Ukraina krytykowana za mistyfikację ze śmiercią rosyjskiego dziennikarza

Arkadij Babczenko, źródło: Facebook/babchenkoa

Arkadij Babczenko, źródło: Facebook/babchenkoa

Po tym jak sprawa rzekomego „zabójstwa” w Kijowie rosyjskiego dziennikarza Arkadija Babczenki okazała się przygotowaną przez ukraińskie służby specjalne prowokacją, wiele osób na Zachodzie zareagowało oburzeniem. Krytykę pod adresem ukraińskich władz wystosowały m.in. OBWE oraz Reporterzy Bez Granic.

 

41-letni Arkadij Babczenko, pochodzący z Rosji dziennikarz i korespondent wojenny schronił się w Kijowie w 2017 r. Swój kraj opuścił ze strachu przez zemstą za artykuły, w których opisywał zaangażowanie rosyjskiej armii w wojny w Donbasie oraz Syrii. Gdy w środę poinformowano o tym, że został on zastrzelony w drzwiach własnego mieszkania, podejrzenia szybko padły na Rosję. O zorganizowanie morderstwa premier Ukrainy Wołodymyr Hrojsman oskarżył Moskwę. Kilkanaście godzin później okazało się jednak, że Babczenko jest cały i zdrowy, a jego „zabójstwo” zostało zainscenizowane na potrzeby akcji Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), która miała pozwolić na wykrycie rosyjskiej siatki szpiegowskiej. Babczenko pojawił się na konferencji prasowej w towarzystwie szefa SBU Wasyla Hrycaka i ministra spraw wewnętrznych Jurija Łucenki.

Babczenko przeprosił żonę

Babczenko od razu przeprosił wszystkich za to, że razem ze służbami specjalnymi upozorował swoją śmierć. Specjalne przeprosiny skierował też do swojej żony Aleksandry, która nie była wtajemniczona w całą operację i odnalazła jako pierwsza rzekomo postrzelonego męża. Babczenko leżał na brzuchu w kałuży krwi, a na plecach miał kilka śladów po kulach. „Przepraszam za piekło jakie przeszłaś. Inaczej nie mogliśmy” – powiedział. SBU miało bowiem dwa miesiące temu wykryć spisek na życie Babczenki. Płatny zabójca z ukraińskim obywatelstwem miał otrzymać 30 tys. dolarów za zamordowanie rosyjskiego dziennikarza. SBU postanowiło wtajemniczyć Babczenkę w plan zdemaskowania organizatorów morderstwa. Policja poinformowała wczoraj o zatrzymaniu w związku ze sprawą dwóch osób. Do internetu wyciekły zaś zdjęcia z rzekomo martwym Babczenką, które miały pomóc w zdemaskowaniu zleceniodawcy. Po otrzymaniu dowodów na wykonanie zlecenia miał on bowiem spotkać się z zabójcą i przekazać mu resztę wynagrodzenia. Potencjalny zabójca od dwóch miesięcy współpracował już jednak z SBU.

Dzień po ujawnieniu mistyfikacji Arkadij Babczenko podał część szczegółów dotyczących operacji. SBU miało dostarczyć mu woreczki ze świńską krwią oraz specjalną, podziurawioną koszulkę, którą założył, gdy jego żona była w łazience. Zawodowy charakteryzator miał mu pomóc w przygotowaniu się do upozorowania zabójstwa. Babczenko udawał śmiertelnie rannego, gdy na miejsce przyjechała karetka. Ekipa ratowników była jednak podstawiona. Oficjalnie dziennikarz zmarł w drodze do szpitala. Tak naprawdę, został tam co prawda przewieziony i na chwilę umieszczony w kostnicy, ale szybko został przeprowadzony do innego pomieszczenia, gdzie zmył charakteryzację i spokojnie oglądał telewizję, w której „wciąż słyszał jak świetnym był facetem”. Wywiad z Babczenką opublikowała wczoraj ukraińska telewizja Kanał 5.

Krytyka pod adresem Kijowa

Pod adresem ukraińskich władz posypało się jednak wiele głosów krytyki w związku z tą mistyfikacją. Odpowiadający w OBWE za kwestie wolności mediów Harlem Desir potępił Kijów za „rozpowszechnianie fałszywych informacji na temat śmierci dziennikarza”. „Obowiązkiem państwa jest zapewnianie społeczeństwu prawdziwych informacji” – powiedział Desir. Z kolei dyrektor organizacji Reporterzy Bez Granic Christophe Deloire „wyraził zdecydowane oburzenie z powodu manipulacji ukraińskich służb, które posłużyły się wojną informacyjną”. „To zawsze bardzo niebezpieczne dla państwa, gdy gra ono faktami dotyczącymi dziennikarzy” – oświadczył Deloire. Natomiast Komitet Ochrony Dziennikarzy  (CPJ) wyraził obawę o przyszłość zaufania do mediów oraz etykę pracy dziennikarskiej. „Przede wszystkim cieszymy się jednak, że Arkadij Babczenko żyje” – oświadczyła odpowiedzialna w CPJ za program Europy i Azji Środkowej Nina Ognianowa.

Szczególnie oburzona była prasa brytyjska, która zarzuciła Babczence oraz SBU podkopanie zaufania do dziennikarzy oraz wpisanie się w narrację Kremla, który od dawna oskarża Londyn o to, że to brytyjskie służby upozorowały atak neurotoksyną na byłego oficera rosyjskiego wywiadu wojskowego Siergieja Skripala. Skripal został otruty w lutym w Salisbury na południu Anglii, gdzie mieszkał. Niedawno wyszedł ze szpitala, ale będzie dochodził do zdrowia jeszcze wiele miesięcy. O próbę jego zabójstwa władze Wielkiej Brytanii oskarżyły Rosję. Skripal w latach 90. XX wieku został bowiem podwójnym agentem MI5. Sprawa wywołała największy kryzys dyplomatyczny na linii Londyn-Moskwa od czasów zimnej wojny. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa uznała sfingowanie zabójstwa Babczenki za „maskaradę zrealizowaną w celu propagandowego oczernienia Rosji”. Przewodniczący komisji spraw zagranicznych w rosyjskiej Dumie Państwowej Konstantin Kosaczow uznał już, że sprawa Babczenki dowodzi rosyjskiej niewinności w sprawie Skripala.

Babczenko zaprzeczył jednak, by wziął udział w grze wywiadowczej, która nie miała sensu. „W pierwszej chwili, gdy dowiedziałem się, że jest spisek na moje życie, chciałem spakować się i uciec na Biegun Północny. Ale potem uzmysłowiłem sobie, że Skripal też próbował uciec. Nie mogłem się ukryć” – mówił rosyjski dziennikarz. Brytyjskiej prasie odpowiedział ostro: „Moi drodzy, p….cie się! Jeśli chcecie mi pomóc, to dajcie mi brytyjski paszport i fachową ochronę. Wtedy dopiero pouczajcie mnie na temat tego, jak dbać o życie moje i mojej rodziny, j…..ne mądrale!” Dodał, że myślał głównie o przeżyciu, a nie o etyce dziennikarskiej.

"Zabity" w Kijowie rosyjski dziennikarz jednak żyje

41-letni Arkadij Babczenko miał zginąć wczoraj wieczorem (29 maja) od kilku strzałów w plecy w drzwiach swojego mieszkania w ukraińskiej stolicy. Rosyjski dziennikarz przeprowadził się jakiś czas temu do Kijowa z powodu gróźb, jakie otrzymywał w związku ze swoją pracą …