– Jesteśmy wdzięczni za zaproszenie białoruskiej głowy państwa na szczyt, to dowód na postęp w relacjach białorusko-unijnych – mówił we wtorek zastępca rzecznika MSZ Aleksander Szuplak.

Ale to nie Aleksander Łukaszenka będzie reprezentował białoruską delegację 25 listopada w Brukseli, tylko minister Uładzimir Makiej.

– Unijne Partnerstwo Wschodnie to forma współpracy, w ramach której państwa przyjmują kurs prounijny. Białoruś nie zamierza tego robić – oświadczył Szuplak, podkreślając, że Mińsk będzie dążył do zacieśnienia relacji z UE i kontynuował współpracę w ramach Partnerstwa Wschodniego jako apolitycznego instrumentu, który nie jest skierowany przeciwko komukolwiek.

MSZ przypomniało też, że wizyta na najwyższym szczeblu jest zazwyczaj kulminacją stosunków dwustronnych, a Białoruś i UE mają jeszcze przed sobą negocjacje dotyczące zawarcia umowy o współpracy.

Białorusko-unijne zbliżenie

Partnerstwo Wschodnie to unijny program uruchomiony w 2009 r. z inicjatywy Polski i Szwecji. Adresowany jest do wschodnich sąsiadów UE: Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Gruzji, Azerbejdżanu i Armenii, przewiduje zacieśnienie współpracy tych państw z krajami wspólnoty przez wprowadzenie zasad wolnego handlu, zniesienie ograniczeń wizowych i udział w programach europejskich. Po raz pierwszy na szczyt został oficjalnie zaproszony Aleksander Łukaszenka. Przedstawiciele Unii nie chcieli utrzymywać w przeszłości bezpośrednich kontaktów z białoruskim prezydentem, zarzucając mu naruszanie praw człowieka i fałszowanie wyborów.

Po wybuchu konfliktu na Ukrainie w 2014 r. Zachód wyraźnie poprawił relacje z Łukaszenką. Nie bez znaczenia było zwolnienie wszystkich białoruskich więźniów politycznych oraz dystansowanie się Mińska od agresywnej polityki Kremla. Białoruś w ostatnich trzech latach okazywała chęć ocieplenia relacji z Zachodem. Łukaszenka zrezygnował z antyzachodniej retoryki i starał się unikać otwartego represjonowania swoich przeciwników politycznych.

Podbić cenę i nie drażnić Rosji

Białoruskie media niezależne pisząc o zaproszeniu Łukaszenki, zwróciły uwagę na to, że miał tam jechać w charakterze zwycięzcy, którego nie złamały unijne sankcje i lata bojkotu przez czołowych zachodnich polityków. Dlaczego więc Łukaszenka zrezygnował z triumfu?

– Stosunki z UE nie rozwijają się tak, jak chciałby tego Łukaszenka. Białoruś jest zainteresowana otrzymywaniem finansowego wsparcia, przyciąganiem inwestycji, tymczasem żadnego przełomu w tych kwestiach nie ma – mówi „Wyborczej” białoruski politolog Walery Karbalewicz z Analitycznego Centrum Strategia. Rezygnacja Łukaszenki z wizyty ma jego zdaniem zademonstrować, że to Zachodowi dziś bardziej zależy na dobrych relacjach z Białorusią niż samej Białorusi.

– Jeżeli tak jest, to zachodni politycy muszą się bardziej postarać, by zechciał do nich przyjechać – uważa Karbalewicz.

Rosja uważa Partnerstwo Wschodnie za zagrożenie. Niejednokrotnie zarzucała Unii Europejskiej chęć zbudowania antyrosyjskiego kordonu u swoich granic.

Juraś Hubarewicz, lider opozycyjnego ruchu „O Wolność”, przypomina, że Białoruś ze wszystkich krajów Partnerstwa Wschodniego jest najbardziej zintegrowana z Rosją, współpracuje z nią na płaszczyźnie politycznej, ekonomicznej i wojskowej.

– Dlatego Kreml nerwowo reaguje na ocieplenie relacji Mińska z Zachodem. Łukaszenka rezygnując z wyjazdu, postanowił nie drażnić Rosji – mówi „Wyborczej” Hubarewicz.

Artykuł publikowany w ramach współpracy medialnej Gazety Wyborczej z EURACTIV.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza