MSZ krytykuje niemiecką ambasadę za udział w Paradzie Równości

Szymon Szynkowski vel Sęk, Arndt Freytag von Loringhoven, MSZ, ambasador Niemiec

Sekretarz stanu w MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk i ambasador Niemiec w Polsce Arndt Freytag von Loringhoven [Twitter] [Arndt Freytag von Loringhoven @Amb_Niemiec]

Wiceszef MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk zasugerował, że ambasada Niemiec w Warszawie „naruszyła konwencję wiedeńską, uczestnicząc w antyrządowych demonstracjach.” To odpowiedź na wpis na Twitterze niemieckiego ambasadora, dotyczący udziału pracowników placówki w sobotniej Paradzie Równości.

 

Parada Równości przeszła w sobotę (19 czerwca) ulicami Warszawy już po raz 20. Odbyła się po dwuletniej przerwie, bowiem w ubiegłym roku wydarzenie zostało odwołane ze względu na zagrożenie związane z pandemią koronawirusa.

Na czele pochodu szedł prezydent stolicy Rafał Trzaskowski. W paradzie wzięli udział także przedstawiciele wielu zagranicznych ambasad w Polsce, w tym dyplomaci z USA, z Niemiec, z Danii, z Kanady, z Finlandii i Szwecji. Osobiście uczestniczył też Bix Aliu, chargé d’affaires ambasady USA, sprawujący z powodu braku ambasadora funkcję najwyższego przedstawiciela dyplomatycznego Stanów Zjednoczonych w Polsce.

MSZ zarzuca niemieckiej ambasadzie lekceważenie Konwencji wiedeńskiej

Największą uwagę polskiej dyplomacji przykuła jednak obecność na paradzie pracowników ambasady Niemiec. „Za tolerancją i przeciwko dyskryminacji”, napisał na Twitterze ambasador Niemiec Arndt Freytag von Loringhoven, komentując ich udział.

Jego post spotkał się z ostrą odpowiedzią wiceministra spraw zagranicznych Szymona Szynkowskiego vel Sęka, który zwrócił uwagę na używane przez część protestujących niecenzuralne hasło przeciwko partii rządzącej.

Zasugerował on, że przez swój udział niemieccy dyplomaci podpisują się pod tym hasłem, co jego zdaniem jest nie tylko niestosowne wobec państwa przyjmującego, ale też może stanowić naruszenie Konwencji wiedeńskej o stosunkach dyplomatycznych. „Niewątpliwy wkład w relacje polsko-niemieckie”, ocenił z ironią.

Saryusz-Wolski: Ci dyplomaci nie powinni sprawować swoich funkcji

Ze zdaniem wiceszefa MSZ zgodził się europoseł PiS Jacek Saryusz-Wolski, który stwierdził, że poprzez udział ambasad w Paradzie Równości ambasadorowie biorą udział w sporze politycznym w Polsce. W ostrych słowach ocenił, że podobna postawa dyskwalifikuje ich jako dyplomatów.

„Nawet gdyby popierali gnębioną staż pożarną, to taki abstrakcyjny przykład, to łamią konwencje wiedeńską. Na gruncie tej konwencji powinna być odmówiona im akredytacja. Ponieważ ingerują w wewnętrzne sprawy kraju przyjęcia. To jest wykluczone przez tę konwencję. Czyli w zasadzie nie są dyplomatami, dlatego nie powinni pełnić tej funkcji”, powiedział Saryusz-Wolski, cytowany przez „Wprost”.

Zasugerował też, że MSZ i tak łagodnie zareagował na poczynania zagranicznych przedstawicieli w Polsce. „Chciałbym zobaczyć tych samych dyplomatów robiących podobne rzeczy w Arabii Saudyjskiej”, ironizował.

Ambasadorzy Francji i Niemiec apelują do Polski o współpracę w walce z pandemią i przyjęcie unijnego budżetu

Zdaniem Arndta Freytaga von Loringhovena i Frédérica Billeta w czasie pandemii koronawirusa potrzebna jest sil

„Przykleja się nam łatkę kraju gnębiącego mniejszości”

Zdaniem eurodeputowanego partii rządzącej i byłego kandydata na szefa Rady Europejskiej sprawa ma głębsze dno, ponieważ na dłuższą metę wiąże się z fundamentalnym bezpieczeństwem Polski.

„To jest skoncentrowana akcja wojny informacyjnej”, stwierdził. „Przyklejono nam łatkę kraju niedemokratycznego, teraz chce się nam przykleić łatkę kraju gnębiącego mniejszości seksualne”, dodał.

„Jeśli dany kraj jest tak spotwarzony jako niepraworządny i łamiący prawa człowieka, to łatwo temu krajowi odmówić wsparcia w godzinie próby. To jest sposób na to, żeby gwarancje bezpieczeństwa wobec Polski stanęły pod znakiem zapytania”, ocenił Jacek Saryusz-Wolski.

Jego zdaniem przeciwnicy PiS na krajowej scenie politycznej nie są świadomi zagrożenia. „Z tego nie zdają sobie sprawy politycy opozycji totalnej w Polce. To nie jest śmieszne. To jest socjotechnika stosowana w skali międzynarodowej wobec Polski. To nie jest tylko cywilizacyjno-kulturowa wojna”, ostrzegał.

Polska wciąż waha się ws. nowego ambasadora Niemiec. Problemem ojciec dyplomaty?

Brak akceptacji przez Warszawę Arndta Freytaga von Loringhovena na ambasadora Niemiec w Polsce może zaszkodzić dwustronnym relacjom z Berlinem?

Źródłem sporu nie parada, a ambasador?

To nie pierwsza w ciągu ostatniego roku kontrowersyjna sprawa między stroną polską a niemiecką ambasadą, dotycząca samego ambasadora. Latem ubiegłego roku głośno zrobiło się o przeciąganiu przez stronę polską wydania Freytagowi von Loringhovenowi, byłemu zastępcy sekretarza generalnego NATO ds. wywiadu i bezpieczeństwa, przygotowującemu się wówczas do objęcia stanowiska w Warszawie, agrément, czyli oficjalnej zgody państwa przyjmującego na przyjazd obcego przedstawiciela dyplomatycznego.

W polskich i niemieckich mediach mówiło się wówczas, że przyczyną zwłoki jest ojciec dyplomaty, Bernd Freytag von Loringhoven, który w czasie II wojny światowej jako żołnierz Wehrmachtu był adiutantem szefa sztabu Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (OKH) Hansa Krebsa. Znał on osobiście Hitlera, a nawet przebywał w jego otoczeniu w ostatnich dniach jego życia. Sam Jarosław Kaczyński według mediów miał stwierdzić, że objęcie stanowiska ambasadora przez osobę z taką historią „budzi ogromne zastrzeżenia”.

„To skrajna interpretacja doboru ludzi”, krytykował wówczas polskie władze w rozmowie z EURACTIV.pl dr hab. Marek Grela, były wiceminister spraw zagranicznych, były ambasador RP przy Unii Europejskiej, podkreślając, że „przedstawicieli dyplomatycznych nie wybiera się nigdy przez pryzmat tego, kim byli ich ojcowie”. Ostatecznie MSZ wydał niemieckiemu dyplomacie agrément, a prezydent Andrzej Duda we wrześniu przyjął od niego listy uwierzytelniające.