„America is back” czy jednak nie? Jak kwestia Afganistanu wpłynie na reputację Bidena?

Joe Biden

Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden, fot. Gage Skidmore [Flickr, CC BY-SA 2.0]

Po objęciu przez Joego Bidena stanowiska prezydenta europejscy sojusznicy USA odtrąbili „powrót Ameryki”. Dziś jednak wielu skłania się ku obarczeniu obecnego prezydenta winą za sytuację w Afganistanie. Czy zwycięstwo talibów odbije się na reputacji Bidena w Europie?

 

Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell niemal nie skrywał satysfakcji z zakończenia ery Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych i jego polityki „America First”, przypomina agencja Associated Press. W Brukseli entuzjastycznie odebrano zapewnienia nowego prezydenta Joego Bidena, że będzie on rządził „nie tylko przykładem siły, ale siłą przykładu”, jaki zamierza dawać światu Waszyngton.

Retoryka Bidena jak u Trumpa?

Wydarzenia ostatnich dni w Afganistanie, przede wszystkim przejęcie w ubiegłą niedzielę (15 sierpnia) Kabulu przez talibów, sprawiły jednak, że na wizerunku Bidena na Starym Kontynencie pojawiła się spora rysa. Słowa krytyki wobec amerykańskiego prezydenta można usłyszeć już nawet z ust jego najbardziej zagorzałych zwolenników.

Wśród nich jest także Borrell, który odniósł się ostatnio do tłumaczeń Bidena, że misja w Afganistanie nie miała na celu wspierania budowy afgańskiej państwowości. Hiszpan był sceptyczny wobec takiej argumentacji. „Budowa państwa nie była celem? No cóż, to akurat jest sporne”, skomentował.

„Naszym jedynym żywotnym interesem narodowym w Afganistanie pozostaje dziś to, co było nim zawsze: zapobieganie atakowi terrorystycznemu na amerykańskim terytorium”, oświadczył prezydent USA. Dla wielu Europejczyków, przywiązanych do Stanów jako czempiona zachodnich wartości i „miękkiej dyplomacji”, takie stwierdzenia do złudzenia przypominają dyskurs Trumpa, wskazuje AP.

Donald Trump o sytuacji w Afganistanie: „Nasz kraj nigdy nie był tak upokorzony”

Były prezydent USA Donald Trump potępił działania prezydenta Joe Bidena w związku z wydarzeniami w Afganistanie.

„Sądziliśmy, że Ameryka powraca”

Zawód sporej części Europy w ostrzejszych słowach ujęła francuska europosłanka Nathalie Loiseau, wcześniej minister ds. europejskich. „Żyliśmy trochę jakby w iluzji”, oceniła. „Sądziliśmy, że Ameryka powraca, a tymczasem okazuje się, że Ameryka się wycofuje”, powiedziała deputowana do PE.

Amerykanów obwinia też premier Bawarii Markus Söder z niemieckiej CSU. Zaapelował on do Waszyngtonu o zapewnienie Afgańczykom finansowania i schronienia, gdyż – jak stwierdził – „to Stany Zjednoczone ponoszą największą odpowiedzialność za obecną sytuację (w Afganistanie – red.)”.

Głosy oskarżenia można usłyszeć nawet z Wielkiej Brytanii, która zawsze chlubiła się swoimi „specialnymi stosunkami” (tzw. „special relationship”) z USA. Były naczelny dowódca brytyjskiej armii, a obecnie członek Izby Lordów Richard Dannatt pokusił się o stwierdzenie, że „czas, w jakim upadł Afganistan i sposób, w jaki do owego upadku doszło, są bezpośrednią konsekwencją decyzji prezydenta Bidena o wycofaniu z Afganistanu amerykańskich sił przez 20. rocznicą 11 września (zamachów na World Trade Center i Pentagon – red.)”.

