USA: Rosyjski atak hakerski na Macrona

adm. Mike Rogers

adm. Mike Rogers, szef NSA// Źródło: Departament Obrony

Amerykanie oskarżają Moskwę o próbę wpływania na wynik wyborów prezydenckich we Francji. To już kolejne oskarżenia wobec Rosjan o próby zmanipulowania wyborów w Europie i Ameryce.

 

Wczoraj (9 maja) swój raport  Komisji Sił Zbrojnych amerykańskiego Senatu przedstawiał dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Krajowego (NSA) adm. Mike Rogers. Rogers stwierdził, że Waszyngton był „świadomy działań rosyjskich” w kontekście francuskich wyborów prezydenckich na długo przed tym, zanim ujawnione zostały emaile prezydenta-elekta Emmanuela Macrona.

Atak hakerski na Macrona

W piątek 5 maja, na dwa dni przed drugą turą francuskich wyborów Macron, poinformował, że zhakowano 9 gigabajtów danych jego komitetu wyborczego (maili, zdjęć i innych dokumentów) i udostępniono w internecie. Macron wraz ze swoim ruchem politycznym En Marche! stwierdził, że stali się ofiarą „ogromnych i skoordynowanych działań hakerskich”.

Z uwagi na ciszę wyborczą, francuskie władze początkowo nie mogły oficjalnie wypowiedzieć się w tej sprawie, podobnie jak większość mediów – mogły to za to zrobić osoby prywatne, np. w sieciach społecznościowych. Z tego powodu uważa się godzinę upublicznienia danych (tuż przed godz. 20 w piątek), na cztery godziny przed oficjalnym początkiem ciszy wyborczej – za nieprzypadkowy.

Wciąż nie wiadomo, kto odpowiada za przejęcie i udostępnienie danych kampanii Macrona. Jednak prezydent-elekt już w przeszłości oskarżał Rosjan o próby działania przeciw sobie i zniszczenia jego kampanii wyborczej.

Aktywność Rosjan przeciw Macronowi miała się zwiększyć po tym, jak na początku bieżącego roku zaczął być głównym rywalem prorosyjskiej Marine Le Pen, liderki populistycznego Frontu Narodowego. Prezydent-elekt podkreślał, że jako jedyny spośród głównych kandydatów nie wypowiadał się pozytywnie o Rosji, co miało zaowocować nagonką na niego w rosyjskich mediach.

>> Czytaj więcej o oskarżeniach Macrona

Amerykanie też obwiniają Rosjan

Amerykanie wydają się potwierdzać słowa Macrona. Jeszcze przed wczorajszymi doniesieniami Rogersa, dwóch przedstawicieli środowisk wywiadowczych (proszących o zachowanie anonimowości) stwierdziło, że hakerzy atakujący Macrona mieli powiązania z Rosją.

Tych dwóch funkcjonariuszy oraz cztery inne osoby, które są zaznajomione z materiałami amerykańskich agencji wywiadowczych dotyczących ataków na Macrona, przyznały, że nie udało się znaleźć bezpośredniego dowodu na to, że Kreml zlecił ataki hakerskie na Macrona. Jednak organizacje, które atakowały Macrona i jego sztab „są powiązane z rosyjskim wywiadem”. Te same źródła przyznały również, że pod koniec kampanii nagonka medialna na Macrona przez kontrolowane przez Kreml media, w tym RT i Sputnik, przybierała na sile.

Z kolei dwa źródła agencji Reutera w amerykańskim rządzie i jedno w jednym z rządów w Europie potwierdzili agencji, że są ewidentne dowody na rosyjskie cyberataki na Macrona od co najmniej listopada.

Rogers zapewnił wczoraj Senat, że Amerykanie poinformowali odpowiednio wcześnie swoich francuskich odpowiedników. „Powiedzieliśmy im, ‘słuchajcie, obserwujemy Rosjan, widzimy, że penetrują oni waszą infrastrukturę” – stwierdził Rogers.

Senator Richard Durbin wysłał wczoraj list do Departamentu Sprawiedliwości, FBI i Dyrektora ds. Wywiadu Krajowego, w którym prosi o „szczegółowe przedstawienie” oceny rządu względem cyberataków na Francję i działań podjętych przez Waszyngton w tej sprawie. Duży udział w rozpowszechnianiu dokumentów sztabu Macrona miało wielu amerykańskich blogerów zwolenników Donalda Trumpa.

Niezależnie od działań wywiadu amerykańskiego, sprawie Macrona przyjrzała się też prywatna firma Flashpoint. Według niej za ataki odpowiada grupa hakerska APT28 (Fancy Bear), która jest obwiniana za ataki na komitet wyborczy Demokratów przy okazji wyborów prezydenckich w USA w 2016 r.

>> Czytaj więcej o Fancy Bear

Rosjanie regularnie zaprzeczają wszelkim oskarżeniom o powiązania z atakami hakerskimi na inne państwa.