Wewnętrzne kłótnie zmniejszają szanse Ukrainy na wejście do UE

Prezydent Juszczenko oskarżył o wywołanie kryzysu rządowego premier Tymoszenko. Niedawno zarzucił jej zdradę, gdy podczas kryzysu gruzińskiego opowiedziała się po stronie Rosji. Tymoszenko odpierała wówczas zarzuty twierdząc, że jej stanowisko jest zgodne ze stanowiskiem UE i że nie zamierza wciągać Ukrainy w konflikt w Gruzji.

Podczas nadzwyczajnego posiedzenia w nocy z wtorku na środę partia Juszczenki „Nasza Ukraina” przegłosowała wyjście z koalicji z grupą partii zgromadzonych wokół Tymoszenko. Ugrupowaniom tym zarzucono planowanie zamachu stanu, po tym jak wspólnie z posłuszną wobec Moskwy Partią Regionów  poparły w głosowaniu cztery ważne ustawy, które przenoszą część uprawnień prezydenta na rząd.

Następnego dnia (3 września) Juszczenko zagroził w wystąpieniu telewizyjnym, że skorzysta ze swojego praw do rozwiązania parlamentu, jeśli wciągu 30 dni nie zostanie utworzona większościowa koalicja.

Obserwatorzy zwracali przy tym jednak uwagę, że „Nasza Ukraina” jak dotąd oficjalnie nie rozwiązała obecnej koalicji. Zarówno w szeregach partii „Nasza Ukraina” jak i w Bloku Julii Tymoszeno nie brakuje zwolenników obecnej koalicji.

Zachód rozczarowany

Eurodeputowani i dyplomaci wyrazili swoje zdziwienie wewnętrzną walką o władzę między oboma wiodącymi politykami koalicji prozachodniej w tak niedogodnym momencie. Unijni przywódcy w tym francuski minister spraw zagranicznych Bernard Kouchner ostrzegli Ukrainę przed destabilizacją związaną z kryzysem w Gruzji.

Chociaż nadzwyczajny szczyt UE z 1 września dał do zrozumienia, że Ukraina zyska na obecnym kryzysie w Gruzji i będzie lepiej traktowana jako możliwy przyszły członek UE, tekst projektu deklaracji na szczyt Ukraina-UE nie jest już tak życzliwy wobec Kijowa. Według niektórych źródeł w nowym projekcie deklaracji nie pojawia się już sugestia przyszłego członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej.

Przewodniczący Komisji  Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego Jacek Saryusz-Wolski w rozmowie z portalem EurActiv dopominał się o jedność zamiast podziałów w pomarańczowej koalicji. Jak stwierdził, koalicja ta przestaje być wiarygodna, że rzeczywiście jest w stanie realizować swoją proeuropejska politykę.

Mimo że Juszczenko zarzucił premier Tymoszenko poparcie Rosji, wielu komentatorów jest zdania, że konflikt ten należy oceniać w kontekście zbliżających się wyborów  prezydenckich, które odbędą się na Ukrainie w 2010 roku. Oczekuje się, że zarówno obecny prezydent jak i Julia Tymoszenko ubiegać się będą o to stanowisko. Według sondaży Tymoszenko cieszy się znacznie większym poparciem niż Juszczenko. Co najmniej 25 proc. popiera obecną panią premier, podczas gdy szef konkurującej Partii Regionów Wiktor Janukowicz może liczyć na poparcie 20 proc. wyborców, a prezydent Juszczenko na niespełna 6 proc.

Obserwatorzy ostrzegają, że Moskwa z pewnością zechce wykorzystać tę trudną sytuację dla swoich celów. (tmw)