CEU: Orbán naraził stosunki z Trumpem by wyświadczyć przysługę Putinowi

Władimir Putin (l), prezydent Rosji i Viktor Orban, premier Węgier// Źródło: Kreml

Premier Orbán postanowił zlikwidować Uniwersytet Środkowoeuropejski (Central European University – CEU), bo to jedna z ostatnich niezależnych instytucji akademickich na Węgrzech – mówi „Wyborczej” Balint Magyar, były minister edukacji.

Rozmawiał Michał Kokot

Rozmowa publikowana w ramach współpracy medialnej z EurActiv.

W ostatni wtorek tysiące węgierskich studentów ponownie protestowało przeciwko nowej ustawie, która prawdopodobnie doprowadzi do zamknięcia Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU), finansowanego przez amerykańskiego filantropa i finansistę George’a Sorosa. Według tego prawa od 2018 r. uczelnia ta nie będzie mogła działać, bo nie prowadzi żadnych zajęć dydaktycznych w Stanach Zjednoczonych.

Przeciwko ustawie zaprotestował m.in. prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier, przedstawiciele zachodnich uczelni, europejscy politycy, w tym również m.in. Radosław Sikorski i Marek Belka. Najbardziej stanowczo sprzeciwiają się jej Stany Zjednoczone.

Dla rządu Viktora Orbána, który spodziewał się pobłażania w tej sprawie, to spore zaskoczenie. I to do tego stopnia, że we wtorek Budapeszt postanowił odwołać waszyngtońską ambasador Rékę Szemerkényi, która w przeszłości chwaliła się znakomitymi kontaktami z nowym prezydentem USA. Według węgierskich mediów Orbán był rozczarowany, że nie potrafiła przekonać amerykańskiej administracji w sprawie CEU i naraziła kraj na krytykę Waszyngtonu.

Rozmowa z Balintem Magyarem, socjologiem, byłym ministrem oświaty

Michał Kokot: Viktor Orbán był pewny, że może zamknąć Uniwersytet Środkowoeuropejski, a Amerykanie na to nie zareagują. Utwierdzał go w tym fakt, że Donald Trump równie krytycznie jak on wyraża się o fundatorze uczelni George`u Sorosie, którego obydwaj nazywają „zagrożeniem dla narodowego bezpieczeństwa”. Co więc wywołało gniew Amerykanów?

Balint Magyar*: Waszyngton nie może pozwolić na to, by jakikolwiek państwo czy autokratyczny reżim decydował, w jaki sposób Amerykanie mają prowadzić uczelnie i działalność dydaktyczną za granicą. Nie godzą się, by państwa te zamykały owe placówki tylko dlatego, że nie podoba im się prezentowana przez nie ideologia.

Tymczasem Orbán uczynił z CEU zakładnika. Węgierski parlament uchwalił nowe prawo, ale premier zapowiedział, że do 1 września – gdy rozpoczyna się nowy semestr akademicki – może je jeszcze zmienić. I stwierdził, że o przyszłości uczelni będzie rozmawiał z rządem USA. To nic innego jak polityczny szantaż, a przecież powinien wiedzieć, że Stany Zjednoczone nie negocjują, gdy mają przystawioną do skroni lufę. Z orbánowego punktu widzenia to fatalny krok.

Dlaczego w ogóle zdecydował się na cios w CEU?

Co najmniej z dwóch powodów. Przede wszystkim chciał wyświadczyć przysługę Władimirowi Putinowi. Prezydent Rosji w 2015 r. wyrzucił ze swojego kraju Open Society Foundation [fundacja Sorosa wspierająca demokrację i społeczeństwo obywatelskie].

A wśród studentów CEU w Budapeszcie wciąż jest wielu studentów z dawnych republik radzieckich – państw będących w sferze wpływów Rosji. Uzyskawszy dyplom CEU, wracają z reguły do siebie, prezentując postawy krytyczne wobec autorytarnych reżimów. A Rosja wciąż obawia się w tych krajach „kolorowych rewolucji”.

Do tego Orbán konsekwentnie podważa pozycję wszelkich autonomicznych instytucji w kraju po 2010 r., czyli od kiedy doszedł do władzy. Chce pozbawić niezależności praktycznie całe środowisko akademickie. Pierwsze kroki w tej sprawie Fidesz uczynił krótko po wygranych wyborach, zmieniając prawo. Wcześniej uczelnie rywalizowały między sobą o granty badawcze. Ale po zmianach ministerstwo przydziela je według uznania. Decydują o tym relacje między pracownikami ministerstwa a rektorami uniwersytetów. To nic innego jak polityczny szantaż na zasadzie „jeśli będziesz cicho, dostaniesz pieniądze”. Działa to znakomicie, i to od samego początku. Gdy w pierwszych latach swoich rządów Fidesz zmniejszył nakłady na uczelnie o jedną trzecią, żaden rektor nie odważył się przeciwko temu zaprotestować. Nawet wówczas, gdy zdobyli się na to studenci. Żadna władza którejkolwiek uczelni nie poszła za nimi.

CEU był finansowany z zewnątrz i nie zależał od dotacji węgierskiego rządu.

I dlatego Orbán nie mógł go sobie podporządkować, musiał go zamknąć.

Podobny los ma teraz spotkać organizacje pozarządowe, których państwo nie jest w stanie kontrolować, bo nie zależą odeń finansowo. Z tego powodu rząd Orbána atakuje wszystkie niezależne fundacje i instytucje na Węgrzech: Human Rights Watch, Helsińską Fundację Praw Człowieka, Transparency International, TASZ i inne. Po to też jest teraz szykowane prawo, zgodnie z którym będzie nadawać tym organizacjom status „zagranicznego agenta”, jeśli są finansowane zza granicy w kwocie większej niż 7,2 mln forintów rocznie (ok. 100 tys. zł).

Jak w sprawie CEU zachowuje się na Węgrzech środowisko akademickie?

Jedynie dwóch rektorów zdecydowało się zaprotestować przeciwko likwidacji CEU. Pozostali zachowują się tchórzliwie. Węgierska Konferencja Rektorów wydała niedawno deklarację, z której co prawda wynika, że CEU jest niezwykle istotny dla edukacji w kraju, ale że nie zamierzają sprawy komentować, bo to kwestia polityczna. To będzie miało katastrofalne skutki dla węgierskiej nauki.

Zachodnie uniwersytety nie będą chciały mieć w przyszłości kontaktów z węgierskimi uczelniami, które obojętnie reagują na to, co dzieje się z CEU. Na tej samej zasadzie nie współpracują one np. ze swoimi odpowiednikami w Azerbejdżanie, gdzie nie ma swobody prowadzenia działalności naukowej, a władza kontroluje środowiska akademickie.

 

*Balint Magyar – socjolog, były minister oświaty Węgier i przewodniczący Związku Wolnych Demokratów (SzDSz), który rządził Węgrami w koalicji z socjalistami z MSZP w latach 1994-98 i 2002-08. Autor głośnej książki „Postkomunistyczne państwo mafijne. Przypadek Węgier” oraz esejów porównujących obecny system polityczny w Polsce i na Węgrzech

 

Źródło: Gazeta Wyborcza