Sekretarz Stanu USA odwołał wizytę na Białorusi i Ukrainie

Sekretarz Stanu USA Mike Pompeo, źródło: Flickr/U.S. Department of State (CC0 Public Domain)

Mike Pompeo na razie zrezygnował z podróży do Europy i Azji Centralnej, podczas której miał odwiedzić Białoruś, Ukrainę, Cypr, Kazachstan i Uzbekistan. Ma to związek z sytuacją w Iraku i wtargnięciem manifestantów na teren ambasady USA w Bagdadzie.

 

Mike Pompeo w Kijowie miał się zjawić w najbliższy piątek (3 stycznia), aby potwierdzić amerykańskie poparcie dla ukraińskiej suwerenności i integralności terytorialnej. W planie wizyty znalazły się jego rozmowy z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, ministrem spraw zagranicznych Wadymem Prystajką i ministrem obrony Andrijem Zahorodniukiem.

W sobotę (4 stycznia) Pompeo miał przylecieć do stolicy Białorusi – Mińska. Tam zaplanowano jego spotkanie z prezydentem Alaksandrem Łukaszenką i ministrem spraw zagranicznych Uładzimirem Makiejem. Jak informował Departament Stanu USA, miało dojść do „podkreślenia zaangażowania USA na rzecz suwerennej, niepodległej, stabilnej i prosperującej Białorusi, a także potwierdzenia pragnienia normalizacji stosunków dwustronnych.”

Kolejne planowane sobotnie punkty podróży Pompeo to stolica Kazachstanu Nur-Sułtan i rozmowa z prezydentem Kasymem-Żomartem Tokajewem, byłym szefem państwa Nursułtanem Nazarbajewem i szefem MSZ Muchtarem Tileuberdim. W niedzielę i poniedziałek (5-6 stycznia) sekretarz stanu USA miał już być w Taszkencie w Uzbekistanie, aby rozmawiać tam z prezydentem Szawkatem Mirzijojewem i szefem uzbeckiej dyplomacji Abdulazizem Kamiłowem. Podróż miała zakończyć się we wtorek (7 stycznia) w stolicy Cypru – Nikozji.

Szef amerykańskiej dyplomacji odwiedzi Białoruś i Ukrainę

Białoruś, Ukraina, Kazachstan, Uzbekistan i Cypr znajdują się na trasie noworocznej wizyty amerykańskiego sekretarza stanu Mike’a Pompeo. Podczas wizyty w Europie dojdzie m.in. do rozmów z prezydentami Alaksandrem Łukaszenką oraz Wołodymyrem Zełenskim.

 

 

Tym razem sekretarz stanu USA Mike Pompeo nie odwiedzi Polski. Tymczasem …

Napięcia w Iraku

Podróż Pompeo została jednak odwołana, a rzeczniczka Departamentu Stanu Morgan Ortagus poinformowała, że „odbędzie się ona w późniejszym terminie”. „Sekretarz stanu musi zostać w Waszyngtonie, by móc się upewnić, że Amerykanie na Bliskim Wschodzie są bezpieczni. Musi śledzić sytuację w Iraku” – wyjaśniła Ortagus.

W Bagdadzie odbywają się bowiem bardzo żywiołowe protesty uliczne po tym, jak w niedzielę Pentagon potwierdził, że amerykańskie lotnictwo dokonało nalotu na znajdujące się w Iraku i Syrii budynki należące do szyickiej milicji Kataib Hezbollah (to odrębna organizacja od libańskiego Hezbollahu). W wyniku tych uderzeń miało zginąć 25 osób, a co najmniej 55 zostać rannych.

Bombardowanie było odwetem za atak bombowy na amerykańską bazę wojskową niedaleko Kirkuku na północy Iraku, w którym zginął cywilny pracownik amerykańskiej armii, a 6 innych osób zostało rannych. Szyickie milicje w Iraku są w dużej mierze sponsorowane przez Iran, z którym USA są poważnie skonfliktowane.

Manifestacje w Bagdadzie organizowane są właśnie głównie przez członków szyickich milicji. We wtorek (31 grudnia) wdarli się oni na teren kompleksu dyplomatycznego USA. Spalili budkę wartowniczą i wyłamali boczna bramę. Zatrzymali się około 200 metrów od budynku ambasady, gdy na dachu budynku pojawili się uzbrojeni amerykańscy marines. Samego ambasadora USA i innych dyplomatów ewakuowano zaś kilka godzin wcześniej.

Oblężenie kompleksu dyplomatycznego USA zakończyło się w środę (1 stycznia), gdy na miejscu pojawiły się irackie siły bezpieczeństwa. Wcześniej nie przeszkodziły one manifestantom w ataku na ambasadę. Władze w Bagdadzie potępiły bowiem działania Departamentu Obrony USA, a premier Iraku Adil Abd al-Mahdi stwierdził, że jego kraj „musi zredefiniować relacje ze Stanami Zjednoczonymi”.

Tymczasem Pentagon postanowił przesunąć do Iraku dodatkowych 750 żołnierzy z elitarnej z 82. Dywizji Powietrznodesantowej stacjonującej w Fort Bragg w Północnej Karolinie.

Eskalacja napięcia w Libii wywoła nową falę migracyjną do Europy?

Coraz więcej obaw o przyszłość Libii, w której toczy się wojna domowa między uznawanym przez społeczność międzynarodową rządem w Trypolisie a buntownikami ze wschodu kraju. Każda ze stron popierana jest przez inne mocarstwa.

 

Libia rozdarta jest wojną domową niemal od czasu …