USA nałożyły sankcje na szefową lokalnych władz Hongkongu. Chiny nazywają to „błazenadą”

USA nałożyły sankcje na szefową lokalnej administracji Hongkongu Carrie Lam, źródło: Flickr/fot. Seb Daly/RISE via Sportsfile (CC BY 2.0)

USA nałożyły sankcje na szefową lokalnej administracji Hongkongu Carrie Lam, źródło: Flickr/fot. Seb Daly/RISE via Sportsfile (CC BY 2.0)

Amerykański Departament Stanu nałożył sankcje na stojącą na czele lokalnych autonomicznych władz Hongkongu Carrie Lam oraz 10 innych urzędników z miejscowej propekińskiej administracji.

 

Ma to związek z narzuconą byłej brytyjskiej kolonii przez Pekin (z pominięciem lokalnej legislatywy) kontrowersyjnej ustawy o bezpieczeństwie publicznym, która pozwala na karanie bardzo wysokimi wyrokami (nawet dożywociem) za tak ogólnikowo sformułowane czyny jak „zmowa z obcymi siłami, działalność wywrotowa czy separatyzm”.

Odebrano to powszechnie za próbę ograniczenia swobody działania opozycji oraz wolności słowa. Interpretacją tego, co podpada pod zakazane na mocy nowego prawa czyny zajmie się bowiem powołany właśnie Urząd Ochrony Bezpieczeństwa Narodowego.

Podlega on jednak nie autonomicznym władzom w Hongkongu, ale bezpośrednio Pekinowi. Stąd obawa, że każda niezależna działalność Hongkończyków będzie traktowana tak, jak to zwykła robić w Chinach kontynentalnych partia komunistyczna.

Na mocy nowej ustawy będzie można ludzi sądzić za „wywrotową działalność” przed sądami chińskimi, a nie hongkońskimi. To wszystko sprawiło, że uznano nowe prawo za złamanie zasady „jeden kraj, dwa systemy”, którą Pekin i Londyn uzgodniły w 1986 r. na czas po 1997 r., czyli po wygaśnięciu 99-letniej umowy o dzierżawie Hongkongu przez Wielką Brytanię.

Na mocy tego porozumienia Pekin zobowiązał się, że przynajmniej przez 50 lat zapewni byłej brytyjskiej kolonii szeroką autonomię, zwłaszcza w kwestii systemu prawnego. Oznacza to, że powinien to uszanować do 2047 r. Ale władze komunistycznych Chin słowa nie dotrzymały.

Wybory w Hongkongu z powodu pandemii przełożone o rok

Miały się odbyć zaraz po wakacjach, ale odbędą się dopiero za rok. Wybory parlamentarne w Hongkongu zostały przełożone z powodu pandemii koronawirusa. Opozycja uważa, że to wybieg, aby uniemożliwić jej zwycięstwo.

USA traktują już Hongkong tak jak całe Chiny

Stany Zjednoczone nałożyły w związku z przyjętą w czerwcu ustawą sankcje na chińskie banki, w których swoje aktywa trzymają pekińscy urzędnicy odpowiedzialni za narzucenie Hongkongowi nowej ustawy, a potem wdrażanie jej zapisów. Doszło już też do skazania pierwszych aresztowań uczestników opozycyjnych protestów na mocy nowego prawa.

Waszyngton odebrał również Hongkongowi przysługujący mu wcześniej specjalny status w handlu z USA. Uznano bowiem, że wraz z naruszeniem autonomii, będą dawną brytyjską kolonię traktować tak jak Chiny kontynentalne.

A to oznacza obłożenie sankcjami także hongkońskich urzędników. Jak poinformował sekretarz skarbu Steven Mnuchin chodzi o szefową lokalnych władz Hongkongu Carrie Lam oraz 10 innych miejscowych notabli o propekińskim nastawieniu, w tym dwóch głównych komendantów policji – obecnego oraz byłego. „USA zawsze stoją po stronie mieszkańców Hongkongu” – stwierdził Mnuchin.

Z kolei sekretarz stanu Mike Pompeo stwierdził, że działania władz w Pekinie wobec byłej brytyjskiej kolonii to afront dla świata. „Chińska Partia Komunistyczna dała jasno do zrozumienia, że Hongkong już nigdy nie będzie cieszył się dużą autonomią, którą obiecał sam Pekin. Będziemy zatem traktować Hongkong i Chiny jako jeden kraj, jeden system i podejmiemy działania przeciwko osobom, które przeciwstawiają się wolności w Hongkongu” – oświadczył Pompeo.

Francja podąża śladem Niemiec i Wielkiej Brytanii ws. Hongkongu

Wprowadzenie prawa o tzw. bezpieczeństwie narodowym wywołało napięcia między Chinami a Zachodem.

Władze Hongkongu: To barbarzyńska ingerencja

Działania władz USA spotkały się z ostrą krytyką zarówno władz hongkońskich, jak i chińskich. Biuro prasowe administracji byłej brytyjskiej kolonii nazwało decyzję o sankcjach „godną pożałowania i pozbawioną wstydu” oraz uznało ją za „rażącą i barbarzyńską ingerencję w wewnętrzne sprawy Chin”.

Zaś dyrektor znajdującego się w Hongkongu biura łącznikowego władz Chin centralnych Luo Huining określił ją nawet jako „prawdziwie niedorzeczna błazenada”. „To wszystko pokazuje, że USA tak naprawdę popierają antychiński chaos w Hongkongu” – stwierdził Huining. I dodał, że Chiny i Hongkong „nie dadzą się zastraszyć amerykańskim politykom.”

Od wczoraj (8 sierpnia) w Pekinie trwają obrady prezydium Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych, czyli parlamentu kontynentalnych Chin. Powszechnie oczekuje się, że zapadaną podczas niego jakieś decyzje dotyczące funkcjonowania władzy ustawodawczej w Hongkongu.

Wybory do hongkońskiego parlamentu zostały przełożone o rok. Oficjalnie z powodu pandemii koronawirusa, ale prodemokratyczna opozycja jest przekonana, że chodziło o uniemożliwienie jej wyborczego zwycięstwa.

Powstał jednak problem natury konstytucyjnej. Kadencja hongkońskich parlamentarzystów jest czteroletnia i upłynie jeszcze w tym roku. W związku z tym opóźnienie wyborów aż o rok może sprawić, że Hongkong znajdzie się w legislacyjnej próżni. Być może Pekin będzie chciał to wykorzystać do narzucenia byłej brytyjskiej kolonii kolejnych ustaw.