Rusza kolejna misja Unii Europejskiej u wybrzeży Libii

Wysoki przedstawiciel UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa

Wysoki przedstawiciel UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell / zdjęcie via twitter @JosepBorrellF

W najbliższych dniach ma ruszyć kolejna unijna operacja na Morzu Śródziemnym. Ma ona na celu kontrolę, czy przestrzegane jest embargo na dostawy broni do Libii.

 

Czas na IRINI

Operacja IRINI (z greckiego „pokój”) miała ruszyć już pod koniec marca, zaraz po formalnym zakończeniu trwającej od 2015 r. operacji Sophia. Celem poprzedniej misji było zwalczanie przemytu ludzi na Morzu Śródziemnym w szczytowym momencie kryzysu migracyjnego. Po jej zakończeniu państwa UE nie mogły jednak dojść do porozumienia w kwestii tego, kto powinien dowodzić następną misją. Obiekcje co do samej natury misji miały też Austria i Węgry, co doprowadziło do opóźnienia jej startu prawie o miesiąc. Wiedeń i Budapeszt argumentowały bowiem, że misja stworzy de facto flotę ratunkową transportującą migrantów do Europy. W końcu udało się jednak osiągnąć porozumienie. Na środowej (29 kwietnia) konferencji prasowej w Brukseli rzecznik unijnej dyplomacji Peter Stano mógł z dumą obwieścić, że „IRINI w końcu może rozpocząć swoją misję”.

Według źródeł dyplomatycznych już w najbliższych dniach do strefy operacji we wschodniej części Morza Śródziemnego dotrze włoski okręt marynarki wojennej. Do czasu przybycia jednostek faktycznie przydzielonych do operacji IRINI, będzie on wspierany przez znajdujące się w okolicy statki innych państw UE. Państwa członkowskie obiecały na razie 3 jednostki morskie i 3 lotnicze. Drugie tyle zostanie udostępnione w tzw. powiązanym wsparciu, co oznacza, iż będą uczestniczyć w misji tylko przez pewien określony czas.

Operacja IRINI potrwa rok, choć istnieje możliwość jej przedłużenia. Uratowani przy okazji patrolowania wód Morza Śródziemnego migranci mają trafiać do Grecji. Jednak – w odróżnieniu od operacji Sophia – poszukiwanie migrantów nie będzie głównym zadaniem tej misji. Co cztery miesiące przygotowany będzie raport, który ma dokumentować, czy operacja nie powoduje wzmożenia działalności przemytników migrantów.

Koronawirus: Grecja łagodzi restrykcje

Będzie szansa na wielkie greckie wakacje?

Cele operacji

Głównym celem operacji IRINI jest egzekwowanie embarga na broń nałożonego na Libię przez ONZ przy pomocy sił morskich, powietrznych i satelitarnych. W szczególności chodzi tu o prowadzenie inspekcji statków na pełnym morzu u wybrzeży Libii. Mogą one mieć miejsce w przypadku uzasadnionych podejrzeń, że przewożą one broń lub materiały do Libii lub z Libii.

„Kryzys libijski może zostać zażegnany jedynie za pomocą rozwiązań politycznych i poprzez pełne poszanowanie embarga na broń nałożonego przez ONZ. Dyplomacja nie będzie jednak skuteczna, jeśli nie będą jej towarzyszyły także konkretne działania. Operacja IRINI będzie zatem miała kluczowe znaczenie i wyraźnie przyczyni się do wspierania pokoju w naszym bezpośrednim sąsiedztwie poprzez stałe zawieszenie broni” – mówił Josep Borrell, wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, po marcowym przyjęciu decyzji o uruchomieniu operacji.

Zobowiązanie do wdrożenia i efektywnego monitorowania przestrzegania embarga na eksport broni do Libii podjęto na styczniowej konferencji w Berlinie. Intensywne rozmowy w tej sprawie trwały także podczas lutowej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, nie udało się jednak wówczas wypracować jednolitego stanowiska UE w sprawie ‚następczyni’ dla Sophi.

Josep Borrell: Na bierności UE skorzystają inne państwa

„Kraje UE muszą wziąć większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo. W najbliższym sąsiedztwie Europy rozgrywa się wiele konfliktów. Wymaga to od nas działania. Na naszej bierności skorzystają inni gracze międzynarodowi” – mówi w rozmowie z EURACTIV Josep Borrell, wysoki przedstawiciel Unii …

Sytuacja w Libii

Ogłoszenie gotowości misji zbiegło się w czasie z poniedziałkowym zerwaniem  przez Chalifa Haftara zawartego w 2015 roku oenzetowskiego porozumienia w sprawie podziału władzy w Libii.

Libijski chaos trwa od czasu obalenia w 2011 roku jej dotychczasowego dyktatora Muammara al-Kadafiego. W efekcie walki o władzę wyłoniły się tam dwa zwalczające się  ośrodki: na zachodzie ustanowiony w 2015 r. i uznawany międzynarodowo (w tym przez ONZ) rząd zgody narodowej premiera Fajiza as-Sarradża z siedzibą w Trypolisie, a na wschodzie rząd zbuntowanego generała Chalify Haftara z samozwańczej Libijskiej Armii Narodowej. Jego siedziba mieści się z kolei w Bengazi. Haftar popierany jest przez m.in. Rosję, Izrael czy Arabię Suadyjską, zaś po stronie rządu stoją m.in. Turcja i Wielka Brytania.

Zacięte walki na zachodzie kraju nasiliły się w ostatnim miesiącu, pomimo licznych wezwań ONZ do zawarcia rozejmu i skupienia się na walce z koronawirusem. Zrywając w poniedziałek zawarte w 2015 r. porozumienie, w telewizyjnym przemówieniu Haftar oświadczył, że „jest ono przeszłością” i doprowadziłoby do zniszczenia kraju. „To farsa i ostatni z długiej serii zamachów stanu” – stwierdził w odpowiedzi trypolitański rząd zgody narodowej. Co ciekawe, posunięcia Haftara nie komplementowała Rosja, która ograniczyła się do stwierdzenia, że „trwające walki nie są powodem do podejmowania podobnych jednostronnych decyzji”.

Jednocześnie, jak podaje – za libijską telewizją Al Ahra – Al Jazeera, premier as-Sarradż wysłał do Rady Bezpieczeństwa ONZ oficjalny sprzeciw wobec operacji IRINI. Jego zdaniem jest ona niewystarczająca, ponieważ nie obejmuje monitorowania przestrzeni powietrznej oraz granic lądowych, którymi to kanałami – według niego – broń i amunicja docierają do sił Haftara.

Unia Europejska rozważy umorzenie długu państw Afryki

Unia Europejska szuka sposobów na pomoc Afryce w walce z koronawirusem.