„W krótkim czasie zniweczył on cierpliwe i mozolne wysiłki na rzecz budowy państwa afgańskiego, rozwoju jego gospodarki, transformacji społeczeństwa obywatelskiego i tworzenia sił bezpieczeństwa”, ocenił Dannatt w środę (18 sierpnia) w brytyjskim parlamencie. „Ludziom dano płomyk nadziei na lepsze życie – a teraz wszystko się posypało”, dodał.

Blinken: Pozostanie w Afganistanie "nie jest w interesie USA"

Amerykański sekretarz stanu stwierdził, że Waszyngton osiągnął swoje cele, z którymi wkroczył do Afganistanu. Odrzucił też porównania obecnej sytuacji do upadku Sajgonu z 1975 r.

Biden oskarża Afgańczyków o bierność

Joe Biden nie wskazuje na swoją decyzję o wyprowadzeniu amerykańskich sił z regionu jako błąd. Winę za porażkę przypisuje afgańskim siłom, które w jego opinii wykazały się bierną postawą wobec talibów i nie bronili w należny sposób obywateli.

Również za ten komentarz na prezydenta USA posypały się gromy. Ostro zareagował między innymi brytyjski parlamentarzysta Tom Tugendhat, który brał wcześniej udział w misji Afganistanie. Zarzucił on Bidenowi brak szacunku do afgańskich żołnierzy. „To haniebne, że głównodowodzący (jak odniósł się do Bidena – red.) podważa odwagę żołnierzy”, stwierdził.

Laburzysta Chris Bryant określił z kolei wypowiedź Bidena o afgańskich oddziałach jako „jednym z najbardziej haniebnych komentarzy, jakie kiedykolwiek padły z ust amerykańskiego prezydenta”.

W słowach – tradycyjnie dla siebie – nie przebierał także prezydent Czech Miloš Zeman, który ocenił, że „wycofując się z Afganistanu, Amerykanie stracili status globalnego lidera”.

Stoltenberg o wyprowadzeniu wojsk z Afganistanu: "Byliśmy świadomi ryzyka"

Szef NATO wyjaśnił, że alternatywą dla wyjścia z Afganistanu było zwiększenie obecności natowskich sił w regionie i wydłużenie misji w nieskończoność.

Krytyka ws. Afganistanu a współpraca w innych dziedzinach

Mimo ostrej reakcji, z jaką spotkały się w Europie działania i wypowiedzi Joego Bidena w sprawie Afganistanu, raczej nie należy się spodziewać (albo obawiać), że kwestia ta doprowadzi do załamania się współpracy transatlantyckiej w innych dziedzinach. Europa zdaje sobie sprawę z tego, jak ważnym partnerem są dla niej Stany Zjednoczone, sugeruje AP.

Przykładem obszaru, w którym kooperacja nie wydaje się zagrożona, jest klimat i przeciwdziałanie globalnemu ociepleniu. Europa bardzo liczy na zaangażowanie Waszyngtonu w działania na rzecz ograniczenia globalnego ocieplenia i wspólne zwiększenie ambicji w tej dziedzinie przed szczytem COP26 w Glasgow. Jak wskazuje agencja, europejscy przywódcy pamiętają o tym, że z USA więcej ich łączy niż dzieli, a amerykańskie wsparcie wciąż odgrywa kluczową rolę, także w Afganistanie.

Przed wczorajszym (20 sierpnia) spotkaniem szefów dyplomacji państw NATO niektórzy ministrowie deklarowali, że będą wzywać Waszyngton do pozostawienia swoich sił w Afganistanie dłużej, nawet po zakończeniu ewakuacji Amerykanów w regionu. Liczą oni, że Stany pomogą także w ewakuacji ich własnych obywateli.

„My i wiele innych państw zamierzamy powiedzieć Amerykanom: <<Pozostańcie (w Afganistanie – red.) tak długo, jak to możliwe, nawet dłużej, niż to konieczne>>”, powiedziała szefowa holenderskiego MSZ Sigrid Kaag.