„Wojna kolejowa” na Bałkanach

Tomislav Nikolić, prezydent Serbii// Źródło: Kancelaria Prezydenta Serbii

Kosowo użyło sił specjalnych, by powstrzymać wjazd na swoje terytorium serbskiego pociągu pomalowanego w barwy narodowe i pokrytego napisami kwestionującymi niepodległość Kosowa. Serbski prezydent mówi o konflikcie wiszącym w powietrzu.

 

W sobotę 14 stycznia na granicy między Serbią a Kosowem został zatrzymany pociąg. Obsługiwał on połączenie miedzy serbską stolicą Belgradem a Mitrovicą w Kosowie. Mitrovica jest głównym miastem w zajmowanej przez serbską mniejszość części Kosowa.

Zatrzymanie pociągu

Pociągowi nie udało się wyjechać z Serbii, bo za granicą z Kosowem czekali już żołnierze tamtejszych sił specjalnych. Premier Serbii Aleksandar Vučić nakazał zatrzymanie pociągu w Raszce, miejscowości położonej tuż przed granicą.

Pociąg jadący z Belgradu od zewnątrz pomalowany był w serbskie barwy narodowe, na które w wielu językach nałożony był napis „Kosowo jest serbskie”. Z kolei wnętrza pojazdu były udekorowane ikonami i innymi symbolami prawosławia (Kosowo jest w większości muzułmańskie), a także widokami Serbii. Konduktorzy natomiast ubrani byli w serbskie barwy narodowe.

Kosowo nie zgodziło się na wjazd pociągu, by „ochronić swoją suwerenność” – powiedział premier Isa Mustafa. Stwierdził, że pociąg miał szerzyć „przesłanie okupacji”.

Prezydent Serbii Tomislav Nikolić po wczorajszym (15 stycznia) spotkaniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego zauważył, że „Albańczycy [Kosowo zamieszkane jest przez etnicznych Albańczyków – przyp. red.] pokazali, że chcą wojny”. Dodał także, że w sobotę „byliśmy na krawędzi konfliktu”.

Kosowo

Kosowo jest położone na południe od Serbii. Było jej częścią do 2008 r., kiedy zdecydowało się jednostronnie (bez zgody Belgradu) ogłosić niepodległość.

Napięcia trwały już od dłuższego czasu, jako że Kosowo jest zamieszkane w większości przez etnicznych Albańczyków, odstających od Serbów nie tylko z przyczyn etnicznych, ale także religijnych. Mimo to, po odłączeniu się, w Kosowie wciąż pozostaje pewna mniejszość serbska.

Jest ona skupiona głównie na północy Kosowa, przy granicy z Serbią. Jej dokładna liczba nie jest znana, jako że Serbowie odmawiają  udziału w kosowskich spisach ludności. Zgodnie z szacunkami że ekspertów, jest ich ok. 140 tys., czyli 8 proc. populacji Kosowa.

Oderwanie się Kosowa nie doprowadziło, wbrew obawom, do powtórki wojny sprzed 10 lat, ale Serbia wciąż oficjalnie nie uznała niepodległości południowego sąsiada. Mimo to, 19 kwietnia 2013 r. zawarte zostało tzw. porozumienie brukselskie, które miało doprowadzić do normalizacji stosunków – co, jak podkreśla Belgrad, nie stanowi jednak formalnego uznania niepodległości.

Zawarcia porozumienia dokonano przy pomocy Unii Europejskiej. Serbia jest państwem kandydackim, które obecnie prowadzi rozmowy akcesyjne, a zawarcie ugody z Kosowem było jednym z warunków ich rozpoczęcia, jakie postawiła Bruksela.

Najnowsze wydarzenia

Mimo porozumienia, stosunki między sąsiadami nie są dobre. Sobotnia sprawa z pociągiem jest efektem najnowszego kryzysu we wzajemnych relacjach. 4 stycznia br. w Paryżu został aresztowany b. premier Kosowa Ramush Haradinaj.

Francuska policja dokonała aresztowania na mocy serbskiego listu gończego, a Serbia obecnie stara się o ekstradycję. Belgrad chce sądzić Haradinaja za jego działania w trakcie wojny z lat 1998-1999, w trakcie której kosowskie bojówki walczyły przeciw siłom serbskim. Serbowie twierdzą, że Haradinaj dopuścił się zbrodni wojennych.

Kosowo poprosiło Brukselę o pomoc w doprowadzeniu Serbów do wycofania oskarżeń. Minister ds. dialogu z Serbią Edita Tahiri stwierdziła również, że oskarżenia stawiane przez Serbię dawnym przywódcom bojówek są „prymitywne” oraz stanowią „dowód na to, że Serbia jest czynnikiem destabilizującym cały region”.

Jednocześnie strona kosowska anulowała zgodę na wizytę Nikolića. Chciał on odwiedzić 6 stycznia (prawosławne święta Bożego Narodzenia) mniejszość serbską w Kosowie.