Unijna ambasada w Afganistanie w centrum skandalu ze szmuglem alkoholu

źródło Pixabay

źródło Pixabay

Bardzo wiele wskazuje na to, że przedstawicielstwo UE w afgańskiej stolicy Kabulu zostało wykorzystane do przemytu alkoholu. Unijni śledczy wyjaśniają czy pracownicy ambasady pomagali sprowadzać napoje wyskokowe do kraju, gdzie panuje niemal całkowita prohibicja.

 

Sprawę jako pierwszy opisał brytyjski dziennik „Guardian”. W Afganistanie obowiązuje całkowity zakaz produkcji i sprzedaży alkoholu. Wyjątek zrobiono dla zagranicznych ambasad, którym wolno sprowadzać napoje alkoholowe, ale jedynie na własny użytek, a ani jedna butelka nie może opuścić budynków zajmowanych przez dyplomatów. Śledczy z Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) podejrzewają jednak, że od dłuższego czasu część pracowników unijnego przedstawicielstwa w Kabulu nielegalnie wywoziła z terenu ambasady alkohol i sprzedawała go na bardzo prężnie działającym w afgańskiej stolicy czarnym rynku. Stworzony miał zostać cały system szmuglu poza teren placówki dyplomatycznej.

Pierwsze podejrzenia pojawiły się w sierpniu, gdy jedna z wyższych rangą urzędniczek unijnego przedstawicielstwa zauważyła trzech pracowników sąsiadującej z unijnym przedstawicielstwem restauracji wynoszących z budynku starą lodówkę. Ponieważ ta wyglądała na wyjątkowo ciężką, zażądała okazania jej zawartości. W środku znajdowało się bardzo wiele butelek wina i drogiej whisky. Natychmiast poinformowano o wszystkim ambasadora UE w Afganistanie Franza-Michaela Mellbina. Ten nakazał pracownikom obserwowanie sytuacji. Gdy doszło do kolejnych wpadek przemytników, sprawą zajęli się pracownicy OLAF. Poznali oni m.in. korespondencję jaką za pośrednictwem Facebooka i WhatsAppa prowadzili członkowie szajki przemytniczej. Zaangażowani byli w nią pracownicy ambasady oraz grupa afgańskich przedsiębiorców, która upłynniała później alkohol na czarnym rynku.

Zakazane diamenty z Zimbabwe trafiały do UE?

Raport pozarządowej organizacji śledczej Global Witness wskazuje, że polityczna i wojskowa elita omijała unijne sankcje.

Whisky w śmieciach

Według ustaleń śledczych butelki z winem, whisky, ginem, wódką czy piwem wywożono z terenu ambasady w bardzo pomysłowy sposób. Ukrywano je nie tylko w sprzęcie AGD, ale także w specjalnie przygotowanych 1,5-metrowych butlach gazowych. Wywożono je także pod osłoną nocy ukryte w wózkach ze śmieciami. OLAF zastanawia się teraz czy rozpocząć oficjalne śledztwo w sprawie domniemanego przemytu. Nie ujawniono na razie czy w szajkę zaangażowany był któryś z europejskich dyplomatów, czy tylko afgańscy pracownicy przedstawicielstwa. W sumie w unijnej ambasadzie w Kabulu pracuje 110 osób. 40 z nich to obywatele UE, pozostali to Afgańczycy.

Nie wiadomo też czy poza teren ambasady wynoszono jedynie alkohol, który pozostał po bankietach lub przyjęciach, czy też specjalnie sprowadzano ogromne ilości, aby potem upłynnić je z wielkim przebiciem na afgańskim czarnym rynku. Gdyby okazało się, że ambasada sprowadzała (za pieniądze unijnych podatników) alkohol z myślą o jego sprzedaży, OLAF miałby podstawę do oficjalnego wszczęcia śledztwa. Gdyby jednak sprzedawano z ambasady tylko ukradziony alkohol, wszystko znalazłoby się jedynie w gestii afgańskiej policji. „Guardian” dotarł jednak do faktury jaką ambasada wystawiła jednej z zarejestrowanych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich firm zajmujących się zaopatrzeniem. Okazuje się, że w ciągu zaledwie 20 miesięcy (do grudnia 2016 r.) unijne przedstawicielstwo wydało na alkohol ok. 510 tys. dolarów.

W Polsce rozbito gang przemytników marihuany

W koordynowanej przez Europol akcji, rozbito gang przemytników marihuany działający w Polsce i Hiszpanii. Przejęto prawie 160 kg towaru.

Czarny rynek bardzo atrakcyjny

Jeśli ktoś sprowadzał specjalnie napoje wyskokowe do ich sprzedaży, mógł naprawdę dobrze zarobić. Czarnorynkowe ceny w Afganistanie są bardzo wysokie. Butelka wódki, której sprowadzenie kosztuje ambasadę ok. 10 dolarów, na czarnym rynku sprzedawana jest nawet sześć razy drożej. Ujawniona korespondencja między członkami szajki sugeruje, że na alkohol składano bardzo konkretne zamówienia. Ustalano nie tylko jego ilość, ale także dokładne marki czy gatunki whisky lub ginu. Dlatego Europejska Służba Działań Zewnętrznych poinformowała, że traktuje sprawę bardzo poważnie i będzie dążyć do pełnego wyjaśnienia czy do szajki należeli jacyś urzędnicy UE.

To nie jedyny w ostatnich tygodniach skandal dotyczący związków dyplomatów z przemytem alkoholu do kraju muzułmańskiego. W październiku doszło do włamania na teren ambasady Korei Północnej w stolicy Pakistanu – Islamabadzie. Złodzieje, którzy weszli nocą na teren placówki dyplomatycznej ukradli setki butelek ze szkocką whisky, francuskim winem i piwem. Łączna wartość alkoholu przekroczyła 150 tys. dolarów. Czarnorynkowa mogła sięgać nawet miliona. Pakistańska policja ustaliła potem, że północnokoreańscy dyplomaci najprawdopodobniej sprowadzali nielegalnie do kraju alkohol od wielu lat i sprzedawali go lokalnym grupom przestępczym. Aresztowano jednak tylko pakistańskiego pracownika ambasady.