podobało się lewicy, która wspiera jego rząd, ale wyraźnie kibicuje Bidenowi. Również włoscy dyplomaci opowiadają się za kandydatem Demokratów, podczas gdy prawicowa opozycja jest za Trumpem.

W każdym razie włoscy dyplomaci nie spodziewają się wielu zmian w polityce zagranicznej USA. Oznacza to, że koncentracja USA na Dalekim Wschodzie, a zwłaszcza na Chinach, nie ulegnie zmianie, jeśli Biden zostanie prezydentem.

ATENY

W Grecji temat wyborów w USA jest niemalże nieobecny. Jednak ewentualne zwycięstwo Bidena – jak przekonują media – jest „ukrytym pragnieniem” całego spektrum politycznego.

Bliskie związki Trumpa z Erdoganem nie są dobrze widziane w ojczyźnie demokracji. Neutralne stanowisko Waszyngtonu wobec narastającego kryzysu między Grecją a Turcją we wschodniej części Morza Śródziemnego skłoniło Ateny do wykonania kilku gestów w stronę Bidena.

Grecki dziennik „To Vima” poinformował niedawno, że Amerykanie pochodzenia greckiego chcą budować mosty z zespołem Bidena, a podobną rolę przejął Thanasis Bakolas, jeden z najbliższych doradców premiera Grecji Kyriakosa Mitsotakisa.

Wydaje się, że te wysiłki już przyniosły pierwsze efekty. Biden potępił w zeszłym miesiącu „prowokacje” Turcji wzywając jednocześnie Trumpa do zwiększenia presji na Ankarę.

PRAGA

Premier Andrej Babiš (ANO) był gościem w Białym Domu na początku 2019 r. i jako miliarder ma wiele wspólnego z obecnym przywódcą USA. Jednak w relacjach USA-Czechy są tematy, które mogą negatywnie wpłynąć na dalszą współpracę, jak deklaracja niewywiązania się Pragi z przeznaczenia 2 proc. PKB na obronność do 2024 r.

Prezydent Miloš Zeman w przeszłości otwarcie poparł Trumpa w starciu z Hillary Clinton. Jednak w jego obecnych komentarzach na temat Trumpa można dostrzec cień zawodu. Być może dlatego, że jako jedyny z przywódców państw regionu nie został zaproszony do Białego Domu.

Jedną z największych obaw Czech podczas prezydentury Trumpa była groźba wprowadzenia ceł na samochody. Czechy eksportują dużo aut do USA. To samo dotyczy taryf na stal i aluminium.

Wydaje się, że większość czeskich mediów opowiada się za Joe Bidenem i zmianą, jednak komentatorzy podkreślają, że wynik starcia wyborczego w USA nie jest rozstrzygnięty.

 

(Alexandra Brzozowski, EURACTIV.com | EUROEFE | Alessandro Follis, EURACTIV.it | Benjamin Fox, EURACTIV.com | Sarah Lawton, EURACTIV.de | Vlagyiszlav Makszimov, EURACTIV.com | Sarantis Michalopoulos, EURACTIV.com | Louise Rozès Moscovenko, EURACTIV.fr | Ondřej Plevák, EURACTIV.cz | Julija Simić, EURACTIV.rs | Konrad Strubiński, EURACTIV.pl | Samuel Stolton, EURACTIV.com | Pekka Väntinnen, EURACTIV.com)