Solana apeluje o spokój w Mołdawii

Demonstranci w Kiszyniowie zaatakowali siedzibę parlamentu i rezydencję prezydenta domagając się powtórzenia wyborów, w których prorosyjska rządząca Partia Komunistów Republiki Mołdawii (PCRM) zdobyła prawie połowę głosów. Protestujący już drugi dzień uważają bowiem, że niedzielne wybory zostały sfałszowane. Jednak obserwatorzy OBWE je uznali wytykając jedynie kilka niedociągnięć.

„Apeluję do wszystkich stron, by powstrzymały się od przemocy i prowokacji” – przytacza słowa Solany za PAP „Rzeczpospolita” na swojej stronie internetowej.  Szef unijnej dyplomacji podkreślił, że ataki na siedziby władz są niedopuszczalne.

Z podobnym apelem zwróciły się polskie władze. „Apelujemy do władz Mołdawii o powstrzymanie użycia siły i do demonstrujących, aby zachowali dużą wstrzemięźliwość” – cytuje „Rzeczpospolita”  za PAP rzecznika MSZ Piotra Paszkowskiego. Wyraził przy tym nadzieję, że konflikt w Mołdawii zostanie rozwiązany na drodze pokojowej, a ten kraj w dalszym ciągu będzie wiązać swoją przyszłość z Unią Europejską. Poinformował przy tym, że na razie nie ma doniesień, by w demonstracjach brali udział Polacy lub by znajdowali się wśród poszkodowanych.

Natomiast wiceminister spraw zagranicznych Rosji, Grigorij Karasin powiedział, że jego kraj jest głęboko zaniepokojony wydarzeniami w Mołdawii. Według „Rzeczpospolitej”, rosyjskie podały, że kluczową rolę w organizacji masowych protestów w Kiszyniowie odgrywa 25-letnia Natalia Morari, dziennikarka rosyjskiego tygodnika "Nowoje Wriemia", jedna z twórczyń ruchu młodzieżowego Demokratyczna Alternatywa.

W wyniku trwającego przez cały wtorek protestu ponad 10 tysięcy demonstrantów, głównie studentów, rannych zostało ponad 30 osób, zarówno policjantów, jak i cywilów. Skandowali hasła: "Precz z komunistami", "Wolność, wolność". Nieśli flagi Unii Europejskiej, Mołdawii i Rumunii.

Przełamali szpaler policji, która użyła gazów łzawiących i armatek wodnych. Wdarli się do budynku parlamentu, zaczęli wyrzucać meble na ulicę i podpalać.

Prezydent Mołdawii Władimir Woronin skarżył przywódców opozycji o zamach stanu. W telewizyjnym apelu do narodu powiedział, że "wszystko, co przedsięwzięli w ciągu ostatnich 24 godzin, nie może być określone inaczej niż jako zamach stanu". Dodał, że "wstąpili oni na drogę przejęcia władzy przemocą" i zapowiedział, że władze kraju będą "zdecydowanie bronić państwa przeciwko przywódcom pogromu" i chronić jego integralność.

Woronin  zgodził się jednak na powtórne przeliczenie głosów oddanych w niedzielnych wyborach parlamentarnych,  które – według opozycji – zostały sfałszowane.

„Apelujemy o nowe wybory parlamentarne i wygramy je” – cytuje „Rzeczpospolita” słowa  Serafima Urecheanu, przewodniczącego Sojuszu "Nasza Mołdawia", jednego z trzech ugrupowań parlamentarnych, które znalazło się w wybranym w niedzielę parlamencie.

Demonstranci i policja ogłosili rozejm, a przywódcy mołdawskich partii opozycyjnych mają zwrócić się do tłumu.

„Rzeczpospolita” przypomina, że Mołdawia jest najbiedniejszym państwem w Europie „wciśniętym” między Rumunię i Ukrainę. Większość jej mieszkańców mówi po rumuńsku, bo niemal cały kraj (z wyjątkiem separatystycznego dziś Naddniestrza) należała przed II wojną światową do Rumunii.

Teraz część centroprawicowej opozycji chce połączenia z tym krajem, tym bardziej atrakcyjnym, że jest członkiem UE.

Natomiast komuniści, którzy dla wielu obywateli postradzieckiej republiki są gwarancją stabilności i bezpieczeństwa, opowiadają się za niepodległością, neutralnością i bliskimi związkami z Moskwą. (bea